Przejdź do głównej zawartości

Poweekendowo...

Weekend udał się wprost idealnie :)
Mężonowi na szczęście udało się wyrwać z pracy i w piątek całą czwórką uskuteczniliśmy najpierw 3 godzinną podróż pociągiem, potem jeszcze godzinną jazdę autkiem Tatunia... I... dotarliśmy do domu, gdzie czekała na nas z utęsknieniem kochana, roześmiana buźka Mamuni :) Kolacja, (pyszności oczywiście) i pogaduchy do późnych godzin nocnych... A rano tak fajnie się było obudzić w moim panieńskim pokoju z Mężonem u boku :D

W sobotę kupiliśmy ulubiony alkohol Dziadka i wielkiego chabazia w kwiaciarni dla Babci i oczywiście jej ulubione "ptasie mleczko"... Rodzice zamówili w cukierni pyszny tort z okazjonalnym napisem i byliśmy gotowi "na wesele" ;)
Miny Dziadków, kiedy oprócz oczekiwanych moich rodziców zobaczyli nas - bezcenne. Babcia miała łezki w oczach, Dziadkowi uśmiech nie schodził z twarzy... Bardzo się cieszę, że mogliśmy im sprawić tyle radości...

Szkoda tylko, że czas spędzony razem minął tak szybko... Teraz tylko pozostało mi odliczać dni do świąt... Dobrze, że to już niedługo...

Mamunia rozbroiła mnie torbą pełną śpioszków, pajacyków i kaftaników dla dzieciątka... Takie to wszystko malutkie i mięciutkie... :) Aż mi trudno było uwierzyć, że to nie dla lalki tylko dla mojego Maluszka :)

A Maleństwo... Łaskocze mnie od środka :D Tak nieporadnie jeszcze... Ale jak cudnie to poczuć ;)

Komentarze

  1. a ja już dziadków nie mam. same babcie mi zostały, a szkoda, bo miałam naprawdę świetnych dziadków.
    ale tego torta to bym zjadła ;-) przywiozłaś kawałek?

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale za to masz piękne wspomnienia :) A co do tortu - trochę nas bylo, skonsumowaliśmy na miejscu ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. łaskocze?? jeju....taki motylek prawda?? wyobrażam sobie miny dziadków na Wasz widok i twoją minę też widzę....gdy wyciagałaś te maleńkie rzeczy..... masz rację---to jest bezcenne.
    ściskam i miłęgo poniedziałku życzę

    OdpowiedzUsuń
  4. No własnie Olu :D W końcu rozumiem powiedzenie mieć motyle w brzuchu :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Ach nawet nie wiesz jak mnie tym postem rozczuliłaś...a zarazem łezka mi się zakręciła, bo ja już babci ani dziadka nie mam.Zresztą moje dziewczynki też tylko babcię (moją mamę) i dziadka (tatę męża) mają, reszta odeszła za szybko...zwłaszcza moja teściowa.
    A to jest takie fajne mieć taką wielopokoleniową rodzinę...zazdroszczę...

    OdpowiedzUsuń
  6. :) Szarlotko bardzo doceniam to, co mam, szczególnie że to jedyni dziadkowie, rodziców Mamy już nie ma, dziadka nawet nie poznałam. Mam nadzieję że moje dziecię pozna co to wielopokoleniowa rodzinka :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ciocia Cukiereczek:)1 grudnia 2008 21:24

    Czemu to co dobre i mile szybko sie konczy?:))) Ale juz niedlugo swieta i.... nasze spotkanie!!:D
    I moze ja juz wtedy poczuje jak malenstwo sie rusza?:D

    OdpowiedzUsuń
  8.  
     
                                              ^_^




    Nie tylko babcia miala łezki w oczach ; )

    OdpowiedzUsuń
  9. ojjj, to cudnie. niech się rusza robaczek malutki :) uściski.

    OdpowiedzUsuń
  10. Jej tak świątecznie mi się zrobiło przez twój post, i rodzinnie jakoś i jeszcze troszkę smutno, bo przypomniały mi się moje rodzinne święta. A teraz tak pusto trochę bez Mamusi. Ale cieszę się, że jest jak jest...

    Super, że wierciuszek już daje się we znaki :D Słodkie takie łaskotki... I od razu zaczynasz czuć, że naprawdę jesteś w ciąży :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Zazdroszczę:
    1)dziadków
    2)tortu
    3)motylków (to się wkrótce dość radykalnie zmieni:-)))
    4)pierwszych dzieckowych ciuchów (jestem przerażona, kiedy przymierzam te mikroskopijności do Młodego-jak ja to mogłam na niego wciągać i go nie zwichnąć w każdym stawie????)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Zbieram dobre słowa ;)

Popularne posty z tego bloga

Ku pamięci ;-)

Ważne!

Dzisiaj moja córka zaczęła pisać swój pamiętnik.

Ziarno zostało zasiane...

Ale serio? Że już??

Przecież jeszcze niedawno nie umiała czytać ani pisać!!


Starzeję się...

Niewątpliwie.

Wkurw totalny.

Zwykle tak bywa, że...

Do pewnego momentu jest super, doskonała relacja, pełne zrozumienie, odczytywanie zachcianek, picie sobie z dzióbków i tak dalej...

Następnie przychodzi zgrzyt. I Misiaczkowi Dziubdziusiowi, Koteczkowi rosną rogi i pazury, kopytami zarysowuje parkiet, we wszystkim jest na "nie".

Zaczyna używać słów "Mogłaś to zrobić wczoraj", " Mogłaś mi przypomnieć", " Nie wiedziałem", "Nie mam na to czasu" i "Czym ty jesteś zmęczona???"

Nagle czujemy się odpowiedzialne za całe zlo tego świata łącznie z gradobiciem i plagą komarów.

I domową boginię wśród fajerwerków i donośnych efektów dźwiękowych szlag nagły trafia.

Oczywiście ten stan rzeczy nie trwa nigdy długo. Misiaczek piłuje szpony a Walkiria chowa uzbrojenie w zaciszu szafy...

Ale są takie dni...

Na szczęście mam na nie sposoby..
Dzisiaj taki:

A Wy? Jakie macie rady na chwilowy Armagedon? :-)

Niedoczas....

Czytałam niedawno artykuł.
O nowego rodzaju biedzie.
O ludziach, którzy cierpią na brak czasu. Za żadne pieniądze nie da się go kupić...

Mi się ostatnio wydaje, że spędzam moje życie w pracy. Albo do niej jadąc, albo z niej wracając. Nie macie tak czasami?
Czas, który odczuwam naprawdę, ten, kiedy jestem z moją rodziną, albo robię coś dla siebie jest na wagę złota. I znam tę wagę...

Wielkanoc była wspaniała. Tym razem Rodzice i Babcia przyjechali do mnie. Mialam ich wszystkich tak blisko i choć pojawiły się międzypokoleniowe zgrzyty, było dobrze...

Kiedyś nie doceniałam tego wspólnego czasu. Teraz kiedy pozostało nas tak mało... kolekcjonuję wszystkie momenty, zapisuję w myślach chwile. Na zapas.

Jeszcze dwa dni i uciekamy z K. Reset, zmiana otoczenia, potrzebuję tego bardzo.
Znowu z Rodzicami... :-)

Nie mogę się doczekać.

Dziękuję że zostawiacie słowa. Może tego bardzo nie widać, ale znowu mi się dzięki temu chce pisać. 😀
Udanego weekendu.
Słońca Wam i Sobie życzę!