Przejdź do głównej zawartości

Z głową powyżej krawędzi...

doła. I już schodki do wyjścia prawie gotowe...
Wiecie co? Fajnie, że jesteście, dzięki za te wszystkie dobre komentarze, za bardzo ciepłe maile... Zawsze traktowałam to z przymrużeniem oka - bo szybko potrafiłam sobie poradzić sama ze sobą. Tym razem było inaczej. Tym razem zasypało mnie totalnie, wciągnęło w niemoc, w tumiwisizm i tylko tych parę słów czasem trochę mną potrząsało.
I Jula, dla niej potrafiłam na tych parę godzin stanąć na głowie, byle tylko się śmiała. A potem przekłuty balonik znów lądował w "praktycznej baryłeczce do przechowywania różnych różności" Kłapouchego... 
Potrzebowałam porządnego kopa w nieobyczajną część ciała. Ale zwisało mi co mają inni, że też kłopoty, że też zmęczenie i tak dalej...
Kop przyszedł ze strony, której się nie spodziewałam. Przyszedł od Szeryfa. Nieee, nie moi drodzy, nie podwyżka, nie świąteczna premia - to nie ten typ. To oczywiście - nowe obowiązki. I to jakie! Oprócz tego co zwykle robię - czyli ogólnie - administracja, kadry, księgowość i marketing - dostałam zaszczytną posadę gońca - zaopatrzeniowca. W ramach "ekonomizacji pracy " miałam się zająć  częścią szkoleniową firmy - czyli tym, od czego zaczynałam - powrót do korzeni, współpraca z człowiekiem, na którego nawet patrzeć nie mogę bez obrzydzenia. Zatkało mnie kompletnie - i z gabinetu Szeryfa wyszłam kiwając głową na ok. Potem dotarłam do domu, rozryczałam się, wylałam żale przed Mamunią, dałam się pogłaskać, wieczorem Mamunia kazała mi jeszcze raz się wywnętrzyć przed Tatuniem, Mężon oczywiście też dostał swoją porcję... i... zaczęło się we mnie gotować. Noszzzzzz kurrrrrr... dobra, mam małe dziecko - co utrudnia mi z lekka zmianę pracy. Chcę wziąć kredyt - na co nagła zmiana pracy też by pewnie miała negatywny wpływ. Ale nie jest to do jasnej cholery niemożliwe!!! Ja mogę zmienić pracę, jak mi się przestanie podobać i jeśli mają mnie tak traktować to to zrobię!! Po pięciu latach pracy, jeśli mogę liczyć tylko na dodatkowe obowiązki, a ostatnia podwyżka mojej pensji miała miejsce jakieś dwa lata temu... Aaaaa!!!! 
No i wyszłam z dołka. Szeryf dnia kolejnego ze zdziwieniem usłyszał, że po zakupy to ja owszem mogę, ale jak mnie ktoś zawiezie i przywiezie - raz w miesiącu (zakupy na catering dla szkoleń - ciastka, soki itp pierdoły) pocztę mogę wysyłać - jak sama idę to i ich zabiorę, po urzędach biegać, tylko w ostateczności, jeśli nie da się tego załatwić via telefon/mail/poczta - i ogólnie pomagać będę tylko przy braku własnych zajęć. A poza tym, to musimy pogadać o kwestii finansowej - kryzys kryzysem... Rozmowę na ten ostatni temat przełożyliśmy na styczeń :D 
Wczoraj w pracy skręcaliśmy ze współpracownikiem szafkę na dokumenty... Taak, moja firma to ogromna korporacja :D 
Od poniedziałku znowu biorę urlop. Mama w niedzielę jedzie do domu, jutro mają wpaść Braciszek z Połówką. W weekend pewnie ubierzemy choinkę i... czekają mnie święta z Teściami...
Ale to już temat na osobny post...

Komentarze

  1. noo, trzeba się cenić, kobieto! :) zwłaszcza w kryzysie.

    OdpowiedzUsuń
  2. i ja z teściową... łączę się zatem w bólu ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. i tak kochana trzymaj!!!! Szeryf nie jest Bogiem i kazac to Ci moze.....jestem dumna-moja krew;) buziol:*

    OdpowiedzUsuń
  4. Super postawa i podejście - tak trzymać :)
    Świeta z teściami, no hm... nie zazdroszczę ...

    OdpowiedzUsuń
  5. i proszę jak to szef potrafi wpłynąć najpierw na pogorszenie, a później na poprawę nastroju hehehe
    ale jego mina pewnie genialna musiała być jak usłyszał co masz mu do powiedzenia ;-D
    bardzo dobrze zrobiłaś!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  6. Święta...my właśnie sprzątamy :) Małżon dzielnie podłogi myje, ja ze wzgledu na łapę te lżejsze obowiązki mam :D dzieciaki ospe maja, wiec nie wiem czy do mamy pojade i taka podlamana jestem z deka.
    Moze i my choinke ubierzemy tak na poprawe humoru ? :)

    OdpowiedzUsuń
  7. zapewne i tak na święta najważniejszym punktem będzie dziecko :)
    buziaki

    OdpowiedzUsuń
  8. Wiesz co temat praca to aż mnie na pawia panoramicznego zbiera.Ale dobrze robisz nie rób z siebie służącej.Święta z teściami mogą być baaaaaaaaardzo ciekawe.

    OdpowiedzUsuń
  9. Kochani dziekujemy za pamiec, kartke i zyczenia... zyczac rowniez wesolych i spokojnych Swiat, oraz szczesliwego Nowego Roku :))

    OdpowiedzUsuń
  10. Dobrze "widzieć", że stąpasz już po schodach wynoszących Cię ponad powierzchnię "doła".
    Serdecznie Cię pozdrawiam i życzę spokojnych przygotowań do świąt.
    Ciekawa jestem reakcji Waszego "Ufoludka" na choinkę :-)

    Florella

    OdpowiedzUsuń
  11. W tym dniu radosnym, oczekiwanym, gdzie gasną spory, goją się rany życzę Wam zdrowia. Życzę miłości, niech mały Jezus w sercach zagości, szczerości duszy, zapachu ciasta, przyjaźni która jak miłość wzrasta, kochanej twarzy, co rano budzi i w około pełno życzliwych ludzi!Wesołych świąt....

    OdpowiedzUsuń
  12. A zatem co nas nie zabije to nas wzmocni...współczuję nowych obowiązków i świąt z teściami...ale dobrze że powróciła wiara w siebie i lepszy humor :) wszystkiego dobrego na nadchodzące Święta i 2010 rok :) buziaki ślę

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Zbieram dobre słowa ;)

Popularne posty z tego bloga

Ku pamięci ;-)

Ważne!

Dzisiaj moja córka zaczęła pisać swój pamiętnik.

Ziarno zostało zasiane...

Ale serio? Że już??

Przecież jeszcze niedawno nie umiała czytać ani pisać!!


Starzeję się...

Niewątpliwie.

Wkurw totalny.

Zwykle tak bywa, że...

Do pewnego momentu jest super, doskonała relacja, pełne zrozumienie, odczytywanie zachcianek, picie sobie z dzióbków i tak dalej...

Następnie przychodzi zgrzyt. I Misiaczkowi Dziubdziusiowi, Koteczkowi rosną rogi i pazury, kopytami zarysowuje parkiet, we wszystkim jest na "nie".

Zaczyna używać słów "Mogłaś to zrobić wczoraj", " Mogłaś mi przypomnieć", " Nie wiedziałem", "Nie mam na to czasu" i "Czym ty jesteś zmęczona???"

Nagle czujemy się odpowiedzialne za całe zlo tego świata łącznie z gradobiciem i plagą komarów.

I domową boginię wśród fajerwerków i donośnych efektów dźwiękowych szlag nagły trafia.

Oczywiście ten stan rzeczy nie trwa nigdy długo. Misiaczek piłuje szpony a Walkiria chowa uzbrojenie w zaciszu szafy...

Ale są takie dni...

Na szczęście mam na nie sposoby..
Dzisiaj taki:

A Wy? Jakie macie rady na chwilowy Armagedon? :-)

Niedoczas....

Czytałam niedawno artykuł.
O nowego rodzaju biedzie.
O ludziach, którzy cierpią na brak czasu. Za żadne pieniądze nie da się go kupić...

Mi się ostatnio wydaje, że spędzam moje życie w pracy. Albo do niej jadąc, albo z niej wracając. Nie macie tak czasami?
Czas, który odczuwam naprawdę, ten, kiedy jestem z moją rodziną, albo robię coś dla siebie jest na wagę złota. I znam tę wagę...

Wielkanoc była wspaniała. Tym razem Rodzice i Babcia przyjechali do mnie. Mialam ich wszystkich tak blisko i choć pojawiły się międzypokoleniowe zgrzyty, było dobrze...

Kiedyś nie doceniałam tego wspólnego czasu. Teraz kiedy pozostało nas tak mało... kolekcjonuję wszystkie momenty, zapisuję w myślach chwile. Na zapas.

Jeszcze dwa dni i uciekamy z K. Reset, zmiana otoczenia, potrzebuję tego bardzo.
Znowu z Rodzicami... :-)

Nie mogę się doczekać.

Dziękuję że zostawiacie słowa. Może tego bardzo nie widać, ale znowu mi się dzięki temu chce pisać. 😀
Udanego weekendu.
Słońca Wam i Sobie życzę!