Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z kwiecień, 2013

Gdy nadwrażliwość jest jak bilet w jedną stronę stąd...

W sobotę znowu był dwudziesty.
Wprawdzie kwietnia, nie lutego.
Ale i tak cała byłam NIM.
Naprawdę do tej pory nie wiedziałam co znaczy tęsknić.
Już wiem.

Sobota była....

(piosenka fajna ale od obrazków można się porzygać - słuchajcie bez wizji ;)

No.
Jeszcze dołożyłam sobie wieczorem oglądając z Sis "P.S. kocham Cię". Ona ryczała u siebie w Wawce, ja u siebie w Kraku. Cudnie.

W niedzielę dowiedziałam się, że kolejna osoba z mojej rodziny wybiera się na tamten świat. Moja kochana, schorowana Ciocia-Babcia, siostra mojego dziadka. Kiedyś uwielbiałam do niej przyjeżdżać, bawić się w jej ogrodzie, gadać, zajadać słodkie suchary... Moje dzieciństwo - cała jego kwintesencja... Drzwi zamykają się... Ciocia na oiomie... a dziś jej urodziny.... Tuliłam się kiedyś do jej ciepła a w zeszłym roku, przed pogrzebem jej syna przytuliłam kruszynę - szczuplutką, maleńką, roztrzęsioną...
W poniedziałek mój nastrój ograniczał się do...


Czyli w podsumowaniu - szukam jaskini, w której będę mogł…

Piłka w grze.

Zafundowałam sobie drgawki ;)

A szefowi kolejne palpitacje serca.
Cóż, nikt nie powiedział ze będzie łatwo.

Bo czasem znajdzie się praca, do której chodzi się z przyjemnością, bo są tam LUDZIE, z którymi można pogadać, pośmiać się, obowiązki nie sprawiają trudu - wykonuje się je - od tak..

Czasem chce się wstawać i nawet po koszmarze czuje się, że jest coś stałego, w co można się schować.

Tak czułam.

Więc zaproponowałam renegocjację warunków umowy zamiast zwolnienia.
Na czas jakiś - ten zły.

W zamian usłyszałam, że może nie będzie trzeba, może nawet nie zdążę odejść. Bo oni też wciąż walczą, żeby postawić firmę z powrotem na nogi. I drzwi dla mnie wciąż są uchylone.

Wydaje mi się, że mimo wszystko im zależy.
Bardzo chcę wierzyć.

A czas biegnie tik-tak... tik-tak....

O tych, co niezbyt szczęśliwie chodzą parami.

To był fajny, ciepły weekend.
W sobotę Braciszek miałby imieniny. By miał. Zawsze będzie miał...
Ale miałam power - umyłam wszystkie okna, przetrzepałam szafy, wyprałam  co się dało. Znowu mnie nosiło. Właściwie dalej mnie nosi. I wciąż będzie. 
Bo chwilowe ukojenie prysło.
W niedzielę wybraliśmy się na lody we trójkę. I kupiłam sobie nową torebkę - na pocieszenie. I "na wyglądanie" - bo trzeba będzie robić dobre wrażenie na rozmowach kwalifikacyjnych. W piątek dostałam wypowiedzenie, do końca maja mam pracę, a potem... Kto wie?
Trzymcie tam kciuki, módlcie się czy co tam wolicie ;) Wszystko się przyda, bo podstarzałe biurwo-asystentki nie są teraz w modzie ;)

Takie jeszcze... póki aktualne ;)

Czyżby....

to ostatni  tak "wiosenny" obrazek niedzielny z Julindą?
Słońce w Kraku. Hurej. Czyżby rozmrożenie bloga AŻ TAK pomogło?? ;) ===
- Mamusiu - znam nową piosenkę kościółkową. Tak mi się psypomniała. - Tak Córciu? A jaką? - Paaanieeee zmiłuuuuj sięęęęę naaad naaaamiiiiii.
Czyżby się zmiłował? ;)
Miłego wszystkim.

Rozmrażanie lodówki.

Wiecie, trochę się wystraszyłam że to może przeze mnie - ten śnieg.  Mi właściwie nie przeszkadza, ale Jula ma na twarzyczce wyraźne obrzydzenie jak wychodzi rano z klatki.
I jeszcze z wyrzutem mi mówi - No Mamusiu! Przecież mi w oczki pada!!!
No to ziuu. Wywalamy śnieg. WON.
Tam w środku nadal igloo, ale może chociaż trochę odpuści.
Na moim bardzo dzikim wschodzie też napadane. Też zawiane.
Święta? Puste krzesło. Ale drogę do Krakowa mieliśmy rozmrożoną, suchą.
Tośmy przyjechali. Z Teściami. 
A teraz: praca - dom, dom-praca. Kieracik codzienności.
Bo przecież da się - mimo wszystko.