Przejdź do głównej zawartości

Panta rhei...

Dzień za dniem, dzień za dniem...Wszystko płynie...

Ja dzisiaj dosłownie - spływam z krzesła i przyklejam się do klimatyzatora... Kocham lato, ale 34 stopnie to lekka przesada. Dobrze, że to podobno tylko dziś.

W piątek wybrałam się do fryzjera, bo moje lustro na mój widok darło się - Idź stąd!!! Mój kolejny pierwszy raz. Nie cierpię, kiedy muszę zmieniać "kosiarkę", bo zwykle wracam do domu i pakuję głowę pod kran, żeby zmienić "ułożenie fryzury". Przez jakiś czas miałam salon fryzjerski rzut beretem - w tym samym bloku. Niestety dziewczyny się wyniosły, bo podnieśli im czynsz :/ Od tego czasu "testuję" salony w pobliżu. Byłam już w post peerelowskim zakładzie, gdzie dorwała mnie "pani Wandzia" tnąc wszystko jak popadnie - na równo, pod ekierkę, byłam u dziwnej Pani Basi, u której pusto i cicho - w salonie jedno krzesło i jedno lustro, ławeczka i wieszak na kurtki, Pani Basia strzygła mnie opowiadając o wszystkich członkach swojej rodziny, sąsiadach i znajomych. A potem otworzyła pusty terminarz pytając na kiedy ma mnie zapisać "znowu". Spojrzałam na siebie w lustrze i oddaliłam się w pośpiechu ;)

A teraz trafiłam na chyba całkiem niezły salon - najpierw poszłam tam z Julą, Pani się nie przestraszyła, zrobiła Młodej porządek na głowie sprawnie i szybko, za wiele nie gadała, wokół czysto i schludnie - one kozie death - poszłam i ja. 

Być może Pani fryzjerka miała "zły dzień". Okres+PMS+9 miesiąc ciąży. Być może, nie wiem. Usiadłam w fotelu niczego nieświadoma, bo powitała mnie uśmiechem. Następnie okryła mnie peleryną i :
- próbowała mnie oskalpować ciągnąc włosy grzebieniem jedną ręką i przytrzymując głowę drugą.
- utopić mocząc mą dotychczasową fryzurę co najmniej litrem wody ze spryskiwacza.
- zabić nożyczkami, ale przy tym uharatała się narzędziem zbrodni w palec i pośpiesznie oddaliła w ustronne miejsce żeby go opatrzyć.

Lekko zestresowana pozostałam na fotelu. Pani Kosiarka wróciła, tu podcięła, tam chlasnęła, tu podpięła, tam skosiła, wyłączyła komórkę bo jej dzwoniła, znów ciachnęła, podczesała, wyłączyła dzwoniącą komórkę, znów ciachnęła i... 
- Wie Pani, to ja odbiorę, bo może to coś ważnego jest. 
- No, skoro ktoś się tak dobija to pewnie tak.

Było ważne - jak jasna cholera...

- E, nie, to weź sobie tą bluzkę żółtą, no, ona tam w szafie jest, nie, nie z tej strony z drugiej, no masz? No, to wyprasuj, ale ja to może za pięć minut zadzwonię bo tu panią kończę i nieelegancko (macha do mnie nożyczkami szepcząc: S I O S T R A) no, ale do tego to sobie getry weź, ale nie te, te błyszczące, no są tam tylko musisz podnieść te ciuchy z wierzchu - no masz? Nie, to fajnie wygląda jak ubierzesz, zobaczysz...

Pani Kosiarka dokończyła rozmowę. Wróciła - No widziała Pani, poważna sprawa, bo ja to ogólnie to pożyczam ciuchy ale jak mnie kto zapyta najpierw.

Wymiękłam.

"skończyła mnie". I poszłam. Na szczęście wyglądam. Jakoś.

Ale ogólnie to był fajny weekend... Weekend pod tytułem "nic nie muszę - mogę wszystko" ;) 
W sobotę rano okazało się, że w łóżku mam Mężona (a zwykle jest w pracy) potem przygalopowała Jula z jednym okiem jeszcze zamkniętym i ziewając. Mąż ją odtransportował z powrotem do jej łóżka, przysnęła, my też, wstaliśmy o całkiem znośnej porze, zjedliśmy spokojnie śniadanko i wybraliśmy się do Voxa i Ikei (tak, wiem, bardzo niepedagogicznie ;) pooglądać mebelki do salonu i "Do tego miejsca gdzie się bawią dzieci Mamuniu!!" Miejsce gdzie się bawią dzieci - Smalandia - czy jak się ta przechowalnia nazywa, wabiło Julę już od ostatniej wizyty, kiedy obiecaliśmy jej, ze "następnym razem" jak będzie większa, bo póki co nie miała 3 lat. Stała z nosem przy szybie i jojczała strasznie. Tym razem jak weszliśmy do sklepu też pogalopowała radośnie, odczekała aż wypełnię formularz, zdjęła buciki, dała się "opieczętować", pani wyciągnęła do niej rękę, a ona do mnie - No chodź Mamuniu!! I.... No rozpacz była, bo mam trochę więcej niż 1,30 m i mię nie wpuścili no ;)  Przy tej jawnej dyskryminacji Jula postanowiła się ze mną zsolidaryzować i też nie poszła. Za to z rozdziawioną buzią zwiedzała "mebloland" razem z nami i chyba miała więcej frajdy z tego niż w kulkach :D

Zeżarliśmy obiad na miejscu (tak, wiem, niezdrowo ;) i potem w domu nie wiedziałam co zrobić z wolnym czasem bez garów. Nadszedł czas na "prace ręczne" ;) O takie:

Przedstawiamy:


Żyrafa, dwa drzewka i Dzibon (gibon)


A potem "Auta" oglądaliśmy, bo już lało (tak, wiem, MEGA niepedagogicznie :)).

A wieczorkiem, gdy już Młoda wycałowana i usatysfakcjonowana stertą przeczytanych książeczek wreszcie poszła w kimono obejrzeliśmy sobie kolejne 2 odcinki The Borgias. 

Pan Kardynał Cezare Borgia... no cóż, niezłe ciacho ;)

                                                         Źródło zdjęcia http://www.tumblr.com/tagged/cesare-borgia?before=1340051144

A w niedzielę...
C.D.N.

Komentarze

  1. :))))) Fajny weekend za Wami.
    Ja na salonach fryzjerskich wole nie testowac. Zwlaszcza, ze te moje wlosieta ostatnio jakies liche. Ale na szczescie pojutrze doczekaja sie w koncu kolorku, a za max 2 tyg usiade na fotelu i powiem "TNIJCIE" :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, jak nie muszę to też nie testuję - jak znajdę porządną fryzjerkę to potem trzymam się jej wszystkimi pazurami ;) Niestety one co jakiś czas rzucają mnie - przenosząc się na jakieś końce świata ;) Powodzenia z kolorkiem a i do "tnijcie" już niedużo zostało ;) Buziaki!!

      Usuń
  2. No to weekend mieliście udany! :D Ja też uważam, że co jak co, ale już 34 stopnie to grupa przesada. No to zastrajkowałam i... nie wyłażę dziś z domu!
    O! Niech sie szanowny upałek w tyłek cmoknie.
    Julinki zdjęcia jak zwykle cudowne.
    I prace ręczne też świetnie. Widać że macie duże talenty :D A co do Ikei
    ( A wiesz że ja tam jeszcze nie byłam? O.O i chyba dobrze, bo bym musiała zaciągnąć kredyt.I wybudować dom ^^) to uważam, że w przechowalni dziecięcej zachowali się BARDZO nie ładnie! Przecież Julka chciała się z mamusią "pokoźlić" w piłeczkach!
    A fe!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. taa, fajnie było ;) wczoraj też wolałabym nie wyłazić alę mnię praca wzywała :/ A co do "pokoźlenia" (pierwszy raz słyszę takie określenie ;) to faktycznie szkoda byłabym jak ten wieloryb w morzu kulek ;))

      Usuń
  3. hahahaha jak poczytałam o tych salonach,to kochana czapka z głowy:) Ja bym zwiała.Jak to zlała Cię spryskiwaczem?na sucho?bez mycia ciachała???tak jeszcze tną?:PPP
    Co do Julindy,zakochanam wciąż.Dobra córa,z matuchną zsolidaryzowana.Zwierzaki wyszły Wam cudne,choć na pierwszym zdjęciu,na pierwszy plan wysunął mi się zadek z rozkraczonymi łapiętami,skojarzyło się nietęgo:D
    A ten na dole...hmmmm coś podobny gust mamy,ciacho że ho ho;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D u nas tak wszystkie teraz poza tymi "ę ą" Lorealami i JLDavidami - byle szybciej ;)
      A co do solidaryzowania - żebyś Ty widziała jak ona ojca goni :D:D Mężon już się przekonał jak to jest mieć dwie baby w domu :D:D zobaczysz, jak Nela podrośnie będziecie trzęsły chałupą razem ;))
      Zadek??? Jaki zadek? To gibon jest :D:D
      A ten na dole mhmmm ;)

      Usuń
  4. A tam niepedagogiczne.
    Nadrobiłyście tymi cudnymi zwierzakami :)

    Ja ostatnio też wyglądam jak nieszczęście. Korci mnie żeby włosy skrócić o połowę, ale wszystkie "moje" fryzjerki definitywnie odmawiają przycinając jedynie końcówki. Obcym boję się oddać :)

    A co do tego pana na dole... cóż, mogę za Wami powtórzyć "hmmmm" :)
    Z odcinka na odcinek się rozkręca, coraz bardziej niegrzeczny się robi, więc smaczku jeszcze nabiera ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żyrafę Mężon sklejał, więc nawet "rodzinnie" było ;) może fryzjerki mają rację? moim zdaniem ładnie Ci tak, jak jest :)
      A pan na dole... ach ;)

      Usuń
  5. Kochana, ja to bym chyba z tego fotela uciakła! :-)
    Ale dobrze, że zadowolona wyszłaś, bo ciężko trafić z tymi fryzjerkami. Ja nie mam jakoś w zasadzie "swojej" fryzjerki i strasznie mi ciężko, jak mam się zdecydować, gdzie iść...

    Zwierzaczki super! Fajnie tak spędzać razem czas! ;-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zadowolona, ze żywa :D Bo żeby zupełnie idealnie było, to nie powiem ;) a dobry fryzjer na wagę złota :)

      Podeślę Ci szablon na zwierzaczki jak przyjdzie pora ;) buziaki!

      Usuń

Prześlij komentarz

Zbieram dobre słowa ;)

Popularne posty z tego bloga

Ku pamięci ;-)

Ważne!

Dzisiaj moja córka zaczęła pisać swój pamiętnik.

Ziarno zostało zasiane...

Ale serio? Że już??

Przecież jeszcze niedawno nie umiała czytać ani pisać!!


Starzeję się...

Niewątpliwie.

Wkurw totalny.

Zwykle tak bywa, że...

Do pewnego momentu jest super, doskonała relacja, pełne zrozumienie, odczytywanie zachcianek, picie sobie z dzióbków i tak dalej...

Następnie przychodzi zgrzyt. I Misiaczkowi Dziubdziusiowi, Koteczkowi rosną rogi i pazury, kopytami zarysowuje parkiet, we wszystkim jest na "nie".

Zaczyna używać słów "Mogłaś to zrobić wczoraj", " Mogłaś mi przypomnieć", " Nie wiedziałem", "Nie mam na to czasu" i "Czym ty jesteś zmęczona???"

Nagle czujemy się odpowiedzialne za całe zlo tego świata łącznie z gradobiciem i plagą komarów.

I domową boginię wśród fajerwerków i donośnych efektów dźwiękowych szlag nagły trafia.

Oczywiście ten stan rzeczy nie trwa nigdy długo. Misiaczek piłuje szpony a Walkiria chowa uzbrojenie w zaciszu szafy...

Ale są takie dni...

Na szczęście mam na nie sposoby..
Dzisiaj taki:

A Wy? Jakie macie rady na chwilowy Armagedon? :-)

Niedoczas....

Czytałam niedawno artykuł.
O nowego rodzaju biedzie.
O ludziach, którzy cierpią na brak czasu. Za żadne pieniądze nie da się go kupić...

Mi się ostatnio wydaje, że spędzam moje życie w pracy. Albo do niej jadąc, albo z niej wracając. Nie macie tak czasami?
Czas, który odczuwam naprawdę, ten, kiedy jestem z moją rodziną, albo robię coś dla siebie jest na wagę złota. I znam tę wagę...

Wielkanoc była wspaniała. Tym razem Rodzice i Babcia przyjechali do mnie. Mialam ich wszystkich tak blisko i choć pojawiły się międzypokoleniowe zgrzyty, było dobrze...

Kiedyś nie doceniałam tego wspólnego czasu. Teraz kiedy pozostało nas tak mało... kolekcjonuję wszystkie momenty, zapisuję w myślach chwile. Na zapas.

Jeszcze dwa dni i uciekamy z K. Reset, zmiana otoczenia, potrzebuję tego bardzo.
Znowu z Rodzicami... :-)

Nie mogę się doczekać.

Dziękuję że zostawiacie słowa. Może tego bardzo nie widać, ale znowu mi się dzięki temu chce pisać. 😀
Udanego weekendu.
Słońca Wam i Sobie życzę!