Przejdź do głównej zawartości

Polowanie na mieszkanie - ciąg ciągły.

Czy ja zbyt wiele wymagam?? 3 pokoje. Nie na 30 metrach. W miejscu, do którego dojazd pozwalał by na to, byśmy mogli z Mężonem się przespać między powrotem z pracy i wyjściem do niej. I żeby starczyło pieniędzy z wypłaty na coś jeszcze, niż tylko na czynsz... To chyba niewiele?

A jednak, okazało się, że wymagania się wykluczają. Szczególnie opcja "finanse" z opcją "lokalizacja". A jak już nawet da się przeżyć wysokość czynszu i położenie miejscówki jest sensowne to...
No właśnie - takie opcjonalnie mieszkanie zwiedzaliśmy z Mężonem wczoraj. I ze studentkami, które pan właściciel nieszczęśliwie umówił przed nami, ale się spóźnił. Studentkami trajkoczącymi. "Bo one też reflektują na 3 pokoje, bo jest ich cztery. I w ogóle to mieszkanie jest super, niech Pan tylko pozwoli płacić mniej przez wakacje..."
Im się naprawdę podobało. Wystarczyło, że była szafa, łóżka, wanna i kuchenka...

A nam nie.

I dochodzę do wniosku, że naprawdę się starzejemy, bo wspominając akademickie warunki bytowania, to standard był wielce podobny...
Gumowa wykładzina na całości, dywanowa wykładzina w strategicznych miejscach, okna i drzwi balkonowe nie wymienione odkąd blok stoi. (A tak "na oko", stoi już ponad 30 lat.) Parter - kiedyś było to i owszem, fajne - wskakiwanie przez barierkę do mieszkania, ale dziś nie wydaje mi się to tak wspaniałym pomysłem. Zwłaszcza, że nikt z nas raczej by nie skakał. (no dobra, wyjątek parapetówka, ale ogólnie nikt by nie skakał ;))
Właściciel na moje pytanie, czy nie miał kłopotów ze złodziejami powiedział, że raz się to tylko zdarzyło, 10 lat temu, telewizor i wideo wynieśli... Nie zabezpieczył od tej pory okien, bo po co. Wyprowadził się. A drugi raz pewnie nie przyjdą... Cóż za optymizm...
Kuchnia - o dziwo istniała, ale miała na sobie ślady wieloletniego użytkowania ciągłego. Nikomu nie przyszło do głowy, że można zrobić cokolwiek, by wyglądała lepiej. Drzwiczki szafek trzymały się na słowo honoru, płytki na ścianie tak samo. Nie wiem czy dałabym radę coś tam ugotować. Mleczne bary w mieście prezentują się okazalej...
Do łazienki nie weszłam, bo przodem musiałabym chyba wpuścić ekipę odkażającą na co najmniej pół dnia... A i tak biorąc potem prysznic, z trwogą oglądałabym kratkę ściekową zastanawiając się czy coś z niej nie wychynie...
Za studenckich czasów dało by się to może zdzierżyć, ekstremalne przeżycia były wtedy w cenie - ale jeśli mam w takie ekstremum pakować moje wymęczone od Szeryfa wypłaty... To ja bardzo dziękuję.

Naprawdę, czegoś nie rozumiem. W ogłoszeniu było napisane stan "bardzo dobry"... Cena za wynajem sugerowała to samo. A właściciel? Zaświeciły mu się oczka jak usłyszał, że cała nasza czwórka pracuje. Nawet nie sugerował, że może obniżyć kwotę czynszu. Pewny swego i tak uznał, że komuś tą norę upchnie... I pewnie upchnie. Ale nie nam.

No, poużywałam sobie.
Ale zakończę nadzieją.

W sobotę idziemy oglądać kolejne mieszkanie. Parę metrów mniejsze. Po gruntownym remoncie. Piękna kuchnia z meblami na wymiar (widziałam zdjęcia). Lokalizacja podobna. Czynsz sporo niższy. Może istnieją jeszcze normalni wynajmujący?

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Ku pamięci ;-)

Ważne!

Dzisiaj moja córka zaczęła pisać swój pamiętnik.

Ziarno zostało zasiane...

Ale serio? Że już??

Przecież jeszcze niedawno nie umiała czytać ani pisać!!


Starzeję się...

Niewątpliwie.

Wkurw totalny.

Zwykle tak bywa, że...

Do pewnego momentu jest super, doskonała relacja, pełne zrozumienie, odczytywanie zachcianek, picie sobie z dzióbków i tak dalej...

Następnie przychodzi zgrzyt. I Misiaczkowi Dziubdziusiowi, Koteczkowi rosną rogi i pazury, kopytami zarysowuje parkiet, we wszystkim jest na "nie".

Zaczyna używać słów "Mogłaś to zrobić wczoraj", " Mogłaś mi przypomnieć", " Nie wiedziałem", "Nie mam na to czasu" i "Czym ty jesteś zmęczona???"

Nagle czujemy się odpowiedzialne za całe zlo tego świata łącznie z gradobiciem i plagą komarów.

I domową boginię wśród fajerwerków i donośnych efektów dźwiękowych szlag nagły trafia.

Oczywiście ten stan rzeczy nie trwa nigdy długo. Misiaczek piłuje szpony a Walkiria chowa uzbrojenie w zaciszu szafy...

Ale są takie dni...

Na szczęście mam na nie sposoby..
Dzisiaj taki:

A Wy? Jakie macie rady na chwilowy Armagedon? :-)

Niedoczas....

Czytałam niedawno artykuł.
O nowego rodzaju biedzie.
O ludziach, którzy cierpią na brak czasu. Za żadne pieniądze nie da się go kupić...

Mi się ostatnio wydaje, że spędzam moje życie w pracy. Albo do niej jadąc, albo z niej wracając. Nie macie tak czasami?
Czas, który odczuwam naprawdę, ten, kiedy jestem z moją rodziną, albo robię coś dla siebie jest na wagę złota. I znam tę wagę...

Wielkanoc była wspaniała. Tym razem Rodzice i Babcia przyjechali do mnie. Mialam ich wszystkich tak blisko i choć pojawiły się międzypokoleniowe zgrzyty, było dobrze...

Kiedyś nie doceniałam tego wspólnego czasu. Teraz kiedy pozostało nas tak mało... kolekcjonuję wszystkie momenty, zapisuję w myślach chwile. Na zapas.

Jeszcze dwa dni i uciekamy z K. Reset, zmiana otoczenia, potrzebuję tego bardzo.
Znowu z Rodzicami... :-)

Nie mogę się doczekać.

Dziękuję że zostawiacie słowa. Może tego bardzo nie widać, ale znowu mi się dzięki temu chce pisać. 😀
Udanego weekendu.
Słońca Wam i Sobie życzę!