Przejdź do głównej zawartości

Słońce świeci sobie z dala...

Górą ptaszek...

I tak dalej - chciało by się jęknąć. Ptaszków ci u mnie dostatek - fruwają takie stada pierzastych pulpetów zostawiając wszędzie śmierdzące ślady swojej obecności... A przedwiośnie niby. Wygłodzone toto powinno być, wychudzone, bardziej jakby to rzec - płochliwe... Ale gdzie tam. Siedzi takie pod nogami i nawet nie ma zamiaru żeby odlecieć, pewne, że nikt go nie nadepnie...
Uodporniłam się na rozczulające grrruchuuuuu po pierwszym epolecie na ramieniu...

Ale słoneczko mi się podoba. Nawet kusi spacerem - mnie, obywatelkę morsko-słoniowatą :D Tak by się poszło... Na Rynek nawet... W kupę tych gruchających, pierzastych nawet...
Bo się wiosennie robi, ciepło... I nawet obciążone ciut kręgi słupne garną się bardziej do chodzenia niż pozycji poziomej ;)

Więc odczekam jeszcze trochę w firmowym kieracie, a potem z nieodłącznym plecaczkiem na brzuchu (o ileż by to było wygodniejsze, móc go czasem przenieść na plecy ;)) w drogę!

Buhaha - a za dwa tygodnie będzie - "wszystko mnie boliii, nigdzie nie idęęęęę, moje plecyyyyyy, nogiiii (i reszta wieloryba)" :D:D Utrzymując więc rzadko spotykany entuzjazm, idę planować wypad :D

Na razie!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

....

Wiem, że zastanawiacie się dlaczego mnie nie ma.
Może niektóre martwią się o Julę.

Nic nam nie jest...
Chociaż świat właśnie się zawalił.

Tydzień temu mój jedyny Braciszek zginął w wypadku. Jechał z pracy do domu. Sam.

Wczoraj był pogrzeb.

Świat kręci się dalej a ja ciągle stoję w jednym miejscu.

Nie wiem co dalej.

Trzyma mnie Jula. Mężon. Zrozpaczeni rodzice. Moja kochana Siostra.

Chciałabym się obudzić z tego koszmaru.

Może powoli tu wrócę.
Pewnie kiedyś jakoś się pozbieram.

Teraz... Nawet słów brakuje. A łzy nie chcą przestać płynąć.

Niech płyną.

Maj mi gdzieś się zapodział....

Ani się nie obejrzałam a już 26...
Ciągle się coś dzieje, czas biegnie jak zwariowany.
Ledwo nadążam ze wszystkim :)

Ale co zrobisz jak nic nie zrobisz?

Dopiero co byliśmy w górach, dopiero wdrapywaliśmy się pod Giewont... Pięknie było... Udała się nam pogoda, odetchnęliśmy innością, wolnością, zachłysnęłam się na chwilę tym, że "nic nie muszę"... Jula poradziła sobie doskonale, bez narzekań pędziła po górskich ścieżkach, dzień kończąc dodatkowo szaleństwami na placu zabaw.


Uwielbiam Antałówkę, najchętniej zostałabym tam na zawsze :D


A potem wróciliśmy do rzeczywistości - dzień po dniu dom, szkoła, praca, dom szkoła praca, jakiś szybki weekend i od nowa.

Wyrobiłam latorośli dowód osobisty,  bo przyda się jej pod koniec sierpnia.

Jula zaliczyła pierwsze baletowe występy dla szerokiej publiczności na Pikniku, kolejne jeszcze przed nami. Uwielbiam patrzeć jak tańczy, prościutka jak struna, jak ćwiczy to, czego do końca nie potrafi, jaka jest zadowolona, że umie rozciągnąć się…

Ku pamięci ;-)

Ważne!

Dzisiaj moja córka zaczęła pisać swój pamiętnik.

Ziarno zostało zasiane...

Ale serio? Że już??

Przecież jeszcze niedawno nie umiała czytać ani pisać!!


Starzeję się...

Niewątpliwie.