Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z grudzień, 2012

Ostatni przedświąteczny.

Mały koniec świata?  Mróz. Żółty glut do pasa, kaszel i zaropiałe oczy. Brak numerków w przychodni. 2,5 godziny czekania aż ktoś wreszcie się zlituje i przyjmie. Niemożność zapłacenia kartą w aptece. Bo "coś" się zepsuło. Nieczynny bankomat.
Życzenia ZDROWYCH Świąt wydają się bardzo na miejscu. Jula śpi. Ja ogarniam dom i przygotowuję rzeczy do wyjazdu. Sytuacja jest w miarę opanowana, obyło się bez antybiotyku. W razie "W" na moim "Dzikim Wschodzie" też są lekarze.
Wczoraj firmowa Wigilia, świąteczne premie,  życzenia, pyszne żarełko. A w domu małe, biedne smarkadełko, które przyprowadził z przedszkola Tatuś. Jakim cudem?? Rano jeszcze była zdrowa! Ech mniejsza o to :/
Nie gniewajcie się za nie odpisanie na komentarze. I że nie mam czasu zostawić paru słów u Was. To był gorący czas. A nadchodzący będzie jeszcze bardziej. Oby nie gorączką u małej J. :/
 Nie dajcie się. Życzę Wam najwspanialszych, najpiękniejszych i  przede wszystkim zdrowych - WASZYCH Ś…

Prawie już... ;)

I śnieg się roztopił.
Dołożyłam więc trochę na blogu.
Bo tak na święta bez śniegu?? Tak całkiem?

Na szczęście na moim Dzikim Wschodzie podobno jest.
Bo jeszcze tylko 3 dni :)
 i w sobotę.....


Jula wytrwale otwiera okienka w swoim kartonowym kalendarzu adwentowym z Lidla. Biega do naszego, zagląda w przesuwaną ramkę i odszukuje datę na swoim. I wciąż pyta - Mamusiu - no kiedy to Boze Narodzenie - już? I tłumaczę - nie, córciu, dopiero jak otworzysz ostatnie okienko, wtedy będziemy już u Babci i Dziadka, ubierzesz z nimi choinkę, będzie pięknie nakryty stół, wszyscy w odświętnych ubraniach, na stole będą się palić świeczki i będzie mnóstwo pysznego jedzonka a pod choinkę Mikołaj przyniesie prezenty. I będziemy śpiewać kolędy i będzie wesoło i.... Ta, wiem, zagalopowałam się :D  Ale naprawdę już nie mogę się doczekać.
Nasza choineczka już ubrana, muszę jeszcze kupić parę pachnących gałązek. Jeszcze w tym roku jest wyższa od Juli, ale niewiele brakuje ;) Na przyszły rok mamy już w planach…

Maszyna losująca poszła w ruch...

Bardzo Wam wszystkim dziękuję za mile słowa , które padły pod poprzednim postem. BARDZO mi miło było to czytać. Tak jakbym dostała wcześniejszy gwiazdkowy prezent ;) A teraz JA wysyłam prezent - komu? Otóż. Najpierw wszystko zostało spisane, pocięte i zwinięte.
Potem wymieszane za pomocą maszyny losującej... ;)
I z wyszczerzem na twarzy wylosowane.

Na koniec komisyjnie odczytane ;))

 Zwyciężczyni Mysce gratulujemy. Życzymy smacznego :)
A na pociechę dodam, że tak mi się spodobało to rozdawanie że zamierzam organizować taką akcję co roku. A co! :)) Do przeczytania!!

Ciasteczkowe rozdanie.

Ha! Zważ droga Zuzanno, że nie napisałam CANDY :)) Ale dalej nie będzie już tak dobrze :)
To właściwie już ostatni dzwonek, żeby wam  wszystkim napisać, że "memu blogasku" stuknęło właśnie 5 lat. W tym roku znaczy. Jesienią ;) Ale co się tam będziemy czepiać szczegółów. Otóż Blogasek niedługo osiągnie wiek szkolny, a ja wciąż tu te moje dyrdymały piszę. I co bardziej niepojęte - Wy tu przychodzicie i czytacie. I komentujecie i trzymacie kciuki jak trzeba i kopiecie w d... kiedy się opierniczam.  Postanowiłam więc jakoś Wam za to podziękować i urządzić... nie, nie candy! - rozdanie :)) Aczkolwiek formułę obydwa mają podobną - każdy z moich czytaczy (miło by było gdyby ujawnili się również Ci, którzy tu podglądają cichaczem ;) zainteresowany paczką z własnoręcznie wypieczonymi przez mła i moją pomoc kuchenną: Julindę we własnej osobie - CIACHAMI, niech zostawi pod tym postem komentarz z mailem własnym i odpowiedzią na moje krótkie pytanie (baaaardzo jestem ciekawa ;)) - dla…

OdbloGowana?

Tak jakby mniej frustrująco się zrobiło. Bo wiecie, mam czas. Już nie muszę mieć doła z powodu niedoczasu. (Z nadmiaru nie miewam)
I święta niedługo. I co tam u was? Muszę trochę nadrobić, bo średnio zorientowana jestem. A póki co....
Moje dziecko chyba bardzo grzeczne było w tym roku (nie wiem, nie zauważyłam ;)), bo wciąż jakiś zabłąkany prezent ktoś jej donosi. Najpierw w poniedziałek w przedszkolu - Był Mikołaj Mamusiu!!! I zrobiłam sobie z nim zdjęcie!! przybyły nam w magazynie zabawek kolejne puzzle, kolejne kubki ciastoliny i... pierdzący żel. (wtf???)
Następnie "przybyli pod okienko" Dziadkowie. Skorzystali z naszego pomysłu na prezent dla Juli na tyle, że "pozwolili" nam go kupić i oddali za niego kasę. (Dzięki czemu dziecko nie dostało koca i ręcznika jak na urodziny ;)) ale byli BARDZO sceptycznie do niego nastawieni, bo wg nich to NIE JEST prezent dla dziewczynki!!! Więc dodatkowo zakupili jeszcze różową (ach, koniecznie!!) książeczkę z "opowiada…

Żyjom.

I to nawet całkiem nieźle. Gdyż proszę państwa tfu tfu odpukać za lewe ramię ;) Julinda zacumowała dziś w przedszkolu. Dziś o 16:00 przybędzie tam gość w czerwonym kubraczku z worem pełnym prezentów, a z nim zespół aktorów z przedstawieniem dla dzieci (co zapewne miało swój spory udział w tak szybkim wykopaniu wirusów :)) (nie mówiąc już o waszym trzymaniu kciuków oczywiście - dziękujemy!!!)
Podejrzliwie trochę patrzę na to jej cudowne ozdrowienie, bo było nieciekawie delikatnie mówiąc :/ We wtorek zaczęło się od kaszelku, skończyło na mega gorączce i wielkim kaszlu. Bardzo ciężka noc.Rano Jula wstała chrypiąc jak kopcąca od 60 lat papierochy osiemdziesięciolatka. Jej samej spodobało się to ogromnie. Chichrała się całą drogę do przychodni. Mi już spodobało się mniej. Szczególnie po następnych nockach, kiedy Julę tak męczył kaszel, że ulgę sprawiało jej tylko spanie na siedząco (czyli właściwie na mnie). W dzień było ok. Oprócz komicznej chrypki, dziecku nie dolegało właściwie nic. Ju…