Przejdź do głównej zawartości

Wielkie plany na przyszłość.

Miałyście kiedyś taki czas, kiedy było wam po prostu dobrze, tak dobrze, że można było zarzucić myśli jak sieć daleko... I wierzyć, że tą siecią da się wyciągnąć spełnione marzenia...? Czas, w którym robiłyście wielkie, życiowe plany na "za rok", na "za pięć lat", na "kiedyś"? I wydawało się wam, że te plany są właściwie całkowicie realne. Wystarczy zabrać się do tego już, by kiedyś osiągnąć efekt...
A potem, nagle... Ni z tego ni z owego... Trrrach. Koniec. Trzeba wszystko zmieniać o 180 stopni, pójść w lewo zamiast w prawo - a nawet cofnąć się, czego nikt nie lubi... I taka wściekłość się pojawia - "bo miało być inaczej!!!"...

Miałam tak. Kilka razy pozwoliłam Temu - tam wyżej - głośno porechotać. Bo mogłam szczegółowo i realnie planować, mogłam wyliczać ile mi zajmie dotarcie do celu, jakie to pociągnie za sobą konsekwencje. Mogłam z determinacją dążyć do usunięcia wszystkich przeszkód... A On i tak - nieraz pod sam koniec starań rzucał pod nogi coś - czego ani obejść ani przeskoczyć. Albo, kiedy plan był wyjątkowo durny, pozwalał na realizację, żeby potem pukać się w czoło, kiedy zastanawiałam się, co właściwie zrobiłam....

Od jakiegoś czasu nie planuję niczego na wyrost. Ewentualnie na tydzień. Bo nie ma sensu. Poddałam się - choć ktoś, kto stoi z boku mógłby powiedzieć, że po prostu zaufałam i daję się prowadzić. Nie wiem - może. A moje życie jakoś się układa. Tylko właściwie nie wiem, czy ma jakiś cel...

Ale marzę teraz o czymś specjalnym. I boję się o tym powiedzieć głośno... Bo, może On zaplanował to sobie jakoś inaczej? Czy dam radę żyć, jeśli On uznał, że nie tędy droga? A co jeśli okaże się, że powie chciałaś - to masz, a ja nie będę potrafiła udźwignąć tyle szczęścia? Albo jeśli ono będzie wymagało więcej poświęcenia, więcej miłości niż inne? Niepewność... Ciągła niepewność i obawa, że sobie z tym nie poradzę...

---------------------------------------------------------------------------------

Pragnę i boję się tego marzenia.
Wśród snów czarodziejskich je chowam
przed wzrokiem drwiącym...

Pragnę i boję się jego spełnienia
oddechem jak mgłą otulając
w bezsenne noce...

Wśród pragnień jedyne
tak drogie i bliskie...

duszę - zamienia w snop iskier...

--------------------------------
*obrazek pożyczony z netu

Komentarze

  1. Tak, tak też rozbawiam moimi planami Boga. I chyba nadal go rozbawiam bo znów stoję przed wyborem którą drogą pójść czy pod wiatr czy z wiatrem rezygnując z marzeń...
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Już dawno doszłam do wniosku, że Ten z góry lubi telenowele. I jak się dobrze przypatrzeć mojemu życiu to jest jakaś telenowela. Jak chce to ma. Staram się więc tak żyć, żeby tak Jemu jak i mnie się nie znudziła. I niech się śmieje. Bo ja już dawno żyję każdym dniem, jak kolejnym odcinkiem. Dzięki temu, życie mnie wciąga.

    Nie bój się, chyba zawsze tak jest, że dostajemy tyle, ile możemy unieść, chociaż nam się inaczej wydaje :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam Smallcat-ku na moim blogu :) Miło Cię widzieć :) Zaraz Cię pójdę poszukać, bo zaciekawiło mnie przed jakim wyborem stoisz :)

    Dzięki Eunice jakoś lepiej mi się zrobiło po tym, co napisałaś :) I po wczorajszej rozmowie z Mężonem też trochę ;)Buźka

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten na Gorze jest bardzo dowcipny, spojrzmy chociaz na moje zycie:)))a Ty udzwigniesz to szczescie. uwierz!

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak, jedyne czego mu nie można zarzucić to brak poczucia humoru ;)
    Jakby co to będę mieć wasze dobre rady ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. jakoś tak to już jest że ON zawsze ma swoje plany i te Jego nie zawsze pokrywają się z naszymi,a szkoda...ale życzę Ci powodzenia.........

    OdpowiedzUsuń
  7. mam takie chwile, w których jest cudownie, ale właśnie... nauczyłam się już nic wtedy nie planować i nie słuchać żadnych obietnic, bo to się później marnie kończy

    OdpowiedzUsuń
  8. tez tak mam i marzenia moje niszczeja .... no ale moze jednak kiedys sie spelnia, ale poki co nie zdradze jakie to marzenia, wtedy jak za dotknieciem czarodziejskiej rozdzki zamienia sie w real ;) Pozdrawiam:*
    ~andziulka

    OdpowiedzUsuń
  9. Jejciu alez mi serducho wali i ciarki mam na ciele... ty wiesz dlaczego!:) Dlatego mocno trzymam kciuki:*

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Zbieram dobre słowa ;)

Popularne posty z tego bloga

Ku pamięci ;-)

Ważne!

Dzisiaj moja córka zaczęła pisać swój pamiętnik.

Ziarno zostało zasiane...

Ale serio? Że już??

Przecież jeszcze niedawno nie umiała czytać ani pisać!!


Starzeję się...

Niewątpliwie.

Wkurw totalny.

Zwykle tak bywa, że...

Do pewnego momentu jest super, doskonała relacja, pełne zrozumienie, odczytywanie zachcianek, picie sobie z dzióbków i tak dalej...

Następnie przychodzi zgrzyt. I Misiaczkowi Dziubdziusiowi, Koteczkowi rosną rogi i pazury, kopytami zarysowuje parkiet, we wszystkim jest na "nie".

Zaczyna używać słów "Mogłaś to zrobić wczoraj", " Mogłaś mi przypomnieć", " Nie wiedziałem", "Nie mam na to czasu" i "Czym ty jesteś zmęczona???"

Nagle czujemy się odpowiedzialne za całe zlo tego świata łącznie z gradobiciem i plagą komarów.

I domową boginię wśród fajerwerków i donośnych efektów dźwiękowych szlag nagły trafia.

Oczywiście ten stan rzeczy nie trwa nigdy długo. Misiaczek piłuje szpony a Walkiria chowa uzbrojenie w zaciszu szafy...

Ale są takie dni...

Na szczęście mam na nie sposoby..
Dzisiaj taki:

A Wy? Jakie macie rady na chwilowy Armagedon? :-)

Niedoczas....

Czytałam niedawno artykuł.
O nowego rodzaju biedzie.
O ludziach, którzy cierpią na brak czasu. Za żadne pieniądze nie da się go kupić...

Mi się ostatnio wydaje, że spędzam moje życie w pracy. Albo do niej jadąc, albo z niej wracając. Nie macie tak czasami?
Czas, który odczuwam naprawdę, ten, kiedy jestem z moją rodziną, albo robię coś dla siebie jest na wagę złota. I znam tę wagę...

Wielkanoc była wspaniała. Tym razem Rodzice i Babcia przyjechali do mnie. Mialam ich wszystkich tak blisko i choć pojawiły się międzypokoleniowe zgrzyty, było dobrze...

Kiedyś nie doceniałam tego wspólnego czasu. Teraz kiedy pozostało nas tak mało... kolekcjonuję wszystkie momenty, zapisuję w myślach chwile. Na zapas.

Jeszcze dwa dni i uciekamy z K. Reset, zmiana otoczenia, potrzebuję tego bardzo.
Znowu z Rodzicami... :-)

Nie mogę się doczekać.

Dziękuję że zostawiacie słowa. Może tego bardzo nie widać, ale znowu mi się dzięki temu chce pisać. 😀
Udanego weekendu.
Słońca Wam i Sobie życzę!