Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z grudzień, 2011

Podsumowując -

- to nie był łatwy rok.
Szczególnie na początku - kiedy próbowaliśmy przekonać Julę do przedszkola i na końcu, kiedy wpadliśmy w wir załatwiania kredytu na mieszkanie. Ale udało się. Mamy własne (no dobra, banku) 4 ściany, nikt nie będzie się na nas darł jak zrobimy w nich dziurę, żeby powiesić obrazek ;) 
Jula przyzwyczaiła się do przedszkola, chodzi tam chętnie, lubi "ciocie". Owszem, dużo czasu spędziłyśmy na przeganianiu złośliwych bakcyli, ale mam nadzieję, że z biegiem czasu będzie lepiej.

W Firmie jest OK. Nie samym chlebem żyje człowiek. Póki lubię to, co robię, póki ludzie z którymi pracuję śmieją się ze mną, pomagają bezinteresownie, póki nie ma wyścigu szczurów, szklanych sufitów, mobbingu i klik, które szemrzą po kątach i obrabiają d... jest dobrze. Rozczarowanie finansowe było - bo do dobrego człowiek bardzo szybko się przyzwyczaja. Na szczęście moja Firma ma więcej plusów niż tylko duże premie :))) A prawdopodobnie niedługo zacznę w tym samym miejscu współpracować…

W moim magicznym domu...

Mężon wierzy w czary domowe. I dobrze mu z tym. Wcale nie zamierza kwestionować ich istnienia.
Bo kiedy obiad robi się SAM,a potem grzecznie ląduje w lodówce, wystarczy go tylko podgrzać dnia następnego - to po co się zastanawiać JAK TO MOŻLIWE??
I garnki ZAWSZE chowają się SAME do szafki. Po zmywaniu wystarczy je ustawić w malowniczą górę na kuchence. A potem znikają. I worki na śmieci SAME się ładują do kosza, jak tylko jest pusty. Nikt przecież nie wie gdzie leżą, a w koszu zawsze się pojawiają na czas...
Albo taka kostka w toalecie. NIGDY się nie kończy. To na pewno czary!! I papier toaletowy jeśli go się położy wystarczająco blisko wieszaka - NA PEWNO w końcu SAM się powiesi.A pralka SAMA segreguje i wciąga brudne rzeczy, pierze je, później wyrzuca, a one  SAME się wieszają. A gdy już są suche - składają w kosteczkę i chowają do szafek.
Julia ma natomiast czarodziejską komodę na ubrania i półkę na książki, na których wszystko SAMO się układa. Nawet nie trzeba myśleć o tym, że trzeba…

Poświąteczne podsumowanie by ME

No świąt wszech-czasów to w tym roku nie było. Mam wrażenie, że rodzinka mojego Mężona spłyciła je tak totalnie, że aż boli. :/ Ale i tak się przejadłam ;)
U mnie w domu jest inaczej - obowiązkowe sianko POD obrusem (a nie na talerzyku, na stole żeby czasem nie zaśmiecić podłogi), obowiązkowe fury świątecznego papieru na prezentach (ja wiem, że to może nieekologiczne, ale zaglądanie "pokaż kotku, co masz w środku" sprawia dzieciom TYLE radości) (a tu - od razu było widać że pod choinką stoi heloł kitty (:/) kuchnia różowa niczym jakiś wielki, plastikowy kataklizm...). I na przystawkę jest śledzik (a nie kluski z makiem (kto po czymś takim zjadłby coś jeszcze???)), potem czerwony barszczyk z uszkami, potem karp, pierogi, sałatki... i gdzieś pod koniec kutia albo kluski z makiem - wszystkiego po troszkę - długo, długo w noc, (a nie wszystko na hurra, galopem, już, teraz, natychmiast - karp i łosoś... i potem zaraz po białym barszczu wszyscy stękali, że już nic nie mogą, więc na…

Poświąteczne rozleniwienie by Jim Davis

I już PO.

Nawet przeżyłam, choć ciężko było.
A w pracy niestety finansowe rozczarowanie... Cóż. Bywa.
Jestem ciut jeszcze ociężała po tym obżarstwie więc excuze mła, jeszcze ten jeden dzień ;)
Obiecuję się zmobilizować - od jutra ;)
A Julinda wciąż kaszle....

Tadaammm

Bo to już jutro!

Wam życzę spokoju, cudownej atmosfery, wszelkiego smacznego i wszystkiego świątecznego. Bawcie się dobrze, odpocznijcie od codzienności, nie przejedzcie się tak jak ja zamierzam ;)




Sobie życzę - byle do wtorku. :)

PS
Uwielbiam tą piosenkę i te ich "natchnione twarze" :D

Prawie na finiszu...

niestety praca w kuchni też ma swój koniec. Wymyśliłam tony ciastek, mając nadzieję, że zajmę się tym, zakręcę i nie będę musiała myśleć. Niestety na dziś zostało mi tylko umaczanie w polewie kokosanek i przełożenie Warszawianek kremem. A krem "karpatka" ma kupić Mężon jak będzie wracał z pracy.
Jula śpi. Wchodziłam do niej kilka razy, bo mimo klejących się powiek, nie mogła się ułożyć w łóżeczku. Pić, pogłaskać, psitulić... W końcu prosi - źdejm mi tą baletnicę. ??Baletnicę?? Jaką baletnicę Córciu? - Tom mojom - pokazuje na siebie. Cóż, moje dziecko nie jest fanką sukienek, nawet tych mięciutkich i superwygodnych ;)
Za oknem śnieg. Moje piękne białe pola, mój widok, z mojego okna. Powinnam się cieszyć - w końcu pierwsze święta "na swoim"... Ale nie mogę. Cholernie się starałam, wyszukałam w internecie zestaw świątecznych piosenek, wysprzątałam i wystroiłam świątecznie mieszkanie, kupiłam prezenty, zrobiłam śledzie, upiekłam ciastka... wszystko by było jak TAM. Ale …

Przedświątecznie

Jakieś 2/3 roboty za mną. Zamieniłam rogaliki z orzechami na rogaliki z piwem, bo za dużo orzechów w tym moim menu się znalazło :) 
Jula dzielnie pomagała, układała ciasteczka na blasze, wycinała, posypywała cukrem pudrem - ogólnie miałyśmy dziką radochę :)) ( a potem trzeba było sprzątać kuchnię do późnych godzin nocnych, ale co tam :)) Ciastka ogólnie się udały - jeden z przepisów był jakiś lipny, bo nakazywał wykładanie ciastek łyżką, a ciasto było tak gęste, że nadawało się do wałkowania :)) Ale i z tym sobie poradziłam. 
Boję się tylko rolady, biszkopty mają to do siebie, że czasem pękają jak próbuje się je rolować... Ale zobaczymy - jutro.
Moje drogie dziecko tak mnie podsumowało o poranku: - Zalóz coś na siebie psecies nie będzies tak chodzić!! - następnie wygoniła mnie z wyrka  (przysięgam, że śpię w przyzwoitej koszuli :))).
Cóż - pora do kuchni - miłego dnia!

Domowo...

Chorujemy dalej. Znaczy Jula. A ja siedzę na zwolnieniu :/ Ominęły nas Jasełka i firmowa wigilia. Za to mamy mnóstwo czasu na pieczenie ciastek. Wczoraj machnęłyśmy kokosanki, trzeba je jeszcze tylko oblać czekoladą. Dzisiaj będziemy piec kruche Warszawianki, które posmaruję kremem w piątek. A w tzw "międzyczasie" rogaliki orzechowe, czekoladowe "Brązowe" ciasteczka, kruche z czekoladowymi kropelkami i kruche z czekoladowym kremem... I jeszcze "Orzechowiec" i Roladę z wiśniówką :)))
Komu leci ślinka?
A i jeszcze... Przyznaję się bez bicia - kocham piec ciastka, ciasteczka i wszelkie inne słodkości  ;) a święta to cudowny czas kiedy mogę sobie "pofolgować" w tym moim "hobby" :D

Plan wykonany... :)

Najpierw pierniki - całe sterty. Powiem Wam, ze skórka z jabłka wrzucona do puszki z bazaltowymi piernikami czyni prawdziwe cuda - miękną!!! Jula była bardzo pomocna, tak pomocna, że cały uniform jaki miała na sobie przy "pracach plastycznych" wylądował w pralce :))
A potem - choinka:
 Trzeba się było nadreptać, żeby znaleźć odpowiednie miejsce dla świecidełek...
Gałązki uparcie zrzucały ozdoby - złośliwe jakieś....
Ale w końcu się udało - piękna prawda??? :) 
A jak tam u was? Też już świątecznie?

Plan.

Julinda nie przejawia żadnych objawów chorobowych. Czego się w sumie spodziewałam, ale poczekajmy jeszcze... 

Z dekorowania ciastek nic nie wyszło. Kilka telefonów z powodu męczącej pomyłki bankowej (wciąż jeszcze nie przelano środków Pani Sprzedającej za nasze mieszkanie) zupełnie wybiło mnie z równowagi. Mężon wrócił z pracy, obiad, chwila dyskusji, załagodzenie złego humoru Julii i już był czas na kąpiel.

Tak więc dziś -
zakupy
malowanie pierników
ubieranie choinki

(+ pranie sprzątanie i obiad oczywiście ;)

I to by było na tyle jeśli chodzi o zdrowie...

Wczoraj telefon  - "akuku Kasia" - i w gardle urosła mi kłująca gula... "Bo wie Pani, Julcia to chyba jest chora - jest taka cieplutka, marudna, ciągle tylko by się przytulała i... przed chwilą zasnęła.
No to posprzątałam swoje zabawki na biurku, dokończyłam świąteczną wysyłkę i poczłapałam po Julę.  Wcale nie myśląc o własnej głowie pękającej z powodu zapchanych zatok...
Wieczorem Młoda nie wykazywała żadnych objawów chorobowych, zaczęłam nawet podejrzewać Panie przedszkolanki o sabotaż... Ale w nocy się zaczęło. Kaszel, gorączka ...
Dzisiaj  - wygrałam w audiotele przychodniowym wizytę u Pani doktor na 10:40. Ciekawe co wymyśli. Sama od wczoraj popijam Thera coś tam. Oby pomogło.
To tyle na tą chwilę ;)


Deko później. 
Pani doktorzyca była tym razem bardzo miła - ach te święta - nawet w przychodni mówią po ludzku ;) Póki co nie ma tragedii. Julinda jest zwyczajnie przeziębiona - stąd rozdrażnienie. Ma dużo pić, siedzieć w ciepełku i psikać gardło Tantum V. Mamy też syropek …

Z pewną dozą nieśmiałości...

...moje dziecko odebrało po raz pierwszy samodzielnie swój prezent od Świętego Mikołaja... A 20 grudnia wystąpi w Jasełkach!
Nie mam w swoim albumie takich zdjęć. Nie chodziłam do żłobka ani do przedszkola, "załapałam się" dopiero na zerówkę - i koszmarnie przez ten rok wynudziłam, bo Mamunia nauczyła mnie czytać i pisać już wcześniej.
Byłam tzw. "zdechlakiem" i to, ze Mama była ze mną w domu zaoszczędziło mi sporo wizyt w przychodni. (oczywiście odbiłam sobie to później, chorując w szkole ;)
Jula cudownie się rozwija. Czasem daje popalić stawiając na swoim w najdziwniejszych momentach (łaaaa nie wejdzie na krawężnik, nie pójdzie, nie chce łaaaaa!!!!!) ale poza tym jest przekochana. Gada jak nakręcona - ostatnio jest Konduktolem z ginopociągu :)) Taka bajka jest - na minimini - z dinozaurami ;) Poza tym - ogólnie kocha wszelkie pociągi, ciągle gdzieś coś przewozi wagonikami z klocków... Ale ukochaną zabawką jest... zestaw materiałowych chustek. Potrafi je rozkładać po …