Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z 2012

Ostatni przedświąteczny.

Mały koniec świata?  Mróz. Żółty glut do pasa, kaszel i zaropiałe oczy. Brak numerków w przychodni. 2,5 godziny czekania aż ktoś wreszcie się zlituje i przyjmie. Niemożność zapłacenia kartą w aptece. Bo "coś" się zepsuło. Nieczynny bankomat.
Życzenia ZDROWYCH Świąt wydają się bardzo na miejscu. Jula śpi. Ja ogarniam dom i przygotowuję rzeczy do wyjazdu. Sytuacja jest w miarę opanowana, obyło się bez antybiotyku. W razie "W" na moim "Dzikim Wschodzie" też są lekarze.
Wczoraj firmowa Wigilia, świąteczne premie,  życzenia, pyszne żarełko. A w domu małe, biedne smarkadełko, które przyprowadził z przedszkola Tatuś. Jakim cudem?? Rano jeszcze była zdrowa! Ech mniejsza o to :/
Nie gniewajcie się za nie odpisanie na komentarze. I że nie mam czasu zostawić paru słów u Was. To był gorący czas. A nadchodzący będzie jeszcze bardziej. Oby nie gorączką u małej J. :/
 Nie dajcie się. Życzę Wam najwspanialszych, najpiękniejszych i  przede wszystkim zdrowych - WASZYCH Ś…

Prawie już... ;)

I śnieg się roztopił.
Dołożyłam więc trochę na blogu.
Bo tak na święta bez śniegu?? Tak całkiem?

Na szczęście na moim Dzikim Wschodzie podobno jest.
Bo jeszcze tylko 3 dni :)
 i w sobotę.....


Jula wytrwale otwiera okienka w swoim kartonowym kalendarzu adwentowym z Lidla. Biega do naszego, zagląda w przesuwaną ramkę i odszukuje datę na swoim. I wciąż pyta - Mamusiu - no kiedy to Boze Narodzenie - już? I tłumaczę - nie, córciu, dopiero jak otworzysz ostatnie okienko, wtedy będziemy już u Babci i Dziadka, ubierzesz z nimi choinkę, będzie pięknie nakryty stół, wszyscy w odświętnych ubraniach, na stole będą się palić świeczki i będzie mnóstwo pysznego jedzonka a pod choinkę Mikołaj przyniesie prezenty. I będziemy śpiewać kolędy i będzie wesoło i.... Ta, wiem, zagalopowałam się :D  Ale naprawdę już nie mogę się doczekać.
Nasza choineczka już ubrana, muszę jeszcze kupić parę pachnących gałązek. Jeszcze w tym roku jest wyższa od Juli, ale niewiele brakuje ;) Na przyszły rok mamy już w planach…

Maszyna losująca poszła w ruch...

Bardzo Wam wszystkim dziękuję za mile słowa , które padły pod poprzednim postem. BARDZO mi miło było to czytać. Tak jakbym dostała wcześniejszy gwiazdkowy prezent ;) A teraz JA wysyłam prezent - komu? Otóż. Najpierw wszystko zostało spisane, pocięte i zwinięte.
Potem wymieszane za pomocą maszyny losującej... ;)
I z wyszczerzem na twarzy wylosowane.

Na koniec komisyjnie odczytane ;))

 Zwyciężczyni Mysce gratulujemy. Życzymy smacznego :)
A na pociechę dodam, że tak mi się spodobało to rozdawanie że zamierzam organizować taką akcję co roku. A co! :)) Do przeczytania!!

Ciasteczkowe rozdanie.

Ha! Zważ droga Zuzanno, że nie napisałam CANDY :)) Ale dalej nie będzie już tak dobrze :)
To właściwie już ostatni dzwonek, żeby wam  wszystkim napisać, że "memu blogasku" stuknęło właśnie 5 lat. W tym roku znaczy. Jesienią ;) Ale co się tam będziemy czepiać szczegółów. Otóż Blogasek niedługo osiągnie wiek szkolny, a ja wciąż tu te moje dyrdymały piszę. I co bardziej niepojęte - Wy tu przychodzicie i czytacie. I komentujecie i trzymacie kciuki jak trzeba i kopiecie w d... kiedy się opierniczam.  Postanowiłam więc jakoś Wam za to podziękować i urządzić... nie, nie candy! - rozdanie :)) Aczkolwiek formułę obydwa mają podobną - każdy z moich czytaczy (miło by było gdyby ujawnili się również Ci, którzy tu podglądają cichaczem ;) zainteresowany paczką z własnoręcznie wypieczonymi przez mła i moją pomoc kuchenną: Julindę we własnej osobie - CIACHAMI, niech zostawi pod tym postem komentarz z mailem własnym i odpowiedzią na moje krótkie pytanie (baaaardzo jestem ciekawa ;)) - dla…

OdbloGowana?

Tak jakby mniej frustrująco się zrobiło. Bo wiecie, mam czas. Już nie muszę mieć doła z powodu niedoczasu. (Z nadmiaru nie miewam)
I święta niedługo. I co tam u was? Muszę trochę nadrobić, bo średnio zorientowana jestem. A póki co....
Moje dziecko chyba bardzo grzeczne było w tym roku (nie wiem, nie zauważyłam ;)), bo wciąż jakiś zabłąkany prezent ktoś jej donosi. Najpierw w poniedziałek w przedszkolu - Był Mikołaj Mamusiu!!! I zrobiłam sobie z nim zdjęcie!! przybyły nam w magazynie zabawek kolejne puzzle, kolejne kubki ciastoliny i... pierdzący żel. (wtf???)
Następnie "przybyli pod okienko" Dziadkowie. Skorzystali z naszego pomysłu na prezent dla Juli na tyle, że "pozwolili" nam go kupić i oddali za niego kasę. (Dzięki czemu dziecko nie dostało koca i ręcznika jak na urodziny ;)) ale byli BARDZO sceptycznie do niego nastawieni, bo wg nich to NIE JEST prezent dla dziewczynki!!! Więc dodatkowo zakupili jeszcze różową (ach, koniecznie!!) książeczkę z "opowiada…

Żyjom.

I to nawet całkiem nieźle. Gdyż proszę państwa tfu tfu odpukać za lewe ramię ;) Julinda zacumowała dziś w przedszkolu. Dziś o 16:00 przybędzie tam gość w czerwonym kubraczku z worem pełnym prezentów, a z nim zespół aktorów z przedstawieniem dla dzieci (co zapewne miało swój spory udział w tak szybkim wykopaniu wirusów :)) (nie mówiąc już o waszym trzymaniu kciuków oczywiście - dziękujemy!!!)
Podejrzliwie trochę patrzę na to jej cudowne ozdrowienie, bo było nieciekawie delikatnie mówiąc :/ We wtorek zaczęło się od kaszelku, skończyło na mega gorączce i wielkim kaszlu. Bardzo ciężka noc.Rano Jula wstała chrypiąc jak kopcąca od 60 lat papierochy osiemdziesięciolatka. Jej samej spodobało się to ogromnie. Chichrała się całą drogę do przychodni. Mi już spodobało się mniej. Szczególnie po następnych nockach, kiedy Julę tak męczył kaszel, że ulgę sprawiało jej tylko spanie na siedząco (czyli właściwie na mnie). W dzień było ok. Oprócz komicznej chrypki, dziecku nie dolegało właściwie nic. Ju…

Tośmy poszalały...

Czyżby limit zdrowia został na ten rok wyczerpany??
Jula wczoraj jak zwykle poszła do przedszkola. Jak zwykle ją z tego przedszkola odebrałam. Ale reszta już niestety nie była jak zwykle.  Bo z Julą z przedszkola przyszedł kaszel. I to nie jakiś tam kaszelek. Ale Pan KASZEL. Drażniący, męczący, dudniący w całym domu. I Julinda cały wieczór zwieszała swój śliczny nosek na kwintę. I chrypiała coraz bardziej. By na koniec zaprosić Panią gorączkę. Ale nie taką zwykłą - o niee - do Pana Kaszla pasuje wyłącznie Pani gorączka 39,8. A CO.
Stresior nocny, moje wory pod oczami z niewyspania, dzisiejsza wizyta w przychodni i... cóż. Jest za wcześnie żeby wyrokować jakie stadło stworzą pani gorączka z panem kaszlem. To, że urodzila im się chrypka wcale nie wyrokuje, czy będzie to związek w oskrzelach, czy w krtani. Oba mi się jawią cholernie sympatycznie :/ Póki co, wspomagamy się leczeniem objawowym i czekamy na kolejną wizytę w piątek. I się okaże.
Czy w poniedziałek Jula spotka Mikołaja w pr…

Słuchaj i pamiętaj

Moja wena zdechła zupełnie. Za dużo przemyśleń chyba sprawia, że potrzebuję odmóżdżenia, zajęcia głowy czymś innym, a nie wałkowania na okrągło jednego i tego samego.  Czytam więc.
W pracy grzebię się w excellowskich plikach, robiąc inwentaryzację wszystkiego. Składam pudła na upominki świąteczne dla klientów...
W domu piekę. Bawię się w układanie puzzli na podłodze, do nieba wędrują wieże. Oglądam Kubusia i Hefalumpy, Aladyna, mieszam w garach, znów przytulam, całuję, szukam wzrokiem... Przekopuję przepisy świąteczne.
O, i na pasowaniu na przedszkolaka byłam. Mężon nie mógł i bardzo nad tym ubolewał. Fajnie było - wierszyki tańce, śpiewanki. Tabun dzikich rodziców w przebieralni po przedstawieniu - ach! czyja to noga? To Twoja kurteczka synku? Ale to nie mój syn!! i takie tam.
Ale najfajniejsze było PO. Wydobyłyśmy się z trąby powietrznej zakładaczy kurtek czapek szalików, bucików et cetera... Usiadłyśmy na przystanku. Obok babcia z siatami zachwycona moją szczebioczącą na cały regu…

...

To zdjęcie już wrosło w mojego bloga.
Tak bardzo liczyłam na cud.

Ale Lila napisała mi dziś, że cudu nie będzie.

Dziękuję Ci za wszystkie struny jakie we mnie poruszyłeś Szprotko.
Dzisiaj ryczę z nadzieją, że faktycznie tam Ci będzie lepiej - musi tak być skoro nie zatrzymało Cię tu tyle żarliwych serc i myśli.
może się kiedyś poznamy - tam - piętro wyżej

... ogólnie kiszka.

Zaczęło się od tego, że jesień...

próbowałam z tym walczyć, ale jakoś kiepsko mi szło 
potem było tylko gorzej dziś stwierdzam, że... i...

Puk puk, to Myyy!

Weekend nam upłynął odwiedzinowo. W sobotę rano byliśmy na zakupach i uwierzcie lub nie, w całym wielkim centrum handlowym nie uświadczyliśmy paputków dzieciowych przedszkolnych nr 26. Nie ma. Jedno przymaławe 25 i tyle. Dobrze, że w domu były jedne zapasowe :./ Aleee zakupiliśmy chemię niezbędną i produkty spożywcze i udaliśmy się do mieszkania, by przygotować je jakoś na odwiedziny. Mężon z Julindą posprzątali, ja upiekłam szarlotkę i oczekiwaliśmy na gości. Zosia z Mamą przybyły w okolicach 17:00. Zosia początkowo nieśmiała, wtulona w Mamusię nie wystawiała zza niej głowy, ale oprowadziłyśmy ją z Julą po mieszkaniu (okrzyki radości mojego dziecka Zosia! Zosia! było słychać chyba w całym bloku :D:D ) a potem zaprowadziłyśmy młodzież do julkowego pokoju, Zosia dostała w jedną łapkę zwierzaka, w drugą żelka i... mogłyśmy sobie z Mamą Zosi iść :D:D Myślałam, że względny spokój potrwa 5, góra 10 minut ale ku mojemu zdziwieniu i ku zdziwieniu Mamy Zosi, dziewczynki bawiły się zgodnie ba…

Liebster Blog Preis ;) ...

Szybko wrzucam :)



"Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za 'dobrze wykonaną robotę'. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Ciebie nominował." 
Nominowały mnie Kfiatushek i Myska i Madelaine oczywiście!!!!- dziękuję pięknie ;)

Pytania od nich dla mnie:

Kfiatushek:

1. Twoja ulubiona bajka z dzieciństwa?
Pomysłowy Dobromir :)))
2. Ulubiony deser?
Panna Cotta
3. Wymarzone wakacje to...
pod palmą w ciepełku. Jeszcze nie byłam na wakacjach pod palmą ;)
4. O co poprosiłabyś złotą rybkę?
jako że rybka zazwyczaj spełnia 3 życzenia, spraw rybko:
- żeby Julia miała bardzo szczęśliwe życie
- żeby moi bliscy dożyli w zdrowiu bardzo sędziwego wieku
- żebym …

Kwiat Śniegu i sekretny wachlarz. Lisa See

Skończyłam czytać.
Niby książka jakich wiele...

obrazek skopiowany stąd
Ale sprawiła, ze się zatrzymałam. Odetchnęłam głęboko. Podziękowałam za to, że żyję tu i teraz...
Bo wyobraźcie sobie świat...
Świat w którym matki boją się kochać nowo narodzone dzieci, bo nie wiadomo czy wyrosną z "mlecznych lat". Rodzą ich jak najwięcej z nadzieją, że będą to sami chłopcy. Świat małych dziewczynek którym od urodzenia mówi się, że są "bezużytecznymi gałązkami", które są ciężarem dla swoich rodzin, wyłącznie kolejną gębą do wyżywienia. Dziewczynek, które żyją tylko i wyłącznie pragnieniem miłości i zainteresowania ze strony matek. I którym w nagrodę,  za to że przeżyły mimo wszystko robi się okrutną krzywdę. 
Obrazek stąd
Wmawiając, że to dla ich dobra, że okaleczone ciało jest piękne, matki tygodniami maltretują swoje córki, biją i wrzeszczą. Zmuszają 6-7 letnie dziewczynki, którym same skrępowały stopy, zawijając ich palce pod podeszwy do chodzenia, aż palce polamią si…

Dzień mokry.

Jak tam u was po weekendzie?
Też leje? Juli dzisiaj zmókł biskopcik w drodze do przedszkola...
U mnie po staremu. Z zaplanowanego spotkania nic nie wyszło, bo w sobotę rano Julinda obudziła się z katarem. Kiedy poinformowałam o tym lojalnie mamę Zosi, dostałam zwrotnego smsa z informacją że Zosia ma nie tylko katar ale i kaszel. Spotkanie przełożone na następną sobotę. Nic to. Co się odwlecze... Dzień minął na okołodomowych porządkach, zabawach i ogólnym dozdrawianiu dziecka :/ Apteki znów witają nas w progu. A raczej nasze portfele. Na szczęście póki co na katarze się skończyło.
Poranek z Mężonem, który w sobotę nie pracuje jest co najmniej dziwny. Staramy się sobą komenderować, oddelegowywać obowiązki, Wściekamy się, kiedy jedno jest czymś zajęte a drugie nie i się opiernicza... Ogólnie dziwny stan. Dopiero w okolicach obiadu wróciliśmy na normalne tory. Wciąż jeszcze się nie przyzwyczailiśmy po miesiącach "pracujących sobót". Ale pracujemy nad tym. Żeby się przyzwyczaić …

Niezbyt...

Jesień nie nastraja mnie zbyt pozytywnie. (Żeby nie napisać, że jesienna deprecha w pełni) Staram się tak sobie organizować czas, żeby jak najmniej myśleć. Przykrywam myśli okładką książek, roztrzepuję je mikserem, rozpuszczam w pralce z białym, bez suszenia wrzucam do pralki z czarnym.  Nawet w desperacji rozpłaszczam żelazkiem.
Dzisiaj nastawię ciasto na "dojrzewające pierniki". Utopię myśli w miodzie, orzechach i pachnących przyprawach. Zamknę w lodówce.
W sobotę przychodzi do nas Zosia - żeby pobawić się z Julią.Dziewczynki są najlepszymi koleżankami w przedszkolu.  Jej mama jest bardzo sympatyczna - a przynajmniej na taką wygląda - mam nadzieję na fajne pogaduchy. Choć trochę się obawiam, czy znajdę z nią wspólny język - bo ileż można rozmawiać o przedszkolu? Ale to Mama Zosi pierwsza wyciągnęła rękę i zaproponowała spotkanie - ja je odwlekłam, więc teraz zapraszam do siebie. Zgodziła się od razu. Cykorzę. Bo zapadłam się już w mojej samoobecności. Rozmiękam w codzienn…

Nie chcę nie będę!!!

Po pierwsze, bardzo dziękuję za wszystkie życzenia zdrowia pod poprzednim postem :) 
Nie luuuubię, oj nie luuubię :/ Chorować nie lubię. A właściwie jeszcze nie skończyłam.
Na szczęście Julinda wykopała zarazę bardzo szybko i kaszel z katarem odeszły w dal. Siną.  Szkoda, że nie mogę od niej pożyczyć tej brygady antybakcyl, co by wykopała i u mnie.
I sprawa ogólnie wygląda tak - ona zadowolona znowu w przedszkolu, ja już zadowolona wcale - znowu w firmie. Za to szef i owszem.Zadowolony.
Miałam pięć dni na pozbycie się zarazy. Okazało się, że to niestety mało. Szczególnie, że leżenie w towarzystwie jest wykluczone. I faux pas jest totalnym i zniewagą dla mojego drogiego dziecka. Należało się bawić, bawić i w ogóle tylko bawić - ewentualnie w międzyczasie tzw można było przygotować dziecku drogiemu jedzenie, picie, bądź spełnić inną zachciankę. Więc kimałam, kiedy ona kimała i z ulgą oddawałam ją w ręce powracającego z roboty, styranego Mężona.
Na szczęście Mężon wyrozumiały był ;) P…

Pociągająco.

Weekend był piękny.  W sobotę - mimo, że rano Kraków owinęła białą watą mgła - koło południa zrobiło się przecudnie. Odbębniliśmy zakupy, sprzątanko, Mężon zabrał córę na plac zabaw, a ja upiekłam chleb i wreszcie przekopałam się przez szafki ubraniowe. Dobrałam się też do doniczek, nadając im jesienno-zimowy image.

 Na obiad były knedelki, a wieczorem pierwszy raz wzięłam się za ptysie. A bo "mię tak jakoś naszło"  ;)
Niedzielę zaczęliśmy sennie i znów mgielnie. Porcją bajek i ...gofrów. A potem ruszyliśmy całą trójką w jesień. Park, wiewióry, czerwieniejące liście... 
  ...widoki...


 ...roześmiane dziecko...
...naburmuszeni na siebie rodzice, którym na szczęście jesienne powietrze wywiało wszystkie fochy z głów i pod koniec wycieczki uśmiechali się do siebie jak zwykle. 
Długa trasa zmęczyła małe nóżki i Gwiazdeczka szybko zasnęła. Machnęłam na obiad zapiekankę, nadziałam kremem ptysie.... i... wieczór był bardzo smaczny i miły :) Jula tylko trochę nieswoja... nos niby …

Co was budzi?

że tak zapytam? :)
Jaka jest Wasza melodia, która wydziera was z objęć Morfeusza i pozwala na jako takie egzystowanie o szarym brzasku?
Ja ostatnio otwieram świadomie oczy dopiero w tramwaju. Już PO odprowadzeniu Juli do przedszkola. Sama nie wiem jak to się dzieje.
I budzi mnie  Piotr.

Mecz piłki wodnej ;)

A poza tym dowiedziałam się wczoraj po co mamy  prognozę pogody...

Bo "mamy coraz dokładniejsze czujniki pogodowe, dzięki którym wiemy, że wczoraj był trening a dzisiaj jest mecz"  W. Szaranowicz.;)) Nie mogłam wczoraj uwierzyć, że to się dzieje naprawdę.

Może dziś polska reprezentacja dostanie na treningu wiadra i mopy  i będzie suszyć murawę? :D

Proście a będzie wam dane.

Tylko się zastanówcie o co prosicie ;)
Miedziana dzisiaj. 
Kołacze mi się po głowie te siedem lat...
Kołaczą po głowie wspomnienia te "z przed Mężona".... A bo były takie?? Ano były...
Dawno dawno temu, na Bardzo Dzikim Wschodzie, no dobra, gwoli ścisłości - na Bardzo Dzikim Południowym Wschodzie, mieszkała sobie dziewuszka. Córunia Mamusi i Tatusia - taka co i posprząta i zakupy zrobi i bratem się młodszym zajmie... Nuda totalna. Jak jeszcze powiem, że najulubieńszym zajęciem dziewuszki było czytanie książek - to już zupełnie się zaziewacie ;) Ale prawda to najszczersza. 
Imprezki? Randki? Nic takiego nie istniało. Psiapsiółeczki do chichotek najwyżej.
A jej się marzył książę. Na białym koniu - oczywiście.
I do spadających gwiazd i do serca Dzwonu Zygmunta na wycieczce klasowej była wiecznie jedna prośba. "Daj mi człowieka, z którym będę do końca życia, który będzie mnie kochał i którego ja pokocham..."
Czekała i czekała.... A tu nic. Null. Zero. Koledzy na dys…

Roztańczone nutki tsy....

Jest kiepsko u mnie.  Finansowo kompletne dno. Zdrowotnie też coś koło tego. Do psedskola wpadły nutki  Wszystkie miały carne butki Carne szelki i czapecki I skakały jak piłecki PMS gigant. Zimno i ciemno rano. Jula się budzi. - Znowu jesień?? W biurze nie lepiej.
Ta wysoko tamta nisko  Ta z plecakiem ta z walizką roztańcone nutki tsy Do Re Mi Nutki tsy.
Nie wysypiam się mimo że śpię. Ciągle śpię?
- już idziesz spać??? - To Mężon. Co wieczór to samo pytanie. Nudzi mnie.Męczy.
Na nic nie mam ochoty.
A miało być tak pięknie.
Nawet na lezakowaniu pseskadzały dzieciom w spaniu I skakały po kocykach w carnych szelkach i bucikach.
Logopedyczna zagadka - dlaczego moje dziecko jedne głoski szeleści poprawnie a inne ma daleko w nosie? I czasem są to te same głoski? Wiem, wiem zaraz będzie mega poprawnie. Wiem.  
Czemu jednego dnia Anioł, a drugiego udowadnianie ze człowiek na pewno pochodzi od małpy? - Ale ja chce bajkęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęę!!! - Bajka się skończyła, chciałaś malować, teraz i…

Weekend pod grzybkiem :)

Dobrze się z Państwem widzieć w ten paskudny poniedziałek. Paskudny - bo  rano lało. I śmy z córką zmokłyśmy. Parasol średnio się sprawdza przy tak sporej różnicy wzrostowej. Mam nadzieję, że kataru z tego nie będzie - u niej. Bo u mnie będzie na pewno ;)
Ale o weekendzie miało być. Bo ja kocham zbierać grzyby. Kocham łazić po lesie i wypatrywać oczy. Nie przeszkadzają mi chaszcze, drapadła wszelakie, pajęczyny tu i ówdzie. Wlezę tam, gdzie wzrok nie sięga byle dopaść kolesia w brązowym kapelutku. Królestwo za wypad na grzyby.
A moja Mamunia już donosiła, że u nich SĄ. Że oni jeżdżą. Zbierają. Że las Taaaki piękny. No wiem. Łaziłam tam z nimi namiętnie... Kiedyś... Teraz sporadycznie raz na dłuuugi czas.  I właśnie w TEN weekend nadeszła ta upragniona przeze mnie chwila. Pogoda zapowiadała się piękna, żadnych wyjazdów nikt nie planował, udało się znaleźć opiekę dla Juli (teściowa), zwerbować Siostrę i Braciszka, Mężona i wioooo pod Olkusz :)  
 Wylądowaliśmy bezpiecznie pod laskiem i…

Drzewo.

Jesiennie się robi, liście żółkną...
A moje drzewo się rozrasta... :)
I taka radość, bo chociaż wiele gałązek uschło - wiem o wielu z nich. I taka nadzieja, że dowiem się więcej i więcej.
(przykładowe drzewo z portalu MyHeritage)
Znalazłam kiedyś TU możliwość stworzenia drzewa genealogicznego. Pomyślałam, że uporządkuję trochę wiedzę o rodzinie, popytam najbliższych... zajmie mi to chwilę... I przepadłam z kretesem. Najpierw wpisałam Mężona i siebie - i Julę oczywiście, następnie Braciszków,  naszych rodziców, potem rodzeństwo rodziców, dziadków, rodzeństwo dziadków, pradziadków... Mam jeszcze sporo do uzupełnienia. Bo są takie ciotki, o których się mówiło "siódma woda po kisielu" ;) i nigdy nie wiedziałam, co właściwie mamy z nimi wspólnego. 
Ziarnko ciekawości bujnie kiełkuje. Pojawiło się wiele "dlaczego", które chciałabym wyjaśnić. Łazi za mną temat przeprowadzek moich dziadków, z których wynikło rozrzucenie rodziny po całym kraju. Chyba dojrzałam. do przekopyw…

Ciągle...

łapię się na tym, że automatycznie odpowiadam na jedno z pytań mojej córki.
Nie zastanawiając się za bardzo. W porannym pośpiechu i zaspaniu.
Otóż Jula pyta gdy wychodzimy rano do przedszkola - Dlaczego jest ciemno Mamusiu??
A ja odpowiadam - "Bo już jesień córciu." I dodaję w myślach "i będzie jeszcze gorzej".
Dzisiaj powiedziałam to na głos.

Bo mnie nie nastraja dobrze o poranku cudny tekst z Seksmisji "Ciemność!! Widzę ciemność!!". Bo coraz częściej mam ochotę rzucić budzącą mnie komórką o ścianę.

Bo nachodzą mnie czarne myśli o śniegu, jak widzę korzenne pierniczki, marcepan i kalendarze Adwentowe w Lidlu. No bo to JUŻ??

Póki co, wypełzliśmy w niedzielę z domowych pieleszy na słonko. Na liście. Na odczarowanie nastroju.

O tak:




Szkoda, że ten weekend tak szybko minął...

Jula była przeszczęśliwa, że mogła spędzić "wagary" z Babcią. Katar minął niczym sen i radośnie zwiedzały wszystkie place zabaw. Dobrze, że pogoda była.
Nie przeczę, że i mnie…

Od czego by tu...

Może najpierw zamelduję, że żyję. Ba, nawet do pracy wróciłam ;)
I że bardzo dziękuję za wspierające komentarze pod poprzednim postem :)
Ale prochy jeszcze łykam. I mam wciąż przy sobie taką "cudowną maść", co to goi obolałości wszelkie zanim nawet pomyśli się żeby jej użyć.Tak na wszelki wypadek, nie? Bo Pani doktor mnie pocieszyła, że to już na stałe tak. I że mam uważać. W sumie to już to wiem od paru lat. Tylko nie uważam. Bo jakbym miała wsiadać codziennie do tramwaju w tempie ślimaczym, to by mnie te wszystkie siedemdziesięciolatki z torbiszczami, zmierzające raźno do przychodni, bądź na targ o siódmej rano dawno zlinczowały. TU SIĘ WSIADA PANIENKO!!!! (za tą panienkę im wybaczam ;) Charakteru pracy nie zmienię, a ze sportów to ja wyłącznie spacery więc... "cusz" ;)
Mi się polepszyło, ale żeby nie było tak słodko, bungee zaczęło wisieć u nosa Juli. Wstawała też jakaś taka ciepława, więc spowodowałam opad szczęki u Pani w przedszkolu meldując, ze dziecko jest…