Przejdź do głównej zawartości

Grupa wsparcia potrzebna od zaraz.

Bo ja już nie mam marzeń. Wiecie?

Pierwszy raz dopuściłam do siebie prawdę. To się nie uda.
Tylko moja rodzinka mnie trzyma. Poza nimi nie mam właściwie nic.

Taki materialny dołek. Głębokości oceanu...........

Komentarze

  1. Wiesz Beatko, rozumiem Ciebie bardzo dobrze, na co dzień o tym nie myślę, ale czasem przychodzi taki dzień, że siedzę i ryczę po kryjomu...
    Przytulam :*

    OdpowiedzUsuń
  2. więc masz więcej niż Ci się wydaje....ja często zamieniłaym się dołkami.Wolę klepać biedę ale z bliską,wierną osobą niż opływać w dostatki z kimś kto bliski już nie jest....
    pewnie nie wsparłam,a nakopałam do tyłka.A co mi-zabijesz mnie?:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzięki Karolinko :*

    Martuś z tą bliskością to też ostatnio nie bardzo :( Bo ktoś jest, tylko nieobecny myślami, schowany za monitorem, nie chce się włączyć w planowanie ani nawet codzienne pchanie życia do przodu... ech szkoda słów...

    OdpowiedzUsuń
  4. bo faceci to dziwne stwory......:( nie pojmuję ich zachowan.Musimy sie spotkac jakos latem moze?:*

    OdpowiedzUsuń
  5. i to mi się podoba:D od razu człowiekowi lepiej:)
    buzka:*

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Zbieram dobre słowa ;)

Popularne posty z tego bloga

Ku pamięci ;-)

Ważne!

Dzisiaj moja córka zaczęła pisać swój pamiętnik.

Ziarno zostało zasiane...

Ale serio? Że już??

Przecież jeszcze niedawno nie umiała czytać ani pisać!!


Starzeję się...

Niewątpliwie.

Niedoczas....

Czytałam niedawno artykuł.
O nowego rodzaju biedzie.
O ludziach, którzy cierpią na brak czasu. Za żadne pieniądze nie da się go kupić...

Mi się ostatnio wydaje, że spędzam moje życie w pracy. Albo do niej jadąc, albo z niej wracając. Nie macie tak czasami?
Czas, który odczuwam naprawdę, ten, kiedy jestem z moją rodziną, albo robię coś dla siebie jest na wagę złota. I znam tę wagę...

Wielkanoc była wspaniała. Tym razem Rodzice i Babcia przyjechali do mnie. Mialam ich wszystkich tak blisko i choć pojawiły się międzypokoleniowe zgrzyty, było dobrze...

Kiedyś nie doceniałam tego wspólnego czasu. Teraz kiedy pozostało nas tak mało... kolekcjonuję wszystkie momenty, zapisuję w myślach chwile. Na zapas.

Jeszcze dwa dni i uciekamy z K. Reset, zmiana otoczenia, potrzebuję tego bardzo.
Znowu z Rodzicami... :-)

Nie mogę się doczekać.

Dziękuję że zostawiacie słowa. Może tego bardzo nie widać, ale znowu mi się dzięki temu chce pisać. 😀
Udanego weekendu.
Słońca Wam i Sobie życzę!

Maj mi gdzieś się zapodział....

Ani się nie obejrzałam a już 26...
Ciągle się coś dzieje, czas biegnie jak zwariowany.
Ledwo nadążam ze wszystkim :)

Ale co zrobisz jak nic nie zrobisz?

Dopiero co byliśmy w górach, dopiero wdrapywaliśmy się pod Giewont... Pięknie było... Udała się nam pogoda, odetchnęliśmy innością, wolnością, zachłysnęłam się na chwilę tym, że "nic nie muszę"... Jula poradziła sobie doskonale, bez narzekań pędziła po górskich ścieżkach, dzień kończąc dodatkowo szaleństwami na placu zabaw.


Uwielbiam Antałówkę, najchętniej zostałabym tam na zawsze :D


A potem wróciliśmy do rzeczywistości - dzień po dniu dom, szkoła, praca, dom szkoła praca, jakiś szybki weekend i od nowa.

Wyrobiłam latorośli dowód osobisty,  bo przyda się jej pod koniec sierpnia.

Jula zaliczyła pierwsze baletowe występy dla szerokiej publiczności na Pikniku, kolejne jeszcze przed nami. Uwielbiam patrzeć jak tańczy, prościutka jak struna, jak ćwiczy to, czego do końca nie potrafi, jaka jest zadowolona, że umie rozciągnąć się…