Przejdź do głównej zawartości

tiaaaaaaaaaaa....

Napisałam w poprzednim poście, że "będzie dobrze"? Napisałam. I po co mi to było???

Zawsze, kiedy uwierzę, że dam sobie radę ze wszystkim... Że teraz już trochę prostsza droga przede mną... No właśnie - ten tam na górze radośnie rechocze "a figę!!!!"...

Cholerny kryzys przyczołgał się też do nas. W firmie Mężona cięcia - wydatków, wypłat... a może nawet jeszcze personalne... Wszystkiego się odechciewa - firanek do kuchni i sypialni... dywaników... Planów... Czuję się tak, jakby ktoś dał mi ostro po łapach, które wyciągnęłam w stronę samodzielnego mieszkania... A przecież nie może tak być, że znowu wrócimy TAM... Nie teraz - nie we trójkę...

Mam ochotę wejść w najciemniejszy kąt, objąć rękami brzuch i przeczekać w półśnie ten idiotyczny czas.

Zimno...

Komentarze

  1. o nie! o nie! o nie! :( błagam, niech się ułoży... trzymam kciuki i postaram się wymodlić... trzymaj się mocno!

    OdpowiedzUsuń
  2. dzięki Emko :* Mam nadzieję, że nie skończy się tym co kiedyś, bo ja już nie potrafiłabym mieszkać z tymi ludźmi :/

    OdpowiedzUsuń
  3. będzie dobrze, będzie, zobaczysz! całujemy Cię z Zośką z całych sił :* :*

    OdpowiedzUsuń
  4. będzie dobrze, zobaczysz. kryzys przecież nie będzie trwał wiecznie. to tylko chwilowe. buziak

    OdpowiedzUsuń
  5. Kochanie sie ulozy...:* Nie zalamuj sie, nie teraz, musisz wierzyc... jutro jak tylko laptop mi odpali jestem na gg:**

    OdpowiedzUsuń
  6. Dzięki dziewczyny, staram się jakoś trzymać :* Może jakoś się uda...

    OdpowiedzUsuń
  7. Tylko nie to :( musimy wierzyc ze kryzys nie bedzie trwał wiecznie albo Was ominie...trzymaj sie dzielnie :))) buziaki

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Zbieram dobre słowa ;)

Popularne posty z tego bloga

Ku pamięci ;-)

Ważne!

Dzisiaj moja córka zaczęła pisać swój pamiętnik.

Ziarno zostało zasiane...

Ale serio? Że już??

Przecież jeszcze niedawno nie umiała czytać ani pisać!!


Starzeję się...

Niewątpliwie.

Wkurw totalny.

Zwykle tak bywa, że...

Do pewnego momentu jest super, doskonała relacja, pełne zrozumienie, odczytywanie zachcianek, picie sobie z dzióbków i tak dalej...

Następnie przychodzi zgrzyt. I Misiaczkowi Dziubdziusiowi, Koteczkowi rosną rogi i pazury, kopytami zarysowuje parkiet, we wszystkim jest na "nie".

Zaczyna używać słów "Mogłaś to zrobić wczoraj", " Mogłaś mi przypomnieć", " Nie wiedziałem", "Nie mam na to czasu" i "Czym ty jesteś zmęczona???"

Nagle czujemy się odpowiedzialne za całe zlo tego świata łącznie z gradobiciem i plagą komarów.

I domową boginię wśród fajerwerków i donośnych efektów dźwiękowych szlag nagły trafia.

Oczywiście ten stan rzeczy nie trwa nigdy długo. Misiaczek piłuje szpony a Walkiria chowa uzbrojenie w zaciszu szafy...

Ale są takie dni...

Na szczęście mam na nie sposoby..
Dzisiaj taki:

A Wy? Jakie macie rady na chwilowy Armagedon? :-)

Niedoczas....

Czytałam niedawno artykuł.
O nowego rodzaju biedzie.
O ludziach, którzy cierpią na brak czasu. Za żadne pieniądze nie da się go kupić...

Mi się ostatnio wydaje, że spędzam moje życie w pracy. Albo do niej jadąc, albo z niej wracając. Nie macie tak czasami?
Czas, który odczuwam naprawdę, ten, kiedy jestem z moją rodziną, albo robię coś dla siebie jest na wagę złota. I znam tę wagę...

Wielkanoc była wspaniała. Tym razem Rodzice i Babcia przyjechali do mnie. Mialam ich wszystkich tak blisko i choć pojawiły się międzypokoleniowe zgrzyty, było dobrze...

Kiedyś nie doceniałam tego wspólnego czasu. Teraz kiedy pozostało nas tak mało... kolekcjonuję wszystkie momenty, zapisuję w myślach chwile. Na zapas.

Jeszcze dwa dni i uciekamy z K. Reset, zmiana otoczenia, potrzebuję tego bardzo.
Znowu z Rodzicami... :-)

Nie mogę się doczekać.

Dziękuję że zostawiacie słowa. Może tego bardzo nie widać, ale znowu mi się dzięki temu chce pisać. 😀
Udanego weekendu.
Słońca Wam i Sobie życzę!