Przejdź do głównej zawartości

Kaszląco...

Jula zaczyna chyba wyczuwać, że już "bardzo długo" chodzi do przedszkola, bo objawy przeziębieniowe się nasilają. To, co zwykle - katar drażniący gardło, nocne pobudki, męczący kaszel - w dzień zdrowa jak rybka... Gorączki brak, osłabienia brak... 

Za to mnie już dziwnie słabo.

W pracy wszyscy poinformowani, świeże RMUA wydrukowane, na jutro zaplanowana wizyta w przychodni. Nie mogę czekać aż mi się dziecko do końca rozłoży, bo w piątek wyjeżdżamy...  Zestresowany Braciszek za kierownicą to nie jest najlepszy pomysł ;)

Pogoda wręcz nastraja do zawinięcia się w kołdrę i przeczekania.

A tyle roboty na mnie czeka, pieczenia... echhh

Komentarze

  1. Ja się zawinęłam w koc :? Nie przemęczaj się, dobra? Nasze motto to: wyluzuuuuuuuuj :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie przemęczę się, zrobię tylko to na co będę miała sama ochotę ;) obym się mogła tylko wyspać...

      Usuń
  2. O rany, dziewczyny... weźcie no...
    Zdrówka życzę!!!!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Zbieram dobre słowa ;)

Popularne posty z tego bloga

Ku pamięci ;-)

Ważne!

Dzisiaj moja córka zaczęła pisać swój pamiętnik.

Ziarno zostało zasiane...

Ale serio? Że już??

Przecież jeszcze niedawno nie umiała czytać ani pisać!!


Starzeję się...

Niewątpliwie.

Wkurw totalny.

Zwykle tak bywa, że...

Do pewnego momentu jest super, doskonała relacja, pełne zrozumienie, odczytywanie zachcianek, picie sobie z dzióbków i tak dalej...

Następnie przychodzi zgrzyt. I Misiaczkowi Dziubdziusiowi, Koteczkowi rosną rogi i pazury, kopytami zarysowuje parkiet, we wszystkim jest na "nie".

Zaczyna używać słów "Mogłaś to zrobić wczoraj", " Mogłaś mi przypomnieć", " Nie wiedziałem", "Nie mam na to czasu" i "Czym ty jesteś zmęczona???"

Nagle czujemy się odpowiedzialne za całe zlo tego świata łącznie z gradobiciem i plagą komarów.

I domową boginię wśród fajerwerków i donośnych efektów dźwiękowych szlag nagły trafia.

Oczywiście ten stan rzeczy nie trwa nigdy długo. Misiaczek piłuje szpony a Walkiria chowa uzbrojenie w zaciszu szafy...

Ale są takie dni...

Na szczęście mam na nie sposoby..
Dzisiaj taki:

A Wy? Jakie macie rady na chwilowy Armagedon? :-)

Niedoczas....

Czytałam niedawno artykuł.
O nowego rodzaju biedzie.
O ludziach, którzy cierpią na brak czasu. Za żadne pieniądze nie da się go kupić...

Mi się ostatnio wydaje, że spędzam moje życie w pracy. Albo do niej jadąc, albo z niej wracając. Nie macie tak czasami?
Czas, który odczuwam naprawdę, ten, kiedy jestem z moją rodziną, albo robię coś dla siebie jest na wagę złota. I znam tę wagę...

Wielkanoc była wspaniała. Tym razem Rodzice i Babcia przyjechali do mnie. Mialam ich wszystkich tak blisko i choć pojawiły się międzypokoleniowe zgrzyty, było dobrze...

Kiedyś nie doceniałam tego wspólnego czasu. Teraz kiedy pozostało nas tak mało... kolekcjonuję wszystkie momenty, zapisuję w myślach chwile. Na zapas.

Jeszcze dwa dni i uciekamy z K. Reset, zmiana otoczenia, potrzebuję tego bardzo.
Znowu z Rodzicami... :-)

Nie mogę się doczekać.

Dziękuję że zostawiacie słowa. Może tego bardzo nie widać, ale znowu mi się dzięki temu chce pisać. 😀
Udanego weekendu.
Słońca Wam i Sobie życzę!