Przejdź do głównej zawartości

Odszukać dziecko...


Kochane! Jula bardzo dziękuje za wszystkie życzenia.
 Po urodzinach zostały tylko...


 Bajzel w pokoju.... 
(choć moja Sis bardzo przytomnie stwierdziła, że lepsze rozwalone klocki i inne zabawki niż pety i butelki w każdym kącie pokoju i odciski butów na suficie ;))

I zdjęcie tortu ;)

Wprawdzie jutro mamy powtórkę z rozrywki, bo na imprezkę nie załapała się jedna z ulubionych koleżanek Juli, ale to już będzie spotkanko o dużo mniejszej skali ;)

Ale jeszcze o czymś dzisiaj chciałam.Wczoraj był dzień dziecka tak? A czy choć troszeczkę to był również Wasz dzień?
Ja dzisiaj brałam czynny udział w dniu dziecka w przedszkolu mojej córki. Tak właściwie w finałowej odsłonie i mega niespodziance tego dnia. Zagrałam w przedstawieniu "Kopciuszek" - rodzice dzieciom...
Kiedy panie przedszkolanki mówiły nam o swoich planach we wrześniu na tzw "spotkaniu organizacyjnym" - my - Rodzice, jak jeden mąż parsknęliśmy głośnym śmiechem, nawet nie wyobrażając sobie, że możemy wziąć udział w czymś tak zwariowanym.
Miesiąc temu, z ociąganiem przyjęliśmy wyznaczone role.
Dwa tygodnie temu, na pierwszej próbie umieraliśmy ze śmiechu, planując w co kto ma się ubrać, próbując tańczyć poloneza (tak, tak!! :)) i twórczo interpretując role (udając, że się je pamięta ;)).
W piątek, wkręceni na maksa z zapałem ćwiczyliśmy, wprowadzaliśmy poprawki i byliśmy w ogólnym szoku - bo w przedstawieniu wzięli udział rodzice 80% przedszkolaków!!
A dziś... Było po prostu SUPER :D 
To nic, że nie wszyscy pamiętali tekst, czy mylili wejścia. Wymalowane buzie "zwierzątek", rajtuzy i pantalony króla i dworzan, ślubna sukienka Kopciuszka, kreacje dam dworu i sióstr, przekonująca rola Macochy :)), niesamowita wróżka... W końcu polonez... Dzieci siedziały jak zaczarowane, wpatrzone w nas pootwierały buzie, śmiały się, klaskały... Przysięgnę, że były z nas dumne :)
A my - doskonale się bawiliśmy :))
Warto wypuścić czasem dzieci śpiące głęboko w nas. Oby jak najczęściej ;)
Miłego tygodnia!!


Komentarze

  1. A co tam bajzel...ważne,że imprezka się udała:))Ja tak jak Ty brałam czynny udział w naszym przedszkolnym festynie,Przedstawialiśmy tam-rodzice- "Rzepkę" Tuwima....śmiechu co nie miara,szczególnie przy wersie:wszyscy na siebie poupadali:))))Ale minki dzieci,gdy rodzice występują bezcenne;))My co roku na Mikołajki robimy przedstawienie rodzice-dzieciakom i tak jaku Was...na próbach jest najlepiej:))))Buziaki i miłego dzionka,Aga

    OdpowiedzUsuń
  2. Sama z ochota obejrzalabym takie przedstawienie!!
    Zabawa musiala byc przednia- pewnie nie bylo tak strasznie jak na poczatku wiekszosc rodzicow myslala ? ;)
    5- urodzinki- jaki wspanialy wiek- jeszcze dziecinstwo ale juz nie baby i nie nastolatek- ciesz sie kazda minuta- dzieci tak szybko dorastaja !

    OdpowiedzUsuń
  3. Tort - przepiękny! Taki prosty i elegancki zarazem. O smak nie pytam, bo jak powszechnie wiadomo - na słodkie mam długie zęby... ;). W sobotę musiałam zjeść kawałek urodzinowego mojego chrześniaka - przyznam, że łykałam go jak bocian żaby! Nie wypadało mi jednak nic nie zjeść, prawda?

    Klocki, zabawki... Na razie. Poczekaj 15 lat... Chociaż nieeee, wszak to ja mam synów (o rany, pety, butelki, buty na szafie - serio???).

    Przedstawienie rodzice dzieciom musiało być SUPER! Idea bardzo mi się podoba. Od razu myślę sobie, kim bym mogła być i na pewno wiem, że nie księżniczką ani damą dworu. Jakąś może gęsią pasterką, albo w ogóle głupią gąską? Albo jakimś włóczykijem z torbą i kijem? :))))

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Zbieram dobre słowa ;)

Popularne posty z tego bloga

Ku pamięci ;-)

Ważne!

Dzisiaj moja córka zaczęła pisać swój pamiętnik.

Ziarno zostało zasiane...

Ale serio? Że już??

Przecież jeszcze niedawno nie umiała czytać ani pisać!!


Starzeję się...

Niewątpliwie.

Wkurw totalny.

Zwykle tak bywa, że...

Do pewnego momentu jest super, doskonała relacja, pełne zrozumienie, odczytywanie zachcianek, picie sobie z dzióbków i tak dalej...

Następnie przychodzi zgrzyt. I Misiaczkowi Dziubdziusiowi, Koteczkowi rosną rogi i pazury, kopytami zarysowuje parkiet, we wszystkim jest na "nie".

Zaczyna używać słów "Mogłaś to zrobić wczoraj", " Mogłaś mi przypomnieć", " Nie wiedziałem", "Nie mam na to czasu" i "Czym ty jesteś zmęczona???"

Nagle czujemy się odpowiedzialne za całe zlo tego świata łącznie z gradobiciem i plagą komarów.

I domową boginię wśród fajerwerków i donośnych efektów dźwiękowych szlag nagły trafia.

Oczywiście ten stan rzeczy nie trwa nigdy długo. Misiaczek piłuje szpony a Walkiria chowa uzbrojenie w zaciszu szafy...

Ale są takie dni...

Na szczęście mam na nie sposoby..
Dzisiaj taki:

A Wy? Jakie macie rady na chwilowy Armagedon? :-)

Niedoczas....

Czytałam niedawno artykuł.
O nowego rodzaju biedzie.
O ludziach, którzy cierpią na brak czasu. Za żadne pieniądze nie da się go kupić...

Mi się ostatnio wydaje, że spędzam moje życie w pracy. Albo do niej jadąc, albo z niej wracając. Nie macie tak czasami?
Czas, który odczuwam naprawdę, ten, kiedy jestem z moją rodziną, albo robię coś dla siebie jest na wagę złota. I znam tę wagę...

Wielkanoc była wspaniała. Tym razem Rodzice i Babcia przyjechali do mnie. Mialam ich wszystkich tak blisko i choć pojawiły się międzypokoleniowe zgrzyty, było dobrze...

Kiedyś nie doceniałam tego wspólnego czasu. Teraz kiedy pozostało nas tak mało... kolekcjonuję wszystkie momenty, zapisuję w myślach chwile. Na zapas.

Jeszcze dwa dni i uciekamy z K. Reset, zmiana otoczenia, potrzebuję tego bardzo.
Znowu z Rodzicami... :-)

Nie mogę się doczekać.

Dziękuję że zostawiacie słowa. Może tego bardzo nie widać, ale znowu mi się dzięki temu chce pisać. 😀
Udanego weekendu.
Słońca Wam i Sobie życzę!