Przejdź do głównej zawartości

Jula Jula Jula....

Taka już jest :) Cudna, jedyna :))
Pięknie mówi (daje się ją zrozumieć bez tłumacza ;)), sama je (większość jedzonka trafia do buzi ;)) 
W większości tematów ma własne zdanie... Szczególnie dotyczy to: ubrania, jedzenia, formy zabawy, końca spaceru, kąpieli i czasu spania,   ;)))
Najnowszą fazą w którą weszliśmy jest "Psitulić!!!" Nie umiemy z Mężonem odmówić kategorycznej - bądź - nie - prośbie, dzięki czemu polegliśmy na całej linii... Wieczorem z sypialni dobiega "Julę psitulić...." I biegamy na zmianę... Może jej przejdzie... chociaż to jest TAKIE MIŁE :))
Żłobek jest witany z mieszanymi uczuciami. W domu Jula entuzjastycznie wykrzykuje, że idzie do dzieci! i kółko graniaaaaastee, ale kiedy podchodzimy pod drzwi budynku euforia nagle znika. Pojawia się za to podkówka i "nieeee". Na szczęście kiedy zamykają się za mną drzwi Jula wybiera sobie zajęcie z dość dużego wachlarza możliwości żłobkowych i zapomina o mnie i Mężonie na te 8 godzin....
Poza tym jest tak sobie.
Najgorzej z kasą. Moją nową pracę kocham i ubóstwiam. Rzadko mam szansę na chwilę dla siebie - jak dziś ale za to wciąż się coś dzieje, czuję się potrzebna i doceniana. Czas do 16 mija niewiarygodnie szybko. Po pół roku dostałam pierwszą podwyżkę. Po ośmiu miesiącach awans z dalszą możliwością lepszych zarobków za jakieś 2-3 miesiące jak się sprawdzę... Ale niestety Mężon ma znowu kłopoty w pracy... Tyle co ja więcej - on mniej. I wciąż jesteśmy na "zero". O mieszkaniu staram się nie myśleć, żeby znowu nie wpaść w jakiś cholerny dołek.

Teściowa już całkiem ze mną nie rozmawia - jak czego od nas chce - dzwoni do Mężona... Ostatnio on miał rozładowany telefon i byliśmy na zakupach - dostałam sms'a - "niech Paweł włączy telefon!!!!!" Cóż - można i tak... Nie pyta co trzeba Młodej - ostatnio przywieźli jak mnie nie było buciki - jakich w życiu bym dziecku nie kupiła :/ Noga zapoci się jej w 3 minuty... Więcej by tego było ale - OK. Nie nakręcam się :)))

Byle do przodu.

W końcu wiosna!! :)

Komentarze

  1. Matko, jaka jest cudna, tak ślicznie dziewczęca. Cieszę się, naprawdę, że z tym żłobkiem się tak układa. Nie znoszę myśleć o dzieciakach czekających z płaczem na mamusie i tatusiów. Zuch-Jula i zuch-mama-Juli ;) poważnie, jesteś twarda :) (a co robisz w tej swojej super-fajnej-pracy? :)). buziole.

    OdpowiedzUsuń
  2. Emko jestem asystentką zarządu - czyli robię wszystko żeby firma się nie posypała :)))

    Dzięki za miłe słowa buziaki dla Zosi :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Zbieram dobre słowa ;)

Popularne posty z tego bloga

Ku pamięci ;-)

Ważne!

Dzisiaj moja córka zaczęła pisać swój pamiętnik.

Ziarno zostało zasiane...

Ale serio? Że już??

Przecież jeszcze niedawno nie umiała czytać ani pisać!!


Starzeję się...

Niewątpliwie.

Wkurw totalny.

Zwykle tak bywa, że...

Do pewnego momentu jest super, doskonała relacja, pełne zrozumienie, odczytywanie zachcianek, picie sobie z dzióbków i tak dalej...

Następnie przychodzi zgrzyt. I Misiaczkowi Dziubdziusiowi, Koteczkowi rosną rogi i pazury, kopytami zarysowuje parkiet, we wszystkim jest na "nie".

Zaczyna używać słów "Mogłaś to zrobić wczoraj", " Mogłaś mi przypomnieć", " Nie wiedziałem", "Nie mam na to czasu" i "Czym ty jesteś zmęczona???"

Nagle czujemy się odpowiedzialne za całe zlo tego świata łącznie z gradobiciem i plagą komarów.

I domową boginię wśród fajerwerków i donośnych efektów dźwiękowych szlag nagły trafia.

Oczywiście ten stan rzeczy nie trwa nigdy długo. Misiaczek piłuje szpony a Walkiria chowa uzbrojenie w zaciszu szafy...

Ale są takie dni...

Na szczęście mam na nie sposoby..
Dzisiaj taki:

A Wy? Jakie macie rady na chwilowy Armagedon? :-)

Niedoczas....

Czytałam niedawno artykuł.
O nowego rodzaju biedzie.
O ludziach, którzy cierpią na brak czasu. Za żadne pieniądze nie da się go kupić...

Mi się ostatnio wydaje, że spędzam moje życie w pracy. Albo do niej jadąc, albo z niej wracając. Nie macie tak czasami?
Czas, który odczuwam naprawdę, ten, kiedy jestem z moją rodziną, albo robię coś dla siebie jest na wagę złota. I znam tę wagę...

Wielkanoc była wspaniała. Tym razem Rodzice i Babcia przyjechali do mnie. Mialam ich wszystkich tak blisko i choć pojawiły się międzypokoleniowe zgrzyty, było dobrze...

Kiedyś nie doceniałam tego wspólnego czasu. Teraz kiedy pozostało nas tak mało... kolekcjonuję wszystkie momenty, zapisuję w myślach chwile. Na zapas.

Jeszcze dwa dni i uciekamy z K. Reset, zmiana otoczenia, potrzebuję tego bardzo.
Znowu z Rodzicami... :-)

Nie mogę się doczekać.

Dziękuję że zostawiacie słowa. Może tego bardzo nie widać, ale znowu mi się dzięki temu chce pisać. 😀
Udanego weekendu.
Słońca Wam i Sobie życzę!