Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z sierpień, 2008

Setny post...

Jak na dwuletnią działalność to nawet niezły wynik, nieprawdaż?
Wiem, że się opuszczam, ale mam uczulenie na komputer. Takie faktyczne i wredne. Widzę monitor i włącza mi się odruch nakazujący zniknięcie z zasięgu.
Wszystko przez Szeryfa. Wrócił z urlopu pełen wigoru, dzikiego entuzjazmu, rozbudowanej potrzeby "usprawniania firmy"... i męczy. Mnie jako najbliżej się kręcącą (kwestia stanowiska) dotyka to tak bardziej "docelowo"... Wszystko ma być "na wczoraj" a właściwie "na przedwczoraj" i powoli zaczynam się zastanawiać jak by się tu sklonować... Niestety pomysłu brak, a roboty wcale nie mniej.
Dziś chwila spokoju. Szeryf pojechał na kolejne "bardzo ważne spotkanie", oczywiście wystosował wcześniej kilometrowego maila z zarządzeniami co trzeba zrobić na dzisiaj (a właściwie na wczoraj ). Powoli budzę się więc kawą, z błogą miną wspominając weekend i mobilizuję się do działania. Tak właściwie to lubię, kiedy w firmie dużo się dzieje…

I znów poniedziałek

Nie to, żebym nie lubiła poniedziałków... Ale ich wielką zwolenniczką też nie jestem. Szczególnie tych poniedziałkowatych poniedziałków zaraz po urlopie. I zaraz po urlopie Szeryfa...

Jak tylko dotrze do firmy zacznie się mały Sajgon... Ale na razie nie dotarł, więc do rzeczy ;)

Piątkową rodzinną imprezę przeżyłam tylko dzięki temu, że zabrałam aparat. Zatrudniłam się jako fotograf do maluchów i nie musiałam słuchać komentarzy przy stole. Chociaż w sumie i tak nie udało się ich uniknąć. Usłyszałam od "kochanej cioci", że "chyba troszkę przytyłam, bo się ładnie zaokrągliłam" - co miało być podobno dla mnie pretekstem do oznajmienia wszystkim, że będziemy mieć dziecko... A Babcia podobno trzy razy pytała mojej Teściowej czy aby na pewno nie jestem w ciąży... I znów zawiodłam całe towarzystwo. O nic więcej nikt mnie nie zapytał. Ani o pracę, ani o to jak się nam żyje w nowym mieszkaniu...
Boszzzz... Czuję się tam jak jakaś niepełnowartościowa kobieta :/ Aż mi się ode…

Biegiem po sklepach

Dlaczego, jeśli się szuka czegoś konkretnego, to nigdy nie można tego znaleźć? Poszłam sobie dzisiaj na zakupy, żeby znaleźć ładną białą bluzeczkę, która by pasowała do spódniczki wyczajonej na wyprzedaży... I jakby to było żebym znalazła ot tak po prostu?? To wręcz nierealne :/ Gdzieś słyszałam, że blisko Rynku Podgórskiego są fajne, tanie butiki z ładną odzieżą. No ja się pytam GDZIE? Zeszłam pół podgórskiej starówki - i nic (może weszłam od złej strony??) Nogi mi mało nie weszły we wszystkim znane aczkolwiek mało obyczajne miejsce, ale nie znalazłam kompletnie nic. A może "zwykła prosta biała bluzka" to zbyt duże wyzwanie dla tych sklepików??
Wrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr. No. Część pierwsza - wyżalająca zakończona. ;)

Bluzkę kupiłam w końcu w molochu galerii. W jednym z tych stu jednakowych,no może trochę się nazwą różniących magazynów z wieszakami :/ I na pewno zobaczycie mnóstwo kobiet w takich samych bluzkach jak moja :/ I to nic, że ja chciałam jak za starych dobrych czasów…

Julian Tuwim "EWA"

Kobiałki coś o nas wszystkich :) fragment dziadka Juliana ;)

Zaczęło się to dawno, dawno,
Najdawniej jak pamięć sięga,
Tam, skąd bierze początek
Rodzaju ludzkiego księga.
Pod modrym niebem, w cudnym ogrodzie,
Pod słynnym drzewem, w przewiewnym chłodzie,
Pierwszą wiosną, w pierwszym maju,
Zresztą każdy o tym wie:

Kiedy Adam mieszkał w raju
Bardzo często nudził się,
Spać tam było we zwyczaju,
Wiec spoczywał w błogim śnie...

Dalszy ciąg każdy sam sobie dośpiewa.
Słowem: EWA.
I zaraz potem zerwała owoc z drzewa, co nęcił wonią
i blaskiem świecił. Ach, przypadła doń pożądliwymi usty:

Patrz Genezis, rozdział trzeci, ustęp szósty(...)

A że Pan Bóg ją stworzył, a szatan opętał,
Jest wiec odtąd na wieki i grzeszna, i święta,
Zdradliwa i wierna, i dobra i zła,
I rozkosz i rozpacz, i uśmiech i łza,
I gołąb i żmija, i piołun i miód,
I anioł i demon, i upiór i cud,
I szczyt nad chmurami, i przepaść bez dna,
(...)
Początek i koniec - kobieta - to ja!

Prawie jak piątek

Dzień dobry :)

Imprezka udała się bardzo. Mężon był bardzo dzielny, przyjął życzenia, zdmuchnął świeczki, a potem rozlewał wodę ognistą :D A my darliśmy się oczywiście "i jeszcze jeden i jeszcze raz" ;)
Na szczęście sąsiadów mamy b. cierpliwych :D
Bawiliśmy się świetnie, dlatego poranek dnia następnego powitał nas zbyt wcześnie i zbyt boleśnie ;)

Takie mam wesołe to lato. Ciągle jakieś wyjścia, imieniny, urodziny, pamiętna parapetówka... Całkiem przyjemne to w sumie :)) Ale w ten weekend szykuje mi się imprezka u Babci Mężona... Rodzinne nasiadówki niestety nie są tym, co tygryski lubią najbardziej... Wręcz wolałabym się jakoś od tego wywinąć.

Mama teściowej, teściowa i dwie jej siostry... do tego mężowie, córki z mężami i dziećmi tych trzech ostatnich... wielkie AAAAAAAAA... i uciekać gdzie pieprz rośnie. Chyba aspołeczna jakaś jestem :/ Ale te rozmowy o każdym członku rodziny po kolei, o tym kto umarł, zachorował, urodził, wychodzi za mąż... No nie umiem tak.

Przeszkad…

Lubię piątki :)

Wstaję rano z perspektywą "jutro się wreszcie wyśpię". Dzień upływa tak jakoś spokojniej i mniej nerwowo, bo przecież nie ma już aż tyle roboty co w poniedziałek.
I czas do popołudnia biegnie jakoś szybciej...

I plany na weekend robią się prawie realne... A plany są, całkiem całkiem powiem wam przyjemne. Głównie z tego powodu, że Mężon będzie świętował urodziny :). Poświętujemy więc co najmniej we czwórkę...

No to do poniedziałku ;)

Wystrzałowy weekend

W sensie dosłownym ;)

Bawiliśmy się świetnie. Ludzie, którzy wpadli na pomysł, żeby na krakowskiej łące pod Kopcem Kościuszki, zwanej szumnie Błoniami odbyła się tego typu impreza, powinni być z siebie dumni.

Wzięliśmy udział tylko w jednym dniu z dwóch przewidzianych, bo w sobotę powlekliśmy się z Mężonem na urodziny do teściowej. Nie powiem - nie było źle. Teściówka poczęstowała nas drinkiem, omówiliśmy mniej więcej przebieg imprezki imieninowo-urodzinowej w przyszłą sobotę, posiedzieliśmy i poszliśmy. Pogoda była taka sobie, więc wielkiej chęci na sterczenie pod parasolem z zadartą głową raczej nie mieliśmy. I.... wpadliśmy po uszy w wyprzedaże w galerii. Nie sądziłam, że zakupy z własnym facetem mogą być takie fajne :D wprawdzie musiałam uważać, żeby Mężon nie stracił całkowicie cierpliwości do mojego jojczenia nad tym jak wyglądam i że wciąż coś jest za duże lub za małe (bluzki za duże, spódnice i spodnie za małe ;) ale dało się. Wyszliśmy z paroma zdobyczami dla mnie i d…

Sierpniowy początek

Szukałam sobie tematu na posta, zastanawiałam się czym tu się z wami podzielić i... mam :) Postanowiłam Wam opisać jak to się w lusterku teraz nowa buźka pokazała i jak sobie odnalazłam na nowo koleżankę :)

A tak właściwie to się muszę jeszcze przyzwyczaić, że ktoś mnie czyta i takiego mam trochę stresa pisaniowego, bo ja taka perfekcjonistka trochę jestem. I tak bym chciała żeby wszystko ładnie, dokładnie i na ostatni guzik. O, i się plątać zaczynam :D No dobra, do rzeczy.

Wszystkim pewnie dobrze znany portal, który umożliwia wyszukanie znajomych sprzed lat, również i mi sprawił wspaniałą niespodziankę. Szperałam, szperałam i znalazłam koleżankę, którą znam wyłącznie z listów. Wiem, że już się listów nie pisze, tylko maile, ale ją znam właśnie z listów. Poznałyśmy się dzięki niesamowitemu zbiegowi okoliczności. Byłam sobie dawno dawno temu na wycieczce klasowej w Krakowie (zanim jeszcze zaczęłam w nim mieszkać of kors ;) ) Chyba większość szkół stara się dzieciakom zorganizować taki…