Przejdź do głównej zawartości

Strachy na lachy...


Boszzz… To już ostatni tydzień… Od poniedziałku biorę urlop a od wtorku Julinda zostanie przedszkolaczkiem… Boję się, nawet nie wiecie jak bardzo. I właściwie nie mam z kim o tym strachu…
Jakoś wszyscy mnie uspokajająco zbywają, mówiąc – no będzie dobrze, nie przejmuj się bo dziecko wyczuje Twój strach i samo się będzie bało.
Ale ja nie umiem. Po prostu nie wiem jak odciąć się od moich obaw, że za każdym razem, kiedy będę ją zostawiać samą za drzwiami przedszkola, będzie płakać i wołać „Mamusia!!!!”

Jula ślicznie mówi. Nawet krokodyl i kręgosłup :) I odwracając kartki w książeczkach nazywa rzeczy na ilustracjach, nazywa zwierzątka pokazując je paluszkiem. Rozpoznaje osoby na zdjęciach w albumie…
Jest już TAKA duża…
Ale nie korzysta z nocnika.
Nie potrafi sama jeść łyżką czy widelcem.
Dopiero niedawno przekonała się do kubeczka niekapka.

I rozchorowała nam się w zeszłym tygodniu.
Pewnie złapała jakiegoś wirusa ode mnie, albo od Pawła. Teść z Teściową też byli chorzy.
Na szczęście już jest lepiej, ale przerażał mnie jej chrypiący kaszel, gorączka, zatkany nos…
A przecież dzieci w przedszkolu często chorują :///

Boję się.

W przyszłym tygodniu biorę urlop.
Chcę jej pokazać, że w przedszkolu nie ma się czego bać. 
Chociaż sama boję się go jak jasna cholera :)))) 


Komentarze

  1. Kobieto droga!
    nie masz pojęcia jak dobrze Cię rozumiem! Właśnie najbardziej ten płacz naszego dziecka! Bo na początku będzie - wiesz o tym doskonale, prawda? I zaraz po tym - jak i czy sobie poradzi, będzie tęsknić?, jak się znajdzie w towarzystwie innych dzieci, zaakceptuje i będzie akceptowana/y? i tak dalej... I to dlatego ciągle sabotuję i "nie mam czasu" popytać w okolicznych żłobkach o miejsce, a o to podobno super trudno. Moja koleżanka czekała na miejsce dla swojego dziecka ponad rok!
    A poza tym - mój też chory... wirus, ząbki?
    Co do umiejętności Juli - umie już tak dużo, że te "drobiazgi" nadrobi juz za chwileczkę ;-)))
    buziakuję mocno

    OdpowiedzUsuń
  2. kochana ja uspokajać Cię nie będę,no po prostu mi nie wypada,bo sama zachowywałabym się identycznie.Jestem straszną panikarą w tym względzie.Myślę,że my matki kwoki napędzamy się same,a wizja wołającego dziecka rozpaczliwym głosem "mamusiuuuu!"przyprawia nas o obłęd.Przypomniałaś mi jak zostawiałam 2,5 letniego Lubka a ten wołał aż gardło zdzierał.Ja w pracy zapłakana,On w przedszkolu.I choć płakał pewnie krótko,po którymś razie nie wytrzymałam i Go po prostu natychmiast odebrałam.Skonczyło się na sąsiadce,która dorabiała do emerytury zajmując się młodym.Oby u Was bylo znacznie lepiej-zaciskam kciuki:*

    OdpowiedzUsuń
  3. Kochana, pamiętam nasz pierwszy przedszkolny raz, płakałam ja, płakała Asia i mimo, ze tam pracowałam nie mogłam do niej schodzić, bo było jeszcze gorzej. Nie jadła nic przez cały dzień, może nie powinnam tego pisać, ale tak było. Ale z dnia na dzień było coraz lepiej. Przekonała się do pań, do dzieci. Później jak zmieniłyśmy przedszkole nie było aż tak traumatycznie ale stres był. Wiesz, dzieci reagują różnie. Jedne płaczą pierwszego dnia, a po kilku się aklimatyzują. A drugie idą śmiało, a np. po dwóch tygodniach histeria, bo nagle się okazuje, że to przedszkole to już tak codziennie. Trzymam za Was kciuki. Dacie radę :*

    OdpowiedzUsuń
  4. dzięki dziewczyny. Po prostu mocno zacisnę zęby...

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Zbieram dobre słowa ;)

Popularne posty z tego bloga

Ku pamięci ;-)

Ważne!

Dzisiaj moja córka zaczęła pisać swój pamiętnik.

Ziarno zostało zasiane...

Ale serio? Że już??

Przecież jeszcze niedawno nie umiała czytać ani pisać!!


Starzeję się...

Niewątpliwie.

Wkurw totalny.

Zwykle tak bywa, że...

Do pewnego momentu jest super, doskonała relacja, pełne zrozumienie, odczytywanie zachcianek, picie sobie z dzióbków i tak dalej...

Następnie przychodzi zgrzyt. I Misiaczkowi Dziubdziusiowi, Koteczkowi rosną rogi i pazury, kopytami zarysowuje parkiet, we wszystkim jest na "nie".

Zaczyna używać słów "Mogłaś to zrobić wczoraj", " Mogłaś mi przypomnieć", " Nie wiedziałem", "Nie mam na to czasu" i "Czym ty jesteś zmęczona???"

Nagle czujemy się odpowiedzialne za całe zlo tego świata łącznie z gradobiciem i plagą komarów.

I domową boginię wśród fajerwerków i donośnych efektów dźwiękowych szlag nagły trafia.

Oczywiście ten stan rzeczy nie trwa nigdy długo. Misiaczek piłuje szpony a Walkiria chowa uzbrojenie w zaciszu szafy...

Ale są takie dni...

Na szczęście mam na nie sposoby..
Dzisiaj taki:

A Wy? Jakie macie rady na chwilowy Armagedon? :-)

Niedoczas....

Czytałam niedawno artykuł.
O nowego rodzaju biedzie.
O ludziach, którzy cierpią na brak czasu. Za żadne pieniądze nie da się go kupić...

Mi się ostatnio wydaje, że spędzam moje życie w pracy. Albo do niej jadąc, albo z niej wracając. Nie macie tak czasami?
Czas, który odczuwam naprawdę, ten, kiedy jestem z moją rodziną, albo robię coś dla siebie jest na wagę złota. I znam tę wagę...

Wielkanoc była wspaniała. Tym razem Rodzice i Babcia przyjechali do mnie. Mialam ich wszystkich tak blisko i choć pojawiły się międzypokoleniowe zgrzyty, było dobrze...

Kiedyś nie doceniałam tego wspólnego czasu. Teraz kiedy pozostało nas tak mało... kolekcjonuję wszystkie momenty, zapisuję w myślach chwile. Na zapas.

Jeszcze dwa dni i uciekamy z K. Reset, zmiana otoczenia, potrzebuję tego bardzo.
Znowu z Rodzicami... :-)

Nie mogę się doczekać.

Dziękuję że zostawiacie słowa. Może tego bardzo nie widać, ale znowu mi się dzięki temu chce pisać. 😀
Udanego weekendu.
Słońca Wam i Sobie życzę!