Przejdź do głównej zawartości

Złapał katar Katarzynę...

W sumie z Kasią mam niewiele wspólnego ale i tak mnie dopadło. Kicham prycham, gorączkuję i zużywam milionpińćset chusteczek dziennie. Pomachałam więc wczoraj Szeryfowi na do widzenia (będę jak wrócę) i zapakowałam się do łóżka. Ciekawe, co na to moje Młode. Pewnie się radośnie przeciąga w brzuchu, mrucząc - "No, Matka - i tu Cię mam. Było "zwolnij" po dobroci - nie chciałaś - no to masz!!"

Właściwie choróbsko się wzięło znikąd, bo nie miałam się gdzie przeziębić. Widocznie z tego zalatania odporność mi zdycha i jakiś Bogu ducha winny współpasażer z tramwaju sprzedał mi niechcący bakcyla :/ Cóż, bywa.

Dziś pędzę do Doktorka. Dowiem się co tam u dziecięcia, bo ze mną na razie tylko przez pełnomocnika chce gadać - osobiście ani mru mru. Ale to się zmieni... Pogadamy jak stamtąd wyjdziesz Kochanie - i nie będzie powrotu ;))

Dobra, idę sobie dalej smarkać w łóżku. A wam życzę miłego dnia.
Jutro zdam relację z "widzenia" ;)

Komentarze

  1. Czekamy na szczegółową relację :P
    Już niedługo porozmawiacie sobie dotykowo :D Maluszek będzie kopał a ty mu będziesz odpukiwać :D

    OdpowiedzUsuń
  2. ha podobno dzidziule tak każa mamusiom zwolnic tempa hehehe :)
    kuruj sie w łózeczku i nie wychodz nigdzie, no chyba ze na usg, bysmy mogli wspaniale podziwiac cudnie rosnące nowe pokolenie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. A jak wrócisz od doktorka to zapakuj się do łóżka i wyleż paskudztwo, dużo zdrówka życzę !

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciocia Cukiereczek:)5 listopada 2008 20:16

    Kochanie moje zdrowka zycze:**
    I jak tam Malenstwo u lekarza?:))) Pokazalo sie ladnie?:)))

    OdpowiedzUsuń
  5. uuu no to kicha, bo pewnie nie możesz za bardzo nic n to przeziębienie brać :-/
    wracaj szybko do zdrówka, ale na L4 się wybycz do końca ;-p

    OdpowiedzUsuń
  6. no i może dobrze... oby to tylko przeziębienie, to nie będzie tak strasznie, a przynajmniej przymusowo poleżysz w łóżeczku i odpoczniesz wreszcie!
    czekam niecierpliwie na jutrzejszą relację i z sentymentem wspominam swoje wizyty, ach... :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Kochana! Zdrowiej prędko! W ciąży nie wolno chorować! Najgrosze jest to, że w normalnych warunkach można wziąć aspirynę, czy inny gripex i po 2 dniach w miarę normalnie funkcjonować...a tak...lipa...zostaje mleko z miodem, czosnek i smarkanie bez końca dopóki samo nie przejdzie...Masakra, no nie?
    Ja w ciągu ostatnich 4 miesięcy byłam 2 razy chora i 1 raz prawie chora...siedząc w domu!!! Odporność nie jest najmocniejszą stroną kobiet w ciąży. Zwolnij! Odpocznij! Obowiązkowo!!! i zdrowiej :)
    Buziaki!
    e.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Zbieram dobre słowa ;)

Popularne posty z tego bloga

Ku pamięci ;-)

Ważne!

Dzisiaj moja córka zaczęła pisać swój pamiętnik.

Ziarno zostało zasiane...

Ale serio? Że już??

Przecież jeszcze niedawno nie umiała czytać ani pisać!!


Starzeję się...

Niewątpliwie.

Niedoczas....

Czytałam niedawno artykuł.
O nowego rodzaju biedzie.
O ludziach, którzy cierpią na brak czasu. Za żadne pieniądze nie da się go kupić...

Mi się ostatnio wydaje, że spędzam moje życie w pracy. Albo do niej jadąc, albo z niej wracając. Nie macie tak czasami?
Czas, który odczuwam naprawdę, ten, kiedy jestem z moją rodziną, albo robię coś dla siebie jest na wagę złota. I znam tę wagę...

Wielkanoc była wspaniała. Tym razem Rodzice i Babcia przyjechali do mnie. Mialam ich wszystkich tak blisko i choć pojawiły się międzypokoleniowe zgrzyty, było dobrze...

Kiedyś nie doceniałam tego wspólnego czasu. Teraz kiedy pozostało nas tak mało... kolekcjonuję wszystkie momenty, zapisuję w myślach chwile. Na zapas.

Jeszcze dwa dni i uciekamy z K. Reset, zmiana otoczenia, potrzebuję tego bardzo.
Znowu z Rodzicami... :-)

Nie mogę się doczekać.

Dziękuję że zostawiacie słowa. Może tego bardzo nie widać, ale znowu mi się dzięki temu chce pisać. 😀
Udanego weekendu.
Słońca Wam i Sobie życzę!

Maj mi gdzieś się zapodział....

Ani się nie obejrzałam a już 26...
Ciągle się coś dzieje, czas biegnie jak zwariowany.
Ledwo nadążam ze wszystkim :)

Ale co zrobisz jak nic nie zrobisz?

Dopiero co byliśmy w górach, dopiero wdrapywaliśmy się pod Giewont... Pięknie było... Udała się nam pogoda, odetchnęliśmy innością, wolnością, zachłysnęłam się na chwilę tym, że "nic nie muszę"... Jula poradziła sobie doskonale, bez narzekań pędziła po górskich ścieżkach, dzień kończąc dodatkowo szaleństwami na placu zabaw.


Uwielbiam Antałówkę, najchętniej zostałabym tam na zawsze :D


A potem wróciliśmy do rzeczywistości - dzień po dniu dom, szkoła, praca, dom szkoła praca, jakiś szybki weekend i od nowa.

Wyrobiłam latorośli dowód osobisty,  bo przyda się jej pod koniec sierpnia.

Jula zaliczyła pierwsze baletowe występy dla szerokiej publiczności na Pikniku, kolejne jeszcze przed nami. Uwielbiam patrzeć jak tańczy, prościutka jak struna, jak ćwiczy to, czego do końca nie potrafi, jaka jest zadowolona, że umie rozciągnąć się…