Przejdź do głównej zawartości

Szczerbaty uśmiech poniedziałkowy.

Zaczynam kolejny tydzień. Jakoś tak... Lekko.

Kiedy wracam, z pracy, czuję jakbym wracała do siebie - mimo, że mieszkanie nie moje ani nawet samodzielne... Ale jest taki luz... Nie trzeba z niczego się tłumaczyć, niczego w sobie dusić... Po prostu żyć. Tak jak nam się podoba. I nawet ten zapchany tramwaj drażni już mniej. :) Oddycham.

Zaprosiliśmy Rodziców Mężona na obiad w sobotę. Już będzie prawie trzy tygodnie jak ich nie widziałam, więc myślę, że uda mi się to przetrwać. Tak właściwie to Teściowa zaprosiła nas pierwsza. Zaproszenie było takie jak zwykle - dzwoni o 11 w niedzielę i mówi, że mamy być na 13 na obiedzie. I wcale ją nie obchodzi, czy mamy jakieś plany czy nie. Robiła tak często jak wyprowadziliśmy się zaraz po ślubie. Starała się mieć nad nami kontrolę nawet na odległość. Sprawdzała, czy Synek rzuci wszystko byle biec, "bo to mama zaprasza". No i biegaliśmy... Czy były już plany, czy nie...
Ale wczoraj doczekałam się tego, że Mężon powiedział Mamie - "zapytam Żony czy czegoś już nie zaplanowała", a potem na moje protesty powiedział "Nie, dzisiaj nie przyjdziemy". :) Ach, dobrze mi z tym. Barrrdzo ;) Tak dobrze, że zaproponowałam, żeby oni przyszli w przyszła sobotę do nas na obiad i zobaczyli jak się urządziliśmy :) I teraz siedzę i się zastanawiam co upichcić. W sumie wyboru wielkiego nie mam, bo dla Teścia obiad bezmięsny to nie obiad ;) Ale chciałabym "pokazać że potrafię"... Więc - mięcho ziemniaczki i surówka na obiadek+wino, a na deser... no właśnie co dać Teściowej na deser?? Macie jakieś sprawdzone przepisy? :)

Miasto zasnute chmurami, co chwile wstrząsane burzami przetaczającymi się z głuchym łoskotem. Takie inne to lato...

Komentarze

  1. Twoj tesc, to jak moj mezon... obiad bez miesa, to nie obiad;)

    A na deser? Moze lod waniliowy z goracymi malinami!:D Pychotka!:)

    Pozdrawiam poniedzialkowo:*

    OdpowiedzUsuń
  2. Mmmm aż ślinka mi się zebrała :D Mam nadzieję, ze to nie spowoduje częstszych wizyt teściów ze spodziewaniem się takich deserów ;))

    OdpowiedzUsuń
  3. Jakbym o moim teściu czytała z tym zaproszeniem na obiad na godzinę, czy dwie...masakra po prostu, zbieram sie wlasnie do napisania takiego posta :)
    Hmm...u nas na deser to raczej standardowo jakies ciacha ze względu na dzieciaki, bo one uwielbiają takie domowe, a jak jeszcze robimy je razem, to juz poezja :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Eeee...to moze lepiej podac im cos innego?;P Po co narazc sie na dodatkowy stres, spowodowany czestszymi wizytami;P

    OdpowiedzUsuń
  5. :)) No właśnie właśnie... z jednej strony "uroki" spędzania z nimi czasu, a z drugiej chęć "zatkania buzi", żeby nie mogli powiedzieć ze synkowi źle się u mnie dzieje ;)) Ciężka sprawa dziewczyny. Kurcze, tu się nie da odpisywać na posty pojedynczo!!

    OdpowiedzUsuń
  6. Heh...to i tak masz dobrze:D moja Teściowa "odgórnie" ustaliła terminy obiadków na drugą niedzielę każdego miesiąca. O ew. zmianach onformuje co najmniej na 2 - 3 tygodnie wcześniej :D Dzięki temu wszyscy muszą przyjść.

    OdpowiedzUsuń
  7. To kup paczki!:D Pracy sobie zaoszczedzisz, a tesciowa pewnie bedzie wniebowzieta... bo w koncu kto paczkow nie lubi?;P Ja uwielbiam... a Ty?:)))

    OdpowiedzUsuń
  8. Hehehe :) Nie wiem czy to tak dobrze wiesz, Eunice, ona zwykle dzwoni jak ja już zupę nastawię albo mam pieczyste w piekarniku - chyba bym wolała takie "skazanie z góry" :D
    Cytrynko uwielbiam pączki, ale teściówka stwierdzi że nie potrafię sama więc kupuję :D a smażyc na pewno nie będę. Może coś z lodami? Albo krem jakiś z owoców? hmmm...

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Zbieram dobre słowa ;)

Popularne posty z tego bloga

Ku pamięci ;-)

Ważne!

Dzisiaj moja córka zaczęła pisać swój pamiętnik.

Ziarno zostało zasiane...

Ale serio? Że już??

Przecież jeszcze niedawno nie umiała czytać ani pisać!!


Starzeję się...

Niewątpliwie.

Wkurw totalny.

Zwykle tak bywa, że...

Do pewnego momentu jest super, doskonała relacja, pełne zrozumienie, odczytywanie zachcianek, picie sobie z dzióbków i tak dalej...

Następnie przychodzi zgrzyt. I Misiaczkowi Dziubdziusiowi, Koteczkowi rosną rogi i pazury, kopytami zarysowuje parkiet, we wszystkim jest na "nie".

Zaczyna używać słów "Mogłaś to zrobić wczoraj", " Mogłaś mi przypomnieć", " Nie wiedziałem", "Nie mam na to czasu" i "Czym ty jesteś zmęczona???"

Nagle czujemy się odpowiedzialne za całe zlo tego świata łącznie z gradobiciem i plagą komarów.

I domową boginię wśród fajerwerków i donośnych efektów dźwiękowych szlag nagły trafia.

Oczywiście ten stan rzeczy nie trwa nigdy długo. Misiaczek piłuje szpony a Walkiria chowa uzbrojenie w zaciszu szafy...

Ale są takie dni...

Na szczęście mam na nie sposoby..
Dzisiaj taki:

A Wy? Jakie macie rady na chwilowy Armagedon? :-)

Niedoczas....

Czytałam niedawno artykuł.
O nowego rodzaju biedzie.
O ludziach, którzy cierpią na brak czasu. Za żadne pieniądze nie da się go kupić...

Mi się ostatnio wydaje, że spędzam moje życie w pracy. Albo do niej jadąc, albo z niej wracając. Nie macie tak czasami?
Czas, który odczuwam naprawdę, ten, kiedy jestem z moją rodziną, albo robię coś dla siebie jest na wagę złota. I znam tę wagę...

Wielkanoc była wspaniała. Tym razem Rodzice i Babcia przyjechali do mnie. Mialam ich wszystkich tak blisko i choć pojawiły się międzypokoleniowe zgrzyty, było dobrze...

Kiedyś nie doceniałam tego wspólnego czasu. Teraz kiedy pozostało nas tak mało... kolekcjonuję wszystkie momenty, zapisuję w myślach chwile. Na zapas.

Jeszcze dwa dni i uciekamy z K. Reset, zmiana otoczenia, potrzebuję tego bardzo.
Znowu z Rodzicami... :-)

Nie mogę się doczekać.

Dziękuję że zostawiacie słowa. Może tego bardzo nie widać, ale znowu mi się dzięki temu chce pisać. 😀
Udanego weekendu.
Słońca Wam i Sobie życzę!