Przejdź do głównej zawartości

Nokaut

Od jakiegoś czasu ze zdumieniem odkrywam, że moje życie toczy się w jakąś dziwna stronę. 
Tak samo się toczy.
I nie mam na to żadnego wpływu.
Moja Mamunia ma niesprawną stopę. Najprawdopodobniej od dźwigania Juli. Jest w domu już drugi tydzień. Zastrzyki, rehabilitacja, póki co, nic nie pomaga.
Ja przesiedziałam zeszły tydzień z Małą, wczoraj wróciłam do pracy. Mężon do jutra  siedzi w domu z Julą i Teściową, która miała się zająć Młodą "od już". 
Pisałam Wam, że prosiłam o podwyżkę? Szeryf obiecał mi rzeczową rozmowę jak wrócę z tego niespodziewanego urlopu. Wczoraj ta rozmowa się odbyła. A właściwie nie rozmowa. Raczej krótkie oznajmienie - "Muszę Ci dać wypowiedzenie. To tyle."
Zwolnił mnie. Ot tak, po prostu. Moje obowiązki przejęły dwie osoby. Stażystka, której płaci Urząd Pracy i facet który dostanie kasę ze środków unijnych.
Po pięciu latach stałam się niepotrzebna.  
Marzenia o własnym mieszkaniu znowu szlag trafił. Szukam nowej pracy. Próbuję poskładać CV.
Czuję się jakby mnie ktoś wyrzucił przez okno. Wszystko mnie boli. Pewnie najbardziej nadwyrężone mocno Ego. Bo przecież tak często słyszałam, że jestem dobra w tym co robię, potrzebna i skuteczna.  I boli mnie świadomość, że znowu zaufałam i znowu ktoś mnie wystawił do wiatru. 
Pozbieram się. Mam Julę. Ale póki co... leżę na dechach. Kompletny nokaut.

Komentarze

  1. Fiuuuuum, a to Cię Szefuńcio załatwił... :( Pozbieraj się do kupy, zrób ładne CV i zaglądaj na pracuj.pl, jobpilot.pl, goldenline.pl, Wyborcza poniedziałkowa + lokalne media. Może trafisz na lepszego przełożonego i lepszą robotę i w sumie wyjdzie na plus? :)

    pzdr
    moonik

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się z poprzedniczką, tzn, może to głupio teraz zabrzmi, ale wyznaję zasadę, że nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło:) Znajdziesz pracę dużo lepszą, uszy do góry.

    OdpowiedzUsuń
  3. O, k...! Faajny szefunio!
    Ale wiesz co - nie ma tego złego! To tylko zamknięte drzwi, a gdzieś czeka otwarte okno ;-) Wierzę, że uda Ci się szybko znaleźć coś lepszego i trzymam za to kciuki!!
    Uszy do góry!
    buziakuję

    OdpowiedzUsuń
  4. W morde kolczastego jeża ,ale mnie się tylko bluzgi na gębę cisną.Ja ostatnio zasuwam mały samochodzik żeby cokolwiek dorobić ciężko ciężko ale ja se sama sterem i okrętem a tu takie buty ......zaciskam łapy pozbieraj się i do dzieła.

    http://zlotarosa.blog.onet.pl/

    OdpowiedzUsuń
  5. Przykro czytać takie wieści ...
    Pozdrawiam Cię serdecznie i trzymam kciuki za ...lepsze "jutro"

    Florella

    OdpowiedzUsuń
  6. osz kurde.....
    Ale, nie ma tego złego... zobaczysz. Tak zawsze jest.
    Póki co Ty leż (odpoczywaj!) a jego niech przeczyści...
    A potem, jak już się zbierzesz z nowymi siłami- praca marzeń z całkiem fajną kasą i mieszkaniem w tle.
    Trzymam!

    OdpowiedzUsuń
  7. koniec jednej drogi początkiem drugiej, trzymaj się dziewczyno!

    OdpowiedzUsuń
  8. wolno tu kląć?? co za fiut ogromny?? a raczej maleńki,kiepski i do niczego. Tak, zgadzam sie z poprzedniczkami.Może czeka na Ciebie coś lepszego?? Jesteś madrą kobietką.a ten fajfus jeszcze zatęskni. Sciskam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. życzę Ci byś szybko i bezboleśnie ją znalazła:*


    Kwietniowa

    OdpowiedzUsuń
  10. to Twój szef ma metody podobne do mojego... on tak się pozbywał ludzi, aż z 3 osób zostałam ja, ale teraz mi oznajmił, ze po macierzyńskim się pożegnamy, bo nie będzie utrzymywał dwóch etatów skoro może to robic jedna osoba (czyli to co ja robiłam po godzinach gdy byłam sama)
    nie warto się starać...
    powodzenia w szukaniu pracy!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Zbieram dobre słowa ;)

Popularne posty z tego bloga

Ku pamięci ;-)

Ważne!

Dzisiaj moja córka zaczęła pisać swój pamiętnik.

Ziarno zostało zasiane...

Ale serio? Że już??

Przecież jeszcze niedawno nie umiała czytać ani pisać!!


Starzeję się...

Niewątpliwie.

Wkurw totalny.

Zwykle tak bywa, że...

Do pewnego momentu jest super, doskonała relacja, pełne zrozumienie, odczytywanie zachcianek, picie sobie z dzióbków i tak dalej...

Następnie przychodzi zgrzyt. I Misiaczkowi Dziubdziusiowi, Koteczkowi rosną rogi i pazury, kopytami zarysowuje parkiet, we wszystkim jest na "nie".

Zaczyna używać słów "Mogłaś to zrobić wczoraj", " Mogłaś mi przypomnieć", " Nie wiedziałem", "Nie mam na to czasu" i "Czym ty jesteś zmęczona???"

Nagle czujemy się odpowiedzialne za całe zlo tego świata łącznie z gradobiciem i plagą komarów.

I domową boginię wśród fajerwerków i donośnych efektów dźwiękowych szlag nagły trafia.

Oczywiście ten stan rzeczy nie trwa nigdy długo. Misiaczek piłuje szpony a Walkiria chowa uzbrojenie w zaciszu szafy...

Ale są takie dni...

Na szczęście mam na nie sposoby..
Dzisiaj taki:

A Wy? Jakie macie rady na chwilowy Armagedon? :-)

Niedoczas....

Czytałam niedawno artykuł.
O nowego rodzaju biedzie.
O ludziach, którzy cierpią na brak czasu. Za żadne pieniądze nie da się go kupić...

Mi się ostatnio wydaje, że spędzam moje życie w pracy. Albo do niej jadąc, albo z niej wracając. Nie macie tak czasami?
Czas, który odczuwam naprawdę, ten, kiedy jestem z moją rodziną, albo robię coś dla siebie jest na wagę złota. I znam tę wagę...

Wielkanoc była wspaniała. Tym razem Rodzice i Babcia przyjechali do mnie. Mialam ich wszystkich tak blisko i choć pojawiły się międzypokoleniowe zgrzyty, było dobrze...

Kiedyś nie doceniałam tego wspólnego czasu. Teraz kiedy pozostało nas tak mało... kolekcjonuję wszystkie momenty, zapisuję w myślach chwile. Na zapas.

Jeszcze dwa dni i uciekamy z K. Reset, zmiana otoczenia, potrzebuję tego bardzo.
Znowu z Rodzicami... :-)

Nie mogę się doczekać.

Dziękuję że zostawiacie słowa. Może tego bardzo nie widać, ale znowu mi się dzięki temu chce pisać. 😀
Udanego weekendu.
Słońca Wam i Sobie życzę!