Przejdź do głównej zawartości

Złoty środek

Chyba znalazłam dla Julii jedyne dla mnie znośne rozwiązanie :) Zajmie się nią Babcia - jedyna kobieta, której mogę bez obaw powierzyć moje dziecko - Moja Mamunia :)

Przyczyniło się do tego bardzo to, że w żadnym żłobku nie ma miejsca... Szukam więc teraz mieszkania... Kredyt, kolejna przeprowadzka... Ale z Mamuśką niczego się już nie boję :)
A teraz - chrzciny... :)

Było super. Mimo, że Jula zasnęła zaraz przed wyjazdem do kościoła i obudziła się pod Katedrą zdezorientowana i ... głodna. Potem było już tylko gorzej. Oczywiście zapakowałam butlę, ale nie sądziłam, że będzie potrzebna od razu, poszła więc do kościoła razem z Mamunią... A my z chrzestnymi do zakrystii, gdzie miało się odbyć błogosławieństwo dzieci... Specyficzna atmosfera Katedry Wawelskiej - dym, półmrok - rozdrażniły moją córkę na dobre. Z czwórki maluchów, które były chrzczone, tylko ona ryczała wniebogłosy :D Nie przestała nawet wtedy, kiedy wszyscy wyszli już do kościoła... Młoda wciąż łkała, więc chrzestna przyniosła butlę. Niestety butla spowodowała jeszcze większy ryk. Na szczęście ksiądz był bardzo opanowany i przyjazny, pozwolił nam zostać w zakrystii - skarbcu aż do homilii. No to zostałyśmy we trzy - Jula, ja i Mama chrzestna... Nie pomagało noszenie ani śpiewanie... Musiałam rozpiąć sukienkę i nakarmić wrzaskuna piersią... :D Potem dała się oszukać butelką i na kazanie mogłyśmy w końcu wejść do kościoła.

Sam obrzęd chrztu Jula zniosła bardzo dzielnie. Zakwiliła tylko, jak poczuła zimną wodę na główce, cała reszta bardzo się jej podobała. Mimo, że inne dzieci marudziły i płakały - ona siedziała sobie grzecznie u mnie na kolanach, a pod koniec mszy zaczęła przysypiać - i spała aż do momentu, kiedy dotarliśmy do restauracji... Tam na szczęście było gdzie jeść i spać - (mała sofa w sali) i całe mnóstwo ludzi którzy ją zabawiali :D A to zawsze odpowiada mojej Gwieździe :D

Jestem bardzo zadowolona z przyjęcia - goście też byli. Nasze mieszkanie nie pomieściłoby wszystkich 14 osób, a gotowanie, pieczenie i sprzątanie z takim Maluchem w domu też jest dość uciążliwe. Owszem, może z kieszeni wyszło trochę więcej, ale za to komfort, świetna obsługa i pyszne jedzonko wynagrodziły wszystko. Goście byli bardzo zadowoleni. Pewnie na komunię zrobię to samo :D

A teraz - szykuję się pomału do powrotu do pracy - czyli spędzam jak najwięcej czasu z moją
Córuchą, nie gniewajcie się więc, ze mnie nie widać :*

Komentarze

  1. Super, że chrzciny się udały! Nas to dopiero czeka, jak już będziemy mieli nowy akt urodzenia Miśka.
    A co do opieki nad Julcią, to faktycznie, nie ma to jak babcia:-)
    Pozdrawiam serdecznie i buziaczek dla słodkiej Juleczki:-))))

    OdpowiedzUsuń
  2. Babcie są debest:). No i gratulacje z okazji chrzcin:))). Całujemy i ściskamy M&M

    OdpowiedzUsuń
  3. Babcie są super, a szczególnie nasze mamunie ;D
    Cieszymy, że wszystko się udało :D I że Mały Diabełek wypędzony :D
    Buziaczki :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Babcia obok to skarb, teraz to widzę, kiedy z moimi dziećmi nie ma kto zostać, kiedy np. są chore :( Dlatego jeśli faktycznie masz taką możliwość to korzystaj :D
    Ja przyjęcie po chrzcinach też robiłam w knajpkach, w domu tak jak piszesz i miejsca mało i kto by to ugotował ? :) A tak po kościele myk do restauracji, a potem każdy w swoją stronę :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Witaj po przerwie :) Julia jest super , cieszę się że chrzciny się udały a babcia to chyba najlepsza opiekunka druga w kolejności po mamie :))) buziaki

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Zbieram dobre słowa ;)

Popularne posty z tego bloga

Ku pamięci ;-)

Ważne!

Dzisiaj moja córka zaczęła pisać swój pamiętnik.

Ziarno zostało zasiane...

Ale serio? Że już??

Przecież jeszcze niedawno nie umiała czytać ani pisać!!


Starzeję się...

Niewątpliwie.

Wkurw totalny.

Zwykle tak bywa, że...

Do pewnego momentu jest super, doskonała relacja, pełne zrozumienie, odczytywanie zachcianek, picie sobie z dzióbków i tak dalej...

Następnie przychodzi zgrzyt. I Misiaczkowi Dziubdziusiowi, Koteczkowi rosną rogi i pazury, kopytami zarysowuje parkiet, we wszystkim jest na "nie".

Zaczyna używać słów "Mogłaś to zrobić wczoraj", " Mogłaś mi przypomnieć", " Nie wiedziałem", "Nie mam na to czasu" i "Czym ty jesteś zmęczona???"

Nagle czujemy się odpowiedzialne za całe zlo tego świata łącznie z gradobiciem i plagą komarów.

I domową boginię wśród fajerwerków i donośnych efektów dźwiękowych szlag nagły trafia.

Oczywiście ten stan rzeczy nie trwa nigdy długo. Misiaczek piłuje szpony a Walkiria chowa uzbrojenie w zaciszu szafy...

Ale są takie dni...

Na szczęście mam na nie sposoby..
Dzisiaj taki:

A Wy? Jakie macie rady na chwilowy Armagedon? :-)

Niedoczas....

Czytałam niedawno artykuł.
O nowego rodzaju biedzie.
O ludziach, którzy cierpią na brak czasu. Za żadne pieniądze nie da się go kupić...

Mi się ostatnio wydaje, że spędzam moje życie w pracy. Albo do niej jadąc, albo z niej wracając. Nie macie tak czasami?
Czas, który odczuwam naprawdę, ten, kiedy jestem z moją rodziną, albo robię coś dla siebie jest na wagę złota. I znam tę wagę...

Wielkanoc była wspaniała. Tym razem Rodzice i Babcia przyjechali do mnie. Mialam ich wszystkich tak blisko i choć pojawiły się międzypokoleniowe zgrzyty, było dobrze...

Kiedyś nie doceniałam tego wspólnego czasu. Teraz kiedy pozostało nas tak mało... kolekcjonuję wszystkie momenty, zapisuję w myślach chwile. Na zapas.

Jeszcze dwa dni i uciekamy z K. Reset, zmiana otoczenia, potrzebuję tego bardzo.
Znowu z Rodzicami... :-)

Nie mogę się doczekać.

Dziękuję że zostawiacie słowa. Może tego bardzo nie widać, ale znowu mi się dzięki temu chce pisać. 😀
Udanego weekendu.
Słońca Wam i Sobie życzę!