Przejdź do głównej zawartości

Dzień ułamanego ogona żyrafy.

Żyrafa została zastąpiona Osobistą wróżbitką. Chyba z powodzeniem. :) Niesamowicie fajnie jest zobaczyć rano tak uśmiechniętego pysia :)
Minęło trochę czasu. Zostawiłam moją Ulubioną Współpracowniczkę na dole, na pastwę Bani i jego Wiernego Padalca, a sama wspięłam się na wyżyny biura na trzecim piętrze. Jeszcze trochę mamy nie poukładane wszystko, ale zmierzamy w kierunku końca remontu ;). Najważniejsze, że Szeryf przeniósł się do osobnego pomieszczenia - od razu więcej przestrzeni :)
Zapoczątkowaliśmy z szanownym Mężonem wymyślanie całego mnóstwa planów życiowych. Mam nadzieję, że ich urzeczywistnianie pójdzie równie łatwo i przyjemnie.
Po primo - mieszkanie - półroczna, mała komuna - czyli stadko składające się z naszego małżeńskiego stadła, mojego Braciszka i jego Drugiej Połówki. Trochę się obawiam tej części planu, bo z Braciszkiem zakończyłam mieszkanie już ładnych parę lat temu, a nasze wspólne egzystowanie nie było na wyłącznie pokojowej stopie. No cóż dwa wodniki w końcu. Trzeba chyba kupić skrzynkę meliski dla Mężona i Drugiej Połówki Braciszka ;) (zapisać!).
Secundo - Mężon będzie sie starał przekształcić swoją chwilową umowę na umowę bardziej trwałą.
Tertio znajdziemy swój własny kąt...
i quatro... to na razie słodka tajemnica :)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Maj mi gdzieś się zapodział....

Ani się nie obejrzałam a już 26...
Ciągle się coś dzieje, czas biegnie jak zwariowany.
Ledwo nadążam ze wszystkim :)

Ale co zrobisz jak nic nie zrobisz?

Dopiero co byliśmy w górach, dopiero wdrapywaliśmy się pod Giewont... Pięknie było... Udała się nam pogoda, odetchnęliśmy innością, wolnością, zachłysnęłam się na chwilę tym, że "nic nie muszę"... Jula poradziła sobie doskonale, bez narzekań pędziła po górskich ścieżkach, dzień kończąc dodatkowo szaleństwami na placu zabaw.


Uwielbiam Antałówkę, najchętniej zostałabym tam na zawsze :D


A potem wróciliśmy do rzeczywistości - dzień po dniu dom, szkoła, praca, dom szkoła praca, jakiś szybki weekend i od nowa.

Wyrobiłam latorośli dowód osobisty,  bo przyda się jej pod koniec sierpnia.

Jula zaliczyła pierwsze baletowe występy dla szerokiej publiczności na Pikniku, kolejne jeszcze przed nami. Uwielbiam patrzeć jak tańczy, prościutka jak struna, jak ćwiczy to, czego do końca nie potrafi, jaka jest zadowolona, że umie rozciągnąć się…

Niedoczas....

Czytałam niedawno artykuł.
O nowego rodzaju biedzie.
O ludziach, którzy cierpią na brak czasu. Za żadne pieniądze nie da się go kupić...

Mi się ostatnio wydaje, że spędzam moje życie w pracy. Albo do niej jadąc, albo z niej wracając. Nie macie tak czasami?
Czas, który odczuwam naprawdę, ten, kiedy jestem z moją rodziną, albo robię coś dla siebie jest na wagę złota. I znam tę wagę...

Wielkanoc była wspaniała. Tym razem Rodzice i Babcia przyjechali do mnie. Mialam ich wszystkich tak blisko i choć pojawiły się międzypokoleniowe zgrzyty, było dobrze...

Kiedyś nie doceniałam tego wspólnego czasu. Teraz kiedy pozostało nas tak mało... kolekcjonuję wszystkie momenty, zapisuję w myślach chwile. Na zapas.

Jeszcze dwa dni i uciekamy z K. Reset, zmiana otoczenia, potrzebuję tego bardzo.
Znowu z Rodzicami... :-)

Nie mogę się doczekać.

Dziękuję że zostawiacie słowa. Może tego bardzo nie widać, ale znowu mi się dzięki temu chce pisać. 😀
Udanego weekendu.
Słońca Wam i Sobie życzę!

Ku pamięci ;-)

Ważne!

Dzisiaj moja córka zaczęła pisać swój pamiętnik.

Ziarno zostało zasiane...

Ale serio? Że już??

Przecież jeszcze niedawno nie umiała czytać ani pisać!!


Starzeję się...

Niewątpliwie.