Przejdź do głównej zawartości

No to roooozpęd...............

i lecimy.

Zapisaliśmy Julę do przedszkolakowa. Tzn żłobkowa chyba... Akademii Malucha w każdym razie :)) Pani właścicielka-opiekunka cudownie miła. Od razu miałam ochotę przyprowadzić moje dziecko :)) Oby Juli też się spodobała. Pierwsze spotkanie - 1 marca. Już się jednocześnie boję i cieszę...

Na święta jedziemy do mojej Mamy. 22 grudnia. Pociągiem. Już kupiłam bilety, żeby się nie rozmyślić :)) To na pewno będzie ciekawe doświadczenie. I zastanawiam się wciąż od nowa - czy Jula rozniesie pociąg? Czy może jednak pociąg przetrwa i dowiezie nas na miejsce? :))

I piekę ciasteczka. DUŻO. Braciszek z Połówką jadą autkiem dostawczym, więc będzie można Mamunię troszkę odciążyć w przygotowaniach i siebie również w taszczeniu bagaży.

Wciąż jestem w fazie organizacji wszystkiego. Pewnie w Wigilię padnę na twarz. W te kluski z makiem i inne kapuściane pierogi i z błogością zasnę :))

Matula kiepściutko z kręgami słupnymi... Ale przed szpitalem broni się rękami i nogami... Zobaczymy co w końcu będzie...

Nie mam bladego pojęcia co kupić Braciszkowi i jego Połówce... I Babci. Biegam nieprzytomnie między półkami... Na szczęście Mamunia, Tatunio i Dziadek mają już wytypowane prezenty. Rodzinna burza mózgów dała efekty :)))

W pracy fajnie. Zobaczymy, czy wzrosną również moje dochody, jak mi obiecano. Póki co staram się robić dobre wrażenie niczym Kwiatkowska nie migając się od żadnego zajęcia.

A Jula...
Jula skończyła 18 miesięcy...
I mówi. Swoim póki co dziecinnym językiem - ale już nieźle zrozumiałym :))
O sobie - Cinka. (chyba od dziewczynka ;)
Nazywa poprawnie wszystkich członków rodziny - nawet na ojca czasem wrzaśnie "Paeł"! :))
Nazywa obrazki w książkach, pokazując je paluszkiem.
I "pijiamka" (piżamka), "wielec"(widelec), "kakuj"(wskakuj), "pompamy" (kąpiemy), "kaka" - (kaszka), "kocik" - (kocyk), "cieś" - (chcę), sinka (szynka), banan, buła - (bułka). I wiele innych...
Najfajniejsze jednak są słówka "mimak" i "bonka" - proszę o typy co znaczą :D
Osiołek wciąż jest "IIII-AAAAA" :D Biegnie po niego ilekroć znajdzie go w książce o Kubusiu Puchatku, która jest już nieziemsko wymiętolona od ciągłego "citamy!" . "Ćitać" mogłaby na okrągło. I układać klocki - sczepiać, rozczepiać...
Pomaga mi zapakować pralkę, pokazuje gdzie stoi proszek i płyn do płukania... Mokre pranie wyciąga i biega wieszać :P Sama wynosi zużytą pieluchę do kosza... Dziubie po talerzyku widelcem... Próbuje jeść...
Wciąż łapię się na tym, ze nie wiem kiedy tego wszystkiego się nauczyła. Że już jest taka duża. Taka mądra.. Jestem z niej dumna! :)

Dotarła już do rozmiaru 86. Dzięki paczkom od Wisienki bankructwo od zmian garderoby póki co nam nie grozi :)))

Ogólnie czas płynie szybko... I jest ciekawie :))

Komentarze

  1. mimak - ślimak, bonka - biedronka :)

    OdpowiedzUsuń
  2. nie, ja po prostu rozumiem dzieci ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. I będą po Nowym Roku kolejne dostawy, takie z mniejszych rozmiarówek :)) Jazda PKP, pamiętam jak z taką mała Martyną jechaliśmy, osobówką do Wrocławia, od niemalże wszystkich pasażerów zgarnęła wałówkę, każdy chciał ją czymś częstować, zagadywali itp :))
    My na Święta też do mamy wybywamy, w pierwszy dzień świąt...Wigilia u nas...z teściem...taaaaak :)))

    OdpowiedzUsuń
  4. 18 miesięcy mówisz... Twoja Julka świetnie sobie radzi, fajnie mówi, aż miło się czyta... Najfajniejszy był: "Paeł!!!" Hi, hi...super...
    Widzisz, jak ten czas leci... Moja malutka odlicza tygodnie, dni, do pierwszego roczku:)
    A to w lutym:)
    U mnie jak na razie rozmiar 80... i chyba wolniej już wyrasta z ciuszków niż w pierwszym półroczu:)
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Zbieram dobre słowa ;)

Popularne posty z tego bloga

Ku pamięci ;-)

Ważne!

Dzisiaj moja córka zaczęła pisać swój pamiętnik.

Ziarno zostało zasiane...

Ale serio? Że już??

Przecież jeszcze niedawno nie umiała czytać ani pisać!!


Starzeję się...

Niewątpliwie.

Wkurw totalny.

Zwykle tak bywa, że...

Do pewnego momentu jest super, doskonała relacja, pełne zrozumienie, odczytywanie zachcianek, picie sobie z dzióbków i tak dalej...

Następnie przychodzi zgrzyt. I Misiaczkowi Dziubdziusiowi, Koteczkowi rosną rogi i pazury, kopytami zarysowuje parkiet, we wszystkim jest na "nie".

Zaczyna używać słów "Mogłaś to zrobić wczoraj", " Mogłaś mi przypomnieć", " Nie wiedziałem", "Nie mam na to czasu" i "Czym ty jesteś zmęczona???"

Nagle czujemy się odpowiedzialne za całe zlo tego świata łącznie z gradobiciem i plagą komarów.

I domową boginię wśród fajerwerków i donośnych efektów dźwiękowych szlag nagły trafia.

Oczywiście ten stan rzeczy nie trwa nigdy długo. Misiaczek piłuje szpony a Walkiria chowa uzbrojenie w zaciszu szafy...

Ale są takie dni...

Na szczęście mam na nie sposoby..
Dzisiaj taki:

A Wy? Jakie macie rady na chwilowy Armagedon? :-)

Niedoczas....

Czytałam niedawno artykuł.
O nowego rodzaju biedzie.
O ludziach, którzy cierpią na brak czasu. Za żadne pieniądze nie da się go kupić...

Mi się ostatnio wydaje, że spędzam moje życie w pracy. Albo do niej jadąc, albo z niej wracając. Nie macie tak czasami?
Czas, który odczuwam naprawdę, ten, kiedy jestem z moją rodziną, albo robię coś dla siebie jest na wagę złota. I znam tę wagę...

Wielkanoc była wspaniała. Tym razem Rodzice i Babcia przyjechali do mnie. Mialam ich wszystkich tak blisko i choć pojawiły się międzypokoleniowe zgrzyty, było dobrze...

Kiedyś nie doceniałam tego wspólnego czasu. Teraz kiedy pozostało nas tak mało... kolekcjonuję wszystkie momenty, zapisuję w myślach chwile. Na zapas.

Jeszcze dwa dni i uciekamy z K. Reset, zmiana otoczenia, potrzebuję tego bardzo.
Znowu z Rodzicami... :-)

Nie mogę się doczekać.

Dziękuję że zostawiacie słowa. Może tego bardzo nie widać, ale znowu mi się dzięki temu chce pisać. 😀
Udanego weekendu.
Słońca Wam i Sobie życzę!