piątek, 10 lutego 2012

Chcieli pracę skończyć w piątek, a to ledwie był początek.

Nie mam siły. Totalnie straciłam dzisiaj wiarę w człowieka. W dodatku kogoś, kogo lubiłam. Wygłaszałam nawet o nim opinie, że "na pewno nie zawiedzie". Guzik prawda, jak przyszło co do czego, to okazało się, że on też pilnuje tylko własnej dupy. Rozczarowanie dotyczy pracy, ale nie będę się długo rozpisywać, bo im dłużej o tym myślę tym bardziej jestem zła.


SZLAG!


Tak Fjonko, ja też jestem mega naiwna.

Dziś wieczorem koniecznie wino i słodycze.

czwartek, 9 lutego 2012

Czwartek igłą w górze grzebie i zaszywa dziury w niebie.

Mógłby zaszyć jeszcze tą dziurę po serduchu, które Jula zabrała ze sobą do babci.


 Babcia podsłuchała wczoraj jak Jula "dzwoniła" do nas ze swojego telefonu.
- Mamusia? Tatuś? Bo ja was siędzie śukam.

(po tych słowach mamuni oczywiście słychać mój zduszony jęk, następuje moje śmiertelne zejście, kurtyna, oklaski) 

Staram się funkcjonować. Dziś np. mam dzień pod znakiem PMS - czyli nie podchodź/nie odzywaj się do mnie jeśli naprawdę nie musisz. Gryzę.

W domu szukam prac ręcznych. Już uszyłam dwie poduszki ;)

wtorek, 7 lutego 2012

Wtorek środę wziął pod brodę - "Chodźmy sitkiem czerpać wodę!"

Jeszcze 23 dni.

W domu czuję się tak, jakbym przelewała z pustego w próżne. Doskwiera mi jej BRAK.Taki namacalny, bezsprzeczny. Wczoraj dzwoniłam - jak co dzień. I nawet ZECHCIAŁA ze mną porozmawiać. :)

- Kocham Cię Córeczko.
- Ja tez Cie kocham!

i pobiegła się bawić. Przez całą moją rozmowę z Mamunią słyszałam jej szczebiot. I śpiewy. I śmiech.Wiem, że się dobrze bawi, że jest zdrowa i zadowolona. Rzadko o mnie pyta.Ja wręcz na odwrót. Ale damy radę. Jeszcze 23 dni.

Wczoraj miałam niezły power. Zrobiłam pranie, wysprzątałam pokój Małej, likwidując większość pudeł.  Postanowiłam też przejrzeć zabawki Juli.

Jedyna lalka jaką bawi się moja córka (i w cale nie dlatego że ma tylko jedną ;)) to "niemowlaczek", który płacze/śmieje się/mówi "mama", kiedy naciska się mu brzuszek. Dla Lali Jula ma butelkę i łóżeczko z pudełka na pomidory wyłożonego jej własnymi -  rożkiem, flanelową pieluszką i podusią. Lala śpi pod Juli kocykiem zrobionym z włóczki. Kiedy tak patrzę, jak moja córka się nią bawi, nie mogę uwierzyć, że kiedyś sama była taka malutka. :)

Właśnie tym "łóżeczkiem" zajęłam się wczoraj. Wykleiłam je białym papierem, ozdobiłam wycinankami z  papieru ozdobnego i... miałam przy tym sporo radochy. :) Będę jeszcze szyć jakieś drobiazgi, muszę koniecznie czymś zająć ręce. Na szczęście wczoraj łóżka pojechały w siną dal, więc już sobie ostrzę zęby na weekendową wizytę w szwedzkim meblolandzie.

poniedziałek, 6 lutego 2012

Poniedziałek już od wtorku poszukuje kota w worku...

Siedzę w domu. Dzisiaj już nie było dla mnie miejsca w firmie, więc pozbierałam swoje zabawki i wróciłam do swojego cieplutkiego mieszkanka. A oni niech sobie tam siedzą w tym zimnie, pyle i remoncie. Nie, nie zwolnili mnie jeszcze, nie martwcie się ;)

Od piątku moje biuro poddawane jest liftingowi z kuciem, szorowaniem ścian i wymianą podłogi włącznie. Piątek jakoś przetrwałam u chłopaków w biurze obok, bo jednego z nich nie było, ale dzisiaj mieli już pełny skład i się nie zmieściłam. Wzięłam więc urlop, jutro ma być już po wszystkim.

Zaraz biorę się za sprzątanie. 

Łóżka niestety nadal nie sprzedane, choć zainteresowanie jest, liczę na to, że w końcu się ich pozbędę. 

Zatoki wciąż pobolewają, ale tak jakby trochę mniej - albo lekarstwa działają, albo się przyzwyczajam.

Tęsknię jak jasna cholera. Niech ten luty już się skończy....
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

i... miałam o tym nie pisać, ale tak mnie szarpie od środka, ze może będzie lepiej jak to z siebie wywalę :/

Mam nadzieję, że ONA będzie tęsknić przez całe życie, że nie da jej spokoju to co zrobiła swojemu dziecku. Choćby nawet nie była bezpośrednio winna śmierci Madzi. Nie mieści mi się w głowie, ze mogła ją tak zostawić, schować, przywalić kamieniami... Dlaczego  ktoś tam w górze aż tak się pomylił? Nie daje mi to spokoju.

Śpij aniołku [*]

środa, 1 lutego 2012

Ziiiiiiimnooooooooooo!!!

@#$%#@! Żyjecie? Bo ja ledwo.

Do przemeblowania jeden krok. Mężon po moich usilnych prośbach wystawił wczoraj na sprzedaż łóżka z sypialni. Mamy je w spadku po poprzedniej właścicielce mieszkania, zagracają malowniczo byłą sypialnię a aktualnie pokój Juli.Fajne są - takie pensjonatowo-schroniskowe, a po zestawieniu blisko siebie mogą robić nawet za łoże małżeńskie :)   Postanowiłam, że za kaskę z ich sprzedaży kupimy Juli łóżko. Mężon śmiał się ze mnie, że raczej trzeba będzie zapłacić za ich utylizację, bo nikt ich nie kupi. Chciał wystawić za BARDZO śmieszną cenę nie ważąc ani na to, że łóżka są w świetnym stanie, ani że z materacami, ani nawet na to że gratis dorzucamy dwie nocne szafeczki. Szafeczki są wprawdzie lekko rozklekotane, ale dlatego właśnie gratis - majsterkowicz na pewno sobie z nimi poradzi :) Wymogłam na nim podniesienie ceny o stówkę. 

Wcisnął ENTER i za pół godziny zadzwoniła Pani, która dzisiaj przyjedzie je obejrzeć i w razie "spodobania" zabierze. :) Oczywiście do schroniska dla narciarzy - już mamy zaproszenie, szkoda tylko, że narty nie są naszą najmocniejszą stroną ;)

W ten weekend szykuje nam się fajna imprezka (robimy z Braciszkiem podwójne urodziny). więc do IKEI podjedziemy za tydzień. Mężon zachęcony sukcesem już szlifuje ogłoszenia o sprzedaży stołu i krzeseł z kuchni i szafki pod telewizor :D

Dzisiaj dowiedziałam się o sobie ciekawej rzeczy. Otóż:
Kolega z pokoju przybył do pracy zasmarkany. (Cierpimy więc razem, bo moje zatoki wciąż nie dają mi zapomnieć, że je mam). Oczywiście narzeka na okrągło, jak to się źle czuje(jak to facet) i wymsknęło mu się, że nie wziął lekarstw, bo nie chciał obudzić szeleszczeniem córeczki i żony.

Rechocząc zapytałam, czy boi się żony. 
Z prawie poważnym wyrazem twarzy stwierdził, że to przecież normalne po tylu latach małżeństwa ;)
- A Twój mąż się Ciebie nie boi?
- Że hę??
- No bo wiesz, ja już Cię trochę znam... 

Tym optymistycznym akcentem....

publikuj posta.