Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z sierpień, 2011

Powtórka z rozrywki

Again and again and again....
Katarek-kaszelek, kaszelek-katarek i tak na zmianę... Tydzień w przedszkolu, tydzień w domu. Dzięki Ci Panie Boże, że cudownym zbiegiem okoliczności Babci i Dziadkowi chciało się odwiedzić nas i Braciszków... Przez weekend byli u nas, teraz przez chwilę są u Braciszków (ach, co to był za ślub...... :) "Na szczęście" (w "." bo nienawidzę kiedy młoda jest chora) u Julii dziś akurat, kiedy jest ostatni dzień ich pobytu katar zmienił się w mega-kaszel. Na szczęście - bo Babcia zdecydowała się zostać, żebym nie zarobiła kolejnej krechy w robocie...
Ale w sumie to męczą mnie już w pracy komentarze pt "znowu..." przecież jak ma się małe dziecko to normalne, że czasem trzeba z nim zostać. Wiem, że oni nie są przyzwyczajeni do zwalniania się pracowników z powodu dzieci, ale liczyłam, że skoro mają własne dzieci, to jakoś będzie można się z nimi dogadać, że zrozumieją... Rozumieli przez pierwsze 2 miesiące jak Jula poszła do żłobka.
Potem …

Gdybym wygrała w Lotto.......

Kupiłabym za to czas.
Dużo dużo czasu.
Na bycie Mamą. Na bycie Żoną. Na bycie Sobą.
Czuję, jak życie przecieka mi przez palce.
Rano, gdy za Mężonem zamykają się drzwi, dzwoni budzik.  Wstaję, ubieram się, maluję, robię kaszkę. Budzę Młodą i podczas gdy ona je, ogarniam w pośpiechu mieszkanie. Potem ubieram ziewającego stwora mruczącego "dzisiaj nie pójdziemy do pśedśkoja" tłumaczę - w zależności od dnia - jeszcze dziś i jutro, jeszcze trzy dni, dwa, jeden... albo - jutro już sobota - jutro się wyśpimy i nie pójdziemy do przedszkola...  Jula sama zakłada buciki, przynosi sweterek i kapelusik. Ranki są już chłodne. Zamykamy drzwi.
Co rano Jula "woła windę" wciskając guzik, potem szuka na tablicy z przyciskami "literki P".
Maszerujemy do autobusu. Omawiamy budowę Lidla pod naszym blokiem, słonko i samoloty. W autobusie Jula ma już swoje miejsce - na siedzeniu niedaleko kierowcy. Głośno komentuje - jeszcze nie jedziemy? O, pan śpi. - Ćśśś córeczko, staram się nie pars…

Jula...

Tuli się do moich kolan.
Stoję grzecznie, bo takie objawy czułości zdarzają się Młodej od niedawna.

Rozanielam się....


W końcu Przytulaniec podnosi główkę, patrzy na mnie i mówi:

Moooooja Perełka ::))

i tuli się dalej :))

Moje rozanielenie w Zenicie ;))