Przejdź do głównej zawartości

Żyjemy :)

Weekend był fajny. Nawet bardzo. Spacerki z Julą, seanse filmowe, totalne, błogie lenistwo...

Fajnie było, nawet mimo awantury jaką sobie z Mężonkiem zafundowaliśmy z okazji "nobocobędziegdyby". Zamglona przyszłość i brak rozwiązania "na gorsze czasy" trochę nam napędzają strachu. I zamiast szukać konstruktywnego wyjścia z sytuacji, rzucamy się na siebie z kłami, pazurami, i inymi podręcznymi akcesoriami, prowokujemy "ciche godziny" (dłużej żadne z nas by nie wytrzymało), a potem przepraszamy...
Bo właściwie opieramy się w tej chwili na tym, że obydwoje mamy pracę. A kondycja firmy, w której pracuję nie jest już wcale taka mocna. Opieramy się na tym, że ja pracuję, a moja Mama zajmuje się Julą. A kondycja Mamy - jest właściwie żadna. I gdyby... Gdybym musiała pójść na wychowawczy... gdybym musiała szukać nowej pracy... Nie utrzymamy się z jednej pensji nawet drastycznie tnąc wydatki... Alternatywa - powrót do... Nie, nawet nie chcę o tym myśleć. I stąd awantura.

Mieszkania szukamy nadal. Ostatnie, które oglądaliśmy miało ruchome ściany w łazience. Nie wiem na czym były położone płytki na pionie z rurami, ale w tej chwili wyglądały tak, jakby trzymały się wyłącznie siebie... Stuknięcie w ścianę wywoływało dudniący efekt... Do remontu łazienka, kuchnia, do wymiany podłogi w całym mieszkaniu i balkonowe okno, wszystkie ściany do malowania, na suficie ohydne, brudne styropianowe kasetony. Wszędzie. I cena wywindowana masakrycznie... Czy ludzie oszaleli??

Jula właściwie już siedzi. Nie wiem jak to robi. Po prostu łapie wszystko, co znajdzie się w zasięgu łapek, chwyta - i jeśli tyko to coś było w miarę stabilne - wyciąga się do pionu.
I gada. Aoooo gooo oeaaaa giiiiiiiiii - trwa monolog przez pięć minut, a Matka siedzi wpatrzona i zasłuchana z bananem na gębie... Uwielbiam tego słuchać - chyba pora do psychiatry...

Za dwa tygodnie mamy szczepienie, ciekawe, czy kaszka wpłynęła na rzekomą "niedowagę" Młodej... Ale i tak już jestem przekonana do zmiany lekarza. I tym razem zrobię dokładny wywiad.

Dziąsła Juli nadal bezzębne. Mimo, że ślini się na potęgę i wciąż próbuje wcisnąć sobie całą rączkę do buzi. Ma przy tym wyraz twarzy "Mamo, zobaczysz, kiedyś mi się na pewno uda" :)) Próbuje też "gryźć" wszystko co popadnie łącznie ze mną. Kiedy te zęby wyrosną... nie wiem może jakiś ochraniacz? kaganiec??

Mama za 2 tygodnie jedzie do jakiegoś czarodzieja od kręgów słupnych. Może skończą się bóle - a może skończy się to szpitalem... Różnie może być. Póki co, walczymy...

Trzymajcie kciuki! W następnej relacji foto Królewny ;)

Komentarze

  1. Szukanie mieszkania to kawał ciężkiej roboty! Wiem coś o tym, bo trzy lata temu biegaliśmy, oglądaliśmy i wściekaliśmy się na obskurność (i ilość prac remontowych do wykonania) odwrotnie proporcjonalną do wymagań finansowych (żeby nie powiedzieć pazerności!) właścicieli oglądanych mieszkań.
    Co do Juli - super, że jest zdrowa, że dobrze się rozwija i w ogóle, że jest już z Wami. ;-))
    pozdrawiam (z Ogrzykiem fikającym koziołki w brzuchu) ;-))

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiem że szukanie mieszkania to nie lada wyczyn a więc życzę powodzenia :)cieszę się że Julka dobrze się rozwija :)mam nadzieję że z Mamą będzie lepiej pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Fjonko dzieki! hehe czasem chciałaym mieć Julę jeszcze w brzuchu - szczególnie w nocy.. ;)

    Aniu, trzymaj kciuki... Szczególnie za zdrówko Mamuni, bo bez niej będzie naprawdę kiepsko...

    OdpowiedzUsuń
  4. No łał wreszcie 5 minut mineło :))).Oj brak brak pozytywnych blogów.Z tą pracą to teraz wszędzie kiepsko u mnie tez zgrzyty lecą i nie tylko o prace.... ech kurna życie.Trzymam mocno łapki za wasz najstabilniejszy filar czyli mame .Oby jak najszybciej dosżła do siebie.Co do chatki to nadal podtrzymuje swoja wersje szukajcie długo cierpliwie dzień po dniu.Małe dzieci sa cudowne .W lot uczą się nowych rzeczy,coś odkrywają i znów się wzruszyłam.Coś emocjonalna jestem za bardzo.zanim znajdziesz psychiatre to mała Cie zdąży zagadac :).Zamaist ochraniacza ,kagańca , dawaj jej coś schłodzonego ja np zamiast tradycyjnych gryzaków dawałam skórkę od chleba tzrymana wcześniej w zamrażalniku no i jeszcze miałam drewnianą chochlę schłodzona była idealna prztrwała do dziś czyli 12 lat i dwoje dzieci se na niej uzywało.uściski dla królewny.

    OdpowiedzUsuń
  5. Och, znam ja bóle kręgosłupa i jakis tam czarodziej czasami może narobic więcej szkody niż pożytku. Mam nadzieję, że tem Mamusiny czarodziej jest sprawdzowny i naprawdę dobry :) Trzymam mocno i serdecznie kciuki za wizytę Mamy u czarodzieja :) No poszukiwania sa napewno ciężkie ale wiemy dobrze obie że warto się trochę natrudzić, potem remont i cóż nic więcej tylko się cieszyć z własnego M. Zębolki niedługo wyjdą, zaraz, lada moment i juz będą ...

    OdpowiedzUsuń
  6. Duszku, dzięki za pomysł, drewniane narzędzia w szufladzie leżą, więc na pewno spróbuję A skórka od chleba na pewno się Młodej spodoba :D

    Moniko, Ten "czarodziej" to sprawdzony lekarz - specjalista :) W klinice zajmującej się ortopedią i chirurgią - do znachora bym jej nie wysłała ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Trzymam!! Caly czas bardzo mocno!!!:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Eh... ta niepewna przyszłość... u nas też nieciekawie, ale na blogu nie piszę, bo rożne typy to czytają (w tym moja szwagierka i koleżanka była), ale też nam ciężko... Cóż, takie czasy... Widzisz, Wy szukacie mieszkania, a my naszego sprzedać nie możemy, co za paradoks!
    Ale oby dzieci nasze zdrowe były, to z resztą jakoś sobie człowiek poradzi;-)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  9. kiedyś była dobranocka, "zaczarowany ołówek". życzę Ci, żebyś kiedyś na taki magiczny ołówek trafiła. co więcej, wierzę głęboko, że go znajdziesz. po to, byś mogła wyczarować swoje- wasze mieszkanie. przy Twojej determinacji, przy Twoim fantastycznym podejściu do życia, przy Twojej energii - znajdziesz go.3mam za to kciuki

    j.b.

    OdpowiedzUsuń
  10. Limonko WIEM :)

    ALMUŚ ja kupię, tylko z transportem będzie krucho :D Jakoś damy radę, my twarde baby jesteśmy.

    J. Dzięki że we mnie wierzysz, a ołówek, oj przydałby się przydał - narysowałabym sobie walizkę banknotów (najlepiej Euro ;))i od razu szybciej znalazłabym to, czego szukam ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Trzymam kciuki za szybkie rozwianie tej... mgły niepewności.
    Gulgoczący Maluszek ...to cud muzyka dla uszu każdej mamy :-) Cieszę się, że te trudniejsze chwile osładza Wam zdrowa i radosna Królewna. Pozdrawiam serdecznie :-)

    Florella

    OdpowiedzUsuń
  12. witam
    przeczytałam Waszego bloga z bananem na ustach-kocham ten rodzaj pisania-musisz byc bardzo barwną postacią;))) Jula przesliczna.Kłótnie na zaś radzę odłozyc...na zaś-jeszcze nic nie wiadomo-moze wszystko ułozy się lepiej niz myslicie (oczywiscie trzymam kciuki).Pozdrawiam i przesyłam całuski do Julenki od Tosia;*

    OdpowiedzUsuń
  13. jestem teraz tu
    http://bojachce.blog.onet.pl

    OdpowiedzUsuń
  14. Florello to jedyna - ale jakż skuteczna pociecha :)

    Martuś - dziękuję za odwiedziny i za dobre słowo - jakoś to będzie.. Mam nadzieję...

    Claro - już do Ciebie biegnę :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Zbieram dobre słowa ;)

Popularne posty z tego bloga

Ku pamięci ;-)

Ważne!

Dzisiaj moja córka zaczęła pisać swój pamiętnik.

Ziarno zostało zasiane...

Ale serio? Że już??

Przecież jeszcze niedawno nie umiała czytać ani pisać!!


Starzeję się...

Niewątpliwie.

Wkurw totalny.

Zwykle tak bywa, że...

Do pewnego momentu jest super, doskonała relacja, pełne zrozumienie, odczytywanie zachcianek, picie sobie z dzióbków i tak dalej...

Następnie przychodzi zgrzyt. I Misiaczkowi Dziubdziusiowi, Koteczkowi rosną rogi i pazury, kopytami zarysowuje parkiet, we wszystkim jest na "nie".

Zaczyna używać słów "Mogłaś to zrobić wczoraj", " Mogłaś mi przypomnieć", " Nie wiedziałem", "Nie mam na to czasu" i "Czym ty jesteś zmęczona???"

Nagle czujemy się odpowiedzialne za całe zlo tego świata łącznie z gradobiciem i plagą komarów.

I domową boginię wśród fajerwerków i donośnych efektów dźwiękowych szlag nagły trafia.

Oczywiście ten stan rzeczy nie trwa nigdy długo. Misiaczek piłuje szpony a Walkiria chowa uzbrojenie w zaciszu szafy...

Ale są takie dni...

Na szczęście mam na nie sposoby..
Dzisiaj taki:

A Wy? Jakie macie rady na chwilowy Armagedon? :-)

Niedoczas....

Czytałam niedawno artykuł.
O nowego rodzaju biedzie.
O ludziach, którzy cierpią na brak czasu. Za żadne pieniądze nie da się go kupić...

Mi się ostatnio wydaje, że spędzam moje życie w pracy. Albo do niej jadąc, albo z niej wracając. Nie macie tak czasami?
Czas, który odczuwam naprawdę, ten, kiedy jestem z moją rodziną, albo robię coś dla siebie jest na wagę złota. I znam tę wagę...

Wielkanoc była wspaniała. Tym razem Rodzice i Babcia przyjechali do mnie. Mialam ich wszystkich tak blisko i choć pojawiły się międzypokoleniowe zgrzyty, było dobrze...

Kiedyś nie doceniałam tego wspólnego czasu. Teraz kiedy pozostało nas tak mało... kolekcjonuję wszystkie momenty, zapisuję w myślach chwile. Na zapas.

Jeszcze dwa dni i uciekamy z K. Reset, zmiana otoczenia, potrzebuję tego bardzo.
Znowu z Rodzicami... :-)

Nie mogę się doczekać.

Dziękuję że zostawiacie słowa. Może tego bardzo nie widać, ale znowu mi się dzięki temu chce pisać. 😀
Udanego weekendu.
Słońca Wam i Sobie życzę!