Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z luty, 2009

Nastrojowy wyż.

Dzień dobry. Umówmy się, że poprzedniego posta nie było ok? ;) Nie będę go kasować - zostawię dla "potomności" - coby potomność wiedziała, ze Matka też człowiek i swoje gorsze chwile ma ;)
I mimo, że dzisiaj pada, aura jest delikatnie mówiąc "niesprzyjająca" - będzie u mnie ciepło i wiosennie :) O, słoneczko wam tu wstawię - cóż, może troszkę zezowate, ale darowanemu słonku w promyki się nie zagląda - więc zapraszam do rozgrzewania zziębniętych łapek i nadawania piegów burym myślom :)

Bo zauważyłam Kobietki jakąś tendencję blogową - na zewnątrz szaro, buro i ponuro... iii na niektórych blogach robi się podobnie... Poddajemy się tej chmurzastej aurze, nachodzą nas czarne myśli i ...jakieś bardzo niewskazane chęci do usuwania blogów... do robienia bałaganu w swoim życiu... do zaszywania się w kąciku i narzekania na wszystko jak leci (myślę, że zainteresowane się domyślą, że to o nie chodzi, siebie w tej wyliczance również nie pomijam ;))
Ale Kobiety!!! Idzie wiosna!…

Topi sie i topi ;))

Widzę, że cały cykl o zimie mi wychodzi :D

Co u mnie? Robię się coraz większa i cięższa i ten mój wizerunek jakoś nie do końca mi się podoba...
Wiem, że dzidziuś, ciąża i tak dalej... Ale jednak cieszę się, że moje lustro w domu pokazuje mnie tylko do biustu a nie niżej :D Niestety czasem odbijam się w wystawach i balkonowym oknie jak jest ciemno... Mężon twierdzi, ze wyglądam ślicznie, patrzy na mnie jakbym miała co najmniej ze 40 cm w pasie mniej... Ale co on tam wie?? Chyba jakieś przesilenie ciążowe mnie dopadło ;)
Dobra, wiem, schudnę przecież :D Nie będę marudzić. Ale od czasu do czasu trzeba, żeby nie było za różowo...

Idę pomarudzić trochę w papierkach ;)
---------------------------------------------------------------------
No i znalazłam lekarstwo na chandrę :) W sobotę idziemy na lody, a potem na eliminacje do PAKA 2009 :) Śmiechoterapia kabaretowa to jest to! :)

Pada i pada...

No i nic dodać nic ująć :/ Kraków niedługo zmienia nazwę na "Zasypane". Garfield dokładnie wie, co ja czuję... Od tygodnia na widok tego co za oknem robi mi się niedobrze... A to świństwo leci z nieba i leci i leci....

We środę odwiedziłam doktorka. No i dalej mam sobie pracować, bo wszystko jest OK. Więc przede mną kolejne 3 tygodnie pracy. I 3 tygodnie codziennego biegania do pracy na 3 i do domku na 8 piętro... No dobra przesadziłam z tym "bieganiem". Raczej ślamazarzenia się :D

Więc może by tak chociaż śnieg się rozpuścił?? Plizzzzzzzzzzzzzzzzzzz.........................

Zima zima zima...

Zasypało nas konkretnie... I takie jakieś to wszystko jest... Senne jak polarny niedźwiedź...

Po klatce zaczynają się poniewierać części windy. Tu kawałek drzwi, tam stalowa futryna... Coś robią. Na moim piętrze ostatnio wielką dziurę w ścianie, w którą został wetkany jakiś mechanizm. Nie nastrajam się pozytywnie. W Polsce nie robi się niczego przed wyznaczonym czasem - szczególnie teraz jak jest kryzys i trzeba "szanować robotę"...

W niedzielę byli teściowie na obiedzie. Całkiem nawet bezboleśnie się odbyło. No, może trochę podnieśli mi od razu ciśnienie, przychodząc pół godziny wcześniej niż mieli być i musiałam przyśpieszyć robienie jedzenia. Na szczęście im smakowało. Na tapecie była oczywiście Młoda i to, jak zamierzamy się urządzić z tymi wszystkimi dziecięcymi akcesoriami...

A ja... Robię się coraz bardziej okrągła w pasie. W sobotę ledwo się objęłam krawieckim metrem i jedynka bardzo delikatnie dotykała setki... Noszę przed sobą harcerski plecak wypchany do granic mo…

#~`&*@!!!!!!

Nienawidzę ósmego piętra!!!!!
Niech mnie ktoś dobije :((( Ta pieprzona winda ma być DO 15 MARCA - przecież ja urodzę do tej pory!!!!! Co za idiota w ogóle dopuścił do oddania bloku w tym czasie?? Co za debilny miałam pomysł żeby tutaj zamieszkać?? Jeszcze cały długi pieprzony miesiąc mam się wspinać z tym moim brzuszyskiem na tą cholerną wieżę Eiffla??!!! Porażka. To mieszkanie to moja porażka na całej linii.

Przepraszam, to się nazywa dać upust złości. Teraz już nic mi się nie chce. Praca Mężona dalej w zawieszeniu, a ja gdzieś między tym wszystkim...

Idę poprzełączać kanały w tv, może zasnę od tego.

tiaaaaaaaaaaa....

Napisałam w poprzednim poście, że "będzie dobrze"? Napisałam. I po co mi to było???
Zawsze, kiedy uwierzę, że dam sobie radę ze wszystkim... Że teraz już trochę prostsza droga przede mną... No właśnie - ten tam na górze radośnie rechocze "a figę!!!!"...

Cholerny kryzys przyczołgał się też do nas. W firmie Mężona cięcia - wydatków, wypłat... a może nawet jeszcze personalne... Wszystkiego się odechciewa - firanek do kuchni i sypialni... dywaników... Planów... Czuję się tak, jakby ktoś dał mi ostro po łapach, które wyciągnęłam w stronę samodzielnego mieszkania... A przecież nie może tak być, że znowu wrócimy TAM... Nie teraz - nie we trójkę...

Mam ochotę wejść w najciemniejszy kąt, objąć rękami brzuch i przeczekać w półśnie ten idiotyczny czas.

Zimno...

Kamień z serca

Wiecie, we środę byłam z Malutką na badaniu... Jakiś miesiąc temu lekarz zlecił mi zrobienie echa serca, coś mu się nie podobało... Bałam się, ale nie chciałam tu nic pisać, żeby jeszcze bardziej się nie "podkręcać"... Wszystko niby toczyło się swoim trybem, ale moje myśli wracały ciągle do tej białej kartki, na której wypisane było skierowanie do szpitala... Wszystko we mnie drżało, choć starałam się od tego uciec, żeby stresem dodatkowo nie zaszkodzić mojemu dziecku...

Na szczęście w gabinecie usłyszałam równe, miarowe bicie maleńkiego serduszka... Pani doktor, specjalistka kardiolog, powiedziała, że wszystko jest w porządku... Obejrzała serce z każdej możliwej strony, posłuchała, pomierzyła, przy okazji potwierdziła, że będziemy mieć Córeczkę :) Cudowna ulga... Wyszłam stamtąd jak na skrzydłach :) Czułam jak opada ze mnie cały stres...

Będzie dobrze, musi być. Teraz spokojnie zajmę się zakupami, żeby Małej Królewnie niczego nie brakowało i będę dużo odpoczywać i mieć sam…

Żeby nie było...

No przeżyłam tą przeprowadzkę :) Tylko internetu jeszcze nie mamy w mieszkaniu - będzie dopiero w sobotę. Tak właściwie to rozpakowywanie ciągle trwa. Jak przywieźliśmy meble w sobotę, w mieszkaniu jeszcze działała ekipa remontowa. Wykańczali kuchnię. Potem panowie dowieźli lodówkę i kuchenkę. Lodówkę włączyliśmy w niedzielę, do kuchenki dopiero wczoraj wieczorem przyszedł Pan Serwisant płacząc, ze jak tak można, tak wysoko, bez windy... Hmm przydałoby mu się chyba trochę tam pomieszkać, bo brzuszysko miał większe ode mnie, a nie sądzę, że to z powodu sublokatora ;)) Nasza firma przeprowadzkowa spisała się po prostu niesamowicie... Polecam gorąco - jak ktoś ma przeprowadzę w Krakowie - Firma Relax :)) No faktycznie relaks :D Przyjechali, dobra, troszkę się spóźnili, ale korki były, moje pudła z książkami nosili niczym poduszki z puchu... Pralkę na ósme piętro... Dobrze, że tego nie widziałam, ale mimo tego, że żaden z nich nie wyglądał jak Pudzian - nie było dla nich czegoś za ciężkiego…