Przejdź do głównej zawartości

Dziś coś babskiego do poczytania ;)

Nasze zwyczajne życie.
Perfekcjonizm, dążenie do ideału, syzyfowa praca - efekt? Depresja.
Czyli kurą domową być albo nie być...

Artykuł nr 1 - Wysokie obcasy -"Sfrustrowane panie domu"

Artykuł nr 2 - Wysokie obcasy - "Matki Polki poświęcające się"

Ciągle się zastanawiam, czemu bolało, gdy wczoraj pierwszy raz ktoś obcy (teściowa) nakarmił moją Córkę. Dlaczego cały dzień biegałam jak nakręcona, żeby mieszkanie było na błysk, kiedy Ona przyjedzie. I obiad, żeby był jakiś, jak Jej synek wróci z pracy... I wychodziłam z domu z wielką gulą w gardle, bo zostawiłam Córunię z Babcią, żeby omówić z księdzem sprawy dotyczące chrztu...


Owszem, jestem perfekcjonistką i do tego wydaje mi się, że będę złą Matką, jeśli zostawię Julę z kimś innym. Wydaje mi się, że spełniłabym się siedząc z Małą w domu, pichcąc obiadki i spełniając obowiązki Gospodyni... A z drugiej strony, ciągnie mnie do ludzi, do pracy, do tego, żeby zarobić pieniądze na lepsze życie, niż to, które byśmy mieli tylko z pensji Mężona... Pieniądze na własny kąt... Ale czy można zabierać siebie własnemu dziecku dla kasy?

Jestem rozdarta... I niepozbierana. Całkiem inaczej myślałam zanim pojawiła się Jula... Kiedy siedzę z nią w domu - coś we mnie wyrywa się do ludzi. Kiedy wychodzę, nie mogę się od niej oderwać.

Paranoja?

Komentarze

  1. Podejmiesz sluszna, choc nielatwa decyzje... wiesz o tym.... przytulam mocno:**

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie, nie paranoja. Też tak miałam, ale ja co prawda nie pracowałam na cały etat i zarabiałam psie pieniądze. Wstawałam o 5 rano i leciałam do sklepu, dzieci niby wtedy spały, ale i tak jakoś tak źle się z tym czasami czułam, zwłaszcza jak wracałam do domu a mąż mowił, żebym szybciej szła, bo mała za cycem beczy :// Ale niestety życie ciągle stawia nas przed jakimiś wyborami...

    OdpowiedzUsuń
  3. gula w gardle stawała mi nie raz, a nawet płynęły łzy. Wiem jednak, że siedząc w domu nie byłabym zadowolona i chcąc nie chcąc przelewałabym swoje frustracje na syna. Będzie dobrze:) O malutkie, czy o starsze chyba cały czas będziemy się o nie trzęsły ze strachu. Pozdrawiam.Inezka

    OdpowiedzUsuń
  4. Kochana, to okropne decyzje... Ja nie pracuję, zawsze marzyłam o dziecku i "poświęcaniu się", chociaż dla mnie to żadne poświęcenie to sama radość i szczęście, tym bardziej, że tak długo czekałam na dziecko. Ale też mnie ciągnie do ludzi i to bardzo! Wracam do szkoły, za półtora tygodnia mam zjazd a już fiksuję, że będę musiała Małego zostawić z mężem u teściów... Też się boję, tez mam wyrzuty, ale muszę to zrobić, dla siebie i dla niego. Bo sfrustrowana matka na nic sie dziecku nie przyda.
    Głowa do góry, dasz radę!

    OdpowiedzUsuń
  5. Całkiem naturalną, zrozumiałą rzeczą jest, że rozstanie mamy z dzieckiem jest przykre.
    Ma ono jednak pewne - ważne zalety na przyszłość...i mając na względzie te późniejsze korzyści trzeba czasami zostawić dziecko pod opieką babci, cioci , taty...
    Dziecko przebywające cały czas TYLKO w towarzystwie mamy ...przeżywa prawdziwe katusze w chwili pójścia do przedszkola. Boi się nowego otoczenia, obcych osób. Mama widząc płacz dziecka - cierpi razem z nim.
    Dzieci , które są przyzwyczajone do tego, że bywają pod opieką różnych osób... śmiało idą do przedszkola, traktując panią, jako chwilową ciocię - opiekunkę...od której mama wkrótce je zabierze.
    Dobrze rozumiem Twoją "gulę w gardle" , też takiej doświadczałam , ale i tak gorąco polecam - przyzwyczajanie dziecka do chwilowej opieki innych osób. Najlepiej zacząć zanim dziecko...uzależni się od mamy.

    Serdecznie Cie pozdrawiam :-)

    Florella

    OdpowiedzUsuń
  6. A czemu by Juli nie zabrać do pracy ;) Miałabyś na nią oko, wprowdzić jakieś dyżury opiekuńcze dla znajomych z pracy ... dodać jeszcze, że przecież z tego co wiem, szefa masz bardzo wyrozumiałego ... tRy To KnOw ;)

    Ciepluśkie pozdrowionka! ^_^

    OdpowiedzUsuń
  7. A czemu by Juli nie zabrać do pracy ;) Miałabyś na nią oko, wprowdzić jakieś dyżury opiekuńcze dla znajomych z pracy ... dodać jeszcze, że przecież z tego co wiem, szefa masz bardzo wyrozumiałego ... tRy To KnOw ;)

    Ciepluśkie pozdrowionka! ^_^

    OdpowiedzUsuń
  8. A czemu by Juli nie zabrać do pracy ;) Miałabyś na nią oko, wprowdzić jakieś dyżury opiekuńcze dla znajomych z pracy ... dodać jeszcze, że przecież z tego co wiem, szefa masz bardzo wyrozumiałego ... tRy To KnOw ;)

    Ciepluśkie pozdrowionka! ^_^

    OdpowiedzUsuń
  9. oj, jakbym siebie czytała...
    Sfrustrowane, zmęczone, ganiające z jezorami i wiecznie stawiające siebie obok kryształowych telewizyjnych matek...
    Będie dobrze. Jeszcze jakies pieć lat i będzie spokój:-))))

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Zbieram dobre słowa ;)

Popularne posty z tego bloga

Ku pamięci ;-)

Ważne!

Dzisiaj moja córka zaczęła pisać swój pamiętnik.

Ziarno zostało zasiane...

Ale serio? Że już??

Przecież jeszcze niedawno nie umiała czytać ani pisać!!


Starzeję się...

Niewątpliwie.

Wkurw totalny.

Zwykle tak bywa, że...

Do pewnego momentu jest super, doskonała relacja, pełne zrozumienie, odczytywanie zachcianek, picie sobie z dzióbków i tak dalej...

Następnie przychodzi zgrzyt. I Misiaczkowi Dziubdziusiowi, Koteczkowi rosną rogi i pazury, kopytami zarysowuje parkiet, we wszystkim jest na "nie".

Zaczyna używać słów "Mogłaś to zrobić wczoraj", " Mogłaś mi przypomnieć", " Nie wiedziałem", "Nie mam na to czasu" i "Czym ty jesteś zmęczona???"

Nagle czujemy się odpowiedzialne za całe zlo tego świata łącznie z gradobiciem i plagą komarów.

I domową boginię wśród fajerwerków i donośnych efektów dźwiękowych szlag nagły trafia.

Oczywiście ten stan rzeczy nie trwa nigdy długo. Misiaczek piłuje szpony a Walkiria chowa uzbrojenie w zaciszu szafy...

Ale są takie dni...

Na szczęście mam na nie sposoby..
Dzisiaj taki:

A Wy? Jakie macie rady na chwilowy Armagedon? :-)

Niedoczas....

Czytałam niedawno artykuł.
O nowego rodzaju biedzie.
O ludziach, którzy cierpią na brak czasu. Za żadne pieniądze nie da się go kupić...

Mi się ostatnio wydaje, że spędzam moje życie w pracy. Albo do niej jadąc, albo z niej wracając. Nie macie tak czasami?
Czas, który odczuwam naprawdę, ten, kiedy jestem z moją rodziną, albo robię coś dla siebie jest na wagę złota. I znam tę wagę...

Wielkanoc była wspaniała. Tym razem Rodzice i Babcia przyjechali do mnie. Mialam ich wszystkich tak blisko i choć pojawiły się międzypokoleniowe zgrzyty, było dobrze...

Kiedyś nie doceniałam tego wspólnego czasu. Teraz kiedy pozostało nas tak mało... kolekcjonuję wszystkie momenty, zapisuję w myślach chwile. Na zapas.

Jeszcze dwa dni i uciekamy z K. Reset, zmiana otoczenia, potrzebuję tego bardzo.
Znowu z Rodzicami... :-)

Nie mogę się doczekać.

Dziękuję że zostawiacie słowa. Może tego bardzo nie widać, ale znowu mi się dzięki temu chce pisać. 😀
Udanego weekendu.
Słońca Wam i Sobie życzę!