Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z lipiec, 2008

Post pochwalny ;)

Takie pisanie "do szuflady" jednak jest nudne. Od czasu jak Was tu mam zrobiło mi się... tak cieplutko i fajnie :) I wesoło. I ciekawie...

Poznaję Was, wczytuję się w notki aż do samego spodu, czekam z niecierpliwością aż się pojawią nowe... Micha mi się cieszy jak widzę, że byłyście u mnie i zostawiłyście jakiś ślad... Dobrze mi :)

I tak odważniej biorę się za przeglądanie kolejnych miejsc, wychylam nos z mojej dziupli... Bo warto... :)

Dziękuję, że jesteście i że w jaki sposób wpuściłyście mnie do swojego życia. Dobrze wiedzieć, że jest ktoś kto zrozumie...

I mimo, że czuję się coraz bardziej uzależniona od klawiatury ;D jest OK. Duża Buźka!

Ciesz się, że nie szczekasz...

... taaaaka impreza była :D

Najpierw cały dzień w kuchni - sałatki, kanapeczki na krakersach, muffinki, koperty z ciasta francuskiego z farszem... No dałyśmy radę jakoś z Połówką Braciszka - przy okazji była szansa na lepsze poznanie się ;) A potem..... :D oj działo się, dobrze, że sąsiedzi wytrzymali i nie zapukała do naszych drzwi nad ranem brygada RR w niebieskich mundurkach ;) Co się uśmiałam to moje :) Taka w sumie dość kameralna imprezka, bo tylko osiem osób, ale za to JAKICH :D

Wciąż jeszcze mam dobry humor i niech mi już tak zostanie na długo :) Wprawdzie "dzień po" było trochę strasznie.. Ale teraz jest już dobrze. :)

Miłego dnia!

Są takie dni...

Są takie dni w życiu Kobiety, kiedy na delikatne pytanie, dlaczego gotuje zupę w pięciu garnkach odpowie: "BO TAK!!!!!!!!"

Ja właśnie jeden z takich dni mam... I aczkolwiek ja sama, jak również Mężon, stanowczo wolelibyśmy, żeby odbywało się to jakoś delikatniej, comiesięczne rozdrażnienie powraca jak bumerang. Tak właściwie, to wkurza mnie wszystko w różnych dziwnych momentach. Mogę przejść obojętnie obok sterty nieposkładanych ciuchów, albo pozmywać górę brudnych naczyń, o których ktoś zapomniał, ale na nieporządek przy kompie zareaguję furią. Albo dopada mnie "niechciej" i na pytanie czy chcę kolację odpowiadam "tak" a potem zaraz (jak już Mężon jest w kuchni) "albo nie, nie chce mi się jeść" (po czym w zależności od dnia może mi się jeszcze odmienić ze dwa razy). Taka wredota jakaś się przyczepia. Przyczepia i wyłazi na wierzch... Biedny Mężon, jak on mnie znosi?

I wkurza mnie ta pogoda dla ślimaków, i to, że Teściowa podała nam do zjedzeni…

Wtorkowe rozleniwienie...

Od wczoraj nic mi się nie chce. A właściwie od niedzieli. Rozleniwiłam się, dobrze mi się mieszka, zredukowałam stres do minimum...

Wena jakaś kapryśna, chyba wakacji dłuższych się jej zachciało. "Cześć, pa" i mogę jej szukać po polach i lasach :/ W sumie, to chętnie bym poszukała, ale urlop wcale nie chce do mnie zawitać w tym samym czasie co do Weny.

W sobotę mieliśmy gości. Obydwoje teściowie wybrali się do nas z wizytą. Jakiegoś stresa od tego złapałam (nie wiem czemu, mieszkaliśmy z nimi przecież z Mężonem ponad dwa lata) i podeszłam do sprawy poważnie. Usmażyłam i upiekłam mięsko, do tego ziemniaczki, sałata lodowa, wino... Nawet lody kupiłam na deser ;) (jako że jeszcze nie mam miksera miałam do wyboru sałatkę owocową albo lody - wybrałam mniej pracochłonne ;) ) Obiad smakował, atmosfera była bardziej niż miła... Aż się zdziwiłam... Wszystko wraca do normalności :)

Zawsze byłam zdania, że mieszkanie z rodzicami to bardzo głupi pomysł... Cóż, nie było innego wyjścia -…

hhhhomantism...

hmmmmm... Zastanawiam się jak zacząć...

Romantyzm to jest takie coś, co w moim związku objawia się dość spontanicznie i niespodziewanie. No i wręcz rzadko. Owszem, na początku znajomości z Mężonem dało się go odczuć nawet całkiem wyraźnie - spacerki za rączkę, kwiatuszki, czekoladki itepede. Aż za słodko momentami, ale jako osoba zakochana, z klapkami na oczach wielkości japonek nr 46 tylko się z tego cieszyłam.

Czas sobie mijał, romantyzm objawiał się coraz rzadziej, aczkolwiek częstotliwość bardzo wzrosła po ustaleniu przez nas daty ślubu, a potem w okresie poślubnego pomieszkiwania w wynajętym mieszkanku. Następnie znów zdechł. Podnosił głowę w ramach Okazji - czyli urodzin/imienin/walentynek. Z okazji rocznicy ślubu zerwał się nawet do pozycji półsiedzącej... I znów padał. Czuję, ze nie tylko o sobie piszę i zastanawiacie się na pewno "do czego ja w ogóle zmierzam??" :D Otóż.

Ostatnio romantyzm Mężona osiągnął pewną granicę dolną, o którą go nie podejrzewałam. Tak właśc…

Szczerbaty uśmiech poniedziałkowy.

Zaczynam kolejny tydzień. Jakoś tak... Lekko.

Kiedy wracam, z pracy, czuję jakbym wracała do siebie - mimo, że mieszkanie nie moje ani nawet samodzielne... Ale jest taki luz... Nie trzeba z niczego się tłumaczyć, niczego w sobie dusić... Po prostu żyć. Tak jak nam się podoba. I nawet ten zapchany tramwaj drażni już mniej. :) Oddycham.

Zaprosiliśmy Rodziców Mężona na obiad w sobotę. Już będzie prawie trzy tygodnie jak ich nie widziałam, więc myślę, że uda mi się to przetrwać. Tak właściwie to Teściowa zaprosiła nas pierwsza. Zaproszenie było takie jak zwykle - dzwoni o 11 w niedzielę i mówi, że mamy być na 13 na obiedzie. I wcale ją nie obchodzi, czy mamy jakieś plany czy nie. Robiła tak często jak wyprowadziliśmy się zaraz po ślubie. Starała się mieć nad nami kontrolę nawet na odległość. Sprawdzała, czy Synek rzuci wszystko byle biec, "bo to mama zaprasza". No i biegaliśmy... Czy były już plany, czy nie...
Ale wczoraj doczekałam się tego, że Mężon powiedział Mamie - "z…

Dzień 193.

Motywacja mi wzięła i zdechła. I wena też.

No i co Pan zrobisz jak nic Pan nie zrobisz? :/

Idę się trochę poweekendzić Może zdybię jakieś nowe.

TO PA.

Rzecz o tramwajach.

Wiecie, ja ogólnie jestem pozytywnie nastawiona do świata...
I właściwie jakoś ciężko jest mnie wyprowadzić z równowagi, szczególnie kiedy dobrze mi się dzieje...

Bo ogólnie dobrze mi się dzieje. Wreszcie wyprowadziłam się od teściowej, co mogłoby mi wyrównać wszelkie niepowodzenia na ... powiedzmy 3 miesiące ;) . Mieszkanie już prawie doszorowałam, więc milutko się egzystuje. Z Braciszkiem i Drugą Połówką dogaduję się na bardzo przyzwoitym poziomie (a przynajmniej z mojej strony tak to wygląda). Szeryf dokucza w stopniu znośnym... No jest dobrze proszę Państwa...

Ale jest jedna rzecz, która doprowadza mnie do szału konkretnego i gorączki nie tylko białej ale nawet czerwonej.

Tramwaj... No cholera mnie bierze jak pomyślę o MPK i ich cudownym pomyśle redukcji częstotliwości jeżdżenia jedynego dostępnego mi w bezpośredniej odległości "środka komunikacji miejskiej"...

Dojeżdżam do pracy na ósmą - 7:20 jestem na przystanku. 7:22 przybywa "środek komunikacji". Wszystkie…

Dzień ... poniedziałkowych tęsknot za weekendem

Wszystko co miało zostać spakowane, zniesione, zwiezione, wniesione i rozpakowane, zostało spakowane, zniesione, zwiezione, wniesione i rozpakowane :) Oficjalnie mogę stwierdzić, że w końcu się przeprowadziłam. :)

Jeszcze tylko rzecz niezbędna do życia (- czyli internet) zostanie dzisiaj podpięta, praleczka się przywiezie i wniesie sama (dzięki Bogu, bo już dostaję fioła, kiedy słyszę słowo "wnosić" ;) i będzie można całkiem normalnie egzystować.

Nawet nie sądziłam, że przeprowadzka może być tak energochłonna... Poprzednim razem trafiliśmy do Pani, która wpuściła nas do mieszkanka wysprzątanego "na błysk", w którym wszystko działało i nie miało prawa się zepsuć, a jeśli nawet - zawsze zajmowała się tym sama.

Tym razem...

Mieszkanko jest naprawdę ładne, ale chyba miało wielkiego pecha do lokatorów...
Nikt mu dotąd nie umył okien, nie wymienił uszczelek w łazience. Nikomu nie chciało się wyszorować piekarnika, choć niewątpliwie miała w nim miejsce całkiem pokaźna e…

Dzień - zmęczony

No i doprowadziłam do tego, czego chciałam. Dziś obudziłam się w nowym mieszkaniu i pierwszą moją myślą było "uważaj o co prosisz, bo możesz to dostać"... Ale mimo koszmarnego zmęczenia, mimo tego, że okazało się, że jest parę rzeczy do naprawienia, mnóstwo sprzątania, problem z szafą, której nie daje się przenieść i z wersalką, na której nie bardzo daje się spać... Jestem szczęśliwa :)

Darmowy fitness (albo raczej trening strongwomen ;) ) w postaci przenoszenia rzeczy dał mi się we znaki i dzisiaj mam drewniane łydki... Uroki mieszkania na III piętrze bez windy ;)

Ale cudnie mamy - widok na łąkę... Mieszkanie chociaż troszkę zapuszczone jest nowiutkie...
Tylko posprzątać i się urządzić jakoś i będzie ok.
Zawiesić śliczne białe firanki... Postawić kilka zielonych roślinek...

Uff ale póki co w sobotę i niedzielę kolejny transport rzeczy... Przeprowadzka trwa...