Przejdź do głównej zawartości

Prawie jak piątek

Dzień dobry :)

Imprezka udała się bardzo. Mężon był bardzo dzielny, przyjął życzenia, zdmuchnął świeczki, a potem rozlewał wodę ognistą :D A my darliśmy się oczywiście "i jeszcze jeden i jeszcze raz" ;)
Na szczęście sąsiadów mamy b. cierpliwych :D
Bawiliśmy się świetnie, dlatego poranek dnia następnego powitał nas zbyt wcześnie i zbyt boleśnie ;)

Takie mam wesołe to lato. Ciągle jakieś wyjścia, imieniny, urodziny, pamiętna parapetówka... Całkiem przyjemne to w sumie :)) Ale w ten weekend szykuje mi się imprezka u Babci Mężona... Rodzinne nasiadówki niestety nie są tym, co tygryski lubią najbardziej... Wręcz wolałabym się jakoś od tego wywinąć.

Mama teściowej, teściowa i dwie jej siostry... do tego mężowie, córki z mężami i dziećmi tych trzech ostatnich... wielkie AAAAAAAAA... i uciekać gdzie pieprz rośnie. Chyba aspołeczna jakaś jestem :/ Ale te rozmowy o każdym członku rodziny po kolei, o tym kto umarł, zachorował, urodził, wychodzi za mąż... No nie umiem tak.

Przeszkadzało mi już to, jak dziadkowie wozili mnie do ciotek (siódma woda po kisielu), sami zasiadali do kawy, ja musiałam "siedzieć cicho"... I dłużyły się te wizyty w nieskończoność... A mnie trafiało. Od pytań typu "a jak idzie w szkole? a co słychać u rodziców? - potem - a masz już jakiegoś kawalera?" jeszcze bardziej.

Teraz będzie to samo - rewia mody kuzynek Mężona, pokazujących gołe brzuchy i tlenione włosy... Próbujących wszelkimi siłami utrzymać na miejscu przy stole rozwrzeszczane dzieci aby żadna plotka nie umknęła ich uwadze... Peany pochwalne na temat pt. "co pięknego, nowego i drogiego udało im się kupić", komentarze typu - "czy Ty aby w ciąży nie jesteś, bo taka okrąglutka się zrobiłaś?" i docinki po negatywnej odpowiedzi "Nieee? A to już by trzeba było, latka lecą..."
I te bzdurne porady pt. "Nie mieszkajcie w wynajętym mieszkaniu bo to drożyzna i wywalanie pieniędzy w błoto. Lepiej własne kupić"... Nossssssszzzz cholera, jakby mnie było stać, to bym kupiła!!! I tak dalej i tak dalej... Siedzę tam, bo muszę i cierpię, bo ból głowy przed taką wycieczką zaczyna mi się już dzień wcześniej i utrzymuje jeszcze dzień później. :/

"Nie wypada nie jechać" - tłumaczenie Mężona, który zna wszystkich od małego, dla którego to jest naturalne środowisko i jedyna babcia. I mój smutny uśmiech, jak widzę go bawiącego się z dzieciakami, roześmianego, zadowolonego... Nie mogę mu tego odmówić...

Od jutra biorę urlop.Do poniedziałku. Poszwendam się po mieście, odstresuję, odpocznę od pracy. Może kupię coś ładnego, żeby bardzo się nie wyróżniać wśród tych modniś.
I może wrzucę coś tutaj... Trochę czegoś innego niż te dzisiejsze narzekania.

Ech. Do napisania :)

Komentarze

  1. Skąd ja to znam ? Teraz bardzo rzadko pojawiamy się na tego typu imprezach, bo i nie mamy u kogo, ale jeśli tylko zjedzie się rodzina teścia to wciąż słyszę- czemu wynajmujecie ? zamieszkajcie z teściem. Dlaczego pracujesz tu gdzie pracujesz ?Dzięki bogu nie pytaja mnie czy przypadkiem nie wpadłam na pomysł zostania mama po raz trzeci, bo na poczatku bacznie sie mi przyglądano, czy oby na pewno Martynka i Asia nie beda mialy "braciszka".

    OdpowiedzUsuń
  2. No właśnie :/ wrrrrrrr i tyle :( źle mi bo z jednej strony chcę żeby Mężon jest zadowolony, z drugiej chciałabym żeby mi dali święty spokój - tak źle i tak niedobrze :/

    OdpowiedzUsuń
  3. Takie imprezki to fajna sprawa, no ale te gadki dogadywania to już mniej.
    U nas weekend obfitował w grille i jak zwykle gadka teścia, czemu my wynajmujemy,m przecież możemy mieszkać u niego na wski i takie tam ple ple ple. A ja już nie mam siły się tłumaczyć po raz setny.
    Hańcia

    OdpowiedzUsuń
  4. oni po prostu nie rozumieją że nie jestesmy już dziecmi i potrzebujemy trochę normalnosci, spuszczenia ze smyczy, bez ciągłej troski i sprawdzania co robimy...

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja również nie cierpię takich rodzinnych zjazdów... szlak mnie trafia na samą myśl... przechwalanie się innych itd... wrrr. My również wynajmujemy domek bo na razie nie mamy innego wyjścia... cóż taki los... i nie trzeba przejmować się uwagami innych... ważne że macie mimo wszystko własny kąt...
    Dziękuję za odwiedzinki :) i zapraszam częściej my również będziemy tutaj częstymi gośćmi... Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. o witam ;) no właśnie się staram patrzeć na to przez palce, ale przez takie rzeczy oni są ciągle o wiele bardziej jego rodziną niż moją...

    OdpowiedzUsuń
  7. Odnoszę dziwne wrażenie, że piszesz o mojej rodzinie.
    Więcej nie napiszę, bo na samą myśl o tych nasiadówkach mam rozstrój żołądka....

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Zbieram dobre słowa ;)

Popularne posty z tego bloga

Maj mi gdzieś się zapodział....

Ani się nie obejrzałam a już 26...
Ciągle się coś dzieje, czas biegnie jak zwariowany.
Ledwo nadążam ze wszystkim :)

Ale co zrobisz jak nic nie zrobisz?

Dopiero co byliśmy w górach, dopiero wdrapywaliśmy się pod Giewont... Pięknie było... Udała się nam pogoda, odetchnęliśmy innością, wolnością, zachłysnęłam się na chwilę tym, że "nic nie muszę"... Jula poradziła sobie doskonale, bez narzekań pędziła po górskich ścieżkach, dzień kończąc dodatkowo szaleństwami na placu zabaw.


Uwielbiam Antałówkę, najchętniej zostałabym tam na zawsze :D


A potem wróciliśmy do rzeczywistości - dzień po dniu dom, szkoła, praca, dom szkoła praca, jakiś szybki weekend i od nowa.

Wyrobiłam latorośli dowód osobisty,  bo przyda się jej pod koniec sierpnia.

Jula zaliczyła pierwsze baletowe występy dla szerokiej publiczności na Pikniku, kolejne jeszcze przed nami. Uwielbiam patrzeć jak tańczy, prościutka jak struna, jak ćwiczy to, czego do końca nie potrafi, jaka jest zadowolona, że umie rozciągnąć się…

Ku pamięci ;-)

Ważne!

Dzisiaj moja córka zaczęła pisać swój pamiętnik.

Ziarno zostało zasiane...

Ale serio? Że już??

Przecież jeszcze niedawno nie umiała czytać ani pisać!!


Starzeję się...

Niewątpliwie.

Obraz, dotyk, dźwięk, zapach i smak.

W "tłusty czwartek" byłyśmy z Julindą u Zosi i jej mamy. Pączki usmażone przez D. - Doskonałe po prostu :) Z powidłami śliwkowymi i malinowymi. Rozpływały się w ustach... Cudne...Mięciutkie. Przepis. Pamiętać o przepisie...
A po słodkim czwartku ochota na zupełnie inne. Zielone. Czerwone. Chrupiąca roszponka. Delikatny jogurt grecki. Maleńkie pomidorki koktajlowe, które mają trochę więcej smaku niż plastikowe duże.
A na słodko - mocny czekoladowo-kokosowy zapach. Doskonale rozsmarowujące się na ciele masło do ciała o konsystencji musu... Obłędny... zdjęcie z lula.pl  W sobotę - na życzenie - kontynuacja kokosu. Ty m razem chrupiące ciastka z mleczną kawą... I spokojne, babskie  pogaduchy w dorosłym języku, bo mała  przeszkadzajka pojechała z wizytą do babci, a Mężon w pracy - jak zwykle....  Relaks doskonały... :)  I przeglądanie katalogu i rodzące się pragnienie posiadania... Kuszący zapach, zapadający w pamięć... TEN.
Będzie mój, już niedługo ;)

adres zdjęcia: http://i.ipl…