Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z 2009

i... po świętach.

Szybki post, bo mało czasu - Młoda po ukończeniu siódmego miesiąca postanowiła nam pokazać, jak byliśmy głupi nie doceniając, że mamy bezproblemowe dziecko. Chodzimy obydwoje jak zombie, dosypiając po kątach, a ona swoim eeeeee! doprowadza nas do obłędu. Może zęby? Może brzuszek? Modlę się, żeby szybko nadszedł dzień, w którym na pytanie "no o co Ci chodzi??" moja córka odpowiedziała coś, co zrozumiem, a nie yyyyyy!! ;) (choć wiem, że nieprędko on nadejdzie....)

W święta... Teściowie zaczęli mówić ludzkim głosem. Póki co, nie chcę o tym pisać, żeby nie zapeszyć, żeby się nie rozmyślili i jeszcze parę innych "żeby". Zobaczymy co z tego wyjdzie, bo gra jest naprawdę warta świeczki.

OK, po 15 minutach snu moja córka znowu obudziła się z płaczem... Osiwieję... PA

wesołych!!!!

Witam,

święta już... pojutrze, a u mnie oprócz śniegu i ubranej choinki NIC na to nie wskazuje. ZERO nastroju - bo w tym roku nie ma tego cudnego rozgardiaszu w kuchni, nie pachnie piernikiem, nie piętrzą się ciasteczka...Brakuje spakowanych walizek, gdzieś tam na dalekim "dzikim wschodzie" nie czekają rodzice...

Bo w tym roku wypadają święta u teściów i dostaliśmy sztywną informację, że niczego mamy ze sobą nie przywozić prócz alkoholu... :/ Wiem, że "fajnie mi" - nic nie muszę robić, tylko posadzić tyłek za stołem, ale ja jestem taka, że lubię - bez pracy nie ma dla mnie atmosfery... Dobra, nie narzekam święta są.

Dla was wszystkich więc - (pała,bęc - M? :))

Najserdeczniejsze życzenia zdrowych, pogodnych i radosnych świąt. Niech wam pachnie, niech się roziskrzy światełkami, niech się rozweseli śmiechem i śpiewem... Niech kusi białym obrusem i bogactwem stołów, niech smakuje i napełnia błogością... Niech wzrusza...


Z głową powyżej krawędzi...

doła. I już schodki do wyjścia prawie gotowe... Wiecie co? Fajnie, że jesteście, dzięki za te wszystkie dobre komentarze, za bardzo ciepłe maile... Zawsze traktowałam to z przymrużeniem oka - bo szybko potrafiłam sobie poradzić sama ze sobą. Tym razem było inaczej. Tym razem zasypało mnie totalnie, wciągnęło w niemoc, w tumiwisizm i tylko tych parę słów czasem trochę mną potrząsało. I Jula, dla niej potrafiłam na tych parę godzin stanąć na głowie, byle tylko się śmiała. A potem przekłuty balonik znów lądował w "praktycznej baryłeczce do przechowywania różnych różności" Kłapouchego...  Potrzebowałam porządnego kopa w nieobyczajną część ciała. Ale zwisało mi co mają inni, że też kłopoty, że też zmęczenie i tak dalej... Kop przyszedł ze strony, której się nie spodziewałam. Przyszedł od Szeryfa. Nieee, nie moi drodzy, nie podwyżka, nie świąteczna premia - to nie ten typ. To oczywiście - nowe obowiązki. I to jakie! Oprócz tego co zwykle robię - czyli ogólnie - administracja, kadry…

Grudniowa załamka

Miałam nie pisać, ale nerwy mi puszczają, jak się nie wygadam, usiądę w kącie i będę ryczeć. Z mieszkania chyba nic nie będzie. Mężon ma idiotyczny system płac w pracy - jego wynagrodzenie zależy od "przerobu". Ostatnio nie z winy pracowników, ale z braku zamówień, ten "przerób" był niewielki, co zaskutkowało pensją mniejszą od mojej. A podobno w tym miesiącu jest jeszcze gorzej... Co za tym idzie - masakrycznie spadła nasza zdolność kredytowa. Z średniej na żadną - z pięterka - na pysk, na beton, miazga. Pieprzyć kasę, jakoś sobie poradzimy, przetrzymamy ten okres, chłodno, głodno ale damy radę... Ale czy ja dam radę opanować swoje zmęczenie? Jula wciąż budzi się w nocy - ma prawo, jest jeszcze taka malutka... Ale ja już nie wyrabiam. Bolą mnie mięśnie, kręgosłup... Rany nawet włosy na głowie mnie bolą... Nie mówiąc już o samej głowie, z przemęczenia nie wiem czy ją wzięłam do pracy.... a nie, jest, jeszcze się trzyma...  Codziennie rano sobie powtarzam, że to tylko …

Ach... co to był za...

Urlop. I się skończył. I nie wiem dlaczego, ale jestem po nim zjechana jak koń po westernie. W dodatku koń odtwórcy głównej roli ;)  Mama wróciła. Wprawdzie lekarz powiedział jej, że Julę może nosić - "na własną odpowiedzialność", że kręgosłup ma do wymiany i że prędzej czy później czeka ją operacja... Ale póki co, przepisał ćwiczenia i jakieś medykamenty... Dziś już kobietki zostały w domu same - jak zwykle zauroczone sobą... Urlop minął pod znakiem zabawy. Bo moja Córcia śpi już w dzień tylko 2 razy, cały pozostały czas poświęcając na naukę nowych rzeczy, radosne gulgotanie do zabawek i tego, kto się akurat nawinie pod rękę... poza tym - siadanie, pokrzykiwanie, jedzonko...  Byłyśmy na szczepieniu w zeszły wtorek - pomiary wyszły wspaniale - 7,5 kg wagi, 68 cm wzrostu... Oczywiście Jula podniosła wrzask na całą przychodnię... A Pani doktor o dziwo przemówiła ludzkim głosem - że Jula się pięknie rozwija, że tak już pewnie siedzi, że dobrze, że jej wprowadzam nowe pokarmy... Pr…

Telegraficznie

Przepraszam, że mnie nie ma STOP Ale u nas wszystko Ok STOP Jula jest bardzo szczęśliwa, że ma Mamę w domu ;) STOP Mama wraca w niedzielę STOP Do zobaczenia w poniedziałek - będzie więcej STOP

Barometr

Moja córka zna mnie na wylot... Kiedy jestem spokojna - ona też ma dobry nastrój - guganiem zaprasza do zabawy, reaguje śmiechem na każdą głupią minę, czy zamachanie zabawką. Ale kiedy jestem zdenerwowana...

W sobotę moja szwagierka (siostra męża) napisała mi, że była na usg. Pęcherzyk ciążowy tej wypragnionej, ogłoszonej całemu światu, oczekiwanej przez nas wszystkich drugiej ciąży jest pusty. Dzisiaj jest w szpitalu, lekarze wywołali poronienie. Mimo, że to właściwie nie jest moja rodzina, mimo, że nawet nie do końca ją lubię - szarpnęło to mną bardzo. Nie znam jej bólu, ale wiem, że boli bardzo, chociażby się nie przyznawała... Boli.

A za godzinę Mama dowie się dlaczego tak koszmarnie boli ją kręgosłup i... Siedzę jak na szpilkach.

Moje dziecko to wszystko czuje, choć staram się być taka jak zwykle... Jest mega marudna, rozdrażniona i nieznośna. Każdy najmniejszy ruch nie po jej myśli wywołuje płacz. Właśnie usnęła, a ja zorientowałam się, że mam ręce do kolan :/ Jutro musimy iść n…

Bo...

Dziś kończysz pół roczku Córeńko... I jesteś całym moim światem... Najdroższym skarbem jaki kiedykolwiek trzymałam w ramionach. Prawdziwym cudem, który było mi dane przeżyć... Kocham bardziej niż potrafiłabym to sobie wyobrazić. I mimo wszystkich problemów, które w tej chwili nas dopadły - jestem szczęśliwa - Bo JESTEŚ!!

Fotogenicznie...

Całkiem nie rozumiem....

Po co moi rodzice wykosztowują się na jakieś kolorowe, piszczące zabawki...

Przecież jeśli tylko mnie przez chwilę uważnie poobserwować, to od razu wiadomo, że...

Żywiec jest THE BEST!!!

Gdy nie ma w firmie szefa... to jesteśmy...

Szeryf postanowił wziąć sobie wolne. I w dodatku wyjechał zagranicznie, co dzięki wysokiej cenie roamingu daje nam względny spokój do końca tygodnia.
Wykopałam się już spod sterty papierzysk, którą mnie przykryto po macierzyńskim -właściwie - jestem "na bieżąco", co po miesiącu ostrego "zapieprzu" powoduje błogi spokój szarych komórek.

Zasiadam więc z kawą przed komputerem, który przestał straszyć...

Jak wychodziłam dzisiaj z domu - Jula spała. Z wygodnie rozrzuconymi nad główką rączętami, nie zwracała uwagi na to, że wyszłam z łóżka, zapaliłam lampkę, by znaleźć jakieś ciuchy do pracy. Spała jak się ubierałam i gdy zamykały się za mną drzwi mieszkania. W nocy budzi się kilkakrotnie - conajmniej 3 razy. Z pierwszą pobudką zabieram ją do siebie. Mimo wszystkich apeli psychologów jestem zbyt wygodna, by noc w noc wstawać, uspokajać i odkładać ją spowrotem do łóżeczka. A potem o 6:00 raźnie wstawać do pracy... No sorry Winnetou - ja też potrzebuję snu ;) Ale czas od …

Żyjemy :)

Weekend był fajny. Nawet bardzo. Spacerki z Julą, seanse filmowe, totalne, błogie lenistwo...

Fajnie było, nawet mimo awantury jaką sobie z Mężonkiem zafundowaliśmy z okazji "nobocobędziegdyby". Zamglona przyszłość i brak rozwiązania "na gorsze czasy" trochę nam napędzają strachu. I zamiast szukać konstruktywnego wyjścia z sytuacji, rzucamy się na siebie z kłami, pazurami, i inymi podręcznymi akcesoriami, prowokujemy "ciche godziny" (dłużej żadne z nas by nie wytrzymało), a potem przepraszamy...
Bo właściwie opieramy się w tej chwili na tym, że obydwoje mamy pracę. A kondycja firmy, w której pracuję nie jest już wcale taka mocna. Opieramy się na tym, że ja pracuję, a moja Mama zajmuje się Julą. A kondycja Mamy - jest właściwie żadna. I gdyby... Gdybym musiała pójść na wychowawczy... gdybym musiała szukać nowej pracy... Nie utrzymamy się z jednej pensji nawet drastycznie tnąc wydatki... Alternatywa - powrót do... Nie, nawet nie chcę o tym myśleć. I stąd a…

Pięć minut

Bo Jula śpi. A Mężon pojechał na cmentarz. A Mamunia u Braciszka.

Dwa tygodnie w pracy i umieram na katar. Jak prawdziwy facet ;)

Jula je coraz piękniej. Kaszka nie kaszka, butla nie butla, zupka/ziemniaczki/deserki ze słoiczka... Wszystko pięknie znika gdy pojawi się w zasięgu wzroku ;) O ile oczywiście jest głodna... Słychać tylko mmmmmm :D Ale i tak około 16 poluje na Cyca :D No i nocą sobie chyba trochę odbija moją nieobecność. Budzi się często i sprawdza, czy jestem... Zdziwiłabym się, gdyby ją kompletnie nie obeszło to moje znikanie...

Mamunia obolała kręgosłupowo ma umówioną wizytę u specjalisty. 30 listopada... Ja biorę urlop na cały tydzień a ona jedzie... I na 11-12-13 też biorę urlop. Należy wykorzystać ;)

Mieszkanie - ani widu ani słychu - chodzę oglądam... I nic. Nie ma w nich "tego czegoś" = jakiejś pewności - że właśnie tu chciałabym mieszkać... Póki co, szukamy dalej.

W pracy ciężko. Szeryf ciągle chodzi podminowany... Ale dam radę.

Zaglądam do Was z pracy -…

A wzięłam i wróciłam do pracy...

A Jula z Babcią. I nie chce jeść.
A mnie cy.... wykańczają.

A mój Szeryf zawalił mnie robotą.
I zwolnił mojego kolegę.
A robotę kolegi przekazał mnie. Nie zwiększając przy tym pensji, bo kryzys.

A mama narzeka na kręgosłup.
A ja mam z tego powodu wyrzuty sumienia bo widzę, że jest bardzo niedobrze...

A moja szwagierka jest w ciąży. Teściowa wniebowzięta.

I czasu nie mam na razie wcale. Ani ciut ciut.

Ale was wszystkich pozdrawiam. Ciepło.
Bo zimno.
No.

Kwiatowa

Rok temu skórzana... A my dalej razem. I nawet się rozmnożyliśmy od tego czasu... :D

Może czasem się nie rozumiemy. Może czasem skaczemy sobie do oczu, uszu i innych części ciała, ale potrafimy potem się dogadać. Ba! Przeprosić nawet!

Wciąż jeszcze umiemy siebie czymś zaskoczyć.
Wciąż jeszcze potrafimy się razem śmiać.
Wciąż jeszcze patrzymy na siebie z pożądaniem.
Wciąż jeszcze tak dużo dla siebie znaczymy.

Kocham Cię Mężolu :D Byle do drewnianej :D

O niezdrowej służbie...

Chyba zmienię lekarkę. Tą Julową-dzieciową. Natentychmiast..... :/

Byłyśmy w czwartek "się uszczypnąć". Z tym, że Julę uszczypnięto w nóżkę, a mnie w portfel, bo szczepionka skojarzona, żeby tego szczypania było mniej... Ale chyba wolałabym być ukłuta podwójnie, niż kłuć choć raz to moje małe słoneczko :/ Jula była niesamowicie grzeczna, dała się rozebrać, zważyć, zmierzyć, ubrać, rozebrać... Dopiero jak Pani doktor mało delikatnie zaczęła jej badać bioderka, wkurzyła się i zaczęła płakać.

Ja się też wkurzyłam. Bo poszłam tam, jak do autorytetu - zapytać jak powinna wyglądać dieta Młodej po moim powrocie do pracy.

Pani doktor stwierdziła, że to proste - mam odciągać pokarm. A jeśli to niemożliwe?? A jeśli Jula nie cierpi butli?? A jeśli ja chcę podawać naprzemiennie słoiczki-kaszki-i moje mleko??
Oburzyła się - no to czym pani ją karmi??? No łyżeczką...

Wszędzie słyszałam, ze ominięcie butli jest korzyścią dla malucha - bo dzieciaki mają lepszy zgryz, bo ominą je pleśniawki,…

Mała Frustratka

Żeby nie było ciągle tak żałośnie i depresyjnie, dzisiaj Jula w roli głównej.

Bo niemowlęctwo jest cholernie frustrujące, wiecie?

Mobilność wyłącznie na rękach Mamy lub Taty,a już by się tak chciało samemu... Już mały człowieczek podpycha nóżki pod brzuszek, ale co z tego jak rączki nieposłuszne nie dają się skoordynować... Co z tego że rączkami się zaprze, jak nóżki - jakoś tak osobno jeszcze - nie wiedzą co robić?

Komunikacja idzie nam już znacznie lepiej. Wiem mniej więcej, które yyyyyyyyy oznacza jeść, które spać, ale wciąż jeszcze zdarzają się pomyłki ;) A ona się tak stara - próbuje różnych tonów, głośności - sama też widzi, że największy efekt daje uśmiech i często go używa... Niestety wciąż frustrację powoduje podanie zabawki zamiast wzięcia na rączki ;)

Z Mamunią już się dogadałam, to tylko chwilowe nieporozumienie było. Tak to jest, jak się zejdą dwie depresje ;) Obawiam się trochę, jakie będą relacje między nami, kiedy Mama z nami zamieszka, ale wierzę, że damy radę się dog…

Tiaaa ;)

JA niestety TEŻ....

Rów Mariański i inne doły...

Źle się dzieje...

Sto milionów kłopotów z mieszkaniem, napięta atmosfera w kontaktach z Rodzicami... (Mama podniosła larum, bo powiedziałam jej, że szukamy mieszkania pod Krakowem, bo nie stać nas na mieszkanie w Kraku o rozsądnym metrażu...)

Już nawet było trochę lepiej - Mężon przez przypadek wlazł na bloga, poczytał, a potem bardzo dokładnie przypomniał mi co to jest seks (żebym mu obciachu przy ludziach nie robiła ;)).
W sobotę dużo rozmawialiśmy, wzięliśmy Młodą na długaśny spacer i na zakupy... Sielanka. Nawet zdążyliśmy opić gorzki fakt, że będziemy musieli się wyprowadzić z Krakowa (ja oczywiście bezalkoholovo)

A w niedzielę zapaliło się światełko - Teściowie zaprosili nas na obiad i zaproponowali swoją pomoc przy kredycie. W ogóle miła atmosfera. Oni mówiący ludzkimi głosami, zachwyceni Julą... Prawie udało mi się uwierzyć, że będzie dobrze.

A dziś kiepska rozmowa z Mamunią, wierzę jednak, że wszystko da się jakoś poukładać, w końcu mamy przez rok razem mieszkać ;)

Kupiliśmy…

Młoda Matka - Produkt Kobietopodobny

Tak się czuję. O.
Dni wciąż takie same: Pobudka kolo 6:00, karmienie przewijanie zabawa, w międzyczasie drzemki Młodej i moje szukanie mieszkania, sprzątanie mieszkania, robienie obiadu. Rozrywka? Chyba tylko jakiś spacer...

Kosmetyki zalegają w kosmetyczce, bo właściwie nie ma czasu ich używać - no i tak naprawdę - po co? Prym wiodą ciuchy "podomowe", na spacer wciskam się w coś sportowego i wygodnego...

Mężon przeważnie wraca koło 18:00. Kąpiemy Młodą o 19:30, o 20:00 Księżniczka śpi. A my jesteśmy tak wypompowani, że Mężon zasypia przed komputerem a ja przed telewizorem... Seks??? A co to jest???

NIE CHCE MI SIĘ.

Możemy wziąć kredyt. Ale w tej kwocie są tylko mieszkania do remontu - a za co do jasnej cholery zrobić ten remont??

Mega deprecha jesienna.

Pisać też mi się nie chce.

A Młoda ma już 4 miesiące i... ku rozpaczy Matki pluje kaszką na wszystkie strony ... (to a'propos tej Damy Olu ;)

Rok.....

Dziewczyny... właśnie sobie uświadomiłam że minął ROK od dwóch kresek na teście :)) Cudowny rok... A dwie kreski zmieniły się w dwie ruchliwe rączki, w dwie tłuściutkie nóżki, w dwa cudne różowe uszka i niebiesiutkie (póki co ;) ) oczęta...

Rok najpiękniejszy w całym moim życiu...

Córeczko, jesteś najwspanialszym prezentem jaki mogłam kiedykolwiek otrzymać od losu... Kocham Cię całą sobą... Jesteś moją radością, szczęściem i nadzieją...

Nie wiedziałam, że można kochać aż tak...

Złoty środek

Chyba znalazłam dla Julii jedyne dla mnie znośne rozwiązanie :) Zajmie się nią Babcia - jedyna kobieta, której mogę bez obaw powierzyć moje dziecko - Moja Mamunia :)

Przyczyniło się do tego bardzo to, że w żadnym żłobku nie ma miejsca... Szukam więc teraz mieszkania... Kredyt, kolejna przeprowadzka... Ale z Mamuśką niczego się już nie boję :)
A teraz - chrzciny... :)

Było super. Mimo, że Jula zasnęła zaraz przed wyjazdem do kościoła i obudziła się pod Katedrą zdezorientowana i ... głodna. Potem było już tylko gorzej. Oczywiście zapakowałam butlę, ale nie sądziłam, że będzie potrzebna od razu, poszła więc do kościoła razem z Mamunią... A my z chrzestnymi do zakrystii, gdzie miało się odbyć błogosławieństwo dzieci... Specyficzna atmosfera Katedry Wawelskiej - dym, półmrok - rozdrażniły moją córkę na dobre. Z czwórki maluchów, które były chrzczone, tylko ona ryczała wniebogłosy :D Nie przestała nawet wtedy, kiedy wszyscy wyszli już do kościoła... Młoda wciąż łkała, więc chrzestna przyn…

Dziś coś babskiego do poczytania ;)

Nasze zwyczajne życie.
Perfekcjonizm, dążenie do ideału, syzyfowa praca - efekt? Depresja.
Czyli kurą domową być albo nie być...

Artykuł nr 1 - Wysokie obcasy -"Sfrustrowane panie domu"

Artykuł nr 2 - Wysokie obcasy - "Matki Polki poświęcające się"

Ciągle się zastanawiam, czemu bolało, gdy wczoraj pierwszy raz ktoś obcy (teściowa) nakarmił moją Córkę. Dlaczego cały dzień biegałam jak nakręcona, żeby mieszkanie było na błysk, kiedy Ona przyjedzie. I obiad, żeby był jakiś, jak Jej synek wróci z pracy... I wychodziłam z domu z wielką gulą w gardle, bo zostawiłam Córunię z Babcią, żeby omówić z księdzem sprawy dotyczące chrztu...


Owszem, jestem perfekcjonistką i do tego wydaje mi się, że będę złą Matką, jeśli zostawię Julę z kimś innym. Wydaje mi się, że spełniłabym się siedząc z Małą w domu, pichcąc obiadki i spełniając obowiązki Gospodyni... A z drugiej strony, ciągnie mnie do ludzi, do pracy, do tego, żeby zarobić pieniądze na lepsze życie, niż to, które byśmy mieli t…

Manewry

:)
Dziękuję za trzymanie kciuków. Przydają się. Postanowiłam nauczyć Myszkę jeść również coś innego, nie tylko moje mleko, bo wracam chyba do pracy... Ale nadal daję jej pierś - póki mam pokarm, niech dziecię korzysta - wszędzie trąbią, że to takie ważne...

W piątek Malutka zjadła prawie całą butlę, poprawiła piersią i była zadowolona. W sobotę na smoczek w butli zareagowała histerycznym płaczem i mleczko poszło do zlewu, zastąpione cycem. Wczoraj znowu Bebilon smakował, a zatankowana "do pełna" Młoda bardzo dzielnie zniosła zakupy w Galerii... Zobaczymy jak będzie dzisiaj - zamierzam Młodą "zatankować" przed wyjściem do restauracji, w której zamówiłam przyjęcie z okazji chrzcin. (muszę pogadać z managerką) I zostanie z nią Tatuś ;) A w czwartek idziemy z Mężonem na mszę do Katedry, żeby jeszcze pogadać z księdzem przed chrztem, a Młoda zostanie z Babcią - moją Teściową... Ciekawe, jak im pójdzie, coś mi się zdaje że będę wracać do domu wielkim biegiem :D

Chrzciny …

Mam już 3 miesiące!!!!

Nie mogę uwierzyć, że to już tak długo...
Kocham każdą jej fałdkę, rzęskę, paznokietek...
Uwielbiam każdą minkę i uśmieszek...
Nie było życia póki JEJ nie było.
Kocham Cię Córeczko :)


Z najnowszych pomiarów - Julcia waży 5,795, kg co już jest baardzo wyczuwalne i mierzy 61 cm - co również widać :D Rozrabia nadal, dzisiaj 2 dawka szczepionki i pierwsza próba karmienia butlą - trzymać tam kciuki za mnie :D

ueee...

Julka właśnie postanowiła sprawdzić moją wytrzymałość. I cierpliwość. I wszystkie inne przymioty dobrej mamusi które są już u mnie na wykończeniu...

I to tak z dnia na dzień. W sobotę była słodkim aniołkiem, w niedzielę wyszły jej rogi i wyrósł ogon diabełka... Próbowaliśmy z Mężonem chyba wszystkiego. Śpi jak zając - 15 minut, pół godzinki... Potem jakieś 15 minut uśmiechów i dobrego humoru. Później zaczyna się masakra... Na każdą próbę zabawienia Jula reaguje jojczeniem - nie jest to płacz, tylko wkurzające "yyyyy....." z buzią w podkówkę...

Je tyle co zwykle, zachowujemy rytm dnia, usypiamy ją jak zwykle... Nie wiem ,co jest nie tak... Może pogoda? Od niedzieli ochłodziło się i przelotnie pada... Może mam w domu meteopatkę??

A już się cieszyłam, bo ostatnio zrobiła się bardzo radosna i kontaktowa, zaczęła wysoko podnosić główkę, podciągać się do siadania, bawiło ją to - kiedy się jej udało za każdym razem buzia śmiała się od ucha do ucha... Teraz też bawi - owszem, ale ty…

Jak dobrze wstać... skoro świt...

Dzień dobry ;) Wstałyśmy jak zwykle - piąta coś tam - ledwo zatrzasnęły się drzwi za Mężonem. Julka jakimś swoim szóstym zmysłem wyczuwa, że zwolniło się miejsce w dużym wyrku i Mamusia w końcu ją do siebie zabierze :D A tak w ogóle to przecież jest zupełnie jasno - więc po co spać??

Nastąpiło karmienie, przewijanie - a potem co? Oczywiście zabawa na całego, mimo że Matka ziewa niczym skacowany żul po całonocnej imprezie...

Moja córka jest stanowczo skowronkiem jak jej Tatuś. Ja niestety zawsze odkąd pamiętam byłam sową, lubiącą wieczorem pooglądać filmy, poczytać, pogadać...

Jeszcze do niedawna ten drobny feler mojej córki PRAWIE mi nie przeszkadzał - spałyśmy sobie w jednym łóżku, Jula budziła się w nocy koło 1 na karmienie, dostawała cyca w dzioba, (na leżąco oczywiście) i spałyśmy dalej. Budziła się o czwartej, dostawała drugiego cyca, spałyśmy dalej... I te dwie małe pobudki pozwalały mi nabrać sił na wielką pobudkę o tej "piątej coś tam" ;) Ale - pojechałyśmy do Mamun…

Boskie wakacje :)

I... się skończyło.

Dwa tygodnie minęły jak z bicza trzasł wszystko wróciło do tzw. normy, właściwie nic się nie zmieniło - oprócz Julki... :)

Młoda rośnie jak na drożdżach, wciąż robię segregację w ubrankach, bo wciąż się okazuje, że coś "nagle" zrobiło się za małe ;) Ale nie tylko w ten sposób się zmienia. Jej słodkie "aguuu" sprawia, że roztapiam się jak masełko :D I nie tylko ja :)

Choć właściwie chyba sama jeszcze o tym nie wie - potrafi złapać i potrząsać grzechotką, a kiedy podaję jej palce z uporem podnosi główkę i stara się usiąść - jeśli jej na to pozwolę (a robię to bardzo rzadko, no bo w końcu przecież jeszcze za wcześnie!) na jej buźce pojawia się wyraz autentycznego triumfu i uśmiech od ucha do ucha :D

Wyjazd był pełen wzruszeń - moi rodzice byli zachwyceni wnuczką, a ona nimi - zabawy mojego Taty z Młodą, to jak usypiała słodko w ramionach mojej Mamuni, zachwyt w oczach prababci i łezki ocierane przez pradziadka z informacją, że "ma jakieś uczul…

Kolejny dzień

Królewna skończyła wczoraj dwa miesiące :)

W szybkim tempie rośnie, jest coraz bardziej kontaktowa. Daje też trochę w kość, ale da się wytrzymać ;) Za jej jeden uśmiech dałabym się pokroić ;)

W poniedziałek miałam super wizytę małego kawalera, który podrywał Julkę -było super, prawda Ssaczu? :)))

No a potem niestety nalot teściów - twierdzili, ze przyjechali na imieniny do małej... Nie wiem które dziecko obchodzi imieniny w wieku 2 miesięcy. Przyjechali koło 19 - Maleńka była tak umęczona że płakała przez całą wizytę :/ W końcu się domyślili i pojechali do domu.

W niedzielę wyjeżdżam na 2 tygodnie. Mama już czeka, ja pomalutku myślę jakby tu nas spakować ;)) Mam jakąś dziwną pewność, że torba Maleńkiej będzie dużo większa niż moja :))
Napiszę po powrocie - albo może w trakcie jak starczy czasu a tymczasem - Buziaki dla wszystkich :)

Rozprawa z przeszłością

Minęło już prawie dwa miesiące, ale ja wciąż mam przed oczami obrazek siebie gryzącej z bólu szpitalną poduszkę...

Poród - większość z was ma to już za sobą i pewnie powiecie mi jak lekarka mojej Młodej - to się zapomina... Ale ja chyba nie zapomnę...

Zaczęło się w środku nocy. Tak jak chciałam, Mężon był w domu, nie byłam sama. Zareagowałam spokojnie i z niejaką ulgą - no, nareszcie... Odczekałam do trzeciej, żeby nie siać paniki, ale skurcze nie minęły. Obudziłam Mężona najdelikatniej jak umiałam - Kochanie, to chyba już, tylko spokojnie... Ale i tak zerwał się jak oparzony.

Poszłam pod prysznic, on zaczął się ubierać, a ja poczułam jak zaczęły odchodzić wody. Tak jak mówiła Mama - wiedziałam, że to już, mimo że cały czas się bałam, że pojadę do szpitala a stamtąd wyślą mnie z powrotem do domu... ;)

Ubrałam się i zadzwoniłam po taksówkę. Mężon dopakował do torby rożek, moją kosmetyczkę i kanapki, które naszykował sobie do pracy. Do taksówki zeszliśmy po schodach - winda niby była, …

Słodko sobie śpię...

A bo pięknie jest ;)

Młoda właśnie zasnęła, tak, jak najbardziej lubi - czyli dupką w górze, Mężonka jeszcze nie ma, mieszkanie odgruzowane, w TV leci po raz enty odcinek Przyjaciół... No pięknie jest :)

Maleństwo ładnie przybiera na wadze, z czego się bardzo cieszę, ja wręcz przeciwnie - tracę centymetry, z czego się cieszę jeszcze bardziej ;)

Intelektualnie jestem na etapie eeeee, aaaa, yyyyy :D któreż to samogłoski moje dziecię całkiem udolnie sobie przyswaja. Aczkolwiek udało mi się zorganizować chrzciny, czyli - przekonać księdza w katedrze wawelskiej, że właśnie TU będę chrzcić moje dziecko i przebrnąć przez listę restauracji, żeby w końcu zakochać się w wystroju i menu jednej i z radością dowiedzieć się, że "owszem, mamy wolną salę" ;) A potem wysłuchałam tyrady teściowej pod tytułem czemu tam i czemu tak drogo i czemu... błeeee...

Teściowa wtrąca się bardziej upierdliwie niż wcześniej - to jest minus największy w tej chwili. Ale na początku sierpnia wybywam z Malutką na dwa tygodnie do …

Podsumowanko

Julia: w niedzielę skończy miesiąc.

Zaliczyła już: pierwszy spacerek,
pierwszą wizytę w przychodni, pierwszy koncert na całe gardziołko przy pielęgniarkach i pani doktor...
Po trzech tygodniach wreszcie raczyła jej odpaść pępowina pozostawiając zamazany pępuszek...

Potrafi: unieść na chwilę główkęwpatrywać się bardzo długo w moją twarz,rozbroić mnie jednym uśmiechem,krzyczeć tak głośno, że na pewno ją słychać na parterze... ;)
Lubi: dużo jeśćmało spaćżeby ją nosić na rękachdużo jeść ;)
Nie lubi: rozbieraniakąpieliubieraniabraku mamy w zasięgu rączekspania we własnym łóżeczku
Ja.
Jestem: zmęczonarozkojarzonapełna sprzecznościpodporządkowana córce... ;)z pozytywów - wskoczyłam już w swoje dżinsy sprzed ciąży :))
Moja Mama zdążyła być i pojechać a tym samym straciłam kogoś, kto dbał żebym się nie rozklejała razem z Julią... I znów wróciły wahania nastrojów... Od radości po czarną rozpacz...

Słabo mi się robi jak pomyślę, że nadchodzi wieczór i trzeba małą wykąpać - próbowaliśmy już wszystkiego - za…

12 dni

Donoszę, że żyjemy :)

Mamunia moja jest od niedzieli i tak jakoś szybciutko czas nam razem leci :)

Dziecięcie jest niesamowite - wciąż nie mogę się nadziwić tempu w jakim owinęła sobie wszystkich wokół mikroskopijnego palca. Może przez to, że tak dużo się uśmiecha... może przez to, że mało płacze?? W każdym razie - nie ma na nią mocnych...

Powolutku wdrażam się w bycie mamą na pełny etat - we wszystkie witaminki, wizyty kontrolne, zlecone dodatkowe badania... Poza tym w pieluszki, smoczki, kąpanko, śmieszne minki, póki się małej nie znudzi... A ona cierpliwa jest niesamowicie :D I nawet zaakceptowałam fakt, że jestem chodzącym dystrybutorem mleka :D

Ja się trzęsę nad dzieckiem, cała mokra jestem jak tylko mała zapłacze, a moja Mamunia nade mną - dzięki czemu jem i powoli znikają mi wory pod oczami :D

Tatuś już wrócił do pracy - i biegiem wraca do domu do swojej córuni :D

Ogólnie - no pięknie jest...

Szanowna Teściowa zrobiła mi do tej pory tylko jeden niezapowiedziany nalot - akurat…

Moje szczęście :)

Korzystając z okazji, że mała śpi, a Mężon poleciał załatwiać sprawy urzędowe śpieszę wam podziękować za komentarze :) Dziękuję dziewczynki :)

W dodatku okazało się, że jest was tu więcej niż myślałam :)) Wszystkim "ujawnionym" dziękuję że wyszły z cienia ;)

Juleczka ma już 5 dni... Oczywiście wpadliśmy z Mężem w totalne ogłupienie jej osobą i dobrowolnie poddaliśmy się dyktaturze małej księżniczki. Szczególnie, że jak do tej pory jest dla nas łaskawa, dużo śpi, ładnie je, daje się myć (byle szybko) i przewijać (byle jeszcze szybciej) ;) W niedzielę przyjedzie moja Mamunia, żeby zobaczyć wnuczkę i trochę nas wspomóc.
Echhh... Mimo, że sam poród to było coś, o czym chcę jak najszybciej zapomnieć, to warto było to przeżyć, żeby poczuć to cieplutkie ciałko w ramionach :)

Jak trochę dojdę do siebie, to napiszę więcej.
Dzięki wielkie jeszcze raz :)
Duża buźka!!

PS
bo bym zapomniała - ważna informacja - od wczoraj jeździ winda!! :D

Juleczka ;)

Dziękuję za wszystkie życzenia i komentarze kochane dziewczyny... :) Limonko, niestety sms wysłany do Ciebie wrócił (????)


Jako że ledwo łażę (o siedzeniu już nie wspominając) dzięki pewnemu Szewczykowi Dratewce, który znęcał się nade mną półtorej godziny po porodzie... dziś tylko foteczka.. Mówiąca sama za siebie ;)
A, i jeszcze - szczęście waży 3,365 i ma 56 cm długości :)

Przeterminowane dziecięcie

Donoszę, że niestety nic się nie zmieniło i ciągle noszę Julkę po tamtej stronie brzucha.

Dzisiaj byłam na KTG w szpitalu. Leżałam na wściekle twardej leżance i słuchałam miarowego rytmu serca mojego dziecka, które ma w nosie wychodzenie na ten świat.

Oczekiwania zatem ciąg dalszy.

Idę pojeść truskawek - jadłyście już? mmmmmm :))

W oczekiwaniu na...

Pan doktor wczoraj oznajmił, że od ostatniego razu nic się nie zmieniło, więc czekam dalej.

Termin w końcu mam dopiero na 25 maja, więc mogłabym już przestać panikować ;) Zamiast więc jojczeć, że Julka spokojnie sobie czeka na "swój dzień" wrzucę wam parę fotek :)
Na Juleczkę czeka łóżeczko...

Pozytywka...

i Owieczka :)

I komoda pełna skarbów...

I spacery w wózeczku...

A żeby nikt nie wątpił, że mamy gdzie spacerować... Oto widoczki z naszego balkonu :)

Wciąż w dwupaku.

Mieszkanie posprzątane, łóżeczko przygotowane, torby spakowane...
Ale wciąż nie dzieje się nic wskazującego :/ Chyba jednak się spotkam z tym moim doktorkiem na wizycie w przychodni, a nie w szpitalu...

OK
Idę oczekiwać dalej.
Dobrze że mam 2 sezon House'a :)

Wieści

Wczoraj się udało. Dotarłam do przychodni, lekarz przyjmował... Najpierw więc, zaliczyłam obowiązkowe widzenie u położnej, która po zważeniu mnie (i znów kilo do przodu), zmierzeniu ciśnienia (na szczęście w normie), widząc, że kończy mi się miejsce w karcie ciąży, poklepała mnie lekko po brzuchu i powiedziała mrużąc do mnie oko "No, Młoda, wychodź, bo Mama już chodzi jak słonica". Roześmiałam się i poprawiłam ją - jak Słonica w ciąży, Pani Małgosiu... ;)

Potem chwila w kolejce i wizyta. Ogólnie mówiąc - chyba się wreszcie coś ruszyło. Młoda elegancko ćwiczy stanie na głowie, a moja szyjka zaczyna mi machać na pożegnanie ;) Na usg wszystko ok. Doktorek stwierdził, jeżdżąc nażelowaną głowicą ultrasonografu po moim prywatnym Mount Evereście, że mimo że brzuch robi wrażenie, samo dzieciątko za duże nie będzie. Na razie jest opcja 3,350 :)

Wczoraj też w końcu, gdy zapytałam o następną wizytę, Doktorek stwierdził, że na tym etapie, to on prorokować nie będzie, bo możemy się już sp…

Melduję...

Oddelegowałam się wczoraj do doktorka... Miałam nadzieję na jakieś nowe wieści, czy Młoda robi już sobie podkop do wyjścia, ale niestety Położna mnie poinformowała, że doktorka nie ma, bo mu się rozchorowała żona i nie będzie go cały dzień. No więc pogadałam sobie trochę z Panią Małgosią (położna) że to już "niedługo" i że mam "fajny brzuch" - "taaakiiii wieeelkiii" :D I taka "piłeczka" :D Ogólnie pocieszyła mnie, że ładnie noszę tą ciążę, bo wszystko mi się skumulowało w brzuchu - to będzie mi łatwiej zgubić nabyte kilogramy. Mówiła to na swoim przykładzie, a że jest chuda jak szczapa, postanowiłam trzymać się tej myśli :D

Po powrocie do domu postanowiłam, że zadzwonię do developera, dowiem się co z tą windą, no bo poród tuż tuż niby... Odebrała jak zwykle bardzo miła Pani... I dowiedziałam się, że winda już jest gotowa od jakichś dwóch tygodni... Tylko wykonawca windy nie dosłał jeszcze papierów z odbioru i developer nie może przeprowadzić swo…

Złudne nadzieje...

Moja córka jakimś swoim siódmym zmysłem chyba wyczuwa, że świat, na który próbuję ją powołać jest niekoniecznie taki całkiem różowy i śliczny...

Byłam dziś u lekarza, który pozbawił mnie wszelkich nadziei na wcześniejsze "rozpakowanie"... Gdyby to było jakieś wyjaśnienie, uznałabym, że on po prostu lubi, jak się u niego pojawiam z wiecznym wyszczerzem i słowami "dzień dobry Panie doktorze, przyturlałam się..." Ale on potwierdził swoją diagnozę badaniem i już niewiele miałam do powiedzenia.

Prawdę mówiąc miałam niejakie obiekcje co do wyboru Doktorka na prowadzącego moją ciążę. Kiedy chodziłam do niego na zwyczajne wizyty, był zazwyczaj mrukliwy i niezbyt delikatny, wszystko zmieniło się odkąd przyszłam z komunikatem, że jestem w ciąży. Teraz to "dusza człowiek" - okazało się, że posiada nawet rzecz niezwykle cenną - poczucie humoru... ;)

Tak więc wszem i wobec obalam mit, który głosi, że wchodzenie po schodach szkodzi ciężarnym, a już na pewno wywołuje po…

Majowe spacerki

Tak... przydałby się taki "powóz" :D Moje "dynamiczne spacerki" wyglądają teraz dość zabawnie, kiedy turlam się chodnikiem w konkretną stronę... do pośpiechu jest mnie w stanie zmusić jedynie brak toalety w zasięgu wzroku :D
Ale pospacerowaliśmy sporo, bo i pogoda była piękna... I nad Wisełką byliśmy i kiełbaskę z grilla pod Wawelem pożarliśmy... Korzystamy z dni "tylko we dwoje", bo niedługo się skończą... W Krakowie niestety koszmarne tłumy - "ludź na ludziu" i spacery przypominają raczej slalom gigant niż spokojną przechadzkę... Ale zdołałam już do tego przywyknąć.
Młoda wierci się niesamowicie, dając znać, że niedługo się chyba zobaczymy. Na początek opadła mi w brzuchu - tak gdzieś do kolan ;) Jutro idę do gina ją podejrzeć - może nie będzie trzeba czekać aż do 25? Pozdrawiam cieplutko :)

Odstresowujący paszkwil

Czyli opowieść z cyklu... "Niesamowite pomysły Szanownej Teściowej" ...

Chyba zauważyłyście, że się staram, co? Paszkwili nie było od listopada aż do teraz. Z mocą zarzuciłam cykl opowieści, byłam wyrozumiała, puszczałam głupie gadki mimo uszu, starałam się zaakceptować JĄ taką, jaka jest - no bo to w końcu babcia mojego dziecka, nie? Topór wojenny zakopałam, z braku miejsca za stodołą, w cichym kącie miejskiego parku... "Wyspokoiłam" się nawet niczym Weronika Książkiewicz w TVN i... co to dało? NIC! Wszystko na nic... Bo ileż można??

O co chodzi? A o cóż by, jeśli nie o windeczkę moją śliczną, wyczekaną i upragnioną, o którą już co niektórzy z naszej klatki wymieniają bluzgi z Panami robotnikami... Windeczkę umiłowaną, która wciąż ma ten jeden drobniusi felerek, że cholera nie jeździ... I cobyśmy się dobrze zrozumiały - nie zostałam wcale męczennicą w 9 miesiącu ciąży, która ów felerek zaakceptowała i dzielnie zamierza sturlać się najpierw do porodu, a później …

Entliczek pentliczek...

Kompletowanie wyprawki idzie nam całkiem sprawnie... W sobotę zebraliśmy się z Mężonkiem w sobie i pojechaliśmy najpierw na spacer do parku, żeby się trochę przewietrzyć, później uzupełniliśmy kalorie w królestwie smażonego kurczaka, na widok którego dostałam dziwnego ślinotoku... i na koniec zakotwiczyliśmy w magazynie pełnym zgromadzonych w nim akcesoriów dziecięcych.

Jako, że zakupy były poważne - materacyk, pościel i kocyk do łóżeczka, rożek, kosmetyki - konto mężona kwiknęło tylko cicho pod obciążeniem :D A potem mężon kwiknął kiedy okazało się, że może zakupy nie są jakieś bardzo ciężkie, ale za to wyjątkowo niewygodne do niesienia. Materacyk szczególnie. Za to co chwilę łapał uśmiechy kobitek - podryw "na tatusia", nawet nieświadomie idzie mu świetnie :D Ciekawe, co będzie jak wyjdzie z Małą na spacer z wózkiem :D

Został mi miesiąc do "godziny zero" - chyba pora spakować torbę do szpitala, bo już dwa razy mi się śniło, że rodzę i pakuję w pośpiechu rzeczy :D…

Domowo

Już od miesiąca jestem na zwolnieniu... Czas pędzi jak wariat, ani się obejrzę jak nadejdzie "godzina zero" ;)
Dzisiaj wyprałam trochę rzeczy mojej córci... niecała szuflada komody... same najmniejsze kaftaniki, śpioszki, body, pajace... 19 par mikroskopijnych skarpetek... osiem miniczapeczek... suszarka jest zapikowana do granic :D Ale ile słodyczy na niej wisi :D Już się nie mogę doczekać, kiedy Maleńka zacznie nosić te wszystkie cuda zwiezione przez Babcię...

Święta minęły szybko i jakoś tak... nieświątecznie... Pewnie dlatego, że zamiast dostosować się do warunków ciążowych uważałam, że "mogę wszystko" i w czwartek i piątek zrobiłam mały maraton w kuchni piekąc ciastka, tort, mazurek i babkę. Przecież to niedużo? Ale kostki spuchły mi masakrycznie i dostałam wyraźny sygnał od organizmu, że jak się nie uspokoję to mnie odwiozą do szpitala DUŻO wcześniej niż to sobie wyobrażałam... :/ Jak to jest, nasze prababki rodziły w ziemniakach, bądź innym zagonie warzywnym…

wielka-nocnie

Wszystkiego najjajeczniejszego!! :) Dziękuję wszystkim za życzenia, A Wam życzę, żeby Wasze święta były najwspanialsze najradośniejsze i najlepsze. :)

Powrót do rzeczywistości

Ten tydzień... To było coś niesamowitego :)
Dawno nie czułam się tak dobrze, tak spokojnie... tak bezpiecznie...
Mężon szedł do pracy, a my wstawałyśmy, robiłyśmy sobie pyszne śniadanko i omawiałyśmy plany na cały dzień :) I cieszyłyśmy się bliskością, o którą tak trudno.
Młoda dała się nam trochę we znaki, rozprasowując mój pęcherz jak naleśnik i ograniczając spacery do absolutnego minimum - ale i tak dałyśmy jakoś radę.

Szuflady komody pełne maleńkich dziecinnych ubranek i akcesoriów...
W oknach firanki... jakoś tak cieplej, przytulniej...
Tylko Jej już nie ma.

Znowu jest na odległość telefonicznych rozmów. Już nie da się przytulić. Śniadanie po wyjściu Mężonka znów smakuje tak jakoś...

Podobno ktoś, kto ma dzieci - już nigdy nie jest sam... Cóż, chyba nie do końca. Bo kiedy te dzieci znikają za horyzontem, żeby założyć własne rodziny...
Wiem, że i tak nie mam na co narzekać - przecież nie jesteśmy na dwóch różnych końcach świata - gdybym się uparła jeszcze dziś mogłabym odwiedzić…

Coś dla pesymistów ;)

Bakcylek bądź bakteryjka...

Batalia prawie wygrana. Ciągle mam jeszcze wszystko że tak powiem "w nosie" i to w sensie dosłownym, ale nie jest już tak źle jak było. A we wtorek było STRASZNIE. Wciąż mi się wydawało, że mój nos to obcy, który mi się przyssał do twarzy i zamierza tam zostać na stałe...

No cóż, zmasowany atak malinowo miodowy przyniósł na szczęście odpowiedni skutek ;) Powstałam z betów i wzięłam się za chałupę. Do Emki - tak delikatnie się wzięłam!!! :D szczególnie, że nie mieliśmy wody przez 2 dni przez jakieś dziwne wymiany czegoś tam w rurociągu... i jest spoooro rzeczy do nadrobienia...

Dziś sobie zadzwoniłam "do góry" i woda jest. Windy - jakby się ktoś pytał - nie ma, są drzwi - zamontowane na każdym pięterku - ogroooomny postęp. Postęp -i tyle. No cóż, cierpliwości Ci u mnie ostatnio dostatek. I w ogóle humorek dopisuje boooo....

Mamunia do mnie przyjeżdża jutro na cały tydzień :) Więc proszę się nie bać, w przyszłym tygodniu jak mnie nie będzie, to wcale nie będzie zn…

Zarazek...

Zarazek wrócił w czwartek z pracy cały zasmarkany i położył się do łóżka. Wcześniej na stole w kuchni położył cały asortyment różnego paskudztwa z apteki. I jęknął że wziął sobie dzień urlopu.
No to zaaplikowałam Zarazkowi to, co przyniósł + kolację i gorącą herbatę. Podobnie było w piątek.
W sobotę Zarazek czuł się już na tyle dobrze, że pojechaliśmy do Ikei na zakupy - fajnie było, choć wieczorem nogi wchodziły mi do miejsca które się z owymi "zakupy" rymuje ;)
W sobotę kuracji ciąg dalszy i w niedzielę rano Zarazek awansował z powrotem na miano Mężona. I składaliśmy razem kanapę, którą panowie przytaszczyli koło południa...

A potem... Potem zległam na tej kanapie, bo zaczęła mnie boleć głowa. I gardło. I byłam koszmarnie osłabiona. Dzisiaj rano przyplątał się do tego katar.

Zdegradowano mnie do miana Zarazka...

W zwolnionym tempie

Na zwolnieniu jestem. Poszłam sobie we wtorek w zeszłym tygodniu do mojego Pana doktorka, zapytał się, czy jestem na zwolnieniu, odparłam, że nie, ale mogłabym iść - i... stwierdził "no w końcu"... Potem tylko zapytał - to od dziś piszemy czy od jutra? Chciałam od poniedziałku, ale się zmarszczył, więc jest od środy... Tak szybko wypisywał, że uznałam, że się boi, żebym się przypadkiem nie rozmyśliła. :D

Ogólnie ze mną wszystko ok, tylko te podróże na ósme piętro wszystkich przerażają, tak jakbym co najmniej na jakieś Kilimandżaro lazła... A ja się hmmm przyzwyczaiłam chyba albo co? Od początku ciąży przybyło mi tylko osiem kilo - jak sobie uświadomiłam, że spacery po schodach mogły się do tego przyczynić, bo przecież jem ostatnio wszystko co mi tylko podleci pod rękę... To chyba przestało mnie to aż tak denerwować :D. Coraz wyraźniej się jednak zanosi na to, że zostanie mi to ukrócone, bo Panowie z aparatami do borowania zagnieździli się w szybie windy już chyba na stałe…

Słońce świeci sobie z dala...

Górą ptaszek...

I tak dalej - chciało by się jęknąć. Ptaszków ci u mnie dostatek - fruwają takie stada pierzastych pulpetów zostawiając wszędzie śmierdzące ślady swojej obecności... A przedwiośnie niby. Wygłodzone toto powinno być, wychudzone, bardziej jakby to rzec - płochliwe... Ale gdzie tam. Siedzi takie pod nogami i nawet nie ma zamiaru żeby odlecieć, pewne, że nikt go nie nadepnie...
Uodporniłam się na rozczulające grrruchuuuuu po pierwszym epolecie na ramieniu...

Ale słoneczko mi się podoba. Nawet kusi spacerem - mnie, obywatelkę morsko-słoniowatą :D Tak by się poszło... Na Rynek nawet... W kupę tych gruchających, pierzastych nawet...
Bo się wiosennie robi, ciepło... I nawet obciążone ciut kręgi słupne garną się bardziej do chodzenia niż pozycji poziomej ;)

Więc odczekam jeszcze trochę w firmowym kieracie, a potem z nieodłącznym plecaczkiem na brzuchu (o ileż by to było wygodniejsze, móc go czasem przenieść na plecy ;)) w drogę!

Buhaha - a za dwa tygodnie będzie - "wszy…

W marcu jak w garncu

:D No tak jest, ale wiecie co? Nie szkodzi!!
Najważniejsze, że śnieg się roztopił. I mogłam dzisiaj zostawić szalik w domu. I w ogóle jest jakoś - jaśniej - nie wracam z pracy po ciemku...

No po prostu jest super noo :)

Powolutku kończy się mój czas w pracy. W przyszłym tygodniu pozbieram swoje zabawki i będę grzecznie czekać w domu na cud :) Bo inaczej tego nazwać się nie da - któregoś pięknego, majowego dnia, wrócę do domu trzymając w rękach kwilące zawiniątko (haha, i to nic, że "kwilące zawiniątko" może się okazać wrzeszczącym wniebogłosy bachorem, a "piękny majowy dzień" będzie mokry, zimny i zabłocony- dam radę! :)))... I już nic nigdy nie będzie takie samo... Wisząca u cycka mała Przyssawka zajmie w moim i Mężona sercu ogromną ilość miejsca i już nigdy nie da się stamtąd usunąć... :)

W piątek spędziliśmy mnóstwo czasu w dziale dziecinnym jednego z hipermarketów. I zastanawialiśmy się nad problemem wagi państwowej - czy szczoteczka i grzebyk do włosków mają…