Przejdź do głównej zawartości

Sezon na zjeżdżalnię uważamy za otwarty :)

W sobotę rano... 
zachęcone wielkim słonecznym pycholcem wiszącym nad miastem, wybrałyśmy się z Julą na wizytację okolicznych placów zabaw. 
Przed sezonem trzeba wszystko posprawdzać:

  •  czy aby sprężynki koników nie skrzypią....

  •  czy tarasy widokowe są dobrze przygotowane

  •  czy wiszące mosty wytrzymają obciążenie  kilku dodatkowych kilogramów nabranych przez zimę

  •  czy ślizgawki są wystarczająco śliskie

  • czy schowki są wystarczająco bezpieczne  

  •  czy podłoże jest odpowiednie do biegania
  • i czy ślizgawki są NA PEWNO wystarczająco śliskie ;)

Było wspaniale. Jula biegała, zjeżdżała, huśtała się, wspinała, właziła we wszystkie dostępne i nie miejsca :)
Mężon niestety w pracy, ale my po tym "spacerku" padłyśmy w domu jak muchy :))
Niestety wieczorem czekała nas gorsza przeprawa - imieniny. 
Ku mojemu zdumieniu obyło się tym razem bez rozlewu krwi. (sorry Aga :))) Hydry tak były zajęte docinaniem sobie nawzajem (oooo, a co Ci się stało w okoo? taką masz opadniętą powiekę? Nie wygląda to najlepiej... ;) że mnie prawie nie zauważyły. Zapytały tylko "a jak było Juli u babci??" (pewnie teściowa się im żaliła, że wywiozłam wnuczkę, do której sama nie zagląda jeśli nie musi ;/

Dostaliśmy wałówę na drogę (siostrzyczki muszą widzieć jak się dba o syńcia) i wróciliśmy do domu na X-Factor. 
W niedzielę pojechaliśmy z Mężonem po butki dla Juli. Moja karta się zbuntowała i zostałam odseparowana od naszych wspólnych funduszy (sic!) czekam na nową.
A potem leniuchowaliśmy sobie błogo, bo Mężon się zrobił pociągający kataralnie :/

Ale a propo's jeszcze X-Factor. Co sądzicie o TYM GŁOSIE? Ja mogłabym go słuchać godzinami....

Komentarze

  1. U nas sezon "placowy" też już rozpoczęty. Mały z mamą był już w tamtym tyg. Podobno wrócił cały mokry... Ja na weekendzie niestety nie miałam czasu na spacer. I żałowałam bardzo, bo pogoda była cudna.

    Nie widziałam tego chłopaka, tato wygryziony przez wnuki z swojego pokoju wpadł do nas na boks, i trzeba było przełączyć :(
    Super śpiewa. Ja już kilka perełek wyłapałam dla siebie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, naszym dzieciom jest chyba wszystko jedno z kim idą na plac zabaw - ważniejsze jest chyba raczej ŻE idą na plac zabaw ;))
      A gość ów był już w poprzedniej edycji i byłam bardzo rozczarowana jak go "odsiali" przed finałem :/

      Usuń
  2. widzisz... jakos dotrwalyscie do wiosny :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Melduję, że i my przetestowaliśmy nasz stary plac zabaw :)

    D. Podsiadło - no cóż... się włącza, się zamyka oczy i się jest w jakiejś innej czasoprzestrzeni.
    Świetny utwór, świetne wykonanie!
    Buźka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myso jak wszyscy to wszyscy, nie ma zmiłuj ;) Co do D. mam podobne odczucia baaardzo ;)

      Usuń
  4. Witam,


    W niedziele wybraliśmy się całą rodziną do parku Jordana. Moja mała sama nie wiedziała w którą stronę ma biec. Nie sądziłam że w ciągu minuty można 100 razy zmienić kierunek w którym się biegnie. W pewnym momencie w którą stronę bym nie popatrzyła tam była Olka :) Niestety z powodu biegów przez przeszkody Oli (czytaj: ludzie na kocach, dzieciaki na hulajnogach, rowerkach) nie nacieszyliśmy się placem zabaw. Mam nadzieję, że kolejny weekend będzie równie pogodny.

    Pozdrawiam

    Anka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć ;)) na pewno nam nie zabraknie ciepłych dni, w końcu to wiosna. My poszłyśmy z Julą rano, więc cały Plac Zabaw Młoda miała dla siebie i była z tego powodu przeszczęśliwa. Pozdrawiam również!

      Usuń
  5. A moje już wyrosły z placu zabaw, no młoda może tam jeszcze na huśtawkę wskoczy...a poza tym to...same na dół schodzą...z kolegą się bawią...rolki, rozmowy, spacery...rety! jakie ja mam "stare" dzieci :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hah, czas płynie coraz szybciej ani się obejrzysz jak je za mąż będziesz wydawać ;))

      Usuń
  6. My tez już byłyśmy i jeszcze Anka kazała nam wystawiać sprzęty do ogrodu. Musiałam nakopać 3 wiadra piasku bo piaskownica była pusta :) Szał! Julka ślicznie wygląda - zazdroszczę czapki :) Anka ściąga od razu jak ma niewiązaną pod brodą.
    W sumie to się cieszę, że uchowałaś się przed babami :D Liczyłam na te historyjki ale przeżyję bez nich :)
    Z kartą mam podobnie - jedna straciła ważność, a drugą zapomniałam aktywować i jestem bez plastikowej kasy, kurczę. Od początku marca sporo dzięki temu zaoszczędziłam - mam kawał do banku aby aktywować kartę, nie chce mi się jechać :) A małżonek się podśmiewa, że teraz on mi wydziela kasę :D Ale nie umie się dostać do naszego banku bo wymyśliłam zbyt skomplikowane hasło aby je zapamiętał :D Jest lepiej bo się nie kłócimy o $$$ tylko z tego żartujemy. Postęp?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jessu jak ja Ci zazdroszczę tego OGRODU :) Dla dzieciaków najfajniejsze jest wybywanie na własne podwórko, pamiętam że sama mieszkając w bloku uwielbiałam wyjazdy do dziadków, którzy mieli ogromny ogród...
      Czapkę Jula nauczyła się nosić przez swoje ciągłe chorowanie. Sama się domaga, żeby założyć, a ja się cieszę - bo wiatr u nas hula dosyć zimny jeszcze.
      Co do kasy - pewnie że postęp. On się czuje ważny,a Tobie i tak to zwisa ;) Kompromis osiągnięty :))

      Usuń

Prześlij komentarz

Zbieram dobre słowa ;)

Popularne posty z tego bloga

Ku pamięci ;-)

Ważne!

Dzisiaj moja córka zaczęła pisać swój pamiętnik.

Ziarno zostało zasiane...

Ale serio? Że już??

Przecież jeszcze niedawno nie umiała czytać ani pisać!!


Starzeję się...

Niewątpliwie.

Wkurw totalny.

Zwykle tak bywa, że...

Do pewnego momentu jest super, doskonała relacja, pełne zrozumienie, odczytywanie zachcianek, picie sobie z dzióbków i tak dalej...

Następnie przychodzi zgrzyt. I Misiaczkowi Dziubdziusiowi, Koteczkowi rosną rogi i pazury, kopytami zarysowuje parkiet, we wszystkim jest na "nie".

Zaczyna używać słów "Mogłaś to zrobić wczoraj", " Mogłaś mi przypomnieć", " Nie wiedziałem", "Nie mam na to czasu" i "Czym ty jesteś zmęczona???"

Nagle czujemy się odpowiedzialne za całe zlo tego świata łącznie z gradobiciem i plagą komarów.

I domową boginię wśród fajerwerków i donośnych efektów dźwiękowych szlag nagły trafia.

Oczywiście ten stan rzeczy nie trwa nigdy długo. Misiaczek piłuje szpony a Walkiria chowa uzbrojenie w zaciszu szafy...

Ale są takie dni...

Na szczęście mam na nie sposoby..
Dzisiaj taki:

A Wy? Jakie macie rady na chwilowy Armagedon? :-)

Niedoczas....

Czytałam niedawno artykuł.
O nowego rodzaju biedzie.
O ludziach, którzy cierpią na brak czasu. Za żadne pieniądze nie da się go kupić...

Mi się ostatnio wydaje, że spędzam moje życie w pracy. Albo do niej jadąc, albo z niej wracając. Nie macie tak czasami?
Czas, który odczuwam naprawdę, ten, kiedy jestem z moją rodziną, albo robię coś dla siebie jest na wagę złota. I znam tę wagę...

Wielkanoc była wspaniała. Tym razem Rodzice i Babcia przyjechali do mnie. Mialam ich wszystkich tak blisko i choć pojawiły się międzypokoleniowe zgrzyty, było dobrze...

Kiedyś nie doceniałam tego wspólnego czasu. Teraz kiedy pozostało nas tak mało... kolekcjonuję wszystkie momenty, zapisuję w myślach chwile. Na zapas.

Jeszcze dwa dni i uciekamy z K. Reset, zmiana otoczenia, potrzebuję tego bardzo.
Znowu z Rodzicami... :-)

Nie mogę się doczekać.

Dziękuję że zostawiacie słowa. Może tego bardzo nie widać, ale znowu mi się dzięki temu chce pisać. 😀
Udanego weekendu.
Słońca Wam i Sobie życzę!