Przejdź do głównej zawartości

Zdechlaczek....


Fajnie było w ten czterodniowy weekend. I wcześniej - chodzenie co drugi dzień do pracy też było fajne. Mogłabym tak ciągle ;) 

W wolne dni Jula wstawała zaraz po szóstej. Piękne niebieskie bezchmurne niebo, szykowałyśmy się do wyjścia i - w drogę... Np do przychodni, którą Młoda "zaliczyła" w trakcie długiego weekendu dwukrotnie. 
 Bo "Mamooo gillll!!!" i kaszel gruźliczy przy usuwaniu go z organizmu. Żadnej gorączki, żadnego osłabienia - no może humorki primadonny ciut częstsze niż zwykle...
Pani doktor początkowo zaleciła tylko syrop na kaszel i wodę morską do nosa. Bo samo miało minąć. Nie minęło, więc w piątek odbyła się kolejna wizyta, która zaowocowała buteleczką z Zyrtec-em. 

Aż mną wstrząsnęło, bo ten sam lek, tylko w tabletkach brałam przez sporą część mojego życia (+/- 7 lat) miałam nadzieję,  że Ona nie będzie musiała. W końcu robiliśmy testy, które nic nie wykazały. Tłumaczyłam to lekarce, a ona mi że teraz jest duże stężenie wszelkiego alergizującego paskudztwa, że gorąco, że wszystko się dopiero teraz może pokazać... Że takie testy właściwie nic nie znaczą. 

Od piątku Jula popija więc kropelki, katar się uspokoił, zniknął całonocny kaszel. Wygląda na to, że lekarstwo pomaga. Ech..

A na fotce moja czytaczka, bladym świtem pod balkonową poziomką :)

Komentarze

  1. Pierwszy raz komentuję z telefonu i od razu takie ładne zdjęcie :) biedna Jula, może teraz jej ulży trochę. Uściski dla Was!

    OdpowiedzUsuń
  2. Pani doktor ma trochę racji z tymi testami na alergię. Jula jest jeszcze za mała i nawet przy negatywnym teście nie znaczy, że nie jest alergiczką.
    Mnie się dopiero na studiach ujawniła zaraza :) Wcześniej nigdy żadnych objawów nie miałam, a teraz chce się zakichać na amen :)

    Z drugiej strony zyrtec to dość silny lek więc też kurcze miałabym wątpliwości :)
    U nas też jedna lekarka zalecała podawanie zyrtecu na noc, żeby dziecko się nie męczyło w nocy, więc zdarzyło mi się podawać, ale tylko wtedy, kiedy faktycznie nie było spania. No.

    To zdrówka dla Was.
    Nie dawajcie się czy to chorobie czy alergii!
    Buźka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiem właśnie, ja zostałam zdiagnozowana jako siedmiolatka, więc nigdy nic nie wiadomo, a Zyrtec dajemy tylko na noc, sama też tak brałam, bo dawało najlepsze efekty. Mam nadzieję, ze to będzie okazjonalne podawanie a nie tak jak u mnie pudełko za pudełkiem :/
      Dzięki!!

      Usuń
  3. Oj, bidulka! :-/
    Tyle tych alergii dookoła. Młodszy Szwagrów (2,5 lat) też jest już alergikiem...
    A może byś spróbowała jakiś naturalnych metod na razie, może jakiś ziółek? żeby jej tym lekiem nie faszerować?

    Ale słodko wygląda na tym zdjęciu! :-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ziołowe też podajemy, takie na poprawienie odporności, ale jeśli to alergia to żadne zielsko nie pomoże :/

      A co do foty, muszę jej strzelić taką "na śpiocha" - jak na stosie książek zasypia - to najlepsze przytulanki :))

      Usuń
  4. Zdjęcie rzeczywiście jest fajowe. Taka mała-duża, zamyślona... super :)

    Zdróweczka dziewczyny!

    OdpowiedzUsuń
  5. czasami Zyrtec daja na kaszel niewiadomego pochodzenia niestety... jesli chodzi o alergeny jednak najlepiej wychodza z krwi, testy skórne to tak nie za ciekawie z wychodzeniem niestety :((
    mam nadzieje ze zdrówko przyjdzie szybcorem ;)
    A zdjecie poprostu bajerek!!!! Czytelniczka na maxa hihihi ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu ona miała takie z krwi badania robione... ale to prawda, ze alergii długo nie widać, potem jest, znowu nie ma (jak u mnie) trzeba jakoś przetrwać... Dzięki!

      Usuń
  6. ale z tymi testami to prawda. Sama kiedys sobie robilam i lekarz kazal mi przyjsc albo pod koniec marca albo w pazdzierniku, kiedy w powietrzu nie bedzie juz tyle badziewia fruwac.

    OdpowiedzUsuń
  7. Julka- zdrowiej !!! :)) Szkoda czasu na chorowanie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Oj Wy się macie z tymi chorobami, zdrówka!

    OdpowiedzUsuń
  9. Widzę że Julusia rusza z książką w ślady mamuni :))
    Zdrówka życzę "ogilanej królewnie" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)) tak, nawet z książkami już sypia jak mamusia ;) dzięki!!

      Usuń
  10. A no niestety, na chorobę nie ma rady.. sama coś o tym wiem. Dzięki Bogu złapało mnie w ostatnie dni majówki! Polecam wodę z miodem i cytrynką- smaczne i z witaminką :P
    Zdrowia życzę!!! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żle że w ogóle złapało - ja również życze zdrowia :) dzięki :)

      Usuń
  11. Zdechlaczek pięknie się prezentuje na balkonie - zupełnie jak nie zdechlaczek :D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, gdyby nie ten katar do pasa i gruźliczy kaszel nikt by nie powiedział o niej, że jest chora :D

      Usuń

Prześlij komentarz

Zbieram dobre słowa ;)

Popularne posty z tego bloga

Ku pamięci ;-)

Ważne!

Dzisiaj moja córka zaczęła pisać swój pamiętnik.

Ziarno zostało zasiane...

Ale serio? Że już??

Przecież jeszcze niedawno nie umiała czytać ani pisać!!


Starzeję się...

Niewątpliwie.

Wkurw totalny.

Zwykle tak bywa, że...

Do pewnego momentu jest super, doskonała relacja, pełne zrozumienie, odczytywanie zachcianek, picie sobie z dzióbków i tak dalej...

Następnie przychodzi zgrzyt. I Misiaczkowi Dziubdziusiowi, Koteczkowi rosną rogi i pazury, kopytami zarysowuje parkiet, we wszystkim jest na "nie".

Zaczyna używać słów "Mogłaś to zrobić wczoraj", " Mogłaś mi przypomnieć", " Nie wiedziałem", "Nie mam na to czasu" i "Czym ty jesteś zmęczona???"

Nagle czujemy się odpowiedzialne za całe zlo tego świata łącznie z gradobiciem i plagą komarów.

I domową boginię wśród fajerwerków i donośnych efektów dźwiękowych szlag nagły trafia.

Oczywiście ten stan rzeczy nie trwa nigdy długo. Misiaczek piłuje szpony a Walkiria chowa uzbrojenie w zaciszu szafy...

Ale są takie dni...

Na szczęście mam na nie sposoby..
Dzisiaj taki:

A Wy? Jakie macie rady na chwilowy Armagedon? :-)

Niedoczas....

Czytałam niedawno artykuł.
O nowego rodzaju biedzie.
O ludziach, którzy cierpią na brak czasu. Za żadne pieniądze nie da się go kupić...

Mi się ostatnio wydaje, że spędzam moje życie w pracy. Albo do niej jadąc, albo z niej wracając. Nie macie tak czasami?
Czas, który odczuwam naprawdę, ten, kiedy jestem z moją rodziną, albo robię coś dla siebie jest na wagę złota. I znam tę wagę...

Wielkanoc była wspaniała. Tym razem Rodzice i Babcia przyjechali do mnie. Mialam ich wszystkich tak blisko i choć pojawiły się międzypokoleniowe zgrzyty, było dobrze...

Kiedyś nie doceniałam tego wspólnego czasu. Teraz kiedy pozostało nas tak mało... kolekcjonuję wszystkie momenty, zapisuję w myślach chwile. Na zapas.

Jeszcze dwa dni i uciekamy z K. Reset, zmiana otoczenia, potrzebuję tego bardzo.
Znowu z Rodzicami... :-)

Nie mogę się doczekać.

Dziękuję że zostawiacie słowa. Może tego bardzo nie widać, ale znowu mi się dzięki temu chce pisać. 😀
Udanego weekendu.
Słońca Wam i Sobie życzę!