Przejdź do głównej zawartości

Jak dobrze wstać... skoro świt...


Dzień dobry ;) Wstałyśmy jak zwykle - piąta coś tam - ledwo zatrzasnęły się drzwi za Mężonem. Julka jakimś swoim szóstym zmysłem wyczuwa, że zwolniło się miejsce w dużym wyrku i Mamusia w końcu ją do siebie zabierze :D A tak w ogóle to przecież jest zupełnie jasno - więc po co spać??

Nastąpiło karmienie, przewijanie - a potem co? Oczywiście zabawa na całego, mimo że Matka ziewa niczym skacowany żul po całonocnej imprezie...

Moja córka jest stanowczo skowronkiem jak jej Tatuś. Ja niestety zawsze odkąd pamiętam byłam sową, lubiącą wieczorem pooglądać filmy, poczytać, pogadać...

Jeszcze do niedawna ten drobny feler mojej córki PRAWIE mi nie przeszkadzał - spałyśmy sobie w jednym łóżku, Jula budziła się w nocy koło 1 na karmienie, dostawała cyca w dzioba, (na leżąco oczywiście) i spałyśmy dalej. Budziła się o czwartej, dostawała drugiego cyca, spałyśmy dalej... I te dwie małe pobudki pozwalały mi nabrać sił na wielką pobudkę o tej "piątej coś tam" ;) Ale - pojechałyśmy do Mamuni... Mój panieński pokoik - który właściwie jeszcze się nie zmienił - ma niesamowite udogodnienie - zasłony... :D I mój skowronek przeniósł sobie wielką pobudkę na siódmą - godzinę całkiem do zniesienia... Inna sprawa, że wieczorem robiła małe pandemonium z zasypianiem, bo na ścianach są tapety w kwiatuszki, od których nie mogła oderwać wzroku :))) Ale - spała.

I wróciłyśmy do domu.

Tu podjęłam ambitny plan wyprowadzenia Młodej z naszego łóżka. Pierwszą noc odpuściłam, bo obie byłyśmy padnięte po podróży, ale kolejnej nie kładłam się już do karmienia, tylko elegancko zapikowałam Młodej cyca na siedząco i czekam. Zdziwiona była, nie powiem, ale wyciągnęła jednego, potem znacząco miauknęła żeby dać dokładkę i padła. No to ja, powolutku, ostrożnie, delikatnie - przeniosłam ją do łóżeczka, popatrzyłam jak się chwilkę powierciła, mocno zasnęła - i w nogi. W drugim pokoju siedzieliśmy z Mężonem jak na szpilkach, czekając na syrenę, która nas zwykle wzywała, kiedy Młoda orientowała się, że jest w łóżeczku. (czasem odkładałam ją tam do spania w dzień). A tu nic - cisza. O 22 zapakowaliśmy się do wyrka, Młoda nawet nie jęknęła. Wzięłam to za dobry znak. Tiaaaa.....

O północy obudziło mnie chrząkanie dochodzące z łóżeczka - moja córka była głodna. Wydobyłam ją więc, przystawiłam do piersi, poczekałam aż wyciągnie ile zechce, zasnęła, odłożyłam... Obudziła się. Wydobyłam, przytuliłam, zastosowałam ćśśśśśśś.... Główka opadła, odłożyłam.... Obudziła się... Zastosowałam poklepywanie i ćśśśś bez wyjmowania z łóżeczka. Zasnęła. Poszłam więc do łóżka. Ledwo przyłożyłam głowę do poduszki - obudziła się... Operacja "usypianie" trwała do pierwszej. Potem nastąpiła kolejna - między trzecią a czwartą... a o piątej trzydzieści Młoda obudziła się "jak zwykle" na dobre...

Nie przystosowana do takich warunków wygrzebałam się z pościeli, zabrałam Młodą do łóżka, gdzie się trochę docuciłam w czasie gdy ona jadła. Potem nastąpiło przewijanie guganie, grzechotanie, seria cudownych uśmiechów i około siódmej Jula zażyczyła sobie drzemkę poranną. Położyłam ją i powlokłam się do Mężona na śniadanie. Obydwoje wyglądaliśmy jak po suto zakrapianej imprezie... Chciałam naostrzyć nóż w czasie kiedy Mężon kopał w lodówce w poszukiwaniu czegoś na śniadanie i rozkroiłam sobie rękę... Chłop tylko jęknął - "a mówiłem poczekaj" - i poleciał po wodę utlenioną. Ja chyba za bardzo się przyjrzałam wyglądającej spod skóry bielutkiej kosteczce, bo po słowach "o kurcze, słabo mi" grzmotnęłam jak długa na posadzkę w kuchni. Mężon otrzeźwiał natychmiast i długotrwale. Worki pod oczami zniknęły mu jakoś magicznie, co zauważyłam budząc się lekko oszołomiona, gdy próbował mnie podnieść. Za to jakoś dziwnie rozszerzyły mu się źrenice :D Ręka została opatrzona, ja odtransportowana na kanapę z kanapkami i herbatką... Dobrze, że drzemka Młodej potrwała dość długo...

W każdym bądź razie, moja rozcięta łapa skutecznie wykluczyła mnie z wieczornego rytuału kąpania Juli. Owszem, rozebrałam ją jak zwykle, jak zwykle wycałowałam - ale do wanienki zaniósł ją Tata. Owszem, starał się bardzo, ale po minucie Młoda uznała, że "to nie to" i w ryk...
Ryczała przy osuszaniu, ubieraniu, jak zabrałam ją z łazienki - też ryczała. Uspokoiła się jako tako przy karmieniu, ale oczy zostały otwarte i wielkie jak pięciozłotówki jeszcze długo po tym jak skończyło się mleko w cyckach... Jej żal do mnie pod tytułem "Jak mogłaś mi tak zepsuć kąpiel" było widać gołym okiem. Z fochem zasnęła i z fochem budziła się co dwie godziny...

Wczoraj chodziłam więc podpierając powieki czym się dało i śpiąc, kiedy tylko Młodą zmorzył sen. Wieczorem nawet słyszeć nie chciałam, że Mężon "może spróbować jeszcze raz ją wykąpać"... On odetchnął z ulgą a Młoda radośnie powierzgała w wanience, poryczała tylko przy ubieraniu, zadowoliła się wypiciem półtora cycka i zadowolona zasnęła. Obudziła się dopiero koło 1, więc mam nadzieję, że uda się ją jakoś przekonać do łóżeczka. Wymaga wprawdzie trochę więcej przytulania i poklepywania zanim zaśnie po nocnym karmieniu, ale myślę, że dam radę.

Echhh ale co bym dała, żeby móc się wyspać - tak chociaż do ósmej.... :))

Jula właśnie smacznie śpi. Chcecie zobaczyć? ;)

Komentarze

  1. słodka jest, a Tobie, aż zazdroszczę spokoju i cierpliwości
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Z tą cierpliwością i spokojem to różnie bywa Claruś ;) Ale dla własnego dziecka należy się zmobilizować ;))

    OdpowiedzUsuń
  3. no bo dla kogo jak nie dla dziecka :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj u nas pobudki 4-5 rano były baaardzo długo. Teraz mlody się przestawił i daje pospać nawet do 8. Ale czy na długo tak sobie rytm zmienił? Oby!
    Z łóżeczkiem bądź konsekwentna, potem będzie łatwiej.
    Słodziak z niej straszny! :))

    Pozdrawiamy
    moonik i Ludzik

    OdpowiedzUsuń
  5. maleństwo jest przepiękne :)
    moja mała-duża-Zofka od początku zasypia przy cycku i budzi się kilka razy w nocy na mleko. jakoś tak uznałam, że to naturalne i tak być powinno - może to trzyma mnie przy życiu ;)
    i cholernie, z całego serca współczuję, że będziecie się musiały "rozstać". wiem, że - na Boga - to nic strasznego (sama chodziłam do żłobka), ale przecież z mamunią jest najfajniej, prawda? :) w każdym razie, mam nadzieję, że gładko przez to przebrniecie. obie!

    OdpowiedzUsuń
  6. Rety, kobito co Ty tam wyprawiasz ? Rozcięta ręka, mdlenie...oj rety, rety...Ja tylko raz próbowałam Starszą z łóżka naszego wyeksmitować, ale że ona jadła kilka razy w nocy to nie byłam w stanie karmić jej na siedząco i potem do łóżeczka odkładać. Ale za Was trzymam kciuki ! A Jula już taka duża, że szok normalnie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Moonik ciężko jest z tą moją konsekwencją, bo ciężko walczyć jak się pada na twarz, ale może jakoś damy radę ;)

    Emko to niby naturalne, żeby dziecko spało w łóżeczku, ale mi bardzo jej brakuje - tego słodkiego posapywania ;) Nie wiem jak pójdę do pracy - no na razie nie mogę sobie tego wyobrazić :/

    Blanko trzymaj mocno bo ja już padam :D Duża jest duża, już chodzi w sukieneczkach od Ciebie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Z przyjemnością poczytałam co może mnie czekać:). Tylko o jedną rzecz się marszczę, jestem strasznie niecierpliwa,ech...może pora już zacząć ćwiczyć charakterek?. Pozdrowienia:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Tak czytam o tych probach spania i nie-spania... o rozcietym palcu, mdleniu, karmieniu i pobudce o 5 rano.... i zastanawiam sie jak ja przezylam wiek niemowlecy moich dzieci? ;p

    OdpowiedzUsuń
  10. Twoja Krolewna jest wspaniała ;)) uwielbiam tutaj zagladac i wpatrywac sie w nią ;))

    OdpowiedzUsuń
  11. Myszaku oj czeka Cię czeka :)) Już się nie mogę doczekać, kiedy Ty zaczniesz takie tematy na swoim blogu :)) Trzymam kciuki :)

    Limonko prawda, że to straszne?? :D MASAKRA :D:D

    Kattrinko dzieki wpatruj się ile chcesz :*

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Zbieram dobre słowa ;)

Popularne posty z tego bloga

Ku pamięci ;-)

Ważne!

Dzisiaj moja córka zaczęła pisać swój pamiętnik.

Ziarno zostało zasiane...

Ale serio? Że już??

Przecież jeszcze niedawno nie umiała czytać ani pisać!!


Starzeję się...

Niewątpliwie.

Wkurw totalny.

Zwykle tak bywa, że...

Do pewnego momentu jest super, doskonała relacja, pełne zrozumienie, odczytywanie zachcianek, picie sobie z dzióbków i tak dalej...

Następnie przychodzi zgrzyt. I Misiaczkowi Dziubdziusiowi, Koteczkowi rosną rogi i pazury, kopytami zarysowuje parkiet, we wszystkim jest na "nie".

Zaczyna używać słów "Mogłaś to zrobić wczoraj", " Mogłaś mi przypomnieć", " Nie wiedziałem", "Nie mam na to czasu" i "Czym ty jesteś zmęczona???"

Nagle czujemy się odpowiedzialne za całe zlo tego świata łącznie z gradobiciem i plagą komarów.

I domową boginię wśród fajerwerków i donośnych efektów dźwiękowych szlag nagły trafia.

Oczywiście ten stan rzeczy nie trwa nigdy długo. Misiaczek piłuje szpony a Walkiria chowa uzbrojenie w zaciszu szafy...

Ale są takie dni...

Na szczęście mam na nie sposoby..
Dzisiaj taki:

A Wy? Jakie macie rady na chwilowy Armagedon? :-)

Niedoczas....

Czytałam niedawno artykuł.
O nowego rodzaju biedzie.
O ludziach, którzy cierpią na brak czasu. Za żadne pieniądze nie da się go kupić...

Mi się ostatnio wydaje, że spędzam moje życie w pracy. Albo do niej jadąc, albo z niej wracając. Nie macie tak czasami?
Czas, który odczuwam naprawdę, ten, kiedy jestem z moją rodziną, albo robię coś dla siebie jest na wagę złota. I znam tę wagę...

Wielkanoc była wspaniała. Tym razem Rodzice i Babcia przyjechali do mnie. Mialam ich wszystkich tak blisko i choć pojawiły się międzypokoleniowe zgrzyty, było dobrze...

Kiedyś nie doceniałam tego wspólnego czasu. Teraz kiedy pozostało nas tak mało... kolekcjonuję wszystkie momenty, zapisuję w myślach chwile. Na zapas.

Jeszcze dwa dni i uciekamy z K. Reset, zmiana otoczenia, potrzebuję tego bardzo.
Znowu z Rodzicami... :-)

Nie mogę się doczekać.

Dziękuję że zostawiacie słowa. Może tego bardzo nie widać, ale znowu mi się dzięki temu chce pisać. 😀
Udanego weekendu.
Słońca Wam i Sobie życzę!