Przejdź do głównej zawartości

Sposoby na bolącą ósemkę. Poradnik weekendowy.

 
Środki przeciwbólowe są przereklamowane. Sprawdziłam, przestało pomagać jakoś za szybko i się wkurzyłam. Bo bolało dalej. Tonący brzytwy się chwyta. Postanowiłam sięgnąć po metody niekonwencjonalne.

W piątek było mi już totalnie wszystko jedno.
Spuchnięta, obolała, zmęczona życiem dowlokłam się do domu. Dobrze, że obiad był tylko do odgrzania.

Znieczulenie zaaplikowałam sobie metodą numer jeden - "na żula":  Mężon wyprodukował wysokoprocentowy specyfik, chyba go wypiłam, ale pewna nie jestem, bo niczego więcej z tego dnia nie pamiętam ;)

Sobota powitała mnie nad ranem lekkim ćmieniem. Jeszcze zaspana zastosowałam więc natychmiast metodę numer dwa - "na nimfomankę". Nie będę jej dokładnie opisywać, ale Mężonowi bardzo przypadła do gustu. Uznał, że może mnie tak leczyć codziennie ;) Ja również polecam!

Endorfiny zrobiły swoje, po śniadanku postanowiłam kontynuować terapię zastępczą, tym razem metodą numer trzy - "na zakupoholiczkę". Dziecku memu potrzebne były buty, poza tym zahaczyliśmy jeszcze o OBI i REAL. Metoda skuteczna, bo w ferworze zakupów zupełnie zapomniałam o ząbeczku -  niestety krótkotrwała. Działa tylko "w trakcie aplikacji", zaraz po wyjściu ze sklepu może mieć skutki uboczne w postaci dziurawego budżetu.

Kolejną sprawdzaną przeze mnie metodą była metoda numer cztery - "klin klinem"  - czyli jak Cię coś boli spraw, żeby bolało Cię coś innego - o tym pierwszym skutecznie zapomnisz.
Ok, trochę nieświadomie ją zastosowałam. 
Rzuciłam się ze ścierą na okna - bo wiecie, mam sąsiada. Takiego - piętroniżejinaprawo. Sąsiad ten ma coś, czego ja pożądam a nie mam - Taras Gigant. I on na ten taras wynosi szczekające pieski, wrzeszczące papugi, on sobie grilla robi i TV z niego ogląda... Ale niech mu tam. Wszystko przeżyję, ale tego że on na tym Gigant Tarasie GOŁĘBIE hoduje - żame!! Ja nie wiem, czy wszyscy, ale raczej większość się orientuje w rozmiarach krakowskich gołębi. Te fruwające pulpety, gruchają, podglądają,  ale przede wszystkim srają gdzie popadnie. A jak jeszcze deszcz pada, to rozbryzg powodują okrutny. Tak więc czyste okna to u mnie sen wariata jakiś ;) 
No i rzuciłam się ze ścierą na te okna, wiatr wiał, kwiaty pachły... Mąż uskuteczniał jakieś odkurzanko... Słonko se wyjszło... Szybki były w końcu czyste, a mnie jak mój kręgosłup podziękował za te ćwiczenia... To ząbka nie czułam ZUPEŁNIE. Myślę że leczenie kanałowe, to by był Pan Pikuś.

Mąż wieczorem zaproponował metodę leczniczą numer dwa, ale dałam mu do zrozumienia, że w tym momencie to raczej by było "na nekrofila" i dał sobie spokój ;)
Za to na dokładkę zadzwoniła Szanowna Teściowa i zaprosiła nas na obiad. Metody numer cztery miałam już jednak BARDZO dość. Groziło przedawkowanie i "po głębokim namyśle" w niedzielę rano Mężon zadzwonił, że nie przyjedziemy.

Za to wybraliśmy się na spacer. Wątpiłam w jakąkolwiek wartość tego rodzaju peregrynacji i dość sceptycznie do niej podeszłam... aleeee Tym razem Mężon miał rację :)
Okazało się, że metoda numer pięć - na globtrotera jest świetna nie dość, że na bolące kręgi słupne to i na kiepski nastrój ;))

Bo okazało się, ze rzut beretem od bloku mamy... - coś takiego:

taki mini zalew. 


pochmurno dosyć było, więc zdjęcia takie sobie ale taki cudny spokój bije z tej wody... Spotkaliśmy niewielu ludzi, spacerują sobie z pieskami, panowie łowią ryby, od czasu do czasu przejechał jakiś rower... ;) Może to wynik pogody jako takiej ale... było super :)


Jula była zachwycona :D kwiatki, motylki, kaczki, łabędzie, woda... ACH ;)


Potem tata niósł na barana - daleko było ;)
Wróciliśmy do domu, miałam siłę zrobić pyszny obiad i upiec drożdżówki :D A dziś - zero bolesnych objawów. Metoda nr pięć daje wspaniały skutek uboczny - szczęśliwość ogólnorodzinną  :)))

A jak tam WASZE weekendy? Buziol!

Komentarze

  1. Bajerek kochana, ciesze sie ze tak wspaniale sie odbólowałas ;))
    Ja weekendos zmian ;)
    od salonu pieknosci do zołzowatosci rodzinnej, a co! Kiedys trzeba powiedziec dość hehe ;)
    Buziakuje... a zalewik super ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ach Ci mężowie, wszystko by TYM wyleczyli ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. no ale wiesz... gdyby nie zostala zastosowana metoda numer 2, to metoda numer 5 nie bylaby tak skuteczne :P Mozesz tak podlechtac rozbudzone ego Mezona :P
    Fajnie, ze juz Ci lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Przegapiłam Twoje ząbkowe problemy.
    Ale może to dobrze, bo już lepsze wieści widzę.
    Ba!
    Nie tylko lepsze, ale takie cudowne :)
    Kuruj się zatem dalej, oby tak skutecznie jak do tej pory :)
    Najlepiej - dla dobra pożycia rodzinnego metodą nr 2. Mnie podoba się najbardziej ;p
    Trójka tez niezła, ale troche za bardzo budzet obciąża :/

    Buzia

    OdpowiedzUsuń
  5. hahahah padłam jak to przeczytałam :)))))metody są the best !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. trzeba się dzielić tym, co się przetestowało na własnej skórze ;)

      Usuń
  6. Znaczy się teściowa byłaby w tym wypadku klinem, czy jej potrawy?:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. teściowa stanowczo, choć potrawom też niewiele brakuje ;)

      Usuń
  7. metody wypróbuję, bo mnie zauroczyły:D
    Ale wiesz, jeszcze bardziej Twoje...buty:P
    Sliczne:))) uwielbiam takie paputki:))))
    Zalew mają, a nie wiedzieli...ot cała Beatka:P
    Kochana weekend jako tako, ale dziś to już istana masakra:D

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja weekend miałem normalny. Się jeszcze nie mogę przyzwyczaić po powrocie z Amsterdamu. Ale w ten weekend powinienem już być przyzwyczajony:)
    Pozdrawiam serdecznie rodzinkę i zapraszam do siebie do Amsterdamu
    Vojtek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. witaj u mnie Vojtku :) na pewno zajrzę do Tego Amsterdamu u Ciebie jak tylko znajdę wolną chwilę :) dziękuję za pozdrowienia i zaproszenie :)

      Usuń
  9. hahaha, super!
    Ale się usmiałam, choć bolący ząb do śmiechu wcale nie jest :) Metoda nr 2 - najlepsiejsza :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. e tam nie jest - jak się znudzi płakanie to trzeba się śmiać - cóż zostaje?

      Usuń
  10. Metodyka pierwsza klasa! Ciekawe, czy na inne bóle też działa...

    OdpowiedzUsuń
  11. Hahaha... ale się uśmiałam z metod ! REWELACJA!!! A bolącego zęba nie zazdroszczę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)) śmiechoterapia to też niezła metoda buziol! :)

      Usuń
  12. Hahaha! Kochana, dzięki za to, że mogłam się trochę pośmiać! ;-)
    Metody są boskie!
    Tygrys zawsze uważał, że metoda nr 1 i 2 to jedyne działające na świecie metody. Zresztą, dla nich, metoda nr 2 to lekarstwo NA WSZYSTKO, nie? ;-P

    No a jak się dzisiaj czujesz? :-*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. potwierdzam, ze faceci uważają się za cudotwórców jeśli o tą metodę chodzi ;) a jedynką sami się chętnie leczą , już lepiej :) dzięki!

      Usuń

Prześlij komentarz

Zbieram dobre słowa ;)

Popularne posty z tego bloga

Ku pamięci ;-)

Ważne!

Dzisiaj moja córka zaczęła pisać swój pamiętnik.

Ziarno zostało zasiane...

Ale serio? Że już??

Przecież jeszcze niedawno nie umiała czytać ani pisać!!


Starzeję się...

Niewątpliwie.

Wkurw totalny.

Zwykle tak bywa, że...

Do pewnego momentu jest super, doskonała relacja, pełne zrozumienie, odczytywanie zachcianek, picie sobie z dzióbków i tak dalej...

Następnie przychodzi zgrzyt. I Misiaczkowi Dziubdziusiowi, Koteczkowi rosną rogi i pazury, kopytami zarysowuje parkiet, we wszystkim jest na "nie".

Zaczyna używać słów "Mogłaś to zrobić wczoraj", " Mogłaś mi przypomnieć", " Nie wiedziałem", "Nie mam na to czasu" i "Czym ty jesteś zmęczona???"

Nagle czujemy się odpowiedzialne za całe zlo tego świata łącznie z gradobiciem i plagą komarów.

I domową boginię wśród fajerwerków i donośnych efektów dźwiękowych szlag nagły trafia.

Oczywiście ten stan rzeczy nie trwa nigdy długo. Misiaczek piłuje szpony a Walkiria chowa uzbrojenie w zaciszu szafy...

Ale są takie dni...

Na szczęście mam na nie sposoby..
Dzisiaj taki:

A Wy? Jakie macie rady na chwilowy Armagedon? :-)

Niedoczas....

Czytałam niedawno artykuł.
O nowego rodzaju biedzie.
O ludziach, którzy cierpią na brak czasu. Za żadne pieniądze nie da się go kupić...

Mi się ostatnio wydaje, że spędzam moje życie w pracy. Albo do niej jadąc, albo z niej wracając. Nie macie tak czasami?
Czas, który odczuwam naprawdę, ten, kiedy jestem z moją rodziną, albo robię coś dla siebie jest na wagę złota. I znam tę wagę...

Wielkanoc była wspaniała. Tym razem Rodzice i Babcia przyjechali do mnie. Mialam ich wszystkich tak blisko i choć pojawiły się międzypokoleniowe zgrzyty, było dobrze...

Kiedyś nie doceniałam tego wspólnego czasu. Teraz kiedy pozostało nas tak mało... kolekcjonuję wszystkie momenty, zapisuję w myślach chwile. Na zapas.

Jeszcze dwa dni i uciekamy z K. Reset, zmiana otoczenia, potrzebuję tego bardzo.
Znowu z Rodzicami... :-)

Nie mogę się doczekać.

Dziękuję że zostawiacie słowa. Może tego bardzo nie widać, ale znowu mi się dzięki temu chce pisać. 😀
Udanego weekendu.
Słońca Wam i Sobie życzę!