Przejdź do głównej zawartości

Odstresowujący paszkwil

Czyli opowieść z cyklu... "Niesamowite pomysły Szanownej Teściowej" ...

Chyba zauważyłyście, że się staram, co? Paszkwili nie było od listopada aż do teraz. Z mocą zarzuciłam cykl opowieści, byłam wyrozumiała, puszczałam głupie gadki mimo uszu, starałam się zaakceptować JĄ taką, jaka jest - no bo to w końcu babcia mojego dziecka, nie? Topór wojenny zakopałam, z braku miejsca za stodołą, w cichym kącie miejskiego parku... "Wyspokoiłam" się nawet niczym Weronika Książkiewicz w TVN i... co to dało? NIC! Wszystko na nic... Bo ileż można??

O co chodzi? A o cóż by, jeśli nie o windeczkę moją śliczną, wyczekaną i upragnioną, o którą już co niektórzy z naszej klatki wymieniają bluzgi z Panami robotnikami... Windeczkę umiłowaną, która wciąż ma ten jeden drobniusi felerek, że cholera nie jeździ... I cobyśmy się dobrze zrozumiały - nie zostałam wcale męczennicą w 9 miesiącu ciąży, która ów felerek zaakceptowała i dzielnie zamierza sturlać się najpierw do porodu, a później nosić dziecięcie wraz z wózkiem po tym pierdyliardzie schodków w dół na spacerek i później w górę do domku... Na moje bocianie gniazdo ... na czubek czubka... Nie, absolutnie. Ja mam wciąż głupią NADZIEJĘ, że owa windeczka zwiezie mnie elegancko do pojazdu, zmierzającego na porodówkę, a później wwiezie równie elegancko na górę wraz z zakutaną w rożek Julką. A potem będzie się grzecznie sprawować połykając nas z wózkiem na ósmym i wypluwając na parterze. I odwrotnie. I naprawdę, wolałabym, żeby nikt mnie nie pozbawiał tej nadziei, choćby ze względu na stan, w którym jestem....

Niestety, moja Szanowna Teściowa jest odmiennego zdania i za każdym razem kiedy sobie przypomina o progeniturze syna i ową progeniturę (świetne słówko) noszącej - czyli o mnie, nie omieszka mi o tym powiedzieć.

Po powitalnym "no dzień dobry jak się czujesz??" następuje to drugie - nieodłączne pytanie - "a jak tam winda??"... I podczas gdy ja zapewniam że "No robią Panowie, robią" ona kręci nosem i pod owym mruczy - "no nie wiem nie wiem..."

Samo to by mnie jeszcze nie rozjuszyło... Ale weźmy przykład sprzed paru tygodni. ST (Szanowna...) dzwoni do Mężona (na szczęście nie do mnie) i po zdawkowych pytaniach pt. "jak się czuje ona, co robicie, co słychać", następuje rozmowa treści, której mogę się tylko domyślać słysząc Mężonowe odpowiedzi:

Mężon - Mieszkanie? Ale jakie mieszkanie? Aha, no ale po co? A ile? Z czynszem? No ale co jest napisane w ogłoszeniu? 1100 i w nawiasie czynsz plus media, to dodatkowo do zapłaty a nie w opłacie dla Wynajmującego Mamo... No ale skąd Mama wie, że ładne? Bo napisane, że odświeżone? No i co z tego? Ale Mamo ona jest w dziewiątym miesiącu - jak my się mamy przeprowadzić???

I mało mnie krew nie zalała. Emko, może Ty byś temu wyczynowi podołała, ale ja ekstremalnych sytuacji mam dość... Mężon popatrzył na moją twarz, szybko zrozumiał, że jest raczej gorzej niż lepiej i czym prędzej zakończył rozmowę... Od tego czasu stara się filtrować zasłyszane informacje, żeby te głupsze nie docierały do mnie... Nie wszystkie mu się jednak udaje...

Kolejny pomysł. W święta usłyszany, co chyba spotęgowało moje pragnienie powrotu do własnych pieleszy, choćby były na Mount Everest bez windy :/

Szwagierka - no to jak? przeprowadzasz się do rodziców na ostatnie dwa tygodnie?
Ja - ??????? po co???
Szwagierka - no, żebyś sama nie siedziała - nie boisz się?? A poza tym, to zawsze niżej...
Owszem, przeraziła mnie sama myśl, że mam spędzić 2 długie tygodnie z ludźmi, za którymi nie przepadam (delikatnie mówiąc), ale równocześnie rozbawiło mnie to jej pytanie - nie siedziała sama? Przecież oni obydwoje pracują, ciekawe, które by sobie wzięło wolne, żeby mnie pilnować :D Okazało się ze żadne i tak jak do tej pory siedziałabym sama czekając na Mężona... bo oni wracają jeszcze później...

Ostatnia kropla przelała czarę żółci wczoraj... Szwagierka zadzwoniła doradzić mi jaki kupić wózek - mają swojego szkraba, więc skoro przeszli już masakrę wyboru, można chyba się dowiedzieć do jakich doszli wniosków... spoko, pogadałyśmy chwilę o wózkach... Ale po chwili ona mówi - a wiesz, Mama się tam do was wybiera - ja niczego nieświadoma pytam tak? kiedy? - no powiedziała mi przez telefon, że tam się do was wybierze, żeby w końcu "zrobić porządek z tą windą" - to znaczy?? - no, że pojedzie i opieprzy tam kogoś że tak to długo robią... Także sprzątaj, bo pewnie przy okazji inspekcja będzie, bo w takiej sprawie to nie wiem czy ona się zapowie (hahaha)...

Opadła mi szczęka, ręce i cycki... Gdybym miała coś jeszcze posiadające tą właściwość - też by opadło. Mężon, zmuszony do wypowiedzenia się w tej sprawie tylko jęknął - "Ale ona na pewno żartowała..." Lecz dziwną minę miał przy tym...

Dziś rano, gdy na wyświetlaczu komórki zabłysło "Teściowa" i usłyszałam "no dzień dobry jak się czujesz??" i po chwili nieodłączne "a jak tam winda??" białka moich oczu zajarzyły się na czerwono, a w głowie zabłysła tylko jedna myśl - Gdzie ja mam cholera łopatę??? Pora sprawdzić czy topór bardzo zardzewiał przez zimę...

Komentarze

  1. co z baba. masakra
    pewnie jej niewygodnie po tych schodach i dlatego się czepia, no ba jak windy nie będzie to za często niestety Was odwiedzać nie będzie mogła. nie daj się. windę zrobią, a Wy się dopiero urządziliście

    OdpowiedzUsuń
  2. Pewnie że się nie dam! Takiego drugiego widoku z okna już nie znajdę ;) buźka!

    OdpowiedzUsuń
  3. Buhahahaha... normalnie czytalam z zapartym tchem;) A jak doszlam ze szczeka, rece i cycki Ci opadly to oplulam monitor!:D Dawaj ta lopate sama wykopie Ci ten topor.... Ty w ciazy wiec sie oszczedzaj:D

    Buziole:*

    OdpowiedzUsuń
  4. ja miałabym podołać?! kochana! mnie taka sytuacja (a nienawidzę swojej niedoszłej teściowej najszczerzej, jak potrafię i ona mnie równie mocno) wykończyła tak bardzo, że na trzy miesiące uciekłam do mamy.
    byłam najprawdziwszym kłębkiem nerwów i myślałam, że oszaleję.
    zatem strasznie mi przykro, że zamiast cieszyć się ostatnimi chwilami z dzieciątkiem przyczepionym do Twojego brzucha, Ty musisz użerać się z tym babsztylem.
    TEŚCIOWE TO ZŁO TEGO ŚWIATA ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytając różne teksty dotyczące Teściowych dochodzę do wniosku, że ja byłam wielką szczęściarą...mając cudownych Teściów. Bardzo mi w życiu pomogli i bardzo mi ich brakuje.

    Życzę Ci, Kobietko, jak najmniej tych złych emocji związanych z Twoją Teściową. Serdecznie pozdrawiam :-)

    Florella

    OdpowiedzUsuń
  6. Limonko, tak to właśnie miało zabrzmieć :) Buziaki!!

    Emko, może nie wszystkie - my chyba po prostu miałyśmy pecha...

    Florello dziekuję, mam nadzieję, że z biegiem czasu coś się w końcu zmieni...

    OdpowiedzUsuń
  7. Ło matko i córko, ależ Ty też się masz z tą teściową:-/// Nie zazdroszczę, rozumiem i współczuję... Pozdrawiam;-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Almo, co zrobić i takie bestyje się trafiają ;)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Zbieram dobre słowa ;)

Popularne posty z tego bloga

Ku pamięci ;-)

Ważne!

Dzisiaj moja córka zaczęła pisać swój pamiętnik.

Ziarno zostało zasiane...

Ale serio? Że już??

Przecież jeszcze niedawno nie umiała czytać ani pisać!!


Starzeję się...

Niewątpliwie.

Wkurw totalny.

Zwykle tak bywa, że...

Do pewnego momentu jest super, doskonała relacja, pełne zrozumienie, odczytywanie zachcianek, picie sobie z dzióbków i tak dalej...

Następnie przychodzi zgrzyt. I Misiaczkowi Dziubdziusiowi, Koteczkowi rosną rogi i pazury, kopytami zarysowuje parkiet, we wszystkim jest na "nie".

Zaczyna używać słów "Mogłaś to zrobić wczoraj", " Mogłaś mi przypomnieć", " Nie wiedziałem", "Nie mam na to czasu" i "Czym ty jesteś zmęczona???"

Nagle czujemy się odpowiedzialne za całe zlo tego świata łącznie z gradobiciem i plagą komarów.

I domową boginię wśród fajerwerków i donośnych efektów dźwiękowych szlag nagły trafia.

Oczywiście ten stan rzeczy nie trwa nigdy długo. Misiaczek piłuje szpony a Walkiria chowa uzbrojenie w zaciszu szafy...

Ale są takie dni...

Na szczęście mam na nie sposoby..
Dzisiaj taki:

A Wy? Jakie macie rady na chwilowy Armagedon? :-)

Niedoczas....

Czytałam niedawno artykuł.
O nowego rodzaju biedzie.
O ludziach, którzy cierpią na brak czasu. Za żadne pieniądze nie da się go kupić...

Mi się ostatnio wydaje, że spędzam moje życie w pracy. Albo do niej jadąc, albo z niej wracając. Nie macie tak czasami?
Czas, który odczuwam naprawdę, ten, kiedy jestem z moją rodziną, albo robię coś dla siebie jest na wagę złota. I znam tę wagę...

Wielkanoc była wspaniała. Tym razem Rodzice i Babcia przyjechali do mnie. Mialam ich wszystkich tak blisko i choć pojawiły się międzypokoleniowe zgrzyty, było dobrze...

Kiedyś nie doceniałam tego wspólnego czasu. Teraz kiedy pozostało nas tak mało... kolekcjonuję wszystkie momenty, zapisuję w myślach chwile. Na zapas.

Jeszcze dwa dni i uciekamy z K. Reset, zmiana otoczenia, potrzebuję tego bardzo.
Znowu z Rodzicami... :-)

Nie mogę się doczekać.

Dziękuję że zostawiacie słowa. Może tego bardzo nie widać, ale znowu mi się dzięki temu chce pisać. 😀
Udanego weekendu.
Słońca Wam i Sobie życzę!