Przejdź do głównej zawartości

O niezdrowej służbie...

Chyba zmienię lekarkę. Tą Julową-dzieciową. Natentychmiast..... :/

Byłyśmy w czwartek "się uszczypnąć". Z tym, że Julę uszczypnięto w nóżkę, a mnie w portfel, bo szczepionka skojarzona, żeby tego szczypania było mniej... Ale chyba wolałabym być ukłuta podwójnie, niż kłuć choć raz to moje małe słoneczko :/ Jula była niesamowicie grzeczna, dała się rozebrać, zważyć, zmierzyć, ubrać, rozebrać... Dopiero jak Pani doktor mało delikatnie zaczęła jej badać bioderka, wkurzyła się i zaczęła płakać.

Ja się też wkurzyłam. Bo poszłam tam, jak do autorytetu - zapytać jak powinna wyglądać dieta Młodej po moim powrocie do pracy.

Pani doktor stwierdziła, że to proste - mam odciągać pokarm. A jeśli to niemożliwe?? A jeśli Jula nie cierpi butli?? A jeśli ja chcę podawać naprzemiennie słoiczki-kaszki-i moje mleko??
Oburzyła się - no to czym pani ją karmi??? No łyżeczką...

Wszędzie słyszałam, ze ominięcie butli jest korzyścią dla malucha - bo dzieciaki mają lepszy zgryz, bo ominą je pleśniawki, próchnica butelkowa i inne świństwo... A Pani dochtór stwierdziła wyniosłym tonem, że ona jest za "normalnym" karmieniem dzieci... I że co ja sobie myślę, że ona zapisze jakiś "cudowny proszek" do karmienia dziecka??

Już wcześniej kazała mi moczyć smoczek w glukozie, żeby nauczyć młodą go ssać... (też wszędzie trąbią, że tak nie wolno) ale pominęłam tę uwagę milczeniem, nie zamierzając się do tego stosować - no bo skoro dziecko nie chce, to po co zmuszać?? A teraz zaczęła mnie usilnie przekonywać, że MUSZĘ nauczyć Julę jeść z butli, bo osoba która będzie się nią zajmować nie poradzi sobie z jej karmieniem... No przepraszam! Moja Mamunia sobie z czymś nie poradzi?? Z jej niezmierzoną cierpliwością??

No i w ogóle jak ja zamierzam karmić Małą tylko "stałymi" produktami - przecież, będzie miała zatwardzenie!!

Musiałam bardzo głęboko oddychać, żeby spokojnie powiedzieć tej Pani, że kaszka to mało stały pokarm, podobnie jak zupka, czy jabłuszka, które raczej są od przeciwdziałania zatwardzeniom... A poza tym są przecież jeszcze herbatki... A powrocie do domu nadal zamierzam karmić małą piersią - przecież mówiłam... Jak już wychodziłam z gabinetu, stwierdziła, "A wieee Paniiii, ona w sumie niedługo skończy pięć miesięcy, to w sumie można by te zupki..."

Grrrrrrrrr...

Poza tym uznała, że Jula jest na "dolnej granicy dobrego przybierania na wadze" (cytat) i "profilaktycznie" kazała jej zrobić morfologię...

Dzisiaj byłyśmy na pobraniu krwi... Nie muszę chyba pisać jak mnie bolało serce, kiedy panie pielęgniarki ściskały i obmacywały te maleńkie rączęta, żeby wreszcie wbić wielką igłę... Jak Młoda ryczała w niebogłosy... A one zdziwione, bo morfologia na podejrzenie anemii u takiego "pulpeta, któremu żył nie widać??"

No same powiedzcie, czy moja Córka wygląda na niedożywioną??? ;)

Komentarze

  1. Kochana, nie martw się ja miałam tak samo. Moja Starsza jak była mała była taka w sam raz, nie uważam żeby była za chuda, ale ponoć za mało przybierała. I też się zaczęło wyniki, co tydzień przez dwa miesiace na ważenia musiałam jeżdzić. Pani doktor mnie tak wkurzyła, że w domu sie poryczałam, bo usłyszałam hasło - co pani daje dziecku jeść ? Proszę mi po kolei posiłki w ciągu dnia opisać. Tak jakbym co, przepraszam dziecko głodziła? Aż w koncu pani doktor stwierdziła, że chyba taka jej uroda, że ja też szczupła jestem i dała spokoj. No i faktycznie chyba taka jej uroda, bo dalej jest bardzo wysoka i baaardzo szczuplutka, wręcz chuda, ale je dużo.Zobaczysz i Twojej Julince wyniki wyjdą ok, a z tym karmieniem to rób tak jak Ty uważasz i nie słuchaj lekarki. A jakbyś poszła do innej to i tak pewno bys co innego usłyszała, to tak na marginesie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki Słońce, bardzo mnie podniosłaś na duchu - ona tak właśnie rośnie jak na drożdżach, bo długa jest, a wagę ma tak troszkę "pod kreską" - ja jak byłam malutka miałam to samo, ale ta baba jakaś zacofana jest!

    OdpowiedzUsuń
  3. no tak... są lekarze i są konowały, niedouczone ćwoki, które psują rynek i opinię o tych pierwszych. wpienia mnie to niemożebnie.
    z Julą na pewno wszystko jest w porządku, wygląda ślicznie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. hmm....ja bym była za karmieniem butelką bo .....szybko, nie zdąży wystygnąć a i mała lada moment tę butlę da radę sama trzymać. może to ze ona się buntuje to nie kwestia nielubienia butli tylko smoczek jej nie pasuje?kształt zły?? co do wagi i głodzenia oraz złego odzywiania-hihihih-moje oba dziecia są na zupełnym dole wszelkich siatek centylowych. i co? ja mam jakies 165cm mój małż o głowę więcej to przepraszam-po kim dzieci mają być w górnych centylach? po listonoszu?no....chyba ze po chrzestnych rodzicach to jest szansa na 2 metry wzrostu u obojga :)
    nic się nie łam.co lekarz to opinia.i jesli pani pseudodoktor uważa ze to zywienie "zatweardzajace" to chyba nigdy nie widziała dziecka obesranego po szyję włącznie z włosami po jarzynkach lub jabłku!!!!
    a Mała jakos mi nie wyglada na źle karmioną.
    buziaki:):):)

    OdpowiedzUsuń
  5. Emko, na szczęście trafiłam parę razy do dobrego lekarza, więc biorę poprawkę na konowałów, dzięki za wsparcie ;)

    Olu, wypróbowałam chyba wszystkie dostępne smoczki :/ A ona wszystkimi pluje... Ciągnęła przez jakiś czas Aventa, ale po 2 tygodniach i ten się znudził :/ Ja też gabarytowo jestem niewielka za to mam Męża niedźwiedzia :D cholera wie po kim ona dziedziczy ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Kochana rób tak jak Ci serce podpowiada skoro Mała nie chce butli a woli łyżeczką to też dobrze :) Julka wcale nie wygląda na niedozywioną jest cudowna :) buziaki

    OdpowiedzUsuń
  7. na szczęście żadnego z dzieci nie musiałam na kłucie narażać (no, oprócz szczepionek) - to rzeczywiście bardzo niefajne uczucie widzieć, jak pobierają krew dziecku, w dodatku własnemu... :(
    Rób tak, jak czujesz. Wiadomo, że lekarzem nie jesteś (chyba?) ;) ale w podstawowych sprawach matki rzadko się mylą. :)
    ja ostatnio miałam przygodę na pogotowiu u rodziców, trafiła nam się chyba stuletnia lekarka, booszeee... w mig doceniłam jeszcze bardziej naszego pediatrę! ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Kochana, proponuje Ci poszukac innej lekarki, dobry lekarz to bardzo ważna osoba, istna skarbnica wiedzy i pomocy. Puki dzieciaczek maly dobry kontakt z mamą i tataa, ale kiedy urośnie kontakt z dzieckiem też jest ważny. Ja mam wspaniałą panią doktor i nie zamieniłabym jej na żadną inną. Co do smoczka to z moją kozą miałam takie przeboje, że miała swój ulubiony ksztalt smoka i żadnego innego nie chciała :( Jeden określony i koniec :)
    Powiedziałabym raczej że taka fajna kluseczka niżeli niedożywiona jest ta Twoja córcia hi hi hi :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Aniu, dziękuję, właśnie tak zamierzam :)

    Madziulla, nie jestem lekarzem, ale skoro Młoda żywa, wesoła i nie wykazuje żadnych oznak osłabienia (o to już Pani doktor nie zapytala) to normalne, ze chyba nic jej nie jest? wrr :) dzięki!

    Moniko, klucha z niej straszna :)) a lekarza zacznę szukać jak tylko się przeprowadzimy, bo teraz jeszcze nie wiem gdzie będziemy mieszkać, a wolałabym nie jeździć z chorym dzieckiem przez pół miasta...

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Zbieram dobre słowa ;)

Popularne posty z tego bloga

Ku pamięci ;-)

Ważne!

Dzisiaj moja córka zaczęła pisać swój pamiętnik.

Ziarno zostało zasiane...

Ale serio? Że już??

Przecież jeszcze niedawno nie umiała czytać ani pisać!!


Starzeję się...

Niewątpliwie.

Wkurw totalny.

Zwykle tak bywa, że...

Do pewnego momentu jest super, doskonała relacja, pełne zrozumienie, odczytywanie zachcianek, picie sobie z dzióbków i tak dalej...

Następnie przychodzi zgrzyt. I Misiaczkowi Dziubdziusiowi, Koteczkowi rosną rogi i pazury, kopytami zarysowuje parkiet, we wszystkim jest na "nie".

Zaczyna używać słów "Mogłaś to zrobić wczoraj", " Mogłaś mi przypomnieć", " Nie wiedziałem", "Nie mam na to czasu" i "Czym ty jesteś zmęczona???"

Nagle czujemy się odpowiedzialne za całe zlo tego świata łącznie z gradobiciem i plagą komarów.

I domową boginię wśród fajerwerków i donośnych efektów dźwiękowych szlag nagły trafia.

Oczywiście ten stan rzeczy nie trwa nigdy długo. Misiaczek piłuje szpony a Walkiria chowa uzbrojenie w zaciszu szafy...

Ale są takie dni...

Na szczęście mam na nie sposoby..
Dzisiaj taki:

A Wy? Jakie macie rady na chwilowy Armagedon? :-)

Niedoczas....

Czytałam niedawno artykuł.
O nowego rodzaju biedzie.
O ludziach, którzy cierpią na brak czasu. Za żadne pieniądze nie da się go kupić...

Mi się ostatnio wydaje, że spędzam moje życie w pracy. Albo do niej jadąc, albo z niej wracając. Nie macie tak czasami?
Czas, który odczuwam naprawdę, ten, kiedy jestem z moją rodziną, albo robię coś dla siebie jest na wagę złota. I znam tę wagę...

Wielkanoc była wspaniała. Tym razem Rodzice i Babcia przyjechali do mnie. Mialam ich wszystkich tak blisko i choć pojawiły się międzypokoleniowe zgrzyty, było dobrze...

Kiedyś nie doceniałam tego wspólnego czasu. Teraz kiedy pozostało nas tak mało... kolekcjonuję wszystkie momenty, zapisuję w myślach chwile. Na zapas.

Jeszcze dwa dni i uciekamy z K. Reset, zmiana otoczenia, potrzebuję tego bardzo.
Znowu z Rodzicami... :-)

Nie mogę się doczekać.

Dziękuję że zostawiacie słowa. Może tego bardzo nie widać, ale znowu mi się dzięki temu chce pisać. 😀
Udanego weekendu.
Słońca Wam i Sobie życzę!