Przejdź do głównej zawartości

Rozprostowując ramiona...

by mogła w nie wpaść - stoję i czekam.
Widzę jak zasmarkany nosek wtula się w domowe ciuchy i... czuję, że jestem na miejscu, tam gdzie trzeba.

Zapalenie oskrzeli. "Takie początki" jak oznajmiła moja nowa Pani doktor. Rozprawiając się z tym, co nie do końca mi odpowiada pożegnałam starą przychodnię. Mimo, że bliżej, mimo że tyle lat. W domu zamiast antybiotyku witamy inhalator. Z piskiem, wrzaskiem i spazmami - Jula głośno protestuje przeciwko takiej formie aplikacji leku. Dopiero wizja zastrzyków jako "zamiennika" trochę ją temperuje.

Wycieram nos, podaję syropy, witaminy, tulę, zabawiam, staram się rozdwoić. Być podwójnie teraz, za to że na co dzień jest mnie tak mało. Rekompensuję, choć nie wiem czy się da.

Wczorajszy wieczór. Wciągając w łazience koszulę witam się w myślach z napoczętą książką o Cordon Bleu, w lustrze widzę, że ubrałam odzież na lewą stronę. Będzie niespodzianka, mruczę pod nosem niezadowolona, przebierając się. Nie lubię ich. Żadnych.

Kilkanaście minut później wezwana przez Mężona zdzieram pościel z łóżka Małej. Treść żołądka Juli okazale prezentuje się wszędzie dookoła. Shit. Wietrzymy pokój, Mężon myje podłogę. Jula przebrana zakopała się już w naszym łóżku. Cóż, jak nie urok i nie sraczka... Ciekawe co zaszkodziło? Dziś już jest nieźle, na głodny brzuszek zaaplikowałam owsiankę, spotkała się z entuzjazmem ;)

W czwartek idziemy skontrolować  oskrzela. Mam nadzieję, że pożar szybko zostanie ugaszony.
Póki co nadrabiam obowiązki Pani Domu. Tej półperfekcyjnej. I cieszę się z bycia z Julą. Wszystko inne może poczekać. Zaraz będziemy piec drożdżówki.  Tą chwilę zatrzymam.


Komentarze

  1. Moja mama też robiła drożdżówy, mniam mniam!
    Jeszcze raz zdrowia dla Julci :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kurczę jesteś megaszybka :)) dzięki i buziole. I nawzajem niech Ciebie nie złapie ;)

      Usuń
  2. Zdróweczka - nie tylko dla Juli, ale i całej rodzinki! Trzymajcie się! :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Zdrówka dla Córci:)U nas też inhalator ...super się sprawdza i młodzi już nawet nie protestują;)Łapcie wspólne chwile,te z Mamcią...-bezcenne:)))Buziole dla Was,Agula

    OdpowiedzUsuń
  4. zdrówka dla Julinki, lap chwile, lap one są takie krótkie i kruche i.... Bezcenne:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak zwykle pięknie napisałaś, choć niekoniecznie o pięknych rzeczach... U nas mistrzem rzygania bywa Maksymalny - samochód, samolot, lotnisko, łóżko - jak na zamówienie potrafi puścić królewskiego pawia wszędzie ;-).

    Kurujcie się i cieszcie czasem razem - zwłaszcza, gdy razem jest mało!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Zbieram dobre słowa ;)

Popularne posty z tego bloga

Ku pamięci ;-)

Ważne!

Dzisiaj moja córka zaczęła pisać swój pamiętnik.

Ziarno zostało zasiane...

Ale serio? Że już??

Przecież jeszcze niedawno nie umiała czytać ani pisać!!


Starzeję się...

Niewątpliwie.

Niedoczas....

Czytałam niedawno artykuł.
O nowego rodzaju biedzie.
O ludziach, którzy cierpią na brak czasu. Za żadne pieniądze nie da się go kupić...

Mi się ostatnio wydaje, że spędzam moje życie w pracy. Albo do niej jadąc, albo z niej wracając. Nie macie tak czasami?
Czas, który odczuwam naprawdę, ten, kiedy jestem z moją rodziną, albo robię coś dla siebie jest na wagę złota. I znam tę wagę...

Wielkanoc była wspaniała. Tym razem Rodzice i Babcia przyjechali do mnie. Mialam ich wszystkich tak blisko i choć pojawiły się międzypokoleniowe zgrzyty, było dobrze...

Kiedyś nie doceniałam tego wspólnego czasu. Teraz kiedy pozostało nas tak mało... kolekcjonuję wszystkie momenty, zapisuję w myślach chwile. Na zapas.

Jeszcze dwa dni i uciekamy z K. Reset, zmiana otoczenia, potrzebuję tego bardzo.
Znowu z Rodzicami... :-)

Nie mogę się doczekać.

Dziękuję że zostawiacie słowa. Może tego bardzo nie widać, ale znowu mi się dzięki temu chce pisać. 😀
Udanego weekendu.
Słońca Wam i Sobie życzę!

Maj mi gdzieś się zapodział....

Ani się nie obejrzałam a już 26...
Ciągle się coś dzieje, czas biegnie jak zwariowany.
Ledwo nadążam ze wszystkim :)

Ale co zrobisz jak nic nie zrobisz?

Dopiero co byliśmy w górach, dopiero wdrapywaliśmy się pod Giewont... Pięknie było... Udała się nam pogoda, odetchnęliśmy innością, wolnością, zachłysnęłam się na chwilę tym, że "nic nie muszę"... Jula poradziła sobie doskonale, bez narzekań pędziła po górskich ścieżkach, dzień kończąc dodatkowo szaleństwami na placu zabaw.


Uwielbiam Antałówkę, najchętniej zostałabym tam na zawsze :D


A potem wróciliśmy do rzeczywistości - dzień po dniu dom, szkoła, praca, dom szkoła praca, jakiś szybki weekend i od nowa.

Wyrobiłam latorośli dowód osobisty,  bo przyda się jej pod koniec sierpnia.

Jula zaliczyła pierwsze baletowe występy dla szerokiej publiczności na Pikniku, kolejne jeszcze przed nami. Uwielbiam patrzeć jak tańczy, prościutka jak struna, jak ćwiczy to, czego do końca nie potrafi, jaka jest zadowolona, że umie rozciągnąć się…