Przejdź do głównej zawartości

Gdybym wygrała w Lotto.......

Kupiłabym za to czas.

Dużo dużo czasu.

Na bycie Mamą.
Na bycie Żoną.
Na bycie Sobą.

Czuję, jak życie przecieka mi przez palce.

Rano, gdy za Mężonem zamykają się drzwi, dzwoni budzik.  Wstaję, ubieram się, maluję, robię kaszkę. Budzę Młodą i podczas gdy ona je, ogarniam w pośpiechu mieszkanie. Potem ubieram ziewającego stwora mruczącego "dzisiaj nie pójdziemy do pśedśkoja" tłumaczę - w zależności od dnia - jeszcze dziś i jutro, jeszcze trzy dni, dwa, jeden... albo - jutro już sobota - jutro się wyśpimy i nie pójdziemy do przedszkola... 
Jula sama zakłada buciki, przynosi sweterek i kapelusik. Ranki są już chłodne. Zamykamy drzwi.

Co rano Jula "woła windę" wciskając guzik, potem szuka na tablicy z przyciskami "literki P".

Maszerujemy do autobusu. Omawiamy budowę Lidla pod naszym blokiem, słonko i samoloty. W autobusie Jula ma już swoje miejsce - na siedzeniu niedaleko kierowcy. Głośno komentuje - jeszcze nie jedziemy? O, pan śpi. - Ćśśś córeczko, staram się nie parsknąć śmiechem. 
Zostawiam ją w przedszkolu, biegnie do sali i siada przy stoliku, gdzie Pani już stara się znaleźć zajęcie dla Wiktorka. Zamykam za sobą drzwi, zaglądam jeszcze przez okno, by pochwycić uśmiech mojego dziecka...
A potem... karuzela...
Ja za biurkiem - Jula je śniadanko, ja za biurkiem Jula bawi się w najlepsze, ja za biurkiem Jula "fajbuje" tworząc na kartkach różnokolorowe plamy motyli, kwiatów, drzew. Ja za biurkiem, Jula je obiadek niejednokrotnie zostawiając go na całej powierzchni ubranka. Ja za biurkiem Jula słucha bajki i zasypia wtulona w żółciutki kocyk pachnący domem. Ja za biurkiem, Jula tańczy w kółku ... "stajy niedźwiedź moooocno śpi.".... Ja w tramwaju, Jula wtrynia podwieczorek. Ja w drzwiach przedszkola  - a Jula biegnie wołając Mamuuuuusiaaa!!! A potem dom, obiad, układanki, książeczki, klocki. Córcia z niechęcią wita tatę, który zajmuje teraz część uwagi, którą mogłabym poświęcić tylko jej. 

A potem dobranocka i usypianie. Na zmianę Mamusia, Tatuś, Mamusia, Tatuś. Dzielimy się Julą równo.

Ale chciałabym więcej... O wiele więcej...

Komentarze

  1. Mnie też "to" za chwilę czeka! :-(
    Z drobną różnicą - u mnie tata dla Ogrzyka jest najważniejszy :-)))

    buziakuję mocno Ciebie i Twoją rodzinkę!

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak dobrze Cię poczytać. Wiem, że nie tylko ja mam takie wczesne zaspane poranki...
    Tak często zastanawiam się też, dlaczego musimy tak wiele godzin być w pracy - i jak wiele przez to tracimy - czasu, wspólnie spędzonych chwil, nowych wspólnych zdarzeń, odkryć.
    Być może się powtarzam... Wiem, co czujesz, zostawiając małą Julę w przedszkolu. Ja też zaglądałam przez okno, gdy moja niespełna trzyletnia Dominisia zasiadała do zabawy przy maleńkim stoliczku. Nieraz na dworze było jeszcze ciemno...
    Piękny post, prawdziwe słowa wyjęte prosto z serca.
    Gorąco Cię pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzięki dziewczyny :) cholera już mnie bierze że tak mało mnie z nią :(

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Zbieram dobre słowa ;)

Popularne posty z tego bloga

Ku pamięci ;-)

Ważne!

Dzisiaj moja córka zaczęła pisać swój pamiętnik.

Ziarno zostało zasiane...

Ale serio? Że już??

Przecież jeszcze niedawno nie umiała czytać ani pisać!!


Starzeję się...

Niewątpliwie.

Wkurw totalny.

Zwykle tak bywa, że...

Do pewnego momentu jest super, doskonała relacja, pełne zrozumienie, odczytywanie zachcianek, picie sobie z dzióbków i tak dalej...

Następnie przychodzi zgrzyt. I Misiaczkowi Dziubdziusiowi, Koteczkowi rosną rogi i pazury, kopytami zarysowuje parkiet, we wszystkim jest na "nie".

Zaczyna używać słów "Mogłaś to zrobić wczoraj", " Mogłaś mi przypomnieć", " Nie wiedziałem", "Nie mam na to czasu" i "Czym ty jesteś zmęczona???"

Nagle czujemy się odpowiedzialne za całe zlo tego świata łącznie z gradobiciem i plagą komarów.

I domową boginię wśród fajerwerków i donośnych efektów dźwiękowych szlag nagły trafia.

Oczywiście ten stan rzeczy nie trwa nigdy długo. Misiaczek piłuje szpony a Walkiria chowa uzbrojenie w zaciszu szafy...

Ale są takie dni...

Na szczęście mam na nie sposoby..
Dzisiaj taki:

A Wy? Jakie macie rady na chwilowy Armagedon? :-)

Niedoczas....

Czytałam niedawno artykuł.
O nowego rodzaju biedzie.
O ludziach, którzy cierpią na brak czasu. Za żadne pieniądze nie da się go kupić...

Mi się ostatnio wydaje, że spędzam moje życie w pracy. Albo do niej jadąc, albo z niej wracając. Nie macie tak czasami?
Czas, który odczuwam naprawdę, ten, kiedy jestem z moją rodziną, albo robię coś dla siebie jest na wagę złota. I znam tę wagę...

Wielkanoc była wspaniała. Tym razem Rodzice i Babcia przyjechali do mnie. Mialam ich wszystkich tak blisko i choć pojawiły się międzypokoleniowe zgrzyty, było dobrze...

Kiedyś nie doceniałam tego wspólnego czasu. Teraz kiedy pozostało nas tak mało... kolekcjonuję wszystkie momenty, zapisuję w myślach chwile. Na zapas.

Jeszcze dwa dni i uciekamy z K. Reset, zmiana otoczenia, potrzebuję tego bardzo.
Znowu z Rodzicami... :-)

Nie mogę się doczekać.

Dziękuję że zostawiacie słowa. Może tego bardzo nie widać, ale znowu mi się dzięki temu chce pisać. 😀
Udanego weekendu.
Słońca Wam i Sobie życzę!