Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z luty, 2012

Matka ze wszech miar zadowolona ;)

Za oknem wiatr pi... sorry - gwiżdże. 
W pokoju obok - obrazek mniej więcej taki:
a ja... 
Czyli wszystko na swoim miejscu. Te ciacha to stąd :) Dziękujemy Ci Królowo! Nie sądziłam ze w pół godziny tyle można ;) A można - całą blachę :))) Nawet z dzieckiem! 
Odpisałam wreszcie na wszystkie wasze komentarze. Dzięki, że tu zaglądałyście przez ten miesiąc, bardzo mi to pomagało, bo miałam chwile że już prawie siedziałam w tramwaju na dworzec ;)

Już jest dobrze. Jest spokój. Staram się, żeby nie wrócić do nastroju sprzed wyjazdu Małej. Niestety, już mi się zdarzyło pogonić Mężona... Chyba mam problem ze zwiększeniem częstotliwości - odbieram albo fale mąż albo dziecko. Ale co nieco udało nam się chyba wypracować.Wiemy na ten przykład, że na pewno się kochamy, a to już jest coś :))
"Dziecka dla odważnych", które skończyłam wczoraj, stanowczo  nie polecam bezdzietnym parom.Autor naprawdę się postarał. Zmniejszenie przyrostu naturalnego gwarantowane. Serdecznie mu współczuję i dzi…

W domu.

Mina Juli kiedy zobaczyła mnie w piątek rano - bezcenna :)) Rozłożyła ramionka, wycałowała mnie i wyściskała. A potem zaczęła się pakować do domu ;))

Bilans im wyszedł niezły - Babcia -4 kg, Jula +2 kg :)

Odwiedziliśmy jeszcze moich dziadków i do domu wróciłyśmy w sobotę. Mężon wniebowzięty.

A Jula zachwycona pokojem - jistek jistek, będem spać pod jistkiem ;)))
Ale furorę zrobiły nożyczki dla dzieci - zwykłe i robiące zygzaczek. Wszystkie reklamowe gazetki z okolicznych marketów zostały przepuszczone przez niszczarkę ;)
I naklejki - 330 ginozaulów z Lidla. Wczoraj obkleiłyśmy nimi całą szafę.

Jeszcze dziś i jutro jesteśmy same w domu. Lecę się cieszyć dzieckiem pa!

Jutro!

17:13 mam pociąg.
I w myślach już do niego wsiadam. A właściwie już z niego wysiadam ;)
I głaszczę główkę mojego śpiącego dziecka.
Doczekałam. A były momenty kiedy myślałam, ze to niemożliwe. 
Czytam sobie teraz do poduszki "dziecko dla odważnych" Leszka Talko. I póki co jedno mnie zastanawia. Czy dzieci będą miały na tyle poczucia humoru, kiedy będąc dorosłe przeczytają tego typu książki/blogi swoich rodziców? Czy nie poczują się jak balast, kataklizm, który zdezorganizował im  kompletnie życie? 
I jeszcze jedno - jak to jest? Czytamy, u tych "nielukrowanych" rodziców,  że z dzieckiem jest źle, strasznie, okropnie - a nagle - skąd i po co tam pojawia się drugie? Wygląda mi to na ostry masochizm ;) 
Wolę chyba blogi dwóch moich zwyciężczyń w kategorii Mama. Podziwiam je za to, ze mogą powiedzieć "mam czworo i potrafię wciąż to wszystko ogarnąć". Wielkie WOW. 
(Marto i Anutku - to o WAS ;) )
Ja bym nie umiała i nawet nie zamierzam próbować.  Udanego weekendu wszystk…

Pozostało tylko czekać... :)

No i gotowe! Udało się bezbłędnie :) Narobiłam się w sobotę jak dziki osioł (Mężon poszedł do pracy, więc mogłam działać bez jego narzekań a po co? a może lepiej nie tak? ;) ) Zakasałam rękawy i - jest. W niedzielę tylko podwinęłam zasłony i założyłam pościel.

No ok nie trzymam was dłużej w niepewności ;)

 Najpierw było tak:
Póki wciąż było to wynajmowane mieszkanie nawet nie było większych szans na zmiany. Ale - już jest nasze, więc można puścić wodze fantazji ;)

Najpierw długo czekaliśmy aż ktoś zabierze łóżka: Kiedy zniknęły - okazało się, że pojawiła się przestrzeń ;)  Którą jak najszybciej należało wykorzystać. Dodając jeszcze więcej przestrzeni ;) Aż w końcu pojawiło się nowe: A potem kolejne nowe :) Stara komoda musiała się wyprowadzić, i nie tylko ona - kto powiedział ze w lutym nie myje się okien?? ;) Aż wreszcie przyszła pora na.... Wielkie TADAAAAM!!!
I królewskie łoże z baldachimem ;)
A kumple czekają.... Brakuje tylko stolika i krzesełka - będą stały pod oknem. Przy…

Osiem.

Od kiedy liczba przestała być dwucyfrowa jestem spokojniejsza. I nabrałam energii - mimo.
Mimo tego, że mój organizm olał wczoraj walniętynki i dostałam @. Chyba dostosował się po prostu do tego co o tym "święcie" myśli głowa ;)  Mimo, że za oknem sypie biały syf w ilościach hurtowych (błeeee). Mimo, że moje włosy urządziły strajk przeciw czapce i muszę je myć i układać codziennie - czy to aby nie lekka przesada??
Ale już tylko osiem. 
Dziś mama była z Julą na testach alergicznych. Okazało się,  mimo moich czarnych myśli, że młoda nie jest na NIC uczulona :) Więc te wszystkie choróbska to jednak przedszkole. Lekarka zapisała jej jakąś szczepionkę ekstra. Jak pojadę, to dowiem się co to :/ I Immunoglukan.Cóż, spróbujemy. Przecież MUSI być lepiej.
Teściowa przyjechała w poniedziałek, bo chciała podejrzeć łóżeczko i to, co zrobiłam w pokoju, żeby sobie pokrytykować. O łóżeczku usłyszałam oczywiście - "a boo taaaakiiieeeee??" Ciśnienie mi skoczyło i scyzoryk się w kieszeni …

Myślę sobie, że... ta zima kiedyś musi minąć

Zazieleni się....
I tak właściwie to już jest jasno jak wychodzę do pracy :) I... cieplej ma być.
I... zapowiadają kolejne opady tego białego syfu. Mam nadzieję, że stopnieje do przyszłego czwartku. Bo nie wytrzymam dłużej bez NIEJ. Jadę. I przywiozę :) Tydzień wcześniej niż umawiałam się z rodzicami.Za 4 dni urlopu które muszę wziąć z tej okazji chyba nikt mnie nie zabije ;)

Melduję o postępach w pracach nad pokojem Juli: Łóżeczko kupione i złożone. Zasłonki kupione czekają na podszycie, bo są ciut za długie. Stare łóżeczko złożone i oddane Braciszkowi (cholera łza mi się w oku zakręciła, bo oto skończył się jakiś etap w naszym życiu :/ a jeszcze pamiętam emocje jakie mi towarzyszyły przy skręcaniu tego łóżeczka...)  Pokój został wyposażony w nowy pojemnik na klocki i inne zielone dodatki.(kocyk, poduszki i dywanik :) ) Mamy też liść do powieszenia nad łóżeczkiem. Operacja dość karkołomna, ale kto wie, może się uda? Czekamy na pościel i komodę. I pomyśleć, że niczego z tych rzeczy by nie było,…

Chcieli pracę skończyć w piątek, a to ledwie był początek.

Nie mam siły. Totalnie straciłam dzisiaj wiarę w człowieka. W dodatku kogoś, kogo lubiłam. Wygłaszałam nawet o nim opinie, że "na pewno nie zawiedzie". Guzik prawda, jak przyszło co do czego, to okazało się, że on też pilnuje tylko własnej dupy. Rozczarowanie dotyczy pracy, ale nie będę się długo rozpisywać, bo im dłużej o tym myślę tym bardziej jestem zła.


SZLAG!

Tak Fjonko, ja też jestem mega naiwna.
Dziś wieczorem koniecznie wino i słodycze.

Czwartek igłą w górze grzebie i zaszywa dziury w niebie.

Mógłby zaszyć jeszcze tą dziurę po serduchu, które Jula zabrała ze sobą do babci.


 Babcia podsłuchała wczoraj jak Jula "dzwoniła" do nas ze swojego telefonu.
- Mamusia? Tatuś? Bo ja was siędzie śukam.

(po tych słowach mamuni oczywiście słychać mój zduszony jęk, następuje moje śmiertelne zejście, kurtyna, oklaski) 

Staram się funkcjonować. Dziś np. mam dzień pod znakiem PMS - czyli nie podchodź/nie odzywaj się do mnie jeśli naprawdę nie musisz. Gryzę.

W domu szukam prac ręcznych. Już uszyłam dwie poduszki ;)

Wtorek środę wziął pod brodę - "Chodźmy sitkiem czerpać wodę!"

Jeszcze 23 dni.
W domu czuję się tak, jakbym przelewała z pustego w próżne. Doskwiera mi jej BRAK.Taki namacalny, bezsprzeczny. Wczoraj dzwoniłam - jak co dzień. I nawet ZECHCIAŁA ze mną porozmawiać. :)
- Kocham Cię Córeczko. - Ja tez Cie kocham!
i pobiegła się bawić. Przez całą moją rozmowę z Mamunią słyszałam jej szczebiot. I śpiewy. I śmiech.Wiem, że się dobrze bawi, że jest zdrowa i zadowolona. Rzadko o mnie pyta.Ja wręcz na odwrót. Ale damy radę. Jeszcze 23 dni.
Wczoraj miałam niezły power. Zrobiłam pranie, wysprzątałam pokój Małej, likwidując większość pudeł.  Postanowiłam też przejrzeć zabawki Juli.
Jedyna lalka jaką bawi się moja córka (i w cale nie dlatego że ma tylko jedną ;)) to "niemowlaczek", który płacze/śmieje się/mówi "mama", kiedy naciska się mu brzuszek. Dla Lali Jula ma butelkę i łóżeczko z pudełka na pomidory wyłożonego jej własnymi -  rożkiem, flanelową pieluszką i podusią. Lala śpi pod Juli kocykiem zrobionym z włóczki. Kiedy tak patrzę, jak moja c…

Poniedziałek już od wtorku poszukuje kota w worku...

Siedzę w domu. Dzisiaj już nie było dla mnie miejsca w firmie, więc pozbierałam swoje zabawki i wróciłam do swojego cieplutkiego mieszkanka. A oni niech sobie tam siedzą w tym zimnie, pyle i remoncie. Nie, nie zwolnili mnie jeszcze, nie martwcie się ;)
Od piątku moje biuro poddawane jest liftingowi z kuciem, szorowaniem ścian i wymianą podłogi włącznie. Piątek jakoś przetrwałam u chłopaków w biurze obok, bo jednego z nich nie było, ale dzisiaj mieli już pełny skład i się nie zmieściłam. Wzięłam więc urlop, jutro ma być już po wszystkim.
Zaraz biorę się za sprzątanie. 
Łóżka niestety nadal nie sprzedane, choć zainteresowanie jest, liczę na to, że w końcu się ich pozbędę. 
Zatoki wciąż pobolewają, ale tak jakby trochę mniej - albo lekarstwa działają, albo się przyzwyczajam.
Tęsknię jak jasna cholera. Niech ten luty już się skończy.... --------------------------------------------------------------------------------------------------------------
i... miałam o tym nie pisać, ale tak mnie szarp…

Ziiiiiiimnooooooooooo!!!

@#$%#@! Żyjecie? Bo ja ledwo.
Do przemeblowania jeden krok. Mężon po moich usilnych prośbach wystawił wczoraj na sprzedaż łóżka z sypialni. Mamy je w spadku po poprzedniej właścicielce mieszkania, zagracają malowniczo byłą sypialnię a aktualnie pokój Juli.Fajne są - takie pensjonatowo-schroniskowe, a po zestawieniu blisko siebie mogą robić nawet za łoże małżeńskie :)   Postanowiłam, że za kaskę z ich sprzedaży kupimy Juli łóżko. Mężon śmiał się ze mnie, że raczej trzeba będzie zapłacić za ich utylizację, bo nikt ich nie kupi. Chciał wystawić za BARDZO śmieszną cenę nie ważąc ani na to, że łóżka są w świetnym stanie, ani że z materacami, ani nawet na to że gratis dorzucamy dwie nocne szafeczki. Szafeczki są wprawdzie lekko rozklekotane, ale dlatego właśnie gratis - majsterkowicz na pewno sobie z nimi poradzi :) Wymogłam na nim podniesienie ceny o stówkę. 
Wcisnął ENTER i za pół godziny zadzwoniła Pani, która dzisiaj przyjedzie je obejrzeć i w razie "spodobania" zabierze. :) Ocz…