Przejdź do głównej zawartości

Przedświątecznie

Jakieś 2/3 roboty za mną. Zamieniłam rogaliki z orzechami na rogaliki z piwem, bo za dużo orzechów w tym moim menu się znalazło :) 

Jula dzielnie pomagała, układała ciasteczka na blasze, wycinała, posypywała cukrem pudrem - ogólnie miałyśmy dziką radochę :)) ( a potem trzeba było sprzątać kuchnię do późnych godzin nocnych, ale co tam :)) Ciastka ogólnie się udały - jeden z przepisów był jakiś lipny, bo nakazywał wykładanie ciastek łyżką, a ciasto było tak gęste, że nadawało się do wałkowania :)) Ale i z tym sobie poradziłam. 

Boję się tylko rolady, biszkopty mają to do siebie, że czasem pękają jak próbuje się je rolować... Ale zobaczymy - jutro.

Moje drogie dziecko tak mnie podsumowało o poranku:
- Zalóz coś na siebie psecies nie będzies tak chodzić!! - następnie wygoniła mnie z wyrka  (przysięgam, że śpię w przyzwoitej koszuli :))).

Cóż - pora do kuchni - miłego dnia!

Komentarze

  1. Nie ma to jak pomocnik w prawdziwego zdarzenia. W dodatku z "cennymi" radami ;) Bawcie sie dobrze podczas pozostalej czesci roboty :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak jest :) mimo, że wiem , że bez niej zrobiłabym wszystko dwa razy szybciej - ciesze się że mi "pomaga" :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Zbieram dobre słowa ;)

Popularne posty z tego bloga

Ku pamięci ;-)

Ważne!

Dzisiaj moja córka zaczęła pisać swój pamiętnik.

Ziarno zostało zasiane...

Ale serio? Że już??

Przecież jeszcze niedawno nie umiała czytać ani pisać!!


Starzeję się...

Niewątpliwie.

Wkurw totalny.

Zwykle tak bywa, że...

Do pewnego momentu jest super, doskonała relacja, pełne zrozumienie, odczytywanie zachcianek, picie sobie z dzióbków i tak dalej...

Następnie przychodzi zgrzyt. I Misiaczkowi Dziubdziusiowi, Koteczkowi rosną rogi i pazury, kopytami zarysowuje parkiet, we wszystkim jest na "nie".

Zaczyna używać słów "Mogłaś to zrobić wczoraj", " Mogłaś mi przypomnieć", " Nie wiedziałem", "Nie mam na to czasu" i "Czym ty jesteś zmęczona???"

Nagle czujemy się odpowiedzialne za całe zlo tego świata łącznie z gradobiciem i plagą komarów.

I domową boginię wśród fajerwerków i donośnych efektów dźwiękowych szlag nagły trafia.

Oczywiście ten stan rzeczy nie trwa nigdy długo. Misiaczek piłuje szpony a Walkiria chowa uzbrojenie w zaciszu szafy...

Ale są takie dni...

Na szczęście mam na nie sposoby..
Dzisiaj taki:

A Wy? Jakie macie rady na chwilowy Armagedon? :-)

Niedoczas....

Czytałam niedawno artykuł.
O nowego rodzaju biedzie.
O ludziach, którzy cierpią na brak czasu. Za żadne pieniądze nie da się go kupić...

Mi się ostatnio wydaje, że spędzam moje życie w pracy. Albo do niej jadąc, albo z niej wracając. Nie macie tak czasami?
Czas, który odczuwam naprawdę, ten, kiedy jestem z moją rodziną, albo robię coś dla siebie jest na wagę złota. I znam tę wagę...

Wielkanoc była wspaniała. Tym razem Rodzice i Babcia przyjechali do mnie. Mialam ich wszystkich tak blisko i choć pojawiły się międzypokoleniowe zgrzyty, było dobrze...

Kiedyś nie doceniałam tego wspólnego czasu. Teraz kiedy pozostało nas tak mało... kolekcjonuję wszystkie momenty, zapisuję w myślach chwile. Na zapas.

Jeszcze dwa dni i uciekamy z K. Reset, zmiana otoczenia, potrzebuję tego bardzo.
Znowu z Rodzicami... :-)

Nie mogę się doczekać.

Dziękuję że zostawiacie słowa. Może tego bardzo nie widać, ale znowu mi się dzięki temu chce pisać. 😀
Udanego weekendu.
Słońca Wam i Sobie życzę!