Przejdź do głównej zawartości

Ekhem ekhem...

Ależ  tu kurzem zarosło....
I pajęczynami, masakra.

W sumie alergię mam na roztocza, więc sama nie wiem co tu robię, aczkolwiek jestem.

Niekoniecznie na długo - jak zwykle.

Ogólnie - żyję. Pracuję. Całymi dniami siedzę za biurkiem i wpatruję się w monitor wklepując nudne dane, więc moja Wena nie mogąc znieść takiego trybu życia, wyjechała sobie na wieczne wakacje. Cóż jej wybór. (Też bym tak zrobiła na jej miejscu)

Mężon obecny. Bez zmian.

Jula z impetem wkroczyła w szkolne progi nie robiąc sobie nic z opinii niektórych, że "sześciolatki nie nadają się do szkoły". Czyta pisze, recytuje, tańczy, biegiem leci na gimnastykę artystyczną. I jeszcze ma energię żeby odrobić lekcje (czasem na świetlicy, czasem w domu), pobawić się, obejrzeć bajkę i opowiedzieć nam o WSZYSTKIM. Dosłownie ;) Nadaje nieprzerwanie, więc to pewnie też już się nie zmieni.

Nie żałuję, że poszła do szkoły jako sześciolatek. Przedszkole doskonale ją do tego przygotowało.

I teraz ma więcej wolnego :)))

Właśnie jest na feriach u Babci. Więc szukam sobie zajęcia :)))


Ok, jak na taką długą przerwę jest już nieźle. Idę. Ale jeszcze chyba wrócę :)
Przydało by się tu trochę ogarnąć...











Komentarze

  1. O tak, następnym razem przynieś tu odkurzacz przemysłowy! Zwykła miotełka nie pomoże ;-))).

    Moja Wena też się wałęsa niewiadomo gdzie, ale chyba też przywołam ją do porządku, bo to wolne żarty, by tak poważne człowieki pozwalały swym Wenom włóczyć się jak tym bezpańskim psom! Prawda? Prawda.

    A tak abstrahując od Wen, cieszę się, że Julka się cieszy ze szkoły. My też byliśmy zadowoleni z "sześciolatka do szkół". Ciekawe jak to będzie z tym drugim osobnikiem, ale póki co, on kończy niebawem dopiero 5 lat i chyba nie ma co zaprzątać sobie głowy tym, jaki on będzie za rok.

    Miło było Cię u Ciebie spotkać, Be. Aż żem gały przetarła ze zdziwienia, ale tak to w życiu jest, że trzeba mieć nadzieję DO KOŃCA ;-). Cmok!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serio jeszcze widzisz kiedy piszę? :-) aż mi się micha roześmiała. Tak, musimy zapanować nad wenami ;) Ale kiedy to będzie :)) jakoś się ogarnę jak zwykle.
      Twoje chłopaki zawsze i wszędzie dadzą sobie radę - po takich rodzicach nie mają wyjścia :) zajrzę i do Ciebie :)

      Usuń
    2. Widzę :-). Co prawda to słuch mam ostry jak brzytwa (w ogóle słuch może być ostry? chyba nie, ale nie mam lepszego określenia...), a nie wzrok, ale co trzeba to jednak zawsze widzę :-). Jeśli do mnie zaglądałaś, to na pewno widzisz, że zatrzymałam się przed Wigilią. Muszę coś z tym zrobić, bo to karygodne!

      Usuń
  2. Wracaj, bo jak ściągnę pasa...!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Zbieram dobre słowa ;)

Popularne posty z tego bloga

Ku pamięci ;-)

Ważne!

Dzisiaj moja córka zaczęła pisać swój pamiętnik.

Ziarno zostało zasiane...

Ale serio? Że już??

Przecież jeszcze niedawno nie umiała czytać ani pisać!!


Starzeję się...

Niewątpliwie.

Wkurw totalny.

Zwykle tak bywa, że...

Do pewnego momentu jest super, doskonała relacja, pełne zrozumienie, odczytywanie zachcianek, picie sobie z dzióbków i tak dalej...

Następnie przychodzi zgrzyt. I Misiaczkowi Dziubdziusiowi, Koteczkowi rosną rogi i pazury, kopytami zarysowuje parkiet, we wszystkim jest na "nie".

Zaczyna używać słów "Mogłaś to zrobić wczoraj", " Mogłaś mi przypomnieć", " Nie wiedziałem", "Nie mam na to czasu" i "Czym ty jesteś zmęczona???"

Nagle czujemy się odpowiedzialne za całe zlo tego świata łącznie z gradobiciem i plagą komarów.

I domową boginię wśród fajerwerków i donośnych efektów dźwiękowych szlag nagły trafia.

Oczywiście ten stan rzeczy nie trwa nigdy długo. Misiaczek piłuje szpony a Walkiria chowa uzbrojenie w zaciszu szafy...

Ale są takie dni...

Na szczęście mam na nie sposoby..
Dzisiaj taki:

A Wy? Jakie macie rady na chwilowy Armagedon? :-)

Niedoczas....

Czytałam niedawno artykuł.
O nowego rodzaju biedzie.
O ludziach, którzy cierpią na brak czasu. Za żadne pieniądze nie da się go kupić...

Mi się ostatnio wydaje, że spędzam moje życie w pracy. Albo do niej jadąc, albo z niej wracając. Nie macie tak czasami?
Czas, który odczuwam naprawdę, ten, kiedy jestem z moją rodziną, albo robię coś dla siebie jest na wagę złota. I znam tę wagę...

Wielkanoc była wspaniała. Tym razem Rodzice i Babcia przyjechali do mnie. Mialam ich wszystkich tak blisko i choć pojawiły się międzypokoleniowe zgrzyty, było dobrze...

Kiedyś nie doceniałam tego wspólnego czasu. Teraz kiedy pozostało nas tak mało... kolekcjonuję wszystkie momenty, zapisuję w myślach chwile. Na zapas.

Jeszcze dwa dni i uciekamy z K. Reset, zmiana otoczenia, potrzebuję tego bardzo.
Znowu z Rodzicami... :-)

Nie mogę się doczekać.

Dziękuję że zostawiacie słowa. Może tego bardzo nie widać, ale znowu mi się dzięki temu chce pisać. 😀
Udanego weekendu.
Słońca Wam i Sobie życzę!