Przejdź do głównej zawartości

Jak upiec świąteczny piernik.

Postanowiłam na przekór temu, co dzieje się za oknem (śnieg pada.) (z deszczem.) (jest obrzydliwie. :/) przywołać świąteczną atmosferę świątecznym zapachem.
Mi ze świętami najbardziej kojarzy się zapach pierników... :)
W tym roku zamiast sterty małych ciasteczek, postanowiłam upiec jeden piernik, z przepisu z niejakiej Claudii wydanej kilka lat temu. Niby nic trudnego, przepis wypróbowałam w zeszłym roku, w kuchni Teściowej, piernik wyszedł jak złoto, postanowiłam powtórzyć sukces.

A więc, aby upiec świąteczny piernik należy:
1) Zaplanować pieczenie na czas wolny od pracy - najlepiej weekend, żeby się nie śpieszyć i wszystko spokojnie przygotować. Po czym rozchorować się w ów weekend i pozostawać w stanie kompletnie nie nadającym się do czegokolwiek. Ale...
2) Nie poddać się, zrobić listę zakupów, wręczyć ją Mężonowi i poprosić by poszedł do sklepu.
3) Narysować Mężonowi jak powinna wyglądać blaszka do piernika i szczerze się ucieszyć, kiedy stwierdzi "aaaaa to taka jak do makowca" ;)
4) Odebrać telefon od Mężona ze sklepu i poinstruować go, gdzie ma szukać kandyzowanej skórki pomarańczowej.
5) Odebrać ponownie telefon od Mężona i zaprzeczyć, ze amoniak to to samo co aromat.
6) Pochwalić zmęczonego zakupami Mężona, bo nie kupił tylko mąki żytniej, amoniaku, czekolady w proszku i zamiast konfitury morelowej przyniósł morele w puszce.
7) Przyjąć do wiadomości, że Mężon wyraża chęć pójścia po zakupy ponownie dnia następnego.
8) Resztę soboty przewegetować w łóżku.
9) Na drugi dzień pochwalić Mężona, bo kupił wszystko oprócz mąki żytniej. Zanotować w myślach dziwną konsystencję konfitury morelowej. Przyjąć do wiadomości, że z pieczenia w weekend nici, starać się wyzdrowieć.
10) W poniedziałek pójść do pracy, wracając znaleźć żytnią mąkę w sklepie ze zdrową żywnością. Pomóc Mężonowi otrząsnąć się z szoku jaki wywołała w nim cena mąki. W domu  zrobić i zjeść obiad i dojść do wniosku, że nie ma się najmniejszej ochoty na walkę z piernikami.
11) We wtorek pójść do pracy, wrócić do domu w bojowym nastroju i zabrać się za pieczenie:
12) Uświadomić sobie, że w mieszkaniu nie ma "normalnej szklanki" i odmierzyć mąkę łyżkami - przy okazji zagadać się z Braciszkiem i nie wiedzieć "ile tych łyżek już właściwie było??"
13) Zagrzać miód z przyprawami na patelni w ilości "na oko"
14) Dodać do około pół szklanki mleka 5 łyżek czekolady zamiast trzech - bo lubię.
15) Rozmawiając z Połówką braciszka wlać z rozpędu rozgrzany miód, olej, czekoladę, skórkę pomarańczową i amoniak do miski z mąką i wymieszać.
16) Spojrzeć do przepisu, gdzie jest napisane, żeby poczekać aż ciasto ostygnie i wlać amoniak rozmieszany w reszcie mleka.
17) Nie przejąć się.
18) Pozmywać, przygotować i zjeść obiad, wbić do ciasta 3 jajka, jęknąć że "jakieś takie gęste i zbite to ciasto..." wrzucić zawartość do blaszki i do piekarnika ustawionego na 50 minut, 180 stopni i czekać.
19) Zajrzeć po 20 minutach, zmartwić się, że nie rośnie.
20) Zajrzeć po 45 minutach, zobaczyć malowniczy krater i zadzwonić do Mamuni.
21) Rozbawić Mamunię opowieścią "jak to pięknie piernik pękł wzdłuż" i dowiedzieć się, że to "na córkę"
22) Sprawdzić patykiem, czy piernik się upiekł.
23) Powiedzieć mu dobitnie co się myśli, z okazji tego, że się nie upiekł.
24) Nastawić piekarnik na kolejne 10 minut.
25) Po alarmie z piekarnika znów sprawdzić patykiem.
26) Nastawić piekarnik na następne 10 minut.
27) Wrócić po 10 minutach, sprawdzić patykiem, stwierdzić, że jest suchy, wytargać piernik z piekarnika.
28) Poczekać aż trochę wystygnie.
29) Patrzeć jak wolno opada.
30) Odkroić kawałek. Zobaczyć co jest w środku. Rozpłakać się. Wyrzucić stwora do kosza. Napisać Mamuni esemesa "Zakalec!!! Nic więcej nie piekę!!!"Dostać esemesa zwrotnego "Nie przejmuj się". Pójść spać zła na cały świat.
31) We środę pójść do pracy.
32) Wyżalić się Eunice, Ulubionej współpracowniczce i w poście o niewydarzonej żonie.
33) Zostać zmotywowaną przez dziewczyny do kolejnej próby pieczenia.
34) W drodze do domu uzupełnić zapasy o miód i przyprawę do piernika.
35) I miarkę do składników ciasta ;)
36) Wpaść do domu, przebrać się iiiii... do dzieła...
37) Odmierzyć miarką po 250 g mąki pszennej i żytniej, wsypać do michy.
38) Odmierzyć szklankę miodu, szklankę cukru i 2 łyżki przyprawy do piernika, wciepnąć na patelnię, zdziwić się, że "tego jest tak jakoś dużo??"
39) Odmierzyć 3/4 szklanki mleka, w połowie szklanki rozmieszać 3 łyżki czekolady w proszku (a nie pięć) a w reszcie pół łyżeczki amoniaku. Amoniak z mlekiem odstawić w bezpieczne miejsce.
40) Odmierzyć szklankę oliwy.
41) Podgrzać miód z przyprawą, roztopić cukier, posłać powracającemu z pracy Mężonowi radosny wyszczerz pod tytułem "obiad będzie później, nie widzisz że piekę?"
42) Miód z cukrem i przyprawami wlać do miski z mąką, wymieszać.
43) Mleko czekoladowe wlać do miski z mąką i miodem, wymieszać.
44) Oliwę wlać do miski z mąką, miodem, czekoladą, wymieszać.
45) Z premedytacją nie dodać skórki pomarańczowej (Tato nie lubi przecież!!!)
46) Zdziwić się - ooo, to takie lekkie??
47) Zrobić i zjeść obiad z Mężonem. Odnieść wrażenie, że Mężon zrobił się dzięki temu mniej spięty...
48) Spokojnie odczekać aż ciasto osiągnie temperaturę pokojową.
49) Po kolei wbić 3 jajka. Zamieszać.
50) Wlać amoniak rozmieszany w mleku. Zamieszać.
51) Nastawić piekarnik na 180 stopni i poczekać aż się rozgrzeje.
52) Wysmarować formę, wysypać bułkę tartą, przelać (!!) ciasto.
53) Wstawić formę do rozgrzanego piekarnika, na 50 minut.
54) Krzyknąć dzikim głosem, kiedy po 40 minutach piernik znów wykazuje zdolności wulkaniczne i załamać ręce.
55) Po 50 minutach z jękiem stwierdzić, że piernik nadal jest mokry.
56) Zadzwonić do Mamuni. Zostać uspokojoną, ze to właściwie nic nie szkodzi, tylko trzeba go porządnie dopiec.
57) Ustawić termoobieg w piekarniku na kolejne 20 minut.
58) Po 15 z ulgą stwierdzić, że badyl wetkany w krater jest suchy.
58) Wyłączyć piekarnik nie wyjmując piernika i pozwalając stygnąć im razem w pełnej symbiozie.
59) Z ulgą zadzwonić do Mamuni, by powiedzieć, że operacja się udała.
60) Dnia następnego: Zetrzeć z piernika wszelkie ślady spalenizny (uznać, że jego wielkość zmieniła się tylko nieznacznie), wyrównać krater i spróbować przekroić ciasto na 5 równych blatów.
61) Pięć nierównych blatów ułożyć z boku, zagrzać konfiturę morelową.
62) Upewnić się telefonicznie, że Mamunia też uważa, że konsystencja konfitury nie musi wpływać na jej właściwości przylepne.
63) Posmarować ciepłą konfiturą piernik i nałożyć na siebie warstwy. PRAWIE równo.
64) Rozpuścić dwie tabliczki mlecznej czekolady.
65) Uznać, że dwie tabliczki to stanowczo za dużo i poczęstować się czekoladą zachowując minimalny umiar.
66) Posmarować rozpuszczoną czekoladą piernik, zatykając ewentualne nierówności i nadając mu baarrdzo świąteczny wygląd.
67) Być z siebie bardzo dumną.
68) Wytrząsnąć okruchy z operacji ścierania piernika zewsząd dookoła. Wytrzeć z blatu czekoladę. Zasnąć na fotelu o 21 z poczuciem dobrze wykonanej roboty.

To tak w skrócie, prawda, że proste? :D

Komentarze

  1. W chwili wyrzucania do kosza plackowego zakalca...przepełnia nas złość , a po czasie - ten sam zakalec...przyjmuje postać rodzinnej anegdotki i potrafi rozbawić nas do łez ;-) , wiem co mówię, bo sama też mam na swoim koncie świąteczny zakalec ;-) (z początków swojego małżeństwa). W moim przypadku....w koszu wylądował - sernik :-), a teraz sernik to moja specjalność.

    Ważne, że się nie poddałaś :-)
    Pozdrawiam Cię serdecznie :-)

    Florella

    OdpowiedzUsuń
  2. hehehe, to ja tak piekłam placek ze śliwkami, niby wszystkie czynności wykonane jak zwykle, a gniot z tego wyszedł, że pożal się Boże :), a korzystając z okazji chciałabym Ci życzyć spokojnych, rodzinnych, a przede wszystkim zdrowych Świąt , i pamiętaj, że to Wasze ostatnie "samotne" święta... :)) /nena/

    OdpowiedzUsuń
  3. łuhhuhuhuhuuu... Cudnie:-))))

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Zbieram dobre słowa ;)

Popularne posty z tego bloga

Ku pamięci ;-)

Ważne!

Dzisiaj moja córka zaczęła pisać swój pamiętnik.

Ziarno zostało zasiane...

Ale serio? Że już??

Przecież jeszcze niedawno nie umiała czytać ani pisać!!


Starzeję się...

Niewątpliwie.

Wkurw totalny.

Zwykle tak bywa, że...

Do pewnego momentu jest super, doskonała relacja, pełne zrozumienie, odczytywanie zachcianek, picie sobie z dzióbków i tak dalej...

Następnie przychodzi zgrzyt. I Misiaczkowi Dziubdziusiowi, Koteczkowi rosną rogi i pazury, kopytami zarysowuje parkiet, we wszystkim jest na "nie".

Zaczyna używać słów "Mogłaś to zrobić wczoraj", " Mogłaś mi przypomnieć", " Nie wiedziałem", "Nie mam na to czasu" i "Czym ty jesteś zmęczona???"

Nagle czujemy się odpowiedzialne za całe zlo tego świata łącznie z gradobiciem i plagą komarów.

I domową boginię wśród fajerwerków i donośnych efektów dźwiękowych szlag nagły trafia.

Oczywiście ten stan rzeczy nie trwa nigdy długo. Misiaczek piłuje szpony a Walkiria chowa uzbrojenie w zaciszu szafy...

Ale są takie dni...

Na szczęście mam na nie sposoby..
Dzisiaj taki:

A Wy? Jakie macie rady na chwilowy Armagedon? :-)

Niedoczas....

Czytałam niedawno artykuł.
O nowego rodzaju biedzie.
O ludziach, którzy cierpią na brak czasu. Za żadne pieniądze nie da się go kupić...

Mi się ostatnio wydaje, że spędzam moje życie w pracy. Albo do niej jadąc, albo z niej wracając. Nie macie tak czasami?
Czas, który odczuwam naprawdę, ten, kiedy jestem z moją rodziną, albo robię coś dla siebie jest na wagę złota. I znam tę wagę...

Wielkanoc była wspaniała. Tym razem Rodzice i Babcia przyjechali do mnie. Mialam ich wszystkich tak blisko i choć pojawiły się międzypokoleniowe zgrzyty, było dobrze...

Kiedyś nie doceniałam tego wspólnego czasu. Teraz kiedy pozostało nas tak mało... kolekcjonuję wszystkie momenty, zapisuję w myślach chwile. Na zapas.

Jeszcze dwa dni i uciekamy z K. Reset, zmiana otoczenia, potrzebuję tego bardzo.
Znowu z Rodzicami... :-)

Nie mogę się doczekać.

Dziękuję że zostawiacie słowa. Może tego bardzo nie widać, ale znowu mi się dzięki temu chce pisać. 😀
Udanego weekendu.
Słońca Wam i Sobie życzę!