Przejdź do głównej zawartości

W moim magicznym domu...

Mężon wierzy w czary domowe. I dobrze mu z tym. Wcale nie zamierza kwestionować ich istnienia.

Bo kiedy obiad robi się SAM,a potem grzecznie ląduje w lodówce, wystarczy go tylko podgrzać dnia następnego - to po co się zastanawiać JAK TO MOŻLIWE??

I garnki ZAWSZE chowają się SAME do szafki. Po zmywaniu wystarczy je ustawić w malowniczą górę na kuchence. A potem znikają. I worki na śmieci SAME się ładują do kosza, jak tylko jest pusty. Nikt przecież nie wie gdzie leżą, a w koszu zawsze się pojawiają na czas...

Albo taka kostka w toalecie. NIGDY się nie kończy. To na pewno czary!! I papier toaletowy jeśli go się położy wystarczająco blisko wieszaka - NA PEWNO w końcu SAM się powiesi.A pralka SAMA segreguje i wciąga brudne rzeczy, pierze je, później wyrzuca, a one  SAME się wieszają. A gdy już są suche - składają w kosteczkę i chowają do szafek.

Julia ma natomiast czarodziejską komodę na ubrania i półkę na książki, na których wszystko SAMO się układa. Nawet nie trzeba myśleć o tym, że trzeba tam sprzątać. Jakie to wygodne, prawda?

Takie właśnie wg Mężona jest moje czarodziejskie mieszkanie, gdzie większość rzeczy robi się po prostu SAMA. Tylko czemu ja do jasnej cholery mam całkiem inne wrażenie? 

Takie małe upierdliwości potrafią wyprowadzić mnie z równowagi dosyć sakramencko...

Wrażenie przekazałam Mężonowi wieczorem, po "czarowaniu". Kiedy zza monitora zapytał, czym się niby tak zmęczyłam, że nie mam ZNOWU ochoty na ... 

Dosyć dobitnie mu to przekazałam. 

Obraził się. 

A rano wstał razem ze mną (nie chodzi teraz do pracy, bo pilnuje naszego małego Kaszlaka :) i starał się mnie udobruchać. Nawet mu się to nieźle udało i być może nie tylko ja będę musiała od teraz "czarować". :)

Komentarze

  1. No to oby tak było ! Czasem trzeba z grubej rury walić, a nóż zadziała :)

    OdpowiedzUsuń
  2. masz rację mojemu wpaja się pewne rzeczy to tylko młotkiem ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej, pierwszy raz zawitałam i od razu post, który idealnie oddaje mój nastrój ostatnio, odczarowany :( SAMO SIĘ ROBI... A brudne skarpetki same cichutko w nocy biegną do kosza, a żelazko po nocy samo prasuje stertę ciuchów koniecznych, a zmywarka sama się ładuje brudnymi naczyniami i jeszcze poodkłada na miejsce. Ech, faceci :( Mojemu łomem nawet i kłodą nie pomaga.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mamy tego samego męża :))! No nie, mój pranie nastawia. Ale potem się to pranie samo z pralki wyjmuje, samo wiesza, samo zdejmuje i samo w szafkach uklada.
    Tyle mojego, że on nigdy nie mówi "czym się zmęczyłaś", może dlatego, że wie, że bym go zabiła (co namniej wzrokiem)...

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Zbieram dobre słowa ;)

Popularne posty z tego bloga

Ku pamięci ;-)

Ważne!

Dzisiaj moja córka zaczęła pisać swój pamiętnik.

Ziarno zostało zasiane...

Ale serio? Że już??

Przecież jeszcze niedawno nie umiała czytać ani pisać!!


Starzeję się...

Niewątpliwie.

Wkurw totalny.

Zwykle tak bywa, że...

Do pewnego momentu jest super, doskonała relacja, pełne zrozumienie, odczytywanie zachcianek, picie sobie z dzióbków i tak dalej...

Następnie przychodzi zgrzyt. I Misiaczkowi Dziubdziusiowi, Koteczkowi rosną rogi i pazury, kopytami zarysowuje parkiet, we wszystkim jest na "nie".

Zaczyna używać słów "Mogłaś to zrobić wczoraj", " Mogłaś mi przypomnieć", " Nie wiedziałem", "Nie mam na to czasu" i "Czym ty jesteś zmęczona???"

Nagle czujemy się odpowiedzialne za całe zlo tego świata łącznie z gradobiciem i plagą komarów.

I domową boginię wśród fajerwerków i donośnych efektów dźwiękowych szlag nagły trafia.

Oczywiście ten stan rzeczy nie trwa nigdy długo. Misiaczek piłuje szpony a Walkiria chowa uzbrojenie w zaciszu szafy...

Ale są takie dni...

Na szczęście mam na nie sposoby..
Dzisiaj taki:

A Wy? Jakie macie rady na chwilowy Armagedon? :-)

Niedoczas....

Czytałam niedawno artykuł.
O nowego rodzaju biedzie.
O ludziach, którzy cierpią na brak czasu. Za żadne pieniądze nie da się go kupić...

Mi się ostatnio wydaje, że spędzam moje życie w pracy. Albo do niej jadąc, albo z niej wracając. Nie macie tak czasami?
Czas, który odczuwam naprawdę, ten, kiedy jestem z moją rodziną, albo robię coś dla siebie jest na wagę złota. I znam tę wagę...

Wielkanoc była wspaniała. Tym razem Rodzice i Babcia przyjechali do mnie. Mialam ich wszystkich tak blisko i choć pojawiły się międzypokoleniowe zgrzyty, było dobrze...

Kiedyś nie doceniałam tego wspólnego czasu. Teraz kiedy pozostało nas tak mało... kolekcjonuję wszystkie momenty, zapisuję w myślach chwile. Na zapas.

Jeszcze dwa dni i uciekamy z K. Reset, zmiana otoczenia, potrzebuję tego bardzo.
Znowu z Rodzicami... :-)

Nie mogę się doczekać.

Dziękuję że zostawiacie słowa. Może tego bardzo nie widać, ale znowu mi się dzięki temu chce pisać. 😀
Udanego weekendu.
Słońca Wam i Sobie życzę!