Przejdź do głównej zawartości

Jesienne gderanie...

Drzewa zgodnie robią streaptease... A babcie mierzą nowe, najmodniejsze w tym sezonie modele moherowych beretów....

Ale ciepło jest. Słońce leniwie rozgarnia chmury i przygląda się coraz bardziej osowiałym brunatnym miśkom, którym tylko spanie w głowie...

Byłam wczoraj na angielskim. Lektor z ADHD, przesympatyczny. Dziewuchy też spoko. Okazało się nawet, że nie zapomniałam wszystkiego od ostatniej lekcji w zeszłym roku i rozumiem co się do mnie mówi. I nawet na pytanie daję radę coś odbąknąć... Ino że...

Lekcje były i się skończyły, wylazłam na chodniczek przed budyneczkiem a tam ciemnooooo... Tramwaj zrobił śliczne ziuuuuuuu przed moim noskiem, a następny miałam za dwadzieścia minut... Pojechałam więc innym, żeby zaoszczędzić czas - wtryniając się z tej okazji prosto w jakiś koszmarny objazd.
W domu byłam ciut po 21. Stroskanemu Mężonowi zdążyłam powiedzieć "dobranoc" i z nosem w poduszce odpłynęłam w niebyt, który niestety zakończył się wielką rafą bynajmniej nie koralową o 6:30 dnia następnego. Powtórka z rozrywki w czwartek. Dziś tylko trochę szerzej ziewam niż wczoraj. Ciekawe ile się tak da?

Z powodu, że jej dawno nie było - seria z cyklu "Niesamowite pomysły Szanownej Teściowej" ciąg dalszy.
Otóż:
Moja cudowna Teściowa wymyśliła obiad w sobotę. Nie jest to rzecz bynajmniej niespotykana, ale na ten mamy przyjść... w piątek... Ja wiem że ona może się źle czuje, coś Mężon ostatnio przebąkiwał, że żołądek ją boli i mogło się jej to na głowę przerzucić... Ale.... Uzgodnili (sobie na spotkaniu z synusiem beze mnie of korss) co następuje: że przyjedziemy w piątek do nich, Szanownego Teścia nie będzie, posiedzimy z Szanowną Teściową, prześpimy się, rano przybędzie Teść i wybiorą się na cmentarze. Ja na cmentarze z nimi nie pojadę, bo się przeziębić mogę i te zapachy różne mogą mnie zemdlić itepede. Zostanę więc w domu i będę siedzieć i czekać aż oni wrócą, następnie zjemy obiad, posiedzimy i pojedziemy my z Mężonem do domu.

Ogólnie nie wygląda to źle i pewnie już po cichu stwierdzacie, że się czepiam? ;))

OK to teraz moja wersja tego samego wydarzenia. Ustaliłam ją na zebraniu bez Szanownych Teściów i bez Mężona - skoro oni mogą osobno to ja też!

Więc zaproszenie mamy na piątek. Piątek wieczór. Kończymy z Mężonem pracę, o 16 on zjawia się po mnie i jedziemy do domu zjeść obiad i spakować torbę - bo przecież w ciuchach, w których chodzi do pracy nie będzie paradował po cmentarzu? Poza tym, trzeba wziąć coś do spania i kosmetyki. Umówmy się, że jesteśmy gotowi na 19, jedziemy, na 20 jesteśmy u Teściowej. Godzinka jazgotu pod tytułem jak sobie wyobrażamy nasze dalsze życie, następnie pogadanka co ona o tym myśli i bardzo wiele... baaardzo... cennych rad. Moja głowa pęka szczęśliwie dopiero w końcówce wywodu (optymistyczna wersja) idziemy się położyć. Ja z wielką zgagą i tymczasowym Fochem na Mężona z okazji "cudownej mamusi". Teściowa, jak to ma w zwyczaju ogląda jeszcze telewizję do późnych godzin nocnych* (czytaj telewizor wyje ona śpi). Udaje nam się w końcu usnąć. O 6:30 z głośnym hukiem wraca z nocki Teść. Jak to ma w zwyczaju, informując o tym wydarzeniu całe mieszkanie i nie przejmując się, że ktoś może spać (po dwóch latach mieszkania z nimi zaczęłam to traktować jak rzecz po prostu nieodwracalną - nie ma po co zwracać uwagi, to nic nie da). Teściowa wstaje włączając telewizor w innym pokoju, Teść kładzie się w końcu do łóżka. (Zmęczony jest po 24 godzinach). My już całkowicie obudzeni, z podkrążonymi oczami zwlekamy się na śniadanie. Gdybyśmy jakimś cudem przeczekali Teścia, około 7:30 Teściowa zaczyna telekonferencję z córką. Trwa to jakieś 30-45 minut i nie da się tego nie słyszeć. Więc jemy śniadanie, Teść łaskawie się budzi po pół godzinie "bo nie może spać", idzie się golić, potem je... Około 10 wszyscy są gotowi do wyruszenia na cmentarz. Ja zostaję w domu z instrukcjami - obierz ziemniaki, ugotuj makaron, nastaw mięso, przypilnuj zupy... (Pamiętam taką sytuację z kiedyś - wszyscy pojechali na wieś, tylko ja zostałam, bo się źle czułam, więc piszę z autopsji). Wrócą po jakichś 2-3 godzinach, pomogę podać obiad, nastąpi kolejna pogadanka pt. jak mamy żyć i dlaczego i około 18 będziemy się mogli zmyć, żeby odpocząć przez resztę weekendu...

uff ale mi się jadu ulało... wreeeedna ze mnie synowa ojj wreeedna... :D aż mi lżej :D

Więc będzie tak - w sobotę, Mężon jak będzie chciał pojedzie do nich rano, umówimy się o której wrócą, to ja do tej pory dotrę. Innego wyjścia nie widzę. Ciekawe swoją drogą, co jeszcze wymyślą?? Bo nie zbadane są drogi, po których błądzą myśli Szanownej Teściowej....

Można mnie skalpować proszzzzzz ;)

Komentarze

  1. Ciocia Cukiereczek:)29 października 2008 14:01

    A ja sie usmialam;) na dodatek jak norka i nawet zapomnialam o rozwalonym samochodzie szanownego mezona;)))

    tesciowa to masz the best;)
    Ufff...jak dobrze, ze moja ciagle nie zasypuje mnie dobrymi radami!:D

    Buziaki:**

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciocia Cukiereczek:)29 października 2008 14:02

    No i bylam pierwsza;) Nalezy mi sie 5 tysiecy komciow;P

    OdpowiedzUsuń
  3. Bo to tez Ryba jest. tylko z tych cieplejszych:-))))
    Pozwolisz, że się wieczorkiem zagrzebię, bo fajsko tu u ciebie?
    Pozdrawiam serrrrrrrdecznie:-)))))

    OdpowiedzUsuń
  4. a się zagrzebuj :) witam serdecznie :)) masz rację, z tym że ryba ale czy ciepła wątpię :/ ona raczej nieźle gra ciepłą rybę jak trzeba... Ale wiesz może by tak na patelnię... ;))

    OdpowiedzUsuń
  5. nie "na patelnię", tylko "patelnią".
    Aaaaa-by the way(wiem , że mogę, boś anglojęzyczna)- jak to jest "na patelnię"??????????

    OdpowiedzUsuń
  6. on to the frying-pan?? ;)) cholera w sumie wie :D A patelnią... Hmmm tylko jak to zrobić żeby wyglądało na wypadek??

    OdpowiedzUsuń
  7. Skalpować nie będę :)
    Ino przytulić mogę :) Na mnie działa, mniej marudzę :)

    Buziaki! :*

    OdpowiedzUsuń
  8. bo teściowe powinny w dniu śłubu dostawać sądowy zakaz zbliżania sie na odległośc mniejsza niż 300 metrów.......o.......i miłej soboty mimo wszystko. i miłego łikendu........ buziaki

    OdpowiedzUsuń
  9. z teściowymi już tak jest.... mnie się wydaję że wszystkie teściowe uważają że w dniem ślubu dostają prawo do rządzenia i układania nam życia po swojemu... ważne żeby nie dać się zwariować... Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. Tak, teściowe to jest temat, który niestety śmieszy tylko strony niezainteresowane. Ja mam tylko nadzieję, że uda mi się taką wredną małpą nie być... Bo moja mi też daje do wiwatu, oj daje...

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Zbieram dobre słowa ;)

Popularne posty z tego bloga

Ku pamięci ;-)

Ważne!

Dzisiaj moja córka zaczęła pisać swój pamiętnik.

Ziarno zostało zasiane...

Ale serio? Że już??

Przecież jeszcze niedawno nie umiała czytać ani pisać!!


Starzeję się...

Niewątpliwie.

Wkurw totalny.

Zwykle tak bywa, że...

Do pewnego momentu jest super, doskonała relacja, pełne zrozumienie, odczytywanie zachcianek, picie sobie z dzióbków i tak dalej...

Następnie przychodzi zgrzyt. I Misiaczkowi Dziubdziusiowi, Koteczkowi rosną rogi i pazury, kopytami zarysowuje parkiet, we wszystkim jest na "nie".

Zaczyna używać słów "Mogłaś to zrobić wczoraj", " Mogłaś mi przypomnieć", " Nie wiedziałem", "Nie mam na to czasu" i "Czym ty jesteś zmęczona???"

Nagle czujemy się odpowiedzialne za całe zlo tego świata łącznie z gradobiciem i plagą komarów.

I domową boginię wśród fajerwerków i donośnych efektów dźwiękowych szlag nagły trafia.

Oczywiście ten stan rzeczy nie trwa nigdy długo. Misiaczek piłuje szpony a Walkiria chowa uzbrojenie w zaciszu szafy...

Ale są takie dni...

Na szczęście mam na nie sposoby..
Dzisiaj taki:

A Wy? Jakie macie rady na chwilowy Armagedon? :-)

Niedoczas....

Czytałam niedawno artykuł.
O nowego rodzaju biedzie.
O ludziach, którzy cierpią na brak czasu. Za żadne pieniądze nie da się go kupić...

Mi się ostatnio wydaje, że spędzam moje życie w pracy. Albo do niej jadąc, albo z niej wracając. Nie macie tak czasami?
Czas, który odczuwam naprawdę, ten, kiedy jestem z moją rodziną, albo robię coś dla siebie jest na wagę złota. I znam tę wagę...

Wielkanoc była wspaniała. Tym razem Rodzice i Babcia przyjechali do mnie. Mialam ich wszystkich tak blisko i choć pojawiły się międzypokoleniowe zgrzyty, było dobrze...

Kiedyś nie doceniałam tego wspólnego czasu. Teraz kiedy pozostało nas tak mało... kolekcjonuję wszystkie momenty, zapisuję w myślach chwile. Na zapas.

Jeszcze dwa dni i uciekamy z K. Reset, zmiana otoczenia, potrzebuję tego bardzo.
Znowu z Rodzicami... :-)

Nie mogę się doczekać.

Dziękuję że zostawiacie słowa. Może tego bardzo nie widać, ale znowu mi się dzięki temu chce pisać. 😀
Udanego weekendu.
Słońca Wam i Sobie życzę!