Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z 2007

Chyba ostatni w tym roku...

Jutro już przygotowania pójdą pełną parą... Dziś jeszcze ostatnie pachnące ciasto, a jutro podróż, na świąteczny południowy wschód. Mikołaj mi się wprawdzie troszkę zepsuł, ale najważniejsze, że znajdę się wśród swoich, kochających, dbających, pełnych ciepłych uczuć...
Eccchhh :)

No cóż wszystkiego w takim razie naj naj naj - a poniżej opowiadanko w ramach prezentu ;)

(zdjęcie znalezione w sieci)

Nastrój przedświąteczny.

Jest nieźle. Perspektywa wyjazdu do rodziców zawsze nastrajała mnie optymistycznie. Jest szansa, że te święta będą choć trochę tymi, które kochałam, gdy byłam młodsza...
W domu mam już choinkę. Wczoraj bawiłam się w robienie pętelek na cukierkach :) Tak, troszkę lepiej kiedy stoi w pokoju, chociaż to wcale nie jest jej miejsce. Wolałabym mieć ją u siebie, dużo większą... Na honorowym miejscu we własnym mieszkaniu... No cóż marzenia.
A na razie wokół gorączka przedświątecznych zakupów. I to wcale nie jest takie proste jak się wszystkim wydaje... Te kolejki, kiedy w sklepach był wyłącznie ocet, w porównaniu z tym co dzieje się dziś - to pestka. Dzikie tłumy szarżują po wszelkich wielkopowierzchniowych sklepach, które mają do zaoferowania wszystko, oprócz pracowników, którzy mogliby to "wszystko" sprzedać... Panie przy kasach, z podkrążonymi oczami przez 12 godzinny dzień pracy to prawie codzienność. I aż śmiech bierze, że za granicą, w "lepszym świecie" nasi rodacy w…

Mikołajki...

No cóż, wpis tematyczny ;) Niestety w tym roku Mikołaj strajkuje :))
A może jeszcze nie wytrzeźwiał? i dlatego nie przyszedł? :)
- Wilkuuuu hyyppp... a dlaczeeeggo... tyyy masz... rooogiii?!
- Jak rany wstań już proszę!
- Wilkuuu a czemuuu masz taaakie długieeee uszy?!!
- No nie mogę z tobą! Człowieku wytrzeźwiej!
- Wiiiilkuuu a dlaczego masz taaki czerwonyyy nooosss?!!!
- Jezu wstawaj już zachlana stara pijacka mordo w głupiej czerwonej
czapce!! Sanie czekają!!! To ja Rudolf!!
Co się stało z ciepłym dziadkiem w czerwonej czapce z wielkim brzuchem? Gdzie się podział wielki szacunek dla tego starszego pana z długą białą brodą i workiem prezentów?
Dziś przed świętami "Mikołaj" stoi w każdym centrum handlowym, na stoisku z bielizną udają go nawet roznegliżowane panienki w czerwonej bieliźnie z futerkiem ;)
Ecch co za czasy ... Jak ja tego Mikołaja swojemu maluchowi kiedyś wytłumaczę? :) Może do tej pory już wróci z wakacji i wytrzeźwieje ;)

(zdjęcie znalezione w sieci)

Grudzień

Witam wszystkich, którzy wstali trzeźwi po wczorajszych imieninach u Andrzeja... Tym, którzy nie do końca wierzą, ze to ich głowa spoczywa na ich barkach, życzę wkoło dużo wody i może kefiru... I może alka seltzer ;) I... radzę wam przygotować wątroby na nadchodzące imieniny Barbary... Ja się na szczęście nie wybieram :)
A tak jeszcze a' propos dzisiejszej daty - Kalendarz nam się kończy Proszę Państwa... Za 29 dni strzelą korki od szampana i będzie trzeba zapamiętać, że trzeba na wszelkich papierzyskach wpisywać 08 nie 07 ... i zaczną się podsumowania starego roku, prognozy na nowy... a życie i tak pójdzie swoją drogą, czy będziemy tego chcieli, czy nie.
Na razie nie chcę robić zbiorczego raportu z tego roku - dam mu jeszcze czas - te 29 dni, może mnie zaskoczy? Może nareszcie pozytywnie? Wprawdzie nadzieja to matka głupich, ale warto ją mieć... Staram się, bardzo wierzyć w to, ze mojego życia nie da się już spieprzyć bardziej :) I nie będę sama sobie udowadniać na siłę, że to …

"BAJECZKA"

Dawno, dawno temu...
Za siedmioma górami, za siedmioma lasami, morzami, górami i innymi jednostkami geograficznymi, było sobie piękne, zamożne królestwo, którym rządzili Król i Królowa.
Para królewska żyła sobie szczęśliwie i spokojnie, aż do momentu, gdy pewnej burzowej nocy, z głośnym wrzaskiem urodziła im się córka. Dziecko było różowe i tłuściutkie, jego główkę otaczały czarne loczki i gdyby tak nie wrzeszczała - uznano by ją za aniołka.
Młodzi rodzice, szczęśliwi, choć upiornie niewyspani, bo mała ryczała niczym stado głodnych osłów, rozpieszczali swą jedynaczkę jak tylko mogli. Mała Królewna rosła więc w zbytku (bardziej wszerz niż wzdłuż) i powoli zbliżała się w swoich wymiarach do wyglądu idealnej bryły - kuli.
Król i Królowa, zadowoleni że ich dziecko ma taki dobry apetyt, karmili córkę tym, co lubiła - kucharze już dostawali fioła przy kolejnych zamówieniach na hamburgery, hot dogi, frytki i słodycze pod każdą postacią...
Aż pewnego dnia... Królewna ze świergotem utuczone…

Zima - podejście drugie

Zima się nie poddaje. Skubana, co najmniej jakby miała zamiar wytrzepać na nas zawartość miliona pierzyn...
Ale przyzwyczajam się - do nurkowania w zaspach, do śniegu bijącego po twarzy, do mrozu...
W sumie w niedzielę będzie już grudzień, więc niech już sobie będzie ta ... zima ...
Właściwie, jak tak przykryć szarobure miasto tym czymś - białym i zimnym, to wygląda całkiem nieźle...
Ale i tak wolę wczesną jesień - ciepłą, kolorową, ze stertami szeleszczących, złotych liści. Kiedy słońce prześwituje przez nie rano... tak jak na tym zdjęciu obok...
Znalazłam trochę moich opowiadań, więc niedługo będzie więcej tekstu, zawsze lepiej mieć je pod ręką, niż w zakurzonej szafie :)
A teraz - koniec marzeń, wracamy do pracy...

Cud nad Wisłą...

Zimno... I tylko korzenne ciacho zanurzone w pachnącej kawie jest w stanie przekonać mnie, że warto się obudzić. Ten obrazek po lewej stronie jest bardzo optymistyczny... Krajobraz za oknem przypomina raczej tajgę syberyjską w połowie stycznia...
I dzięki temu właśnie czegoś nie rozumiem... Jak można w środku zimy... w krótkich spodenkach... Tak, oglądałam w sobotę to "wydarzenie historyczne", ten "cud nad Wisłą", te bożyszcza tłumów w krótkich spodenkach biegające to w jedną to w drugą stronę i drugie stado - z wlepionymi w tych poniżej oczami, wyjące, skandujące i nabuzowane energią... Można tak.
I dodatku można aż do dzisiaj pokazywać w tv na okrągło te dwie sytuacje, w których piłka znalazła się w siatce. I można zacząć się modlić do starszego, posiwiałego pana, który "poprowadził Polskę do zwycięstwa"... Tak... i wszyscy teraz utożsamiają się z biegającą po boisku jedenastką, o przepraszam, jeden nie biega ;)
A tak niedawno jeszcze można było posłu…

Złota polska jesień...

No... jak tak ma wyglądać jesień w Polsce to ja protestuję... Nie twierdzę że wymagam babiego lata w połowie listopada, ale 20 centymetrów śniegu to już jest przegięcie...
Spotkałam dziś w drodze do pracy sympatycznego pana - zapytany, czy jest pewien, że odśnieża własny samochód, odparł: "To się dopiero okaże"... :)
Tak, nie lubię zimy. Nie lubię marznąć, nie lubię jak mi się nogi rozjeżdżają na śniegu i lodzie. Nie lubię małyszomanii na śniadanie, obiad i kolację. Jestem zmarźluchem i z misiem polarnym mam niewiele wspólnego. A nawet na pewno nie mam NIC wspólnego... Dla mnie śnieg mógłby istnieć wyłącznie jako dekoracja na Boże Narodzenie... Wypada się spakować, wziąć kredyt i wynieść do ciepłych krajów - przynajmniej do marca.

No cóż.

(zdjęcie znalezione w sieci)

No i mamy problem...

No i mamy problem... Za oknem zamiast "pięknej, złotej jesieni" - przedwczesna i nieoczekiwana zima...
A w dodatku jeszcze okres grypsk, zaczerwienionych gardeł, katarów, kaszli i innych chorobowych objawów...

Z tego drugiego już się prawie wygrzebałam, a od tego pierwszego staram się nie zwariować. Nie wzdycham radośnie na widok świątecznych dekoracji w sklepach, nie podśpiewuję z głupią miną"Jingle bells..." :/ Choć już i takie przypadki widziałam. Jest połowa listopada!!! I tylko renifery się cieszą...

Długo nie pisałam, ale są rzeczy ważne i ważniejsze... Dzięki temu, że wyjechałam na trochę - zobaczyłam coś niesamowitego - kobietę, która po trzydziestu latach małżeństwa dygocze ze szczęścia, stroi się i co chwilę biega do lustra, zachowuje się jak nastolatka przed pierwszą randką, bo ... za parę godzin ma zobaczyć męża, którego nie widziała od kilku miesięcy...
Jeśli jest to w ogóle możliwe ja też tak chcę!! Też chcę po tylu latach mieć ten cudowny blask w ocz…

Poniedziałek

Ha ha, dobre sobie :) od samego rana tak miło, słowa podnoszące na duchu - i nie tylko... Ręce ogrzewam gorącą herbatą z czymś, co niewiele ma wspólnego z cytryną oprócz nazwy... Ale i tak ciepło - gdzieś tam - od środka... Ha ha, "pisarka" - moje rozbawienie sięga aż do roześmianych kurzych łapek w kącikach oczu... Nie, nie pisarka - grafomanka, ktoś kto wśród wielu, w których się zapatrzyłam, dopiero stawia niezdarne kroki... Jak to robię? Siadam po prostu nad parującym kubkiem kawy i z niezadowoleniem potem stwierdzam, że każdy łyk robi się o wiele mniej parujący i smaczny - a słowa same sobie płyną potokiem równym, czasem z meandrami, ale płyną. I lepiej dać im ujście niż blokować długo - bo jak już same je znajdują - trudno je powstrzymać... Dzień dzisiejszy - mało zachęcający do wyściubienia nosa na zewnątrz... Ale jeśli się człowiek uprze - można wszystko. Także pisać :)

Jeden z wielu

Lody o 21 w poniedziałek? Czemu nie, skoro było co uczcić :) A dziś - sprężynka dnia nakręciła się w swoją własną stronę. Biegniemy wciąż o krok za naszymi marzeniami, mijając się między dzień dobry, a dobranoc. Przecieramy zmęczone oczy... Wszystko w imię jutra - by było lepsze, weselsze, by można było pójść gdzieś, coś zobaczyć, zabawić się, coś kupić - złudny bieg po doczesność...
Chciałabym, by można było dwracać się do przeszłości ze śmiechem, nie dbając o nią i patrzeć ze śmiechem w przyszłość, nie bojąc się jej. Pozwolić stopom być nieuważnymi w biegu naprzód. Ale - nie da się, po prostu się nie da. A ja nie cierpię tych "niedasiów"... lecz co z tego...
Wykaz chorób dzisiejszego hipochondryka z wyboru: - Chroniczny brak czasu - Nieuleczalny pracoholizm - Zakaźny zakupoholizm - Maniakalne narzekactwo - Nieżyt ośrodka odpowiedzialnego za wypoczynek - Groźne, zazwyczaj przewlekłe, zapatrzenie w czubek własnego nosa
I jak tu sie nie leczyć? tylko czym?
Może przyjaźnią? B…

Papierowa rocznica

Dziwnie się nazywa - prawda? A my przecież tak "na dobre i na złe" już nie tylko na papierku... Kiedy to minęło i czy więcej było dobrego - czy złego? Staram się pamiętać tylko to pierwsze, bo wychodzę z założenia, że mniej byłoby dzięki temu rozejść i odejść... Choć powody przecież są różne - nie wszystko można zapomnieć, nie wszystko wybaczyć - i nie mnie oceniać...
A na razie u nas - papierowa rocznica pełna pragnień... Bo trzeba sobie powiedzieć na ucho, że TAK nie będzie zawsze, że zmieni się na lepsze i w końcu będziemy "budzić się i chodzić spać we własnym niebie"... a nawet jeśli nie własnym tak całkiem, to przynajmniej z opłaconą intymnością... Gdzieś, gdzie nie trzeba będzie przemykać się cichutko, tłumić pocałunków, gdzie będziemy sami i będziemy mogli po prostu cieszyć się sobą...
Ciepło i dobrze... Choć nie jest łatwo. Ale ilekroć się nad tym zastanawiam, zawsze dochodzę do wniosku, że było warto odnaleźć się wśród tłumu i zacząć zamieniać "osobn…

Zagnieżdżanie

No i już się prawie zadomowiłam... "prawie" bo wciąż zaglądam na inne strony szukając formy w której dobrze układało by mi się moją pisaninę... Ale nie ma ideałów - będzie więc tu, tu i teraz. Powoli się rozpakuję, porozkładam słowa - niech się trochę rozprostują po podróży z szuflad...

Jestem...
Dzisiaj - jestem z jesieni, z żółtych liści, chłodnego wiatru i wilgotnej mgły... Przecieram zaspane oczy, choć dawno już jest po porannej kawie. Powoli budzę siebie, żeby dowiedzieć się kim właściwie jestem...

Dlaczego po drugiej stronie lustra? Czasami nachodzi mnie wrażenie, że wszystko dzieje się gdzieś poza mną. Opieram dłonie na zimnej tafli i widzę siebie, ale niekoniecznie tą, którą jestem. Kogoś, kto robi wiele rzeczy wbrew sobie - tylko dlatego, że "tak wypada" lub "tak trzeba". Kiedy zrobiłam się tak słaba? Od kiedy boję się wyciągnąć ręce po coś, co może mnie poparzyć? Od kiedy zaczęło się mówienie "tyle mi wystarczy"?

Kiedyś napisałam w w…

Początek

Najważniejsze - zacząć, mimo że czasem trudno, ale przecież warto? Zacząć trudną rozmowę - choćby z samą sobą... Uporządkować swoje życie, spróbować się odnaleźć, choć im robię się starsza tym bardziej staje się to trudne...

Więc - niech stanie się lustro - w którym zobaczę siebie...