Przejdź do głównej zawartości

I znów poniedziałek

Nie to, żebym nie lubiła poniedziałków... Ale ich wielką zwolenniczką też nie jestem. Szczególnie tych poniedziałkowatych poniedziałków zaraz po urlopie. I zaraz po urlopie Szeryfa...

Jak tylko dotrze do firmy zacznie się mały Sajgon... Ale na razie nie dotarł, więc do rzeczy ;)

Piątkową rodzinną imprezę przeżyłam tylko dzięki temu, że zabrałam aparat. Zatrudniłam się jako fotograf do maluchów i nie musiałam słuchać komentarzy przy stole. Chociaż w sumie i tak nie udało się ich uniknąć. Usłyszałam od "kochanej cioci", że "chyba troszkę przytyłam, bo się ładnie zaokrągliłam" - co miało być podobno dla mnie pretekstem do oznajmienia wszystkim, że będziemy mieć dziecko... A Babcia podobno trzy razy pytała mojej Teściowej czy aby na pewno nie jestem w ciąży... I znów zawiodłam całe towarzystwo. O nic więcej nikt mnie nie zapytał. Ani o pracę, ani o to jak się nam żyje w nowym mieszkaniu...
Boszzzz... Czuję się tam jak jakaś niepełnowartościowa kobieta :/ Aż mi się odechciewa dziecka przez te baby :/ A gdybym nie mogła mieć dzieci? To co? Chyba nie powinnam wtedy nigdzie jeździć... Żeby nie oszaleć...

Dzieciaki słodkie. Dziewuszką zajmował się na okrągło Tatuś, bo Mamusia była na imprezie u siebie i musiała słuchać plotek... Jeszcze kilka miesięcy temu chodziła za małą krok w krok, teraz chyba nastało znudzenie małą zabawką, szczególnie, że w rodzinie pojawiło się młodsze dziecko i jej nie wzbudza już takiego zachwytu... Teraz należało się pochwalić zaplanowaną wycieczką do Turcji... Chłopaczkiem z braku Tatusia zajmowała się jego Mamusia, trochę przez ten brak chłopa odstawiona przez rodzinkę na boczny tor...

Wróciliśmy dosyć wcześnie, nawet zdążyliśmy uciec przed galopującą za nami czarną chmurą...

Sobota przemoknięta do cna. Ale baaardzo słodka :) Leniuchowanie z Mężonkiem, śniadanko z Mężonkiem, film z Mężonkiem, sprzątanie, zakupy - cały okrągły dzień razem :) A wieczorem była Siostrzyca Mężona z Mężem i Synkiem i też nawet fajnie było.

Niedzielny leniuszek też się całkiem miło udał. Ale pogoda była lepsza, więc spacerek całkiem pokaźny uskutecznilismy po naszym nowym osiedlu... I zaliczyliśmy sklepik dla maluchów, który jest w okolicy, żeby sprawdzić co nas czeka w przyszłości (finansowo) ;)

Potem książka, obiadek, książka... Poodpoczywałam sobie w końcu :)

A teraz pora popracować ;) Paps!

Komentarze

  1. ech takie ciotki to chyba w każdej rodzinie są, zlustrują cię od stóp do głów a potem głupie komentarze. Na jednej z takich imprez jedna baba zamiast się mnie zapytac np co tam słychać, co u mnie to ona z grubej rury: ale przytyłaś :) no cóż takie te baby są :)
    Hańcia

    OdpowiedzUsuń
  2. No niestety... Mnie wkurza, że to nie moja w końcu rodzina a się czepiają :/ Co innego usłyszeć coś takiego od osoby, która zna Cię od małego a co innego od obcej w końcu baby którą widzisz dwa razy do roku :/ Cóż, trudno, trzeba przeżyć...

    OdpowiedzUsuń
  3. Bo ludzie to czasem naprawdę nie myślą, pytają o ciążę, o dziecko a co jeśli któraś para naprawdę dzieci mieć nie może ? Nie musi tego obwieszczać całemu światu, a przykrość takimi docinkami na pewno rodzinka im sprawia.

    A Ty jak mogłaś nie poobgadywać rodzinki, no wiesz ? Nie ładnie tak sie wyłamywać :)))

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak to nie? Ale wolę to zrobić z wami niż z nimi ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Trzeba jej byłó odpowiedzieć, że z tego co widzisz to ona od ostatniego spotkania też nie schudła, a wręćz odwrotnie. Gwarantuję Ci, że podziałałoby:))
    Ale tak czy siak masz już za sobą i teraz długi czas upłynie do następnego takiego spędu.
    A nagrodą za koszmarny piątek były fajne sobota i niedizela i tak ma właśnie być:))

    OdpowiedzUsuń
  6. Jeeeeej...A ja się stęskniłam za całym dniem tylko z Mężusiem... Teraz cały dzień z Maluszkiem a w przerwie z Mężem mogę coś razem robić... :D I już zapomniałam co to znaczy leniuszek... Zazdroooszczę troszkę.. :D

    OdpowiedzUsuń
  7. do niektorych pasuje powiedzenie ze z rodzina to najlepiej na zdjeciu. i takim ciotkom to zawsze cos nie pasuje, a to ze nie w ciazy, a jakbys byla to by gderaly, ze skad na ciaze wziasc kase, ze to , ze tamto. cholera!!!! ja tez wybieram ksiazke!

    OdpowiedzUsuń
  8. Agrafko, masz zupełną rację... Ale nie chciałam wywoływać burzy w szklance wody, to trzeba przecierpieć i z głowy.

    Eunice, ani się obejrzysz jak Twój maluszek pobiegnie do szkoły, zacznie jeździć do babci i na wycieczki ;) A wtedy dni z mężulkiem powrócą :)

    Shirin, najgorsze jest to, że przez to nigdy nie pomyślę o nich jak o mojej rodzinie...

    OdpowiedzUsuń
  9. No i nareszcie dotaralam...przeczytalam ale nic sensownego do glowy mi nie przychodzi:/ Napisze wiecej jak juz bede u siebie w domu:) Buziaki:*

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Zbieram dobre słowa ;)

Popularne posty z tego bloga

Ku pamięci ;-)

Ważne!

Dzisiaj moja córka zaczęła pisać swój pamiętnik.

Ziarno zostało zasiane...

Ale serio? Że już??

Przecież jeszcze niedawno nie umiała czytać ani pisać!!


Starzeję się...

Niewątpliwie.

Wkurw totalny.

Zwykle tak bywa, że...

Do pewnego momentu jest super, doskonała relacja, pełne zrozumienie, odczytywanie zachcianek, picie sobie z dzióbków i tak dalej...

Następnie przychodzi zgrzyt. I Misiaczkowi Dziubdziusiowi, Koteczkowi rosną rogi i pazury, kopytami zarysowuje parkiet, we wszystkim jest na "nie".

Zaczyna używać słów "Mogłaś to zrobić wczoraj", " Mogłaś mi przypomnieć", " Nie wiedziałem", "Nie mam na to czasu" i "Czym ty jesteś zmęczona???"

Nagle czujemy się odpowiedzialne za całe zlo tego świata łącznie z gradobiciem i plagą komarów.

I domową boginię wśród fajerwerków i donośnych efektów dźwiękowych szlag nagły trafia.

Oczywiście ten stan rzeczy nie trwa nigdy długo. Misiaczek piłuje szpony a Walkiria chowa uzbrojenie w zaciszu szafy...

Ale są takie dni...

Na szczęście mam na nie sposoby..
Dzisiaj taki:

A Wy? Jakie macie rady na chwilowy Armagedon? :-)

Niedoczas....

Czytałam niedawno artykuł.
O nowego rodzaju biedzie.
O ludziach, którzy cierpią na brak czasu. Za żadne pieniądze nie da się go kupić...

Mi się ostatnio wydaje, że spędzam moje życie w pracy. Albo do niej jadąc, albo z niej wracając. Nie macie tak czasami?
Czas, który odczuwam naprawdę, ten, kiedy jestem z moją rodziną, albo robię coś dla siebie jest na wagę złota. I znam tę wagę...

Wielkanoc była wspaniała. Tym razem Rodzice i Babcia przyjechali do mnie. Mialam ich wszystkich tak blisko i choć pojawiły się międzypokoleniowe zgrzyty, było dobrze...

Kiedyś nie doceniałam tego wspólnego czasu. Teraz kiedy pozostało nas tak mało... kolekcjonuję wszystkie momenty, zapisuję w myślach chwile. Na zapas.

Jeszcze dwa dni i uciekamy z K. Reset, zmiana otoczenia, potrzebuję tego bardzo.
Znowu z Rodzicami... :-)

Nie mogę się doczekać.

Dziękuję że zostawiacie słowa. Może tego bardzo nie widać, ale znowu mi się dzięki temu chce pisać. 😀
Udanego weekendu.
Słońca Wam i Sobie życzę!