Przejdź do głównej zawartości

Ogólnie rzecz biorąc

Nieciekawie ciut.

Wieczorami czytam "Baśnie z tysiąca i jednej nocy" w przekładzie Kubiaka - doskonały środek na sen.

W dzień - przemęczam 8 godzin w pracy, bo Szeryfowi chyba koniec roku zaczyna działać mocno na nerwy, czego wynikiem jest to, że Szeryf działa na nerwy nam.

Dziś się dowiedziałam że obetnie mi pensję za moje zwolnienie lekarskie bo nie przez cały czas miałam taką jak teraz, a do L4 wlicza się średnia z ostatnich 12 miesięcy... Miła informacja przed świętami... Oczywiście nie istnieje u nas coś takiego jak świąteczna premia :(

Mężon chyba będzie musiał iść do pracy w sobotę, co częściowo rozwala nam plany wyjazdowe, bo będę musiała jechać bez niego :( I już nie będzie wszystkich "wnuczków" na rocznicy u dziadków :(

Powolutku rozglądam się za nowym mieszkaniem i staram się przyzwyczaić do myśli ile mam do spakowania i przewiezienia. Mam czas do końca stycznia. Może zdążę.

Za oknem szaro. Zimno. Ponuro. Śnieg pada z deszczem.

Do kitu ta środa. Kompletnie.

Komentarze

  1. Ciocia Cukiereczek:)26 listopada 2008 21:43

    Przeprowadzka??:) Musimy na gg wglebic sie w temat;))

    OdpowiedzUsuń
  2. szeryfa masz do bani.niech go myszy pogryzą.a o preprowadzce chetnie poczytam. ściskam gorąco

    OdpowiedzUsuń
  3. ohhh, pamiętam ciążową przeprowadzkę - koszmarrr! teraz czeka mnie to samo z dzieckiem pod pachą. jak myślisz, co gorsze? ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Olu niestety i takie typy się zdarzają...

    Emko mnie czeka najpierw jedno, potem drugie ;) Bo to wciąż nie własne...

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Zbieram dobre słowa ;)

Popularne posty z tego bloga

Ku pamięci ;-)

Ważne!

Dzisiaj moja córka zaczęła pisać swój pamiętnik.

Ziarno zostało zasiane...

Ale serio? Że już??

Przecież jeszcze niedawno nie umiała czytać ani pisać!!


Starzeję się...

Niewątpliwie.

Wkurw totalny.

Zwykle tak bywa, że...

Do pewnego momentu jest super, doskonała relacja, pełne zrozumienie, odczytywanie zachcianek, picie sobie z dzióbków i tak dalej...

Następnie przychodzi zgrzyt. I Misiaczkowi Dziubdziusiowi, Koteczkowi rosną rogi i pazury, kopytami zarysowuje parkiet, we wszystkim jest na "nie".

Zaczyna używać słów "Mogłaś to zrobić wczoraj", " Mogłaś mi przypomnieć", " Nie wiedziałem", "Nie mam na to czasu" i "Czym ty jesteś zmęczona???"

Nagle czujemy się odpowiedzialne za całe zlo tego świata łącznie z gradobiciem i plagą komarów.

I domową boginię wśród fajerwerków i donośnych efektów dźwiękowych szlag nagły trafia.

Oczywiście ten stan rzeczy nie trwa nigdy długo. Misiaczek piłuje szpony a Walkiria chowa uzbrojenie w zaciszu szafy...

Ale są takie dni...

Na szczęście mam na nie sposoby..
Dzisiaj taki:

A Wy? Jakie macie rady na chwilowy Armagedon? :-)

Niedoczas....

Czytałam niedawno artykuł.
O nowego rodzaju biedzie.
O ludziach, którzy cierpią na brak czasu. Za żadne pieniądze nie da się go kupić...

Mi się ostatnio wydaje, że spędzam moje życie w pracy. Albo do niej jadąc, albo z niej wracając. Nie macie tak czasami?
Czas, który odczuwam naprawdę, ten, kiedy jestem z moją rodziną, albo robię coś dla siebie jest na wagę złota. I znam tę wagę...

Wielkanoc była wspaniała. Tym razem Rodzice i Babcia przyjechali do mnie. Mialam ich wszystkich tak blisko i choć pojawiły się międzypokoleniowe zgrzyty, było dobrze...

Kiedyś nie doceniałam tego wspólnego czasu. Teraz kiedy pozostało nas tak mało... kolekcjonuję wszystkie momenty, zapisuję w myślach chwile. Na zapas.

Jeszcze dwa dni i uciekamy z K. Reset, zmiana otoczenia, potrzebuję tego bardzo.
Znowu z Rodzicami... :-)

Nie mogę się doczekać.

Dziękuję że zostawiacie słowa. Może tego bardzo nie widać, ale znowu mi się dzięki temu chce pisać. 😀
Udanego weekendu.
Słońca Wam i Sobie życzę!