Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z maj, 2012

Julkowo urodzinowo :)

bo... najpierw była NADZIEJA

potem przyszły RADOŚĆ i OSZOŁOMIENIE

TĘSKNOTA, 

BÓL  i MIŁOŚĆ....

i choć czasem było CIĘŻKO, MĘCZĄCO, STRESUJĄCO a może nawet TRAGICZNIE... (teraz się z tego "tragicznie" śmieję ;))

to... jestem bardzo szczęśliwa i dumna i wciąż po uszy zakochana.

Dziękuję że JESTEŚ Córeczko. Jesteś dla mnie WSZYSTKIM.



Świętowanie.

Jutro - Mamuśki  - Sporo się będzie działo. :)

Na pewno się tu nie pojawię - więc:

Wszystkim Mamom, Mamusiom, Mamuniom i  Matkom (również tym in Spe) - wszystkiego najlepszego, najsłodszego, najwyrozumialszego - oraz - cierpliwości i talentów do wychodzenia z wszelkich słowno-sytuacyjnych opresji.

NP: A bo dlacego ta Pani tak na mnie bzytko chucha Mamusiu?? (w autobusie)

Damy radę!!!

A w niedzielę dzień z Teściami na działce, bo świętujemy poniedziałkowe urodziny najważniejszej osóbki -


Więc grill, sałatki ciasto z rabarbarem... A do przedszkola zaniesiemy w poniedziałek Muffinkowy torcik :) Trzymajcie kciuki!!!  (wiadro melisy naszykowane ;))

Debiut.

Wczoraj mieliśmy uroczystość w przedszkolu - mamusiowo-tatusiową. Byłam z siebie bardzo dumna, bo rankiem przyniosłam Juli dwie kiecki "w razie czego". I na "akademii" wystąpiła w tej ... czystej :D
A potem byłam już tylko dumna z Niej.  Nie wierciła się, stała tam, gdzie ją postawili, nie zasnęła, (a na próbach różne rzeczy z nudów się działy ;))  nie przestraszyła się, pięknie śpiewała z innymi dziećmi "kfiatki blatki i stoklootkii dla Małgosii i Doloootki" i choć nie miała żadnej "kwestii" do wypowiedzenia, spisała się na medal.
W ogóle, rozczulające było patrzeć na te maluchy - wystawiające języki przy graniu na pianinie, dłubiące w nosach, podciągające do góry spódnice, szepczące kiedy nie trzeba i krzyczące tym bardziej kiedy nie trzeba. A potem dostać laurkę przedstawiającą mnie i Mężona z rękami, nogami (!!) ;)
Ogólnie debiut sceniczny uważamy za udany. Ciekawe co będzie dalej... BOLLYWOOD? ;)
Dziś rano. - żegnamy się z Córcią w przeds…

po weekendzie.

echh... fajnie było :)


bo "same dziefcyny, nie mamusiu?" bo nieujarzmiony bałagan, bo wszystko razem, bo swój chlebek na "siadanko", bo pogoda, uśmiech, długachne spacery. (Mi w końcu wysiadły nogi, ale niestrudzona podróżniczka pędziła dalej ;)) i czytanie do poduchy i zabawa i odpoczywanie... Takie małe wakacje.
A Mężonowy wyjazd też się udał. I dobrze.
Szkoda, że przyjazd już mniej. Ale bywają dni lepsze i gorsze. Oby więcej tych lepszych.
A jak tam wasze weekendy? :)

Zmiana planów

Mieliśmy w sobotę podróżować na dziki wschód w sprawach komunijnych. Wszystko przygotowane - nawet kreacje i meliska ;)
Ale wczoraj odebrałam Julę z przedszkola, zakaszlała ślicznie na powitanie ( w sumie to wszystko ok, ale odkaszluje resztki pochorobowe) i targnęły mną wątpliwości.  Bo to "bagatelka" 250 km. Jakieś 3,5 - 4 godziny jazdy (po świętach jechaliśmy w korku 8 ;/) Po drodze postój - ale właśnie, zgrzeje się, wysiądzie, zawieje ją... Nocleg, msza, powrót... Czy to trochę nie za dużo dla Młodej na parę dni po antybiotyku? Włączyło się nam z Mężonem czarnowidztwo - zobaczyliśmy się w poniedziałek w ogonku w przychodni i... decyzja podjęta.
Mężon jako chrzestny jedzie "w delegację" sam. My zostajemy w domu. 
Czy ja jestem przewrażliwiona??
A poza tym - dobrze, że już piątek :)

Tak mam...

... że czasem bardzo bardzo, bardzo mam ochotę z kimś pogadać... Ale po zastanowieniu moje problemy wydają mi się błahe, tematy o których chciałam gadać nieciekawe i... myśl, by komuś tym zawracać głowę rozpływa się w niebycie.

Szczególnie, że wszyscy mają swoje sprawy, swoje kłopoty, swoje życie...

Też tak czasem macie?

to takie oświadczenie bym chciała machnąć:

piszcie tu:  zdrugiejstronylustra@onet.eu kiedykolwiek by wam się chciało pogadać o czymkolwiek, bo dla mnie wszystkie wasze sprawy NIE SĄ błahe ani nieciekawe. LUBIĘ mailować i gadać o wszystkim. Nawet o przysłowiowej dupiemaryni ;) I się UCIESZĘ jak napiszecie ;)


Jula w domu z Mężonem. Fajbują. Bałaganią, sprzątają, znowu bałaganią. Cieszą się sobą ;) Kaszel już nie jest taki uciążliwy, wczoraj znowu przespałam całą noc. Idzie ku lepszemu. Jutro powrót do przedszkola na dwa dni, a potem wyjazd na komunię... Dość nerwowa sprawa ;)

Pogoda kiszkowata, nicmisięniechce... 

A co tam u was?







Gdzieś w Gilowie na ulicy Kaszlowej...

Byłyśmy wczoraj u kolejnego lekarza. Zyrtec odstawiony (katar całkowicie nie zniknął tylko pozieleniał, za to pojawił się bardzo ostry, mokry kaszel - więc to raczej nie alergia :/) za to mamy antybiotyk. Jula pół nocy spędziła na siedząco - na moich kolanach. Każdy lekarz mówi co innego. Ocipieć można.
Kurujemy się więc.
Jula nawleka dla mnie korale z makaronu, ja szyję kieckę dla jej lalki. Taki handel wymienny ;) To na razie, trzymajcie się robaczki ;)

Julitka chciała zobaczyć biżuterię - wrzucam wraz z procesem twórczym ;)

Pełne skupienie...

....trochę efektów dźwiękowych...

i tadammm:

Zdechlaczek....

Fajnie było w ten czterodniowy weekend. I wcześniej - chodzenie co drugi dzień do pracy też było fajne. Mogłabym tak ciągle ;) 
W wolne dni Jula wstawała zaraz po szóstej. Piękne niebieskie bezchmurne niebo, szykowałyśmy się do wyjścia i - w drogę... Np do przychodni, którą Młoda "zaliczyła" w trakcie długiego weekendu dwukrotnie.   Bo "Mamooo gillll!!!" i kaszel gruźliczy przy usuwaniu go z organizmu. Żadnej gorączki, żadnego osłabienia - no może humorki primadonny ciut częstsze niż zwykle... Pani doktor początkowo zaleciła tylko syrop na kaszel i wodę morską do nosa. Bo samo miało minąć. Nie minęło, więc w piątek odbyła się kolejna wizyta, która zaowocowała buteleczką z Zyrtec-em. 
Aż mną wstrząsnęło, bo ten sam lek, tylko w tabletkach brałam przez sporą część mojego życia (+/- 7 lat) miałam nadzieję,  że Ona nie będzie musiała. W końcu robiliśmy testy, które nic nie wykazały. Tłumaczyłam to lekarce, a ona mi że teraz jest duże stężenie wszelkiego alergizująceg…

Lubię gdy....

w moim domu pachnie świeżym pieczywem...

no cudnie mi się udało tym razem :) było chrupiące, mięciutkie i pyszne. Wsiąkłam na amen, będę powtarzać :))


lubię gdy na spacerze mojej córki jest wszędzie pełno...Patrzę na tą iskrę tak bardzo ciekawą świata i aż chce mi się żyć :)



Dziś w robocie kompletne urwanie głowy, nie mam się jak rozpędzić w pisaniu więc - do potem ;)



Letnio....

kurz, skwar....

ale nic to...

 byle do przodu....

w razie czego jest pomocna dłoń :)