Przejdź do głównej zawartości

Kwiat Śniegu i sekretny wachlarz. Lisa See

Skończyłam czytać.
Niby książka jakich wiele...

obrazek skopiowany stąd

Ale sprawiła, ze się zatrzymałam. Odetchnęłam głęboko. Podziękowałam za to, że żyję tu i teraz...

Bo wyobraźcie sobie świat...
Świat w którym matki boją się kochać nowo narodzone dzieci, bo nie wiadomo czy wyrosną z "mlecznych lat". Rodzą ich jak najwięcej z nadzieją, że będą to sami chłopcy.
Świat małych dziewczynek którym od urodzenia mówi się, że są "bezużytecznymi gałązkami", które są ciężarem dla swoich rodzin, wyłącznie kolejną gębą do wyżywienia. Dziewczynek, które żyją tylko i wyłącznie pragnieniem miłości i zainteresowania ze strony matek. I którym w nagrodę,  za to że przeżyły mimo wszystko robi się okrutną krzywdę. 

Obrazek stąd

Wmawiając, że to dla ich dobra, że okaleczone ciało jest piękne, matki tygodniami maltretują swoje córki, biją i wrzeszczą. Zmuszają 6-7 letnie dziewczynki, którym same skrępowały stopy, zawijając ich palce pod podeszwy do chodzenia, aż palce polamią się a kości zmiażdżą. Licząc na dobre małżeństwo i poprawę statusu rodziny narażają je nawet na śmierć ... 

Wiem, że inna kultura, że tradycja... Ale nie chce mi się wierzyć, że przez wiele lat te małe (ideał to 7 cm), zniekształcone stopy, które na każdym kroku sprawiały ból, były jedyną możliwością wyzbycia się "bezużyteczności" i kanonem piękna.

Nie chce mi się wierzyć, że matki miały tyle siły, żeby wiedząc, ile im samym to sprawiło bólu robiły dokładnie to samo swoim córkom.Zrobiłybyście coś takiego swoim dzieciom??

Studium młodej kobiety, która ma nie tylko skrępowane stopy, ale też umysł, bo uczy się tylko tego, co mogą przekazać jej inne kobiety. Obowiązków domowych, starych pieśni. Pewna swej bezużyteczności myśli wyłącznie o tym, by urodzić syna, być posłuszną najpierw ojcu, potem mężowi a gdy zostanie wdową jej panem zostanie syn.

Książka porusza wiele problemów. Mężczyzn, którym wszystko wolno, teściowych, przy których moja to anioł, dzieci, które muszą się wykazać ogromną wolą przetrwania, nierówności społecznej, ciemnoty i biedy.

I w tym wszystkim małe światełko. Światełko przyjaźni kobiecej - silniejszej od siostrzanej a nawet matczynej miłości. Wielokrotnie wystawianej na próby, ale trwającej, jak by się zdawało mimo wszystko. 

To nie jest "takie sobie czytadło". To bardzo dobra książka. Polecam

Komentarze

  1. Czytałam! Miałam ciarki na plecach. Odkładałam, prostowałam palce u stóp i znów sięgałam do niej. Rezczywiście jest trudna, ale godna uwagi. Miałam te same uczucia czyli wdzięczność, ze żyję w tym kraju, w tych czasach...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, a ja chodziłam do tego małego mojego szkraba i całowałam te prześliczne małe stópki i zastanawiałam się, jak matki mogły niszczyć TAKI CUD... I dziękuję nie tylko za siebie ale i za nią :/

      Usuń
  2. Czytalam kiedys artykul na temat poruszony w tej ksiazce i bylam (chyba nadal jestem) zszokowana ta "tradycja". To jest po prostu chore, zeby przekazywac kolejnym pokoleniom krzywdy, ktorych samemu sie doswiadczylo. W podobnym tonie jest tez inna ksiazka, ktora naprawde moge polecic.
    O ta http://lubimyczytac.pl/ksiazka/42083/spalona-zywcem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz, to jest właśnie straszne, ze ciągle są miejsca, w których dzieją się takie rzeczy. Krępowanie stóp jest zakazane od stu lat, a rytualne zabójstwa wciąż w niektórych krajach są praktykowane... To jest chore. I straszne.

      Usuń
    2. Kwiat pustyni tez zrobil na mnie takie wrazenie, ale to juz czytalas

      Usuń
  3. A kto im będzie rodził tych synów, skoro w ich świecie córki się nie liczą?
    Nie wiem czy dam radę. Ciarki miałam czytając Twojego posta, co będzie przy książce?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, jedna kobieta może mieć wiele dzieci... :/ Mimo tych strasznych momentów (nie tylko krępowane stópki mnie tam przeraziły) warto. Książka jest dobrze napisana i bardzo szybko się ją czyta. Warto choćby po to, żeby popatrzeć na świat wokół i ucieszyć się, że jesteśmy tu i teraz

      Usuń
  4. Czytałam wiele książek w takim duchu... Gdzie bycie kobietą to jakby przekleństwo. I nadal na świecie jest wiele miejsc, gdzie taki duch panuje. A choćby w jakiś sposób bliskie mi Indie. To nie tylko świat były i świat w książkach. Tak nadal jest. Potwierdził to nawet mój mąż. Smutne, że człowiek który potrafi zmienić nawet kosmos często zupełnie nie potrafi zmienić siebie.... Przeczytam tę książkę Bea, na pewno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oglądałam ostatnio "Kobietę na krańcu świata", odcinek o wdowach w Indiach. I tak sobie myślałam o Was Amishko. Jak się zapatruje na te zwyczaje M...
      Dla mnie to niepojęte. Jakoś nie przekonuje mnie argument, że to inny kraj, inny świat, religia, kultura czy tradycja...

      Usuń
    2. Mnie też te argumenty nie przekonują. Czytałam kiedyś książki Waris Dirie - Kwiat pustyni i Córkę Nomadów. O rytualnym obrzezaniu to też nie mieściło mi się w głowie. Mam nadzieję, że nadejdzie taki dzień, kiedy kobiety wszędzie będą traktowane z szacunkiem. Oby to nie było tylko pobożne życzenie.

      Usuń
    3. Jak się zapatruje? Bo ja też oglądałam ten program i czytałam i mi się to we łbie nie mieści. On twierdzi, że pewnych ludzi nic nie jest w stanie zmienić. My tego nie rozumiemy, on też, ale tak jest. Wiele nie rozmawialiśmy na ten temat... Nie było okazji, w ogóle nie mamy obecnie czasu na rozmowy , bo on jest pochłonięty pracą i non stop wyjeżdża. Mnie też nie przekonują argumenty - inny świat i kultura. CO to za kultura, która przysparza cierpienia i jest po prostu nieludzka? Em ma bardzo bliskie relacje z Mamą, chyba takie coś jak wyrzucenie Matki wdowy z domu jest dla niego tak samo niedorzeczne jak dla nas. Obrzezanie kobiet zaś - to jest dla mnie barbarzyństwo z najwyższej półki...

      Usuń
    4. Nawet jednostka może czasem przekonać pół świata do okrucieństwa. To jest niezrozumiałe. Martynę też podziwiam za to, co pokazuje, świadomość, wiedza, to konieczność. Może ktoś się w końcu obudzi...

      Usuń
  5. ja kiedys rozczytywałam sie w takich ksiązkach, "z życia wzietych", duzo ogladałam na ten temat... jednak za słaba psychicznie jestem... nie moge zrozumiec, ze w XXI wieku jeszcze tak mozna... ale niestety to zdarza sie tez tu u nas, tylko nikt nie chce tego powiedziec głosno :((
    i szkoda wielka, ze nie ma ludiz którzy by otwarcie z tym walczyli, są nieliczni... ja sie modle co chwile by mieli siłe z tym walczyc, by udalo sie zmienic ten chory świat!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, dobrze, że one są, bo dają świadectwo potworności jaka dzieje się na świecie. Dzięki temu, ze one opisują co przeżyły, ktoś w końcu budzi się i próbuje walczyć. Jedna osoba niewiele może, ale wiele budzi respekt. Czasem żałuję, że Bóg dał ludziom AŻ TYLE wolnej woli :/

      Usuń
  6. Oczywiscie, ja tez jestem za tym by pisaly i nie bały sie! Jednak wydaje mi sie, ze wiecej osób powinno sie zaangazowac w pomoc... a niestety zostaja przez jakis fundametalistów, materialistów, biurokratów wstrzymywane :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. rozumiem Cię doskonale, też tak myślę. Dokładnie tak :*

      Usuń
  7. Czytałam tą książkę ładnych parę lat temu i pamiętam jej każdą stronę. Jak tylko zobaczyłam u Ciebie jej okładkę od razu coś mnie "ukuło"...Pamiętam, że w trakcie lektury musiałam sobie robić przerwy, bo mój umysł tego nie ogarniał. Oczywiście bardzo tę książkę polecam!
    Przesyłam pozdrowionka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czuję, że i we mnie ona na długo zostanie, też czytałam ją "po kawałku" bo tyle bólu ile mieści się na tych kartkach nie da się przyjąć za jednym razem. Pozdrawiam również :)

      Usuń
  8. nie czytałam jej, byłam dziś w bibliotece, że sobie uciec w świat książki choc na chwilę, jak będę tam za jakiś czas zapytam o tę książkę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na ten Twój czas teraz, to chyba nie byłaby dobra propozycja. Ale za jakiś czas zapytaj. Warto :*

      Usuń
  9. Też czytałam, plakalam jak dziecko, piękna (i przerażająca zarazem) książka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, wywołuje skrajne emocje - od przerażenia, przez niedowierzanie po niezmierzony smutek. Nie da się wobec niej przejść obojętnie. Pozdrawiam :)

      Usuń
  10. Okropne są te stopy. Aż mi się słabo zrobiło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też... nie mogę na to patrzeć...

      Ale wiesz co Bea? Chyba mnie zachęciłaś, a na pewno zaciekawiłaś. Będę pamiętać o tej książce!

      :-*

      Usuń
    2. Al aż pożałowałam, że je znalazłam, ale musiałam zobaczyć "o co chodzi" :// przez to jest bardziej realnie - niestety...

      Julitko pamiętaj, bo warto :*

      Usuń
  11. łooo, aż mnie otrzepało na widok tego zdjęcia!

    Książki nie czytałam, ale kiedyś interesowałam się kulturą Japonii i też byłam zszokowana tamtejszymi rytuałami :-/
    Jest tyle tradycji, których my - Europejczycy nie rozumiemy... i z którymi, mam nadzieję, nigdy się nie pogodzimy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mnie też.

      Cała kultura azjatycka jest niesamowita, też sporo czytam na ten temat. i wiele rzeczy tam mi się podoba ich spokój, duma, wytrwałość w dążeniu do celu, te cudowne, haftowane kimona... Ale niestety jest też druga strona medalu :/ A szkoda.

      Usuń
  12. mówiłam Ci, ja długo trawiłam tę książkę....okrutne, niezrozumiałe dla mnie, zwłaszcza z perspektywy bycia matką.Wiele książek przeczytałam, po których dziękowałam Bogu za to, co mam....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nom, dawno już nie czytałam czegoś równie przerażającego. Właśnie z perspektywy matki dziewczynki tak mnie siekło. Myślę o stopach Juli, a Ty pewnie Nelki Nie umiałabym tak skrzywdzić swojego dziecka, chyba wolałabym sama sobie coś zrobić :/

      Usuń

Prześlij komentarz

Zbieram dobre słowa ;)

Popularne posty z tego bloga

Ku pamięci ;-)

Ważne!

Dzisiaj moja córka zaczęła pisać swój pamiętnik.

Ziarno zostało zasiane...

Ale serio? Że już??

Przecież jeszcze niedawno nie umiała czytać ani pisać!!


Starzeję się...

Niewątpliwie.

Wkurw totalny.

Zwykle tak bywa, że...

Do pewnego momentu jest super, doskonała relacja, pełne zrozumienie, odczytywanie zachcianek, picie sobie z dzióbków i tak dalej...

Następnie przychodzi zgrzyt. I Misiaczkowi Dziubdziusiowi, Koteczkowi rosną rogi i pazury, kopytami zarysowuje parkiet, we wszystkim jest na "nie".

Zaczyna używać słów "Mogłaś to zrobić wczoraj", " Mogłaś mi przypomnieć", " Nie wiedziałem", "Nie mam na to czasu" i "Czym ty jesteś zmęczona???"

Nagle czujemy się odpowiedzialne za całe zlo tego świata łącznie z gradobiciem i plagą komarów.

I domową boginię wśród fajerwerków i donośnych efektów dźwiękowych szlag nagły trafia.

Oczywiście ten stan rzeczy nie trwa nigdy długo. Misiaczek piłuje szpony a Walkiria chowa uzbrojenie w zaciszu szafy...

Ale są takie dni...

Na szczęście mam na nie sposoby..
Dzisiaj taki:

A Wy? Jakie macie rady na chwilowy Armagedon? :-)

Niedoczas....

Czytałam niedawno artykuł.
O nowego rodzaju biedzie.
O ludziach, którzy cierpią na brak czasu. Za żadne pieniądze nie da się go kupić...

Mi się ostatnio wydaje, że spędzam moje życie w pracy. Albo do niej jadąc, albo z niej wracając. Nie macie tak czasami?
Czas, który odczuwam naprawdę, ten, kiedy jestem z moją rodziną, albo robię coś dla siebie jest na wagę złota. I znam tę wagę...

Wielkanoc była wspaniała. Tym razem Rodzice i Babcia przyjechali do mnie. Mialam ich wszystkich tak blisko i choć pojawiły się międzypokoleniowe zgrzyty, było dobrze...

Kiedyś nie doceniałam tego wspólnego czasu. Teraz kiedy pozostało nas tak mało... kolekcjonuję wszystkie momenty, zapisuję w myślach chwile. Na zapas.

Jeszcze dwa dni i uciekamy z K. Reset, zmiana otoczenia, potrzebuję tego bardzo.
Znowu z Rodzicami... :-)

Nie mogę się doczekać.

Dziękuję że zostawiacie słowa. Może tego bardzo nie widać, ale znowu mi się dzięki temu chce pisać. 😀
Udanego weekendu.
Słońca Wam i Sobie życzę!